Menu
  • Polski (PL)
Biuro Prasowe

Biuro Prasowe

Poczta solidarna kontra liberalna?

Poczta solidarna kontra liberalna?

W wojnie na rynku usług doręczeniowych warto trzymać kciuki za Pocztę Polską. A przynajmniej mieć świadomość, jakie ukryte koszty łączą się z korzystaniem z tańszej, prywatnej konkurencji.

Pan Brzoska to jeden z najlepszych przedsiębiorców w naszym kraju. Niech wreszcie Poczta Polska, ten beznadziejny moloch utrzymywany z naszych podatków, obniży ceny i poprawi jakość obsługi, bo inaczej źle skończy – pod tym komentarzem młodej internautki prawdopodobnie podpisałaby się spora część opinii publicznej. Właściciel firmy InPost jest kreowany przez media na ikonę rodzimej gospodarki. Przede wszystkim jako twórca innowacyjnej sieci samoobsługowych punktów nadawania i odbioru paczek, funkcjonującej już w 20 krajach, ale także jako ucieleśnienie mitu „od pucybuta do milionera”. Z kolei Pocztę Polską powszechnie postrzega się jako relikt poprzedniej epoki, przyzwyczajony do zdzierstwa i lekceważenia klientów. Ich postępujący odpływ do niepublicznych operatorów wydaje się zatem sprawiedliwą karą wymierzoną niedawnemu monopoliście przez niewidzialną rękę rynku.

Odczuwalne zmiany w ofercie i jakości usług Poczty Polskiej rzeczywiście nastąpiły dopiero wówczas, gdy poczuła na plecach oddech konkurencji. Skoro rosnący udział Polskiej Grupy Pocztowej i InPostu w rynku przesyłek – w tym zlecanych przez instytucje publiczne – napędza rywalizację o względy klientów, powinniśmy chyba się z niego cieszyć? Niestety, rzeczywistość jest bardziej złożona niż liberalne slogany.

Niepolska Grupa Pocztowa

Warto zacząć od przyjrzenia się strukturze własnościowej poszczególnych przedsiębiorstw. Z Pocztą Polską sprawa jest prosta: założycielem i jedynym akcjonariuszem jest Skarb Państwa, reprezentowany przez ministra administracji i cyfryzacji. Oznacza to, że zyski wypracowane przez spółkę pozostają do wyłącznej dyspozycji państwa, a ponadto gwarantuje rzetelne rozliczanie się przez nią z wszelkich danin publicznych. Natomiast pieniądze operatorów prywatnych mają potencjalnie wyjątkowo krętą drogę do publicznej kasy.

InPost Sp. z o.o. jest w 89,93% zależna od InPost Paczkomaty Sp. z o.o. Wraz z operatorem finansowo-ubezpieczeniowym InPost Finanse wchodzą one w skład notowanej na warszawskiej giełdzie Grupy Integer.pl. Założyciel i prezes zarządu Grupy, Rafał Brzoska, kontroluje 29,84% ogólnej liczby akcji poprzez firmę A&R Investments Limited z siedzibą na Malcie. Inny członek zarządu, Krzysztof Kołpa, kontroluje 5,39% akcji za pośrednictwem spółki L.S.S. Holdings Ltd., dla odmiany zarejestrowanej na Cyprze. Współwłaścicielami Grupy są także Otwarte Fundusze Emerytalne: włoskie Generali (8,69%) oraz holenderski AEGON (5,11%); pozostałe 50,96% akcji przypada na inwestorów indywidualnych. InPost twierdzi, że zarówno CIT, jak i VAT płaci w Polsce. Jednak furtka do tzw. optymalizacji podatkowej pozostaje w jego przypadku szeroko otwarta. Może się więc okazać, że kilkadziesiąt groszy oszczędzanych przez nas czy przez budżet państwa na każdym znaczku, biznes Brzoski „odbija” sobie na… budżecie państwa.

Z kolei Polska Grupa Pocztowa stanowi – wbrew nazwie – własność cypryjskiej spółki inwestycyjnej Badenhop Holdings Limited. W 2015 r. PGP zostanie formalnie przejęta przez InPost, z którym od dłuższego czasu prowadzi de facto wspólną działalność, zaś 40% akcji tej ostatniej firmy ma trafić na giełdę. Obraz sytuacji dodatkowo komplikuje fakt, że do 2 czerwca 2014 r. działalność pocztową prowadził tzw. stary InPost, zaś tego dnia przejęła ją inna spółka z tej samej grupy kapitałowej, czyli „nowy InPost” (poprzednio Nowoczesne Usługi Pocztowe). Odpowiedź na pytanie, na kogo naprawdę „głosujemy portfelami”, wybierając drugą co do wielkości grupę pocztową w Polsce, staje się coraz trudniejsza.

