Przejdź do treści Wyszukiwarka

Dramat pracowników. Przemysł płaci najwyższą cenę!

  • czwartek, 26 Lutego 2026
  • Kraj
  • Autor: Admin

fot. M. Żegliński


Zwolnienia grupowe przetaczają się przez wszystkie branże, łącznie z sektorem IT. Najbardziej gorzkie są jednak zwolnienia w przemyśle, o które Solidarność oskarża unijną politykę klimatyczną. Dla związkowców cięcia pracownicze to ostateczność, a nie najlepszy sposób na ratunek dla firmy.

Zwolnienia idą szeroko

Najgłośniejszy przypadek to narodowy operator kolejowych przewozów towarowych, którym jest PKP Cargo. W ciągu zaledwie dwóch lat firma zredukowała zatrudnienie o 5 tysięcy pracowników, a jej stan osobowy zmniejszył się z 13376 do 8415 osób pod koniec 2025 roku. W międzyczasie uszczuplono też spółkę córkę – PKP CargoTabor, gdzie zamknięto regionalne sekcje w Olsztynie, Gdyni, Szczecinie oraz Jaworzynie Śląskiej.

Nie sposób nie wspomnieć, że sam fotel prezesa PKP Cargo stał się mocno „obrotowy”. Po odwołaniu Macieja Jankiewicza zasiadł na nim Marcin Wojewódka, potem stery przejęła Agnieszka Wasilewska-Semail, a w lutym tego roku Zbigniew Prus.

Biorąc pod uwagę, że kolejne przetasowanie polityczne nastąpi dopiero za półtora roku, funkcję prezesa PKP Cargo może pełnić jeszcze nie jeden „uzdrowiciel”. Tak duża rotacja bardzo dobitnie świadczy o tym, że w kolejowej spółce nadal nie dzieje się najlepiej.

– Stanowisko Solidarności jest w tej sprawie od dawna stałe. Ono się nie zmienia. Jesteśmy i byliśmy przeciwko zwolnieniom grupowym, natomiast obecny i poprzedni zarząd spółki nie podejmują działań naprawczych wobec PKP Cargo, a ich jedynym pomysłem na „restrukturyzację” są właśnie zwolnienia pracowników

– mówił nam w połowie zeszłego roku Jan Majder, przewodniczący Solidarności w PKP Cargo.

Kurierzy na B2B

Kilka tysięcy osób musiało rozstać się również z inną państwową firmą. Z Poczty Polskiej odeszło ponad 6 tysięcy pracowników i to tylko w okresie od listopada 2024 roku do marca 2025 roku. Dziś pracuje tam przeszło 51 tysięcy pracowników, a prezes Sebastian Mikosz zapowiedział, że w najbliższym czasie nie planuje tego zmieniać. Zmianie ulegnie natomiast sposób zatrudnienia kurierów, którzy zamiast umów o pracę mają przejść na B2B.

Zdaniem Solidarności jest to kolejny przykład tego, że dla Zarządu Poczty „dialog i pracownik nic nie znaczą”.

– Pracodawca od dwóch lat zmniejsza zatrudnienie, zmniejsza etaty. Zmniejszona jest także liczba osób obsługujących placówki pocztowe, jest mniej listonoszy… Oni sami mają coraz większe rejony i coraz dłużej chodzą po nich, żeby je obsłużyć i dostarczyć korespondencję, a widzimy, że nie dają rady. To nie jest wina kolegów i koleżanek, którzy doręczają pocztę, to jest po prostu wina Zarządu, który tak tą firmą kieruje

– mówił na antenie Radia Poznań wiceprzewodniczący „S” w Poczcie Polskiej Marcin Gallo.

– Co gorsza, Zarząd planuje kolejne ruchy związane z listonoszami. Chce ich „zabrać” z urzędu pocztowego i przekazać pod logistykę. Nasze pytanie jako Solidarności jest takie: Czy to nie jest pierwszy krok, aby listonoszy w perspektywie czasu również zatrudniać na umowach B2B i pozbawić ich umów o pracę, czyli bezpieczeństwa, które daje ta forma zatrudnienia?

– pytał związkowiec.

PG Silesia walczy

W ostatnim czasie głośno było również o górnikach z PG „Silesia”, którzy przez osiem dni protestowali pod ziemią, gdy dowiedzieli się, że 754 pracowników, czyli cała załoga, ma być objętych zwolnieniami grupowymi. Z jednej strony walczyli o swoje miejsca pracy, a z drugiej – domagali się od rządu osłon socjalnych na wypadek zwolnień.

Świadczenia osłonowe przysługują jednak tylko tym górnikom, których zakłady pracy są wpisane do ustawy górniczej. PG „Silesia” jako prywatna kopalnia nie znajdowała się na tej liście. Ten stan rzeczy ma zmienić porozumienie, które związkowcy zawarli z właścicielem kopalni, zarządcą sądowym oraz Ministerstwem Energii w grudniu 2025 roku. Rząd zobowiązał się w nim, że do końca lutego przygotuje rozwiązania legislacyjne, które umożliwią objęcie alokacją i świadczeniami osłonowymi górników oraz pracowników przeróbki, jeśli dojdzie do upadłości PG „Silesia”.

Właściciel kopalni ponowił chęć dzierżawy kopalni i przejęcia wszystkich pracowników, a Zarządca zadeklarował, że nie będzie wręczał wypowiedzeń – z wyjątkiem sytuacji, gdy dzierżawa nie dojdzie do skutku. Gdy zdawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, po nowym roku pracownicy „Silesii” zaczęli być zwalniani z pracy.

