23 marca pracownicy Stokrotki protestowali przed sklepem tej sieci znajdującym się w Warszawie przy ulicy Daniłowskiego. W ten sposób wyrazili swój sprzeciw wobec „wypychania” pracowników na pojedyncze dni urlopy wypoczynkowego, bez wypisanego przez nich wniosku i wbrew ich woli.

Jak podkreśliła Alicja Symbor, przewodnicząca „Solidarności” działającej w Stokrotce, system jest tak skonstruowany, że pracownik nie ma praktycznie żadnego wpływu na to, kiedy dostanie urlop. Dowiaduje się o tym dopiero wtedy, gdy zobaczy grafik. – To jest zabieranie nam prawa do normalnego życia prywatnego. Nie możemy zaplanować najprostszych, najbardziej zwyczajnych rzeczy takich, jak wyjazd z dziećmi, czy jakakolwiek rodzinna uroczystość – powiedziała.

Alicja Symbor zauważyła również, że główną przyczyną problemu związanego z urlopami jest zbyt mała obsada sklepów. Na tę kwestię „Solidarność” zwraca uwagę od lat. – Pracowników jest za mało, a grafik jakoś trzeba ułożyć, żeby miał kto obsługiwać klientów. Skutki są takie, że np. pracownicy planują urlop na lato, żeby zabrać dzieci na wakacje, a dostają go w lutym. Takich sytuacji jest mnóstwo – dodała.

Dodatkowo – jak wskazują związkowcy – pracownicy Stokrotki muszą liczyć się z negatywnymi konsekwencjami za skorzystanie urlopu na żądanie. Podkreślają, że pracodawca nie może odmówić udzielenia takiego urlopu, ale wystarczy wziąć jeden dzień urlopu na żądanie, żeby stracić w całości premię frekwencyjną. Przy bardzo niskich zarobkach pracownicy bardzo często nie mogą sobie na to pozwolić.

Alicja Symbor zaznaczyła, że pracownicy nie chcą być zastraszani i traktowani jak pionki. Jak podkreśliła, jeżeli sytuacja się nie zmieni „Solidarność” podejmie dalsze działania.

rk
źródło
foto: tysol.pl/ T. Gutry

Translate »