Listonoszu, dorzuć do znaczka

Ważnym elementem modelu biznesowego każdej firmy usługowej są standardy zatrudnienia. – Poczta Polska jest chyba jedyną spółką na rynku pocztowym zatrudniającą na umowy o pracę – inne firmy stosują bardziej elastyczne formy, co radykalnie odbija się na kosztach działalności, ale także na jakości świadczonych usług – przekonuje Zbigniew Baranowski, rzecznik prasowy państwowego giganta. Choć w przypadku szeregowych pracowników Poczty spadek realnych wynagrodzeń w toku restrukturyzacji jest odczuwalny, nadal mogą oni liczyć na przewidywalną wysokość wypłat oraz uczciwe odprowadzanie przez pracodawcę składek emerytalnych.

InPost twierdzi, że standardem jest u niego umowa o pracę, podpisywana po trzymiesięcznym okresie próbnym (z wyjątkiem osób pracujących dorywczo, 2–3 dni w tygodniu). Nawet jeśli wierzyć w te zapewnienia – Internet jest bowiem pełen relacji rozżalonych doręczycieli, którzy mimo kilkuletniego stażu w firmie nadal są zatrudnieni na umowy-zlecenia – problemem pozostaje skrajna „motywacyjność” systemu wypłat. Niepubliczny operator deklaruje, że jego listonosze zarabiają do nawet 5 tys. zł netto. Jednak podstawa wynagrodzenia wynosi zaledwie 1,8 tys. zł brutto, a reszta zależy od pracowitości doręczyciela i skuteczności realizowanych przez niego doręczeń. „Dziennik Gazeta Prawna” opublikował treść SMS-a wysyłanego pracownikom Poczty Polskiej przez rekrutującą dla InPostu agencję Work Service: propozycja zatrudnienia za płacę minimalną, tj. 1680 zł brutto, plus 90 groszy za każdy list dostarczony ponad dzienną normę (150 sztuk).

Abstrahując od wysokości stawek oraz normy, na pierwszy rzut oka układ może wydać się uczciwy: dostarczenie listu poleconego bezpośrednio do adresata wymaga przecież więcej pracy niż wrzucenie awizo do skrzynki. Rzecz w tym, że liczba i rodzaje przesyłek różnią się między rejonami oraz w zależności od aktualnego popytu na usługi firmy. Również to, ile osób uda się zastać w domach, jest niezależne od pracowników. „Motywacyjny system wynagrodzeń” w praktyce oznacza przerzucenie na nich części ryzyka biznesowego. – Nasi koledzy z InPostu nigdy nie wiedzą, czy w danym miesiącu zarobią tyle, że wystarczy im na spłatę kolejnej raty kredytu. Ich płace w dużej mierze zależą bowiem od kwestii, na które mają co najwyżej częściowy wpływ – opowiada jeden z „państwowych” listonoszy, któremu zdarza się rozmawiać ze spotykanymi w terenie doręczycielami konkurencji.

Dochodzi do tego spore zróżnicowanie zasad w ramach zdecentralizowanego systemu. Jak traficie na normalnego ajenta, nie szuję i cwaniaczka, co chce się dorobić na ludziach, to i zarobić możecie. W każdej placówce jest inaczej. Każdy ma inne stawki i dodatki czy premie, albo w ogóle nic nie ma. […] Znam ajentów co dają swoim doręczycielom dobrze zarobić, ale znam i takich, co ich grabią za wszystko. Są ludzie i ludziska – komentuje jeden z pracowników w ciekawym wątku pt. „Czy warto zostać listonoszem w InPoście?” na forum.hotmoney.pl. W Sieci można znaleźć także skargi na brak lub zbyt niski ekwiwalent za wykorzystywany w pracy własny środek transportu, rejony niemożliwe do obsłużenia w 8 godzin (zwłaszcza gdy doliczyć „papierkową robotę”), „cięcie” prowizji za skuteczne doręczenia, zaniżanie wypłat, ich opóźnianie lub wręcz niepłacenie za wykonaną pracę…

W Poczcie Polskiej działają dość silne związki zawodowe, w InPoście nie istnieje ani jeden. Ze względu na strukturę całego biznesu trudno sobie wyobrazić skoordynowaną zbiorową akcję na rzecz poprawy standardów zatrudnienia. Pracownikom niełatwo jest nawet bliżej się poznać – InPost nie prowadzi klasycznych „urzędów pocztowych”, jego system tworzą duże centra dystrybucyjne, gdzie listonosze meldują się po przesyłki, oraz Punkty Obsługi Klienta (POK), prowadzone na zasadzie franczyzy przez właścicieli sklepów i punktów usługowych. Gdy pracownicy zgłaszają do centrali nieprawidłowości mające miejsce w POK-ach, jej przedstawiciele umywają ręce: to są sprawy między doręczycielami a ajentami korzystającymi z ich usług.

