Francuski sąd po raz pierwszy uznał raka piersi członkini personelu pokładowego za chorobę zawodową. Sprawa Sophie Lainault, która przez trzy dekady pracowała w Air France, wywołała zainteresowanie znacznie wykraczające poza Francję. Nie chodzi bowiem tylko o indywidualne rozstrzygnięcie dotyczące jednej pracownicy, lecz o znacznie szersze pytanie: jak oceniać skutki zdrowotne pracy, w której przez wiele lat nakładają się na siebie różne czynniki ryzyka.
Lainault pracowała w Air France od 1989 do 2019 r., najpierw jako stewardesa, a następnie szefowa personelu pokładowego na trasach długodystansowych. W ciągu kariery przepracowała 12 642 godziny w powietrzu, w tym około 6527 godzin w nocy. Postępowanie w sprawie uznania jej choroby za zawodową trwało około dwóch i pół roku. W wyroku z lipca 2026 r. sąd w Bayonne uznał istnienie bezpośredniego i istotnego związku między chorobą a aktywnością zawodową, biorąc pod uwagę łączne oddziaływanie pracy nocnej, narażenia na promieniowanie jonizujące oraz – w części kariery – biernego palenia. Palenie na pokładach Air France było dozwolone do 2000 r.
To właśnie uwzględnienie wielokrotnej i skumulowanej ekspozycji zawodowej jest jednym z najważniejszych elementów rozstrzygnięcia. W rzeczywistym środowisku pracy choroba rzadko daje się przypisać jednemu, całkowicie izolowanemu czynnikowi. W przypadku załóg lotniczych nakładają się na siebie m.in. praca nocna, zaburzenia rytmu dobowego, zmęczenie, promieniowanie kosmiczne oraz inne czynniki środowiskowe. Francuski wyrok nie oznacza więc stwierdzenia, że jeden konkretny czynnik – np. promieniowanie – sam spowodował nowotwór. Znaczenie ma właśnie ich wieloletnie współwystępowanie.
Związek zawodowy UNPNC-CFDT wspierał Sophie Lainault w postępowaniu. Raphaël Caccia z federacji lotniczej CFDT podkreśla, że sprawa miała od początku wymiar szerszy niż indywidualny przypadek. Jak stwierdził, dotyczyła równocześnie obrony konkretnej pracownicy i problemu zdrowia zawodowego obejmującego cały personel latający. Zwracając uwagę na trudność podobnych postępowań, Caccia podsumował ich najważniejszą lekcję bardzo krótko: „Workers should not remain alone when facing this type of procedure” – pracownicy nie powinni pozostawać sami w tego rodzaju postępowaniach.
Znaczenie wyroku wzmacniają najnowsze wyniki badań. W sierpniu 2026 r. w „JAMA Internal Medicine” opublikowano analizę amerykańskich danych dotyczących niemal 13 mln zgonów i 503 zawodów. Wśród wszystkich analizowanych grup zawodowych personel pokładowy miał najwyższy, a piloci drugi najwyższy skorygowany udział zgonów związanych z nowotworami zaliczanymi przez autorów do grupy powiązanej z promieniowaniem. Badacze analizowali m.in. raka piersi, białaczki, chłoniaki, nowotwory tarczycy, prostaty, ośrodkowego układu nerwowego oraz czerniaka. Jednocześnie autorzy ostrożnie podkreślają, że badanie wykazuje związek statystyczny, a nie pozwala przypisać poszczególnych zachorowań jednej konkretnej ekspozycji.
Promieniowanie kosmiczne nie jest zresztą dla europejskiego prawa nowym zagrożeniem. Dyrektywa 2013/59/Euratom wymaga, aby w przypadku załóg lotniczych mogących otrzymywać dawkę przekraczającą 1 mSv rocznie operator oceniał ich narażenie, uwzględniał jego poziom przy układaniu grafików w celu ograniczania ekspozycji najbardziej narażonych pracowników oraz informował załogi o ryzyku i indywidualnej dawce. Szczególne zasady dotyczą również pracownic w ciąży.
Oznacza to interesujący paradoks. Ryzyko jest wystarczająco dobrze rozpoznane, aby prawo wymagało jego monitorowania i ograniczania, ale znacznie trudniejsze okazuje się ustalenie związku między wieloletnią ekspozycją a chorobą konkretnego pracownika. Właśnie dlatego postępowania o uznanie choroby zawodowej wymagają często szczegółowego odtworzenia całej historii zatrudnienia: liczby godzin lotu, pracy nocnej, przebytych tras i innych czynników narażenia.
Problem zdrowia zawodowego w lotnictwie nie ogranicza się przy tym do personelu pokładowego. W lipcu 2026 r. holenderska Rada Zdrowia (Gezondheidsraad), działając wspólnie z Nordic Expert Group, zaleciła zaklasyfikowanie spalin z silników lotniczych spalających naftę lotniczą jako substancji przypuszczalnie rakotwórczej dla ludzi. Wskazano przede wszystkim na bardzo drobne cząstki mogące przenikać głęboko do płuc i przedostawać się do krwi oraz na obecność szeregu substancji znanych lub podejrzewanych o działanie rakotwórcze. Szczególnie narażeni są pracownicy naziemni wykonujący zadania na płytach lotnisk.
Europejska Federacja Pracowników Transportu zwraca dlatego uwagę, że kolejne badania i decyzje prawne zaczynają tworzyć wspólny obraz zagrożeń zdrowotnych w lotnictwie. Dotyczy on zarówno załóg narażonych na promieniowanie kosmiczne, pracę nocną i zaburzenia rytmu dobowego, jak i pracowników naziemnych mających kontakt ze spalinami silników lotniczych czy ultradrobnymi cząstkami. ETF podkreśla, że samo uznawanie kolejnych przypadków chorób zawodowych nie wystarczy – potrzebne są lepszy monitoring, skuteczniejsza profilaktyka i odpowiednie mechanizmy kompensacyjne.
Francuskie rozstrzygnięcie zapadło w pierwszej instancji i choć nie zostało zaskarżone, samo w sobie nie tworzy europejskiego standardu. Jego znaczenia nie należy więc przeceniać. Pokazuje jednak problem, z którym systemy ochrony zdrowia pracowników będą musiały mierzyć się coraz częściej: choroby rozwijające się przez wiele lat nie zawsze wynikają z jednego czynnika, który można łatwo zmierzyć i przypisać do konkretnego zdarzenia.
W przypadku personelu latającego coraz więcej danych wskazuje, że ocena ryzyka powinna obejmować całą karierę zawodową i nakładające się na siebie ekspozycje. A dla związków zawodowych francuska sprawa niesie jeszcze jedną, bardzo praktyczną lekcję: gdy ustalenie związku między pracą a chorobą wymaga jednocześnie wiedzy medycznej, prawnej i szczegółowego odtworzenia kilkudziesięciu lat zatrudnienia, indywidualny pracownik ma niewielkie szanse, aby samodzielnie przejść przez takie postępowanie.
bs