Rząd chce podwyższać najniższe świadczenia emerytalne i rentowe, ale na razie liczy skutki finansowe różnych wariantów - informuje Ministerstwo Rodziny Pracy i
Polityki Społecznej. Resort finansów zapewnia, że w przyszłorocznym budżecie będą pieniądze na wydatki społeczne, a deficyt nie przekroczy 3 proc. PKB. Takie informacje
przekazano związkom i pracodawcom na posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego 27 czerwca, którą prowadził przewodniczący RDS i KK NSZZ „S” Piotr Duda.
W części poświęconej waloryzacji rent i emerytur Piotr Duda przypomniał, że dyskusja na ten temat odbyła się 22 czerwca na wspólnym posiedzeniu zespołów RDS ds.
budżetu wynagrodzeń i świadczeń socjalnych oraz ubezpieczeń społecznych.
Zgodnie ze stanowiskiem rządu, przyszłoroczna waloryzacja planowana jest na 20proc. realnego wzrostu płac, co stanowi ustawowe minimum i oznacza wzrost świadczeń o 0,88
proc.
Stanowiska związków zawodowych oraz pracodawców są w tej sprawie rozbieżne. Pracodawcy przychylają się do stanowiska rządowego. Natomiast związki zawodowe uważają, że
wzrost rent i emerytur powinien wynosić nie mniej niż 50 proc. realnego wzrostu wynagrodzeń.
Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska wyjaśniała, że w roku 2015 r. mieliśmy do czynienia z deflacją. Stąd tak niska waloryzacja. Aby ją
wzmocnić, rząd zapewnia jednorazowe dodatki. Zaznaczyła jednak, że dopóki nie zostanie przygotowana oficjalna, systemowa koncepcja wzrostu emerytur, te robocze nie będą
prezentowane partnerom społecznym.
W opinii Henryka Nakoniecznego, który zaprezentował stanowisko NSZZ Solidarność, brak informacji ze strony resortu uniemożliwia zajęcie stanowiska w sprawie waloryzacji
przez partnerów społecznych. Pomocne byłoby tu potwierdzenie przez minister pracy, medialnej informacji, że planowane jest, by najniższe świadczenie od 2017 r. wynosiło 1
tys. zł brutto.
Mówiąc o najniższych rentach i emeryturach zaznaczył, że są one chronione w mniejszym stopniu niż te wyższe. Przypomniał, że od 2007 r. spadek ich wartości realnej wyniósł
15 proc. Dziś bowiem, jak zauważył, najniższa emerytura powinna wynosić ponad 1400 zł. - Musimy rzetelnie podejść do prac nad tym rozwiązaniem. W przeciwnym wypadku będzie
pokutowała zasada, że biedni biednieją szybciej, a bogaci szybciej się bogacą - powiedział Henryk Nakonieczny.
Anna Grabowska