Na pocztowej wolnoamerykance traci także sektor finansów publicznych. – Jestem ciekawy, kiedy w końcu ZUS weźmie się za tak zwanych agentów zewnętrznych, prowadzących własną działalność gospodarczą i współpracujących z InPostem na zasadach umowy franczyzowej. […] Otóż od początku prowadzenia działalności przez InPost niemal wszyscy agenci zatrudniali swoich pracowników, chodzi głównie o doręczycieli, niezgodnie z przepisami Kodeksu Pracy, mianowicie na umowę o dzieło. Przez kilka lat żaden z nich nie odprowadzał składek ZUS – alarmuje jeden z internetowych komentatorów.

Nie lepiej jest w PGP. Umowa-zlecenie ze stawką 8,47 zł brutto za godzinę pracy jest rekrutowanym osobom podtykana razem z wekslem mającym stanowić zabezpieczenie roszczeń odszkodowawczych pracodawcy względem pracownika (firmy nie zraża fakt, że Sąd Najwyższy uznał podobne praktyki za bezprawne) oraz taryfikatorem kar finansowych, np. za każde błędnie wypisane awizo.

Tanie państwo w praktyce

Prywatni operatorzy oszczędzają nie tylko na pracownikach, ale także na szeroko rozumianym standardzie usług. Nierzadko oznacza to wydatki czy fatygę dla nadawców lub adresatów przesyłek.

W listopadzie 2013 r. Centrum Zakupów dla Sądownictwa rozstrzygnęło przetarg na obsługę korespondencji wymiaru sprawiedliwości w dwóch kolejnych latach. Kontrakt wart 0,5 mld zł otrzymała PGP, której przychody ze sprzedaży usług pocztowych wyniosły w owym roku około… 27 mln zł. Co jeszcze bardziej istotne, firma nie posiada własnej infrastruktury. W ofercie zadeklarowała oparcie się o POK-i InPostu oraz kioski RUCH-u. Jakość i gęstość sieci placówek nie miały jednak istotnego znaczenia, gdyż w warunkach przetargu wprost zapisano, że jedynym kryterium oceny ofert będzie cena brutto za wykonanie zamówienia. Dzięki wyborowi konsorcjum firm prywatnych budżet zaoszczędził 84 mln zł, jednak kosztem dodatkowych wydatków dla obywateli. – Do mojego sądu – w największym mieście kraju! – ciągle przychodzą strony i świadkowie poskarżyć się, że dostali zawiadomienie o przesyłce oczekującej na odebranie np. 8 km od miejsca ich zamieszkania, zamiast w najbliższym urzędzie pocztowym – relacjonuje Barbara Zawisza, sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ, a jednocześnie wiceprezes i rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Gdy w wyszukiwarkę placówek wydających awizowane przesyłki, znajdującą się na stronie PGP, wpiszemy losowo wybrane mniejsze miejscowości, szybko okaże się, że dla dużej części Polaków odbiór pisma z sądu oznacza kilkunastokilometrową wyprawę. Sąd Okręgowy w Płocku ogłosił, że jedna z przesyłek czekała na adresata ponad 40 km od jego domu. W tym kontekście odbieranie dokumentów w kioskach, z czym nieraz łączy się stanie w kolejce oraz podpisywanie potwierdzenia odbioru w czasie deszczu lub na mrozie, wydaje się drobną niedogodnością.

Również uchwała Rady Głównej Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP każe się zastanowić nad rzeczywistą ceną „najtańszej oferty”. Związek zwraca w niej uwagę, że współpraca z nowym operatorem wiąże się z dodatkowymi obowiązkami dla pracowników biur podawczych, którzy są zmuszeni m.in. do ważenia każdej wysyłanej paczki (wcześniej zajmował się tym personel Poczty Polskiej). Należy też doliczyć straty wywołane tym, że przez pierwsze miesiące obowiązywania kontraktu PGP i InPost pospiesznie zatrudniały brakujący personel, dopracowywały logistykę i procedury itd. Choć nowa rzeczywistość niesie wiele korzyści, to na dzień dobry odzywa się polski zaścianek – grzmiał na początku stycznia 2014 r. prezes Brzoska. Tak komentował publicznie wyrażane wątpliwości, czy zwycięskie konsorcjum jest przygotowane do przejęcia dotychczasowych obowiązków Poczty, w tym zagwarantowania odpowiedniej terminowości doręczeń i zapewnienia tajemnicy korespondencji awizowanej w kioskach.

