– Przychodzą do nas ludzie z konkretnymi problemami i te problemy chcemy wyrazić – mówił dziś na antenie Polsat News Bartłomiej Mickiewicz, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „S”, odnosząc się do dzisiejszej demonstracji Solidarności.
„Mamy prawo się wypowiedzieć”
Podczas rozmowy Bartłomiej Mickiewicz podkreślał, że demonstracja była wyrazem poparcia dla prezydenckiej inicjatywy referendalnej, ale jednocześnie dotyczyła szerszych społecznych obaw.
Ludzie przyjechali do Warszawy z bardzo wieloma różnymi problemami – podkreślił.
Przewodniczący bronił samej idei referendum. Odniósł się również do treści planowanego pytania.
To pytanie po prostu jest prawdziwe. Polacy muszą zrozumieć pytanie i mają prawo się wypowiedzieć – mówił. Dodał, że można dyskutować o formule pytania, ale nie powinno się podważać prawa obywateli do wypowiedzenia się w referendum.
Demonstracja „w sprawie”
W rozmowie dużo miejsca poświęcono skutkom polityki klimatycznej dla gospodarki i rynku pracy. Przewodniczący Mickiewicz przekonywał, że Zielony Ład osłabia konkurencyjność europejskich firm.
Rynek europejski jest absolutnie niekonkurencyjny właśnie ze względu na Zielony Ład, na politykę klimatyczną – stwierdził. Jego zdaniem odejście od części regulacji mogłoby przynieść poprawę sytuacji przedsiębiorstw i pracowników.
Pytany o możliwość samodzielnego odrzucenia części unijnych regulacji przez Polskę, odpowiadał, że jest wiele przepisów i dyrektyw, które możemy samodzielnie jako Polska odrzucić.
Bartłomiej Mickiewicz podkreślał również, że uczestnicy demonstracji szli „w sprawie”, a nie przeciw konkretnym politykom.
Przychodzą do nas ludzie z konkretnym problemem i te problemy chcemy wyrazić – mówił. Według niego celem manifestacji było przede wszystkim wywarcie presji na senatorów przed głosowaniem nad referendum.
Przerażające dane
W dalszej części rozmowy odniósł się do europejskiej polityki klimatycznej i systemu ETS. Solidarność – jak zaznaczył – oczekuje nie reformy, ale wycofania się z systemu. Jego zdaniem referendum mogłoby dać rządowi mandat do twardych negocjacji z Unią Europejską.
Jeśli Polacy wypowiedzieliby się w tym zakresie, byłby to mandat do naszego rządu, który mógłby powiedzieć: „przepraszamy, my tego ETS-u nie chcemy” – powiedział.
Duża część rozmowy dotyczyła rynku pracy. Przewodniczący Mickiewicz podkreślał rozbieżność między oficjalnymi statystykami a doświadczeniami związkowców. Podkreślał, że w Polsce trwa proces likwidacji zakładów pracy, szczególnie energochłonnych.
Koszty energii, które muszą te firmy ponosić, są zabójcze. Dlatego firmy przenoszą się za granicę – mówił.
Wskazywał również na pogarszającą się sytuację młodych pracowników.
Bezrobocie wśród młodych ludzi sięga kilkunastu, nawet w niektórych miejscach i sektorach kilkudziesięciu procent. Są to przerażające dane – ocenił.
Na koniec rozmowy krytycznie odniósł się do jakości dialogu społecznego z rządem. Jak podkreślił, rozmowy w ramach Rady Dialogu Społecznego są, „delikatnie mówiąc, utrudnione”. Zwracał uwagę na niewielkie zaangażowanie przedstawicieli rządu i konieczność przywrócenia realnego dialogu społecznego w Polsce.
źródło: Polsat News / tysol.pl