Stanowisko KK nr 2/21 ws. „Fit for 55”
- Kategoria: Komisja Krajowa
- Cały czas próbuje się narzucić taką narrację, że ten pracujący, który chce odejść na emeryturę, to on tworzy obciążenie dla budżetu. To nie jest prawda. To system tworzy obciążenie. On nie stanowi obciążenia, jeżeli uskładał sobie na tę emeryturę i jest ona wypłacona z jego uskładanego kapitału. Stąd warunek nabycia prawa do emerytury stażowej, osiągnięcia takiego kapitału, który pozwalał będzie na ustalenie emerytury w wysokości nie mniejszej niż najniższa emerytura - zaznaczył Henryk Nakonieczny, członek prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” w rozmowie z Tysol.pl.
- Czy “Solidarność” ma propozycję odnośnie tego skąd pozyskać środki na sfinansowanie emerytur stażowych?
- Przede wszystkim musimy mówić o tym, że od pewnego czasu w Polsce obowiązuje system zdefiniowanej składki. Opiera się on na tym, że ja wpłacam moje składki i buduje swój kapitał emerytalny. Przechodząc na emeryturę wykorzystuję ten kapitał emerytalny pochodzący z moich składek, więc trudno mówić, że to będzie koszt, ponieważ ja włożyłem w ten biznes. Nie można obarczać przyszłego emeryta innymi kosztami, poza tymi, które służą jego emeryturze. Ale w Polsce mamy system solidarności międzypokoleniowej, a więc dzisiejsze składki wpłacane przez ubezpieczonych służą wypłacaniu dzisiejszych świadczeń osobą przebywającym na emeryturze. Problem jest w tym, czy ja będąc na emeryturze z własnego uzbieranego kapitału jestem obciążeniem czy nie? Nie, nie jestem obciążeniem. