– Od początku utrudniano mi życie. Zaraz po powrocie z protestu zmieniono mi brygadę, później się dowiedziałem, że prezes sprawdzał też, czy nie opuściłem stanowiska pracy – tak o kulisach swojego zwolnienia z pracy opowiedział portalowi niezależna.pl Patryk Iwaniec, jeden z protestujących w grudniu w PG Silesia górników.
„Od początku utrudniano mi życie”
Otrzymałem (…) naganę, bo rzekomo obraziłem dwóch innych liderów związkowych, którzy podpisali to pseudoporozumienie w cieniu gabinetów. Usłyszałem: „To nie za protest, panie Patryku, pan złamał regulamin pracy”
– mówi Patryk Iwaniec, jeden z górników protestujących w grudniu w PG Silesia, w rozmowie z portalem niezależna.pl.
Odwołałem się od tej decyzji. Od początku utrudniano mi życie. Zaraz po powrocie z protestu zmieniono mi brygadę, później się dowiedziałem, że prezes sprawdzał też, czy nie opuściłem stanowiska pracy. Prawnik powiedział mi, że jeśli napisałem w zamkniętej grupie, jako członek zarządu NSZZ „Solidarność”, opinię o szkodliwym działaniu innych związków, to nic złego się nie stało. Miałem nawet obowiązek informować załogę o takich rzeczach. Użyłem barwnego języka górniczo-związkowego, a ktoś wyniósł to i dostarczył członkom tych pozostałych dwóch związków
– relacjonuje zwolniony górnik i działacz NSZZ „Solidarność”.
To nie koniec problemów. Mam zakaz wejścia na kopalnię. Nawet po rzeczy osobiste. Brakuje jeszcze „milicji”!
– dodaje.
Nie wiem, w jakim państwie my żyjemy. Mam rodzinę i jeśli nie zapłacę najmu, wylądujemy na bruku. Każdy z nas coś ma. Każdy coś postawił na jednej szali dla dobra wszystkich i teraz wychodzi inaczej. 13 lutego będzie kolejna tura rozmów w Ministerstwie Energii. Jestem już tym zmęczony, od 21 grudnia – gdy wyszedłem z domu na nockę – nie wróciłem do domu na święta, prowadząc protest; ciągle na pierwszej linii frontu. Już prawie dwa miesiące. Jestem trzecią kadencję w zarządzie Solidarności przy PG Silesia, ale tak ciężkich czasów jak teraz jeszcze nie było
– zaznacza Patryk Iwaniec.
„Rozumiemy, że związkowcy patrzą z zazdrością”
Rozumiemy, że związkowcy patrzą z zazdrością na kolegów ze spółek górniczych, w których akcjonariuszem jest Skarb Państwa, którzy miesiącami mogą strajkować i zgłaszać kolejne żądania. Tylko tam przyjedzie minister i dosypie kolejne setki milionów złotych. U nas alternatywą dla funkcjonowania jest zamknięcie zakładu i zwolnienia grupowe. Jako spółka prawa handlowego domagamy się wyłącznie równego traktowania. Gwarancja równości wobec prawa, niedyskryminowanie w życiu gospodarczym jest konstytucyjnym prawem. (…) Działania przedstawicieli jednego ze związków zawodowych traktujemy jako nadużycie zaufania do zawartych porozumień
– tak m.in. odpowiedział z kolei przedstawiciel firmy Bumech na zadane przez Niezależną pytania o zwolnienia i represje wobec uczestników grudniowego protestu.
„To jest skandal”
Przypomnijmy, jutro pod bramą zakładu PG Silesia odbędzie się pikieta Solidarności. Związkowcy będą protestować przeciwko zwolnieniom, jakie są przeprowadzane w czechowickiej kopalni. Pracownicy są oburzeni złamaniem porozumienia, które strona społeczna, rządowa i pracodawca podpisali w grudniu 2025 roku.
W związku z tą sprawą odbyło się w ubiegłym tygodniu w Katowicach spotkanie przedstawicieli związkowców, pracodawcy oraz wiceministra energii Mariana Zmarzłego.
Podczas rozmów pracodawca się motał. Największy argument, jaki podniósł na pytanie, dlaczego nie realizuje porozumienia, był taki, że było późno, był zmęczony i nie wiedział, co podpisywał. To jest skandal. Szanowni państwo, to jest skandal
– powiedział po zakończeniu rozmów Grzegorz Babij, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w PG Silesia.
Oni doskonale wiedzieli, co podpisują, i doskonale wiedzieli, że tego nie będą realizować. To jest moja ocena tej sytuacji
– dodał.
Pikieta pod PG Silesia
10 lutego pod bramą PG Silesia zorganizują pikietę i zapraszają wszystkich chętnych do udziału i wsparcia ich walki o miejsca pracy.
Wasza obecność ma znaczenie – razem jesteśmy silniejsi! Nie bądźmy obojętni. Solidarność to nie hasło – to działanie!
– napisali w mediach społecznościowych związkowcy z Regionu Podbeskidzie NSZZ „S”.
Domagamy się respektowania podpisanych ustaleń! Domagamy się szacunku dla pracowników! Domagamy się odpowiedzialności!
– zaznaczyli.
źródło: niezalezna.pl/tysol.pl