Franczyzobiorcy są często przyciągani wizją sukcesu. Rzeczywistość bywa jednak zupełnie inna. Niestety, konsekwencje bywają dramatyczne – od utraty majątku po załamania życiowe. W skrajnych przypadkach dochodzi nawet do samobójstw – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność” w rozmowie z Barbarą Michałowską.
Panie przewodniczący, niedawno opublikowano obszerny raport dotyczący franczyzy i jej wpływu na gospodarkę. Jakie są jego kluczowe ustalenia?
– Na początek warto podkreślić, że to opracowanie jest bardzo solidne i trudne do podważenia. Zostało przygotowane przez środowisko naukowe, profesorów z Uniwersytetu Warszawskiego, a więc ludzi, którzy podchodzą do tematu w sposób rzetelny i analityczny. Raport pokazuje skalę problemu, jeśli chodzi o wpływy do budżetu państwa. Już na przykładzie jednego podatku – od hipermarketów – mówimy o stratach rzędu około 7,5 miliarda złotych rocznie. To ogromne pieniądze, które powinny zasilać budżet, a nie trafiają do niego z powodu konstrukcji systemu. Ale to tylko część obrazu. Raport wskazuje również na pogorszenie sytuacji pracowników – osoby zatrudnione w modelu franczyzowym zarabiają średnio o około 560 zł mniej niż w innych formach zatrudnienia. Do tego dochodzi problem utraty miejsc pracy. I trzeba podkreślić: te wyliczenia nie obejmują jeszcze wszystkich aspektów, takich jak CIT czy pełnych skutków dla systemu ubezpieczeń społecznych. Niższe składki do ZUS to kolejne straty dla państwa, które dopiero trzeba dokładnie oszacować.
Wspomina Pan o tzw. „twardej franczyzie” jako szczególnie problematycznej. Co to oznacza w praktyce?
– Mówimy o modelu, który w obecnym kształcie często prowadzi do nadużyć. I to na wielu poziomach – państwa, pracowników, ale też samych franczyzobiorców. W Polsce mamy poważny problem systemowy: nie istnieje ustawa regulująca franczyzę, nie ma nawet jej jednoznacznej definicji prawnej. Wszystko opiera się w zasadzie na ogólnych przepisach Kodeksu cywilnego. To powoduje ogromną asymetrię – silne sieci handlowe narzucają warunki, a pojedynczy przedsiębiorca jest w dużo słabszej pozycji. Franczyzobiorcy są często przyciągani wizją sukcesu – słyszą, że będą „na swoim”, że staną się biznesmenami, że będą mogli pozwolić sobie na wyższy standard życia, kredyt na samochód, wakacje. To działa szczególnie na młodych ludzi, którzy chcą szybko wejść na rynek. Rzeczywistość bywa jednak zupełnie inna. Umowy są skomplikowane, pisane drobnym drukiem, trudne do zrozumienia nawet dla osób z doświadczeniem. Zdarzały się sytuacje, że przy podpisywaniu umowy nie dopuszczano prawnika, co już samo w sobie powinno budzić poważne wątpliwości.
Czyli problem dotyczy nie tylko pracowników, ale też samych franczyzobiorców?
– Zdecydowanie tak, i to jest wątek często pomijany. Franczyzobiorcy są dużą grupą osób, które w praktyce ponoszą ogromne ryzyko. Po zakończeniu działalności często okazuje się, że pojawiają się dodatkowe zobowiązania – na przykład związane z rozliczeniami VAT i tzw. fakturami korygującymi. Procedury są bardzo skomplikowane, a odpowiedzialność finansowa spada na nich. W efekcie wielu ludzi traci dorobek życia. To nie są pojedyncze przypadki. Mówimy o zjawisku, które dotyka tysięcy osób. Niestety, konsekwencje bywają dramatyczne – od utraty majątku po załamania życiowe. W skrajnych przypadkach dochodzi nawet do samobójstw. To pokazuje, że nie mamy do czynienia tylko z problemem gospodarczym, ale również społecznym.