Rzeczywistość przerosła nawet najczarniejsze wizje – dość powiedzieć, że w samym Sądzie Okręgowym we Włocławku w okresie od 1 stycznia do 6 marca z powodu niedoręczenia korespondencji odroczono 420 spraw, a zdesperowani przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości zaczęli tworzyć własne służby pocztowe (m.in. Płock) lub wzywać strony telefonicznie (np. Tarnów i Warszawa).

Trzeba oddać prywatnym operatorom, że po kompromitacji na początku realizacji kontraktu – oraz po zdyscyplinowaniu przez państwo porozumieniem wprowadzającym zryczałtowane odszkodowanie za każde opóźnienie – terminowość doręczania korespondencji z sądów i prokuratur odczuwalnie się poprawiła, co potwierdziła kontrola Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Nadal jednak dają o sobie znać problemy wprost wynikające z istoty modelu biznesowego InPostu, który opiera się na dużej rotacji słabo przeszkolonych i wynagradzanych pracowników „z łapanki”.

Przypadki zostawiania listów z sądu dzieciom czy sąsiadom to tylko jedno ze zmartwień. – Bardzo często wracają do nas nieodebrane przesyłki i okazuje się z pieczątek, że były awizowane krócej niż 14 dni, wymagane, by w świetle prawa mogły zostać uznane za doręczone – skarży się Barbara Zawisza. Dochodzą do tego przypadki skreślania adnotacji o awizowaniu danego dnia i wpisywania innej daty – trudno wówczas rozstrzygnąć, jak faktycznie wyglądały próby doręczenia. – Wszystko to może się wydawać mało istotne, ale niech się okaże, że przesyłka była awizowana dzień krócej niż wymaga ustawa i w efekcie np. wyrok zaoczny nie został skutecznie doręczony. Trzeba będzie wówczas cofnąć jego prawomocność, a jeśli został wykonany, np. dana osoba została doprowadzona do zakładu karnego, ma ona prawo wystąpić o odszkodowanie – wyjaśnia sędzia.
Na Berdyczów

– Trzech na czterech obecnych pracowników naszej firmy pracuje w niej 5 lat lub dłużej – podkreśla Zbigniew Baranowski. Tymczasem „prywatni” doręczyciele pojawiają się i znikają, co w połączeniu z przydzielaniem im kilkakrotnie większych rejonów niż obsługują ich koledzy z Poczty Polskiej skutkuje m.in. niewystarczającą znajomością terenu. – Jeżeli adres nie jest jasno opisany lub budynek nie jest w BARDZO czytelny sposób oznaczony lub numeracja nie jest łatwa do odgadnięcia to takiej przesyłki nie chce się im doręczyć, bo szkoda im czasu na myślenie – skarży się jeden z klientów. Zapewne nieświadomy, że w pogoni za wyrobieniem norm doręczyciele nie mają czasu na łamigłówki.

Notoryczne problemy z ginącymi czy spóźniającymi się przesyłkami sprawiły, że wiele firm i klientów indywidualnych ostatecznie wróciło do korzystania z usług Poczty. Zniechęcający jest także system udzielania informacji oraz (nie)rozpatrywania reklamacji. Podczas gdy państwowa poczta jest „uchwytna” – ma stałych pracowników, liczne oddziały, jasną hierarchię służbową – zdecentralizowany InPost przypomina firmę-widmo. Miałem niejasności co do regulaminu. Rzeczywiście można się było skontaktować, ale telefonicznie, a opłaty za minutę droższe niż przewidywał mój budżet. Trudno to zaakceptować i uznać za normalne – relacjonuje jeden z klientów. – Nie ma szans, żeby z infolinii połączyć się z żywym człowiekiem… Już to przerobiłam – ostrzega internautów inna rozczarowana – Niełatwe jest nawet… znalezienie numeru do lokalnego oddziału operatora.

Zamknijmy ten wątek historią spod wywiadu z prezesem Brzoską, który zapowiedział w nim, że „zbuduje polską Nokię w e-handlu”: Mam w domu przesyłki do nieznanych mi osób, które zostawił ktoś z InPostu. Może je Pan odebrać, bo pańska firma ma je w d****. Niepotrzebnie telefonowałem do was, bo jakaś blondynka kazała mi robić za listonosza i dostarczyć je do najbliższego punktu InPost. Nie potrafiła jednak wskazać miejsca, w którym on się znajduje.

