Eksperci uspokajają – nie dzieje się nic nadzwyczajnego, nie ma powodów do obaw. To samo powtarzają od miesięcy politycy koalicji rządowej, w tym odpowiedzialni za Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej działacze Lewicy. W marcu, według danych GUS, poziom bezrobocia był taki sam, jak w lutym. Uznano to za sygnał optymistyczny, ponieważ po lutowym przyroście obawiano się różnych scenariuszy. „Prognozy nie są alarmujące”, można by powiedzieć, jednak co innego wynika nie tylko z cząstkowych statystyk, lecz także kolejnych informacji o zwolnieniach grupowych.
Według danych resortu pracy na koniec lutego 2026 r. w urzędach pracy zarejestrowanych było ponad 956 tys. osób bezrobotnych, o 22 tys. więcej niż miesiąc wcześniej i niemal 110 tys. więcej niż rok wcześniej. Z mównicy sejmowej posłanka niezrzeszona Paulina Matysiak alarmowała, że bezrobocie wzrosło już o 181 tys. osób od listopada 2023 r.
Wraca bezrobocie
„Zwolnienia grupowe zgłaszane do urzędów pracy to jedno, a drugie to «ukryte» zwolnienia, które nie są rejestrowane. Chodzi o wszelkie pomniejsze redukcje etatów, brak przedłużeń umów na czas określony, zwolnienia osób, które są zameldowane poza Krakowem, wypychanie ludzi na B2B. Dlatego oficjalne dane dotyczące zwolnień grupowych są prawdopodobnie zaniżone”
– mówił autorom ekonomista Karol Wałachowski. A jak wygląda to na mapie Cieszyńskiego?
Kraków wypada tu wyraźnie źle, choć wciąż lepiej niż kilka innych dużych ośrodków. Między marcem 2024 a marcem 2026 r. liczba bezrobotnych wzrosła tu z 10 997 do 14 236, trochę poniżej 30%. Tę wielkość przekraczają natomiast dwa powiaty na wschód od Krakowa – wielicki i bocheński ze wzrostami odpowiednio o 34,7 i 33,1%. Zamość, a dokładniej powiat miejski Zamość, to skok o 11,5%, trochę gorzej niż reszta powiatu, daleko od stanu pożądanego, ale w skali kraju wciąż nieźle. Tu trzeba wyjaśnić jednak jedną kluczową rzecz, która wpływa zarówno na same statystyki, jak i na ocenę zjawiska w zależności od politycznej afiliacji. Rządzący bagatelizują wyraźnie gorsze wyniki miast, zwracając uwagę na fakt, że po drodze zmienił się sposób rejestracji.
„Delikatne wzrosty częściowo wynikają z sezonu, mamy za sobą jedną z najcięższych zim, różne prace w budowie, takie, które wymagają pracy na zewnątrz, były wstrzymywane. Drugą taką przyczyną są zmiany administracyjne, po wprowadzeniu ustawy o rynku pracy zmieniły się zasady wypisywania się z rejestru bezrobotnych” – tłumaczyła w lutym minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
„Szacujemy, że gdyby bezrobotni rejestrowali się na takich samych zasadach, jak przed wejściem w życie ustawy, to zarejestrowanych bezrobotnych byłoby około 100 tys. mniej” – uspokajała kilka tygodni później polityk Lewicy, gdy ukazały się kolejne niepokojące dane.
Miejskie wzrosty
Zmian tych jest kilka, kluczowa jednak wydaje się rejestracja bezrobotnego w miejscu zamieszkania, a nie, jak dotąd – zameldowania. Tyle tylko że gdyby było to wyjaśnienie sytuacji, to rosnącym liczbom w przyciągających okolicznych mieszkańców większych ośrodkach towarzyszyłyby choćby symboliczne spadki w okolicznych gminach – a tego na mapie nie widzimy. Tylko w Nowym Sączu, Słupsku i Wałbrzychu obserwujemy znaczny przyrost liczby bezrobotnych kontrastujący z jej spadkiem w odpowiednich powiatach otaczających te miasta. Słupsk jako jedyny zdaje się mieścić w idealnej wizji świata ministerstwa: tu bezrobotnych przybyło, a w całym sąsiedztwie ubyło.
Bezrobocie przechodziło w III RP różne fazy, warunkowane gwałtownymi zmianami politycznymi. Pojawiło się wraz z upadkiem RPL, rosło w miarę postępów reform Leszka Balcerowicza i skoków inflacji, w tym (jak widać, nie odrobiliśmy tej lekcji) wzrostu cen energii, który wykańczał zwłaszcza wielkie państwowe zakłady mniej więcej do 1995 roku, gdy osiągnąwszy poziom ok. 16%, zaczęło spadać. Jednak po całkiem niezłym roku 1998, gdy pierwszy raz od siedmiu lat liczba Polaków bez pracy była znów jednocyfrowa, wszystko wróciło na złą drogę. Dopiero wejście do UE i będąca jego konsekwencją emigracja zarobkowa rozładowała sytuację.
Jednak druga kadencja Tuska to znów więcej bezrobotnych z rekordem 14,4% w lutym 2013 r. Czy historia się powtórzy? Czujność usypiana jest wciąż niezgorszym poziomem na tle Europy, a pracownicy, jeśli wierzyć badaniom, w przyszłość patrzą ze spokojem. Chyba że pracują w Poczcie Polskiej, w PKP Cargo lub w jednym z dziesiątek zakładów zapowiadających zwolnienia grupowe. Lub są osobami młodymi, dopiero wchodzącymi na rynek pracy. Sytuacja tej grupy jest bowiem najgorsza, bezrobocie wśród młodych do 30 r.ż. jest czterokrotnie wyższe niż w całej populacji i szybko wzrasta.
Poza radarem Lewicy
Problem dostrzegła również Solidarność. Region Elbląski Związku alarmował, że w powiatach będących w jego zainteresowaniu redukcja algorytmu Funduszu Pracy na 2026 rok wynosi od ponad 60 do prawie 83%. Gdy pojawia się temat zwolnień grupowych, ministerstwo deklaruje wsparcie dla zagrożonych powiatów, ogólnie jednak wciąż dominuje przekaz o sytuacji „dobrej, stabilnej, najlepszej w Unii Europejskiej”. Retoryka zachodzenia PiS z lewej strony, stosowana przez lewicę w latach 2019–2023 ustąpić musiała biurokratycznym sloganom i liberalnej praktyce działania.
źródło: Tygodnik Solidarność nr 18/2026