Wspomniał Pan o działaniach na poziomie europejskim. Jak Polska wypada na tle innych krajów?
– Niestety bardzo słabo. Na forum Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych doprowadziliśmy do powstania ekspertyzy porównawczej dotyczącej warunków prowadzenia działalności franczyzowej w Europie. Z raportu wynika, że Polska znajduje się na szarym końcu zestawienia. Model funkcjonujący u nas jest jednym z najmniej korzystnych – zarówno dla pracowników, jak i dla przedsiębiorców. Dlatego podejmujemy działania na poziomie międzynarodowym. Wspólnie z partnerami, w tym m.in. organizacją EuroCommerce, przygotowywane są rekomendacje dla Komisji Europejskiej i europarlamentarzystów. Chodzi o wypracowanie rozwiązań systemowych, które pozwolą uregulować franczyzę w skali całej Unii Europejskiej.
Czy jednak sama franczyza jako model biznesowy jest problemem?
– Nie, sama franczyza nie jest z natury zła. To może być uczciwy i efektywny model prowadzenia działalności. Problemem jest sposób jej funkcjonowania w Polsce – brak regulacji i nadużycia, które z tego wynikają. Widzimy to bardzo wyraźnie na przykładzie dużych sieci handlowych takich jak Carrefour. Kilka lat temu dochodziło tam do przekazywania sklepów – szczególnie średniego formatu – w ręce franczyzobiorców. Wraz z tym pracownicy przechodzili do nowych pracodawców, ale już na gorszych warunkach. Dlaczego? Bo franczyzobiorca często po prostu nie ma środków, żeby utrzymać standardy zatrudnienia znane z dużych sieci. Sam funkcjonuje pod presją kosztów i zobowiązań. W efekcie mówi pracownikom: „Nie będzie związków zawodowych, nie będzie funduszu socjalnego, bo mnie na to nie stać”.
– Czy są konkretne przykłady takich sytuacji?
Tak, i one dobrze pokazują skalę problemu. Jednym z nich jest przypadek sklepu jednej z dużych sieci w Kielcach. Pracownicy przez dłuższy czas nie otrzymywali wynagrodzeń. Znaleźli się w dramatycznej sytuacji – trzeba było utrzymać rodziny, opłacić rachunki. W końcu zdecydowali się sprzedać towar ze sklepu i podzielić się pieniędzmi, żeby przetrwać. Z punktu widzenia prawa był to czyn zabroniony, ale pokazuje on, do jakiej desperacji mogą doprowadzić takie sytuacje. W tym konkretnym przypadku sieć zachowała się odpowiedzialnie – uregulowała zaległości i przejęła sklep, uznając, że franczyzobiorca nie radzi sobie z prowadzeniem działalności. Ale to raczej wyjątek niż standard.
– Jakie działania są dziś najpilniejsze?
Przede wszystkim potrzebujemy jasnych i kompleksowych regulacji prawnych. To dotyczy zarówno Polski, jak i poziomu unijnego. Konieczne jest wprowadzenie przepisów, które zdefiniują, czym jest franczyza, zabezpieczą interesy franczyzobiorców, zagwarantują minimalne standardy dla pracowników oraz zwiększą przejrzystość umów i ograniczą możliwość nadużyć. Równolegle zabiegamy o stworzenie dyrektywy unijnej dotyczącej franczyzy. To proces długofalowy – nie rozwiąże wszystkich problemów od razu, ale może wyznaczyć kierunek zmian i uporządkować rynek w całej Europie. Dziś najważniejsze jest to, by o tym problemie mówić i by zainteresowali się nim decydenci. Bo mówimy o zjawisku, które dotyka tysięcy ludzi – przedsiębiorców, pracowników i całego systemu gospodarczego.
Źródło: Tygodnik Solidarność/ Licencja: Tygodnik Solidarność/ foto: Marcin Żegliński