W maju na konta pracowników Biedronki wpłynęły premie za miesiąc kwiecień wyliczone na nowych zasadach. Dla części osób były to kwoty wynoszące 3 zł 35 gr, 7 zł, czy 12 zł. – Nowy system premiowania jest krzywdzący dla pracowników. Ludzie do nas piszą i pytają, co mają zrobić z tymi pieniędzmi – mówi Gabriela Kaim, przewodnicząca „Solidarności” w sklepach należących do sieci.
Teoretycznie pracownik Biedronki ma szansę na miesięczną premię wynoszącą 500 zł. W praktyce dostaje znacznie mniej. Od 1 kwietnia połowa premii uzależniona jest od klientów, którzy oceniają pracowników sklepu wybierając jedną z trzech kolorowych buziek: zieloną, żółtą, bądź czerwoną. Mogą to zrobić, korzystając z kas samoobsługowych lub aplikacji mobilnych w telefonach komórkowych. Ankietę z buźkami klienci mogą też pominąć. Część klientów przez przypadek wybiera czerwoną buźkę, inni są poirytowani całą sytuacją i też „klikają” na czerwoną buźkę.
Jak podkreśla Gabriela Kaim, klienci oceniając swoją wizytę w danym sklepie, biorą pod uwagę rzeczy, na które zwykli pracownicy nie mają wpływu. Zalegające w alejkach palety z towarem nie są wynikiem ich zaniedbań, a braku rąk do pracy. – Pracowników jest za mało, a obowiązków coraz więcej. Ci, którzy pracują, są przeciążeni, mają dość. Wielu klientów nie zdaje sobie sprawy z trudnej sytuacji pracowników – mówi przewodnicząca „S” działającej w Biedronce.
Zaznacza, że jeżeli dany sklep znajdzie się w połowie najlepiej ocenionych przez klientów placówek, wówczas jego pracownicy dostaną 250 zł premii. Kolejne 250 zł zależy od oceny pracodawcy. Efekt takiego sposobu oceniania był widoczny w maju, gdy pracownicy dostali premie za kwiecień, czyli pierwszy miesiąc obowiązywania nowego systemu.
Kolejny problem, na który wskazują pracownicy sieci, to wydłużanie od czerwca godzin pracy części placówek. Niektóre sklepy będą dłużej czynne do końca sierpnia, inne do końca września. – W zależności od regionów sklepy będą otwarte nawet do godziny 23.30, czy 23.45. Pracodawca podkreśla, że pracownicy nie pracują w nadgodzinach. Owszem, to jest prawda, ale obowiązuje trzymiesięczny okres rozliczeniowy czasu pracy. Jeśli np. w lipcu będą pracować dłużej to we wrześniu te godziny sobie odbiorą – mówi Gabriela Kaim. Przewodnicząca dodaje, że pracownik nie wychodzi w momencie zamknięcia sklepu, tylko później. Dla wielu osób problemem jest powrót do domu, w późnych godzinach wieczornych i nocnych komunikacja nie kursuje, a nie wszyscy pracownicy są mobilni. Gabriela Kaim zaznacza, że część pracowników o wydłużeniu godzin pracy i zmianie grafików dowiaduje się w ostatniej chwili.
solidarnosckatowice/aga