Czytaj więcej: www.nowyobywatel.pl

red.hd

    Bezrobocie najbardziej uderza w młodych

    • Kategoria: Kraj
    Bezrobocie najbardziej uderza w młodych
    Co trzynasty Polak nie ma pracy.  W grupie poniżej 25 lat już prawie co piąty, podaje  "Rzeczpospolita".
     
    Stopa bezrobocia wśród osób do 25 roku życia wyraźnie spadła w ostatnim roku, ale nadal pozostaje ogromna.  Według Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności w IV kwartale 2014 r. wyniosła 22 proc. Średnia wynosi w Polsce 8, 1 proc.
     
    Zaledwie 13 proc. młodych pozostaje bez pracy przez 1 miesiąc, a 27,2 proc. – przez 3 miesiące, aż 60 proc. poszukuje pracy znacznie dłużej. 24 proc. nie może jej znaleźć przez minimum rok. 
     
    Ponad połowa bezrobotnych w wieku do 25 lat nigdy wcześniej nie pracowała i nie może się pochwalić żadnym przygotowaniem zawodowym. Wśród pozostałych połowa ma staż nie dłuższy niż rok.
     
    Stopa bezrobocia spada wraz ze wzrostem poziomu wykształcenia. Około 22 proc. młodych do 25 roku życia bez pracy skończyło tylko gimnazjum lub podstawówkę, kolejne 21 proc. - zawódówkę. Taki sam odsetek (21 proc.) skończyło średnią szkołę ogólnokształcącą, a 28 proc. - policealną i średnią zawodową. 8 proc. ma wykształcenie wyższe. Wynika z tego, że 80 - 90 proc. absolwentów wyższych uczelni stosunkowo szybko znajduje pracę, niekoniecznie jednak na stanowiskach i w zawodach wymagających wykształcenia wyższego.
     
    Nie dziwi, że aż 40 proc. młodych Polaków rozważa emigrację. O wynikach sondażu Millward Brown piszemy tutaj.
     
    hd

      Po proteście transportowców. „Pazerność przewoźników nie zna granic”

      Po proteście transportowców. „Pazerność przewoźników nie zna granic”

       - Przewoźnicy na akcję protestacyjną wysyłali kierowców ciężarówek zamiast samemu usiąść za fajerą i protestować – mówi Tadeusz Kucharski, przewodniczący Krajowej Sekcji Transportu Drogowego NSZZ „Solidarność”.  W poniedziałek firmy transportowe blokowały TIR-ami ważne drogi krajowe, skrzyżowania oraz dojazdy do przejść granicznych.

      Przewoźnicy chcieli w ten sposób zamanifestować sprzeciw wobec trudnego położenia, w którym – według ich opinii – się znaleźli. Przede wszystkim nie godzą się oni na wprowadzanie przez niemiecki rząd na terenie Niemiec stawki minimalnej dla kierowców na poziomie 8,5 euro za godzinę. Jak tłumaczą, takie rozwiązanie doprowadzi firmy do bankructwa, a  polski rząd tylko pozoruje działania, na które branża transportowa nie może już czekać.

      Tymczasem Rada Krajowej Sekcji Transportu Drogowego NSZZ „Solidarność” uważa, że protest pracodawców firm transportowych wymierzony był przeciwko kierowcom a nie trudnej sytuacji na rynku przewozowym. - Pazerność przewoźników nie zna granic, a szczyt hipokryzji i zakłamania też osiągnął apogeum. Na akcję protestacyjną wysyłali kierowców ciężarówek zamiast samemu usiąść za fajerą i protestować. Wydawali polecenia służbowe swoim kierowcom, żeby protestowali w ich imieniu przeciwko sobie – wyjaśnia Tadeusz Kucharski.

      Według opinii Kucharskiego, właściciele firm transportowych walczą przeciwko niemieckim przepisom, które w dużym uproszczeniu mają eliminować niewolniczą pracę kierowców.

      - Wszystkie informacje w mediach przedstawiają punkt widzenia polskiego pracodawcy. Podaje się informację, że polska flota transportowa jest obecnie jedną z największych i posiadających najlepszy tabor w UE, ale poziom ten został osiągnięty dzięki zaniżaniu płac, nieuczciwej konkurencji i zaniżaniu frachtów. W ciągu ostatniej dekady liczba przewoźników wrosła trzykrotnie a ilość pojazdów prawie czterokrotnie. Płaca polskiego kierowcy oscyluje pomiędzy 3 a 4 euro na godzinę. Twierdzenie pracodawców, że kierowcy zarabiają między 7 a 9 tysięcy złotych na miesiąc jest absolutnym kłamstwem. W większości firm transportowych płaca podstawowa brutto jest na poziomie najniższej krajowej, i od tej płacy są odprowadzane wszystkie świadczenia - tłumaczy.

      - Pracodawcy nie chcą rozmawiać ze związkami zawodowymi o poprawie warunków płacowych kierowców zawodowych. Uważają, że wszystko jest w porządku i nie warto nic zmieniać. Poprawy wymaga rynek transportowy, organizacja przewozów, stawki przewozowe itp. - dodaje.

      Związkowcy nie zamierzają spoczywać na laurach i jak podkreślają, mimo że „dziwna wydaje się stronniczość mediów, które nie były zainteresowane naszym zdaniem i publikowaniem naszego stanowiska” to dalej walczą o uczciwe wynagrodzenie za ciężką pracę, szacunek i niedeptanie godności kierowców zawodowych.

      20 marca br. przedstawiciele Sekcji wzięli udział w spotkaniu ze związkowcami z niemieckiego związku zawodowego Ver.Di, na którym omówiono sprawy związane z płacą minimalną w Europie. Z kolei w dniach 25 – 26 marca w Brukseli będą oni uczestniczyć w akcji protestacyjnej kierowców zawodowych z krajów Europy afiliowanych w ITF i ETF.

      - Na koniec kwietnia planujemy przygotowanie akcji protestacyjnej na wyznaczonych przejściach granicznych i drogach krajowych. Nastały czasy, że trzeba siłą wydzierać cywilizowane warunki pracy i płacy dla pracowników. Bądźmy silni, zjednoczeni i zdeterminowani do działania na rzecz umocnienia szacunku dla kierowców zawodowych – apeluje Tadeusz Kucharski.

      Komisja Europejska nie zdecydowała jeszcze, czy niemieckie przepisy o płacy minimalnej są zgodne z prawem Wspólnoty.

      aja

        Spotkanie ze związkowcami z Włoch

        Spotkanie ze związkowcami z Włoch
        Ponad 50 przedstawicieli CISL Emiglia-Romana odwiedziło w piątek, 20 marca br. siedzibę Małopolskiej „Solidarności”. Ponad dwugodzinne spotkanie poświęcono było wyzwaniom jakie stają przed związkami zawodowymi współcześnie.
         
        Nie zabrakło także jednak pamięci o przeszłości. Giorgio Graziani, Sekretarz Generalny CISL Emilia Romagna, dziękując za przyjęcie w Krakowie, przypominał, że dla uczestników wyjazdu kontakty z „Solidarnością” mają duże znaczenie, bowiem wielu spośród nich trzymało kciuki za Polaków w 1980 r., a w najtrudniejszych latach stanu wojennego aktywnie wspierało nasz związek. To właśnie w połowie lat osiemdziesiątych CISL Emiglia Romagna podpisał porozumienie z wielkopolską „Solidarnością”, pomagając w działalności podziemnej, ale także organizując m.in. odpoczynek dla dzieci z Polski. „Dziś po latach cieszymy się, że Polakom się udało, że Polska się zmieniła i jesteśmy też ciekawi, jak sobie radzicie w nowej rzeczywistości i jak mierzycie się w problemami, które musiały w waszym kraju się pojawić”.
         
        Adam Gliksman, członek ZR Małopolska przypominał, że ta związkowa współpraca polsko-włoska miała i ma wciąż bardzo duże znaczenie: „W 1984 r. Małopolska „Solidarność” podpisała podobne porozumienie z CISL z Florencji. Od kilkunastu lat z kolei aktywnie współpracujemy z CISL Piemont, m.in. w ramach stowarzyszenia ASEGE, zrzeszającego europejskie związki zawodowe i uczelnie”.
         
         
        red.hd

          Młodzi Polacy chcą emigrować

          Młodzi Polacy chcą emigrować
          Z sondażu Millward Brown dla „Faktów“ TVN wynika, że ponad 40 proc. Polaków rozważa wyjazd z kraju.
           
          W sondażu zapytano ludzi w wieku od 18 do 34 lat o plany czasowej lub stałej emigracji. Aż 41 proc. ankietowanych odpowiedziało, że planuje wyjazd. Kolejnych 58 proc. stwierdziło - „nie”, a 1 proc. - „nie wiem”.
           
          Młodzi ludzie podkreślają, że zostaliby w kraju, gdyby było tu dla nich więcej możliwości udziału w różnych grantach i badaniach.
           
          Z danych GUS wynika, że za granicą przebywa już ponad 2 mln Polaków. Za granicą szukają nie tylko pracy, ale lepszych niż w Polsce warunków zatrudnienia, wyższych zarobków i godnego życia.
           
          hd
           

            Akcja protestacyjna w przemyskim PWiK-u

            Akcja protestacyjna w przemyskim PWiK-u
            W piątek 20 marca "Solidarność" działająca w przemyskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji  rozpoczęła akcję protestacyjną w związku z brakiem porozumienia z zarządem w kwestii wzrostu wynagrodzenia w bieżącym roku i wobec wyczerpania trybu rokowań przewidzianego w ustawie o rozwiązywaniu sporów zbiorowych.
             
            - Związek wykazał dużo dobrej woli w rokowaniach z Zarządem, jakie odbywały się w okresie od stycznia do marca tego roku. Propozycja minimalnej podwyżki w kwocie 50 zł. brutto od miesiąca kwietnia nie mogła być przez nas zaakceptowana - czytamy w oświadczeniu Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność".
             
             
            red.aja
             

              NIK skontroluje przetargi publiczne

              • Kategoria: Kraj
              NIK skontroluje przetargi publiczne
              Najwyższa Izba Kontroli wzmacnia współpracę z Państwową Inspekcją Pracy i zamierza przyjrzeć się stosowaniu klauzul społecznych w zamówieniach publicznych.
               
              Potrzebę zacieśnienia współpracy obie instytucje argumentują patologiami na rynku pracy, odchodzeniem od umów o pracę na rzecz innych form zatrudnienia, które pozbawiają pracowników wielu uprawnień ochronnych, urlopów, zabezpieczeń w razie wypadku lub choroby i szansy na nabycie uprawnień emerytalnych i rentowych.
               
              NIK ma zająć się również zamówieniami publicznymi, w kontekście przestrzegania klauzul społecznych, o których wprowadzenie przez lata zabiegała "Solidarność". Od zeszłego roku obowiązują nowe przepisy i w zamówieniu można uwzględnić tzw. klauzule społeczne, dzięki którym pracownicy zostaną zatrudnieni na lepszych warunkach lub przy zamówieniu zostaną zatrudnione osoby zagrożone wykluczeniem społecznym, bezrobotne albo niepełnosprawne. Ponieważ klauzule z trudem przebijają się do praktyki zamówień publicznych, NIK zamierza sprawdzić, jak podmioty publiczne dbają o przedstawienie tego rodzaju wymagań przy okazji przetargów. Na razie z danych wynika, że mniej niż 1 proc. wszystkich udzielonych zamówień publicznych zastosowało te wymagania.
               
              - Po to "Solidarność" walczyła o lepsze przepisy, żeby teraz  przy przetargach publicznych wymagano zatrudniania na podstawie umowy o pracę oraz zatrudniania osób bezrobotnych lub niepełnosprawnych - podkreślał wielokrotnie Piotr Duda, szef "Solidarności".
               
              Związek przez lata zabiegał o zmianę prawa dotyczącego zamówień publicznych. Przedstawiciele "Solidarności"  brali udział w posiedzeniach podkomisji nadzwyczajnej oraz Komisji Gospodarki, które zajmowały się projektem zmian ustawy o zamówieniach publicznych. W czerwcu reprezentatywne związki zawodowe i organizacje pracodawców czyli "S", OPZZ, Forum Związków Zawodowych, „Lewiatan”, Związek Rzemiosła Polskiego i Business Centre Club podpisały wspólny apel do rządu w sprawie zmian prawa o zamówieniach publicznych. 
               
              hd
               

                Państwo przyjazne przedsiębiorcom?

                Państwo przyjazne przedsiębiorcom?

                W 1988 r., a więc jeszcze za PRL, ówczesny minister przemysłu, opracował ustawę o przedsiębiorczości. Jej główną tezą było to, że co nie jest zabronione, jest dozwolone. Od tamtego czasu wolność zaczęło krępować coraz więcej regulacji. Czy uda się przywrócić energię polskich przedsiębiorców?
                 

                Zobacz debatę trójstronną na tvp.pl

                  Aby praca była stabilna

                  Aby praca była stabilna
                  W Wielkopolsce dialog między związkami zawodowymi pracowników i organizacjami pracodawców od wielu lat układa się dobrze. Owocem tego dialogu jest wiele wspólnych inicjatyw i realizacja wspólnych projektów, a ostatnio praca nad projektem zmian Kodeksu pracy dla mikroprzedsiębiorstw czyli firm zatrudniających kilku lub kilkunastu pracowników – mówi Jarosław Lange, przewodniczący wielkopolskiej „Solidarności”.
                   
                  Nad tym projektem „Solidarność”” współpracowała z Wielkopolską Izbą Rzemieślniczą, Wielkopolskim Zrzeszeniem Handlu i Usług oraz Wielkopolskim Związkiem Pracodawców Lewiatan od marca 2014 r.
                   
                  Proponujemy, aby w małych firmach pracodawca nie musiał informować każdego pracownika indywidualnie o warunkach zatrudnienia i zasadach wynagradzania, lecz aby był zobowiązany do zbiorczej informacji, z którą pracownicy byliby zaznajamiani w ciągu 7 dni.
                   
                  Rozmawialiśmy o skróceniu okresu wypowiedzenia umowy na czas nieokreślony w przypadku upadłości lub likwidacji pracodawcy lub innych przyczyn niedotyczących pracownika z 3 miesięcy do 1 miesiąca z zachowaniem prawa do wynagrodzenia za pozostały okres wypowiedzenia. W przypadku jednomiesięcznego okresu wypowiedzenia czas ten byłby skrócony do dwóch tygodni,  a w przypadku dwutygodniowego okresu wypowiedzenia  do jednego tygodnia.
                   
                  W przypadku, gdy umowa o pracę wygasałaby z powodu śmierci pracodawcy, pracownik otrzymywałby wynagrodzenie za okres wypowiedzenia z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Z tego Funduszu byłaby też wypłacana odprawa finansowa w przypadku śmierci pracownika.
                   
                   
                  red.hd

                    Od Komisji Trójstronnej do Rady Dialogu Społecznego. Ostatnie uzgodnienia.

                    • Kategoria: Kraj
                    Od Komisji Trójstronnej do Rady Dialogu Społecznego. Ostatnie uzgodnienia.
                    Kolejne spotkanie liderów związków zawodowych i organizacji pracodawców ze stroną rządową zakończyło się uzgodnieniem projektu ustawy o Radzie Dialogu Społecznego, która ma doprowadzić do przywrócenia trójstronnego dialogu społecznego w Polsce.
                     
                    Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami,  Rada Dialogu Społecznego zastąpi dotychczasową Trójstronną Komisję ds. Społeczno - Gospodarczych. Najważniejszym kierunkiem przyjętym przez wszystkich uczestników spotkania jest poszerzenie kompetencji Rady, tym bardziej, że strona społeczna krytycznie ocenia kompetencje przysługujące dotychczasowej TK. 
                     
                    W ciągu 2 tygodni każda z organizacji zobowiązała się wyrazić swoje ostateczne stanowisko w sprawie projektu ustawy.
                     
                    "Solidarność' przedstawi projekt ustawy członkom Komisji Krajowej na nadzwyczajnym posiedzeniu. - W najbliższy czwartek członkowie KK spotykają się w tej sprawie Warszawie - mówi Piotr Duda, przewodniczący "Solidarności" - Ustalimy stanowisko Związku, które następnie przedstawimy podczas spotkania z partnerami społecznymi.
                     
                    W pracach nad projektem ze strony związkowej uczestniczyły NSZZ „Solidarność”, OPZZ i Forum Związków Zawodowych, a ze strony pracodawców Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy RP, Związek Rzemiosła Polskiego i Business Centre Club.
                     
                    W Polsce dialog społeczny ma stosunkowo krótką historię. Trójstronna Komisja czyli instytucja dialogu społecznego, złożona z przedstawicieli rządu, organizacji pracodawców i związków zawodowych, powstała w 1993 roku. Miała uczestniczyć m.in w polityce kształtowania płac w przedsiębiorstwach i w sferze budżetowej, skupiając się na godzeniu interesu dobra publicznego, przedsiębiorców i pracowników. W praktyce jej działalność ograniczała się jedynie do konsultacji, których strona rządowa w większości nie uwzględniała. Gdy w czerwcu 2013 roku rząd z pominięciem Komisji wprowadził antypracownicze zmiany w Kodeksie pracy, strona związkowa zawiesiła swój udział w pracach Komisji.
                     
                    hd
                     
                     
                     
                     
                      Subskrybuj to źródło RSS

                      Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność" wykorzystuje na swoich stronach pliki cookie. Jeżeli nie zmienisz domyślnych ustawień swojej przeglądarki będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Więcej informacji.