– Niestety przyszedł frontalny atak na Solidarność, atak na tych bohaterów, którzy spędzili osiem dni pod ziemią. Pomimo zapisów w tym porozumieniu, że nie będą wyciągane wobec nich żadne dyscyplinarne konsekwencje – dzisiaj część tych chłopaków jest na wypowiedzeniach i ma poblokowane wejścia na teren zakładu

– podkreślał na ostatniej pikiecie Grzegorz Babij, szef „S” w PG „Silesia”.

Szukanie oszczędności

Jeśli ktokolwiek czuje już przesyt doniesieniami o trudnej sytuacji w tych zakładach, to może zainteresują go najświeższe informacje płynące z Jastrzębskiej Spółki Węglowej? Ten czołowy producent węgla koksowego – surowca niezbędnego do wytopu stali i uznanego przez Unię Europejską za krytyczny – po trzech kwartałach 2025 roku odnotował narastającą stratę netto w wysokości 2,9 mld zł. Firma zaczęła więc szukać oszczędności i znalazła je po stronie załogi. W lutym pracownicy JSW zgodzili się w referendum na zawieszenie części świadczeń, aby ratować spółkę. Ponad 97 procent z 16 tysięcy głosujących przystało na porozumienie, które organizacje związkowe ustaliły wcześniej z Zarządem. Co z niego wynika?

Otóż w 2026 roku górnicy będą mieli zawieszoną 14. pensję, a ubiegłoroczną – firma wypłaci im do końca 2027 roku. Od lutego 2026 roku do końca przyszłego roku zawieszona zostanie wypłata deputatu węglowego oraz biletów z Karty Górnika. Ponadto rozłożono na raty i przesunięto w czasie wypłatę nagród i ekwiwalentów barbórkowych w latach 2025–2028.

Zaciskanie pasa ma objąć także „górę” Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Wiceminister aktywów państwowych Grzegorz Wrona przekazał, że członkowie Zarządu będą wnioskować o obniżenie swoich wynagrodzeń „do aktualnych realiów finansowych spółki”.

– Działanie to stanowi wyraz odpowiedzialności i solidarności kierownictwa Spółki z pracownikami oraz jest elementem szerszych działań zmierzających do stabilizacji sytuacji finansowej JSW. Ponadto Ministerstwo Aktywów Państwowych jako większościowy akcjonariusz zawnioskuje o zwołanie walnego zgromadzenia w celu podjęcia uchwały o obniżeniu wynagrodzenia członków rady nadzorczej

– zapewnił minister Wrona.

W takiej sytuacji można uszczypliwie zapytać: Dlaczego kierownictwo JSW nie dało przykładu i nie obniżyło swoich pensji wcześniej, tylko czekało na decyzję pracowników…?

Co dzieje się w przemyśle?

Zwolnienia przetaczają się również przez inne branże. Niedawno polski producent mebli z Jeleniej Góry – Zorka – postanowił, że do końca czerwca rozstanie się z 233 pracownikami. Wcześniej, bo w listopadzie 2025 roku, media obiegła informacja, że Black Red White planuje zwolnienia grupowe około 800 pracowników. Szczególnie ciężka sytuacja panuje w hutnictwie. W grudniu ubiegłego roku po 223 latach zlikwidowano Hutę Królewską w Chorzowie, a jesienią 2024 roku padła Walcownia Rur „Andrzej” w Zawadzkiem, co oznaczało zwolnienia ponad 400 pracowników. Na sprzedaż wystawiono także częstochowski Rurexpol.

Od zamknięcia na cztery spusty uratowano natomiast Hutę Częstochowa, o co walczyła Solidarność, organizując między innymi manifestację w stolicy. Zakład najpierw wstrzymał produkcję, potem ogłosił upadłość i ostatecznie w listopadzie 2024 roku trafił pod skrzydła Węglokoksu. W związku z odchodzeniem od węgla wygaszane są również bloki węglowe. W sierpniu tego roku swoją pracę zakończą ostatnie dwa bloki Elektrowni Dolna Odra, a w następnym roku z mapy zniknie zasilana węglem Elektrownia Rybnik.

Kolejny sektor to motoryzacja. W połowie 2024 roku dobiegła końca likwidacja – zapoczątkowana jeszcze w poprzednim roku – fabryki silników

FCA Powertrain w Bielsku-Białej. Majątek fabryki upłynniono, a część maszyn trafiło do zakładu w Brazylii. Od marca 2026 roku Stellantis zrezygnuje zaś z trzeciej zmiany w zakładzie w Tychach, gdzie Solidarność ustaliła już z kierownictwem warunki Programu Dobrowolnych Odejść. Zostanie nim objętych 320 pracowników, ale jak informowali wcześniej związkowcy – łącznie prace może stracić nawet 740 osób, wliczając w to pracowników agencyjnych.

Zielony winowajca

Przyczyny tych zwolnień Solidarność upatruje w unijnej polityce klimatycznej, o czym mówił niedawno szef podbeskidzkiej Solidarności Marek Bogusz.

– My na tym terenie mamy bardzo dużo motoryzacji. Spadki produkcyjne są ogromne. Fiata już w Bielsku nie ma, w Tychach już słyszycie, że jedna zmiana jest likwidowana, a w 2028 roku nie będzie Fiata w ogóle, nie będzie Stellantisu. Tak działa Zielony Ład

– ocenił.

Zwolnienia w przemyśle są wyjątkowo bolesne, bo często dotyczą osób najuboższych, ludzi z kilkudziesięcioletnim stażem, niejednokrotnie związanych z firmą od czasu ukończenia szkoły. Takie duże przedsiębiorstwa są zazwyczaj największymi pracodawcami w regionie i największymi płatnikami podatków dla gminy. Ich upadek to prawdziwy horror dla lokalnej społeczności – zwłaszcza w obliczu braku alternatywy.

źródło: Tygodnik Solidarność nr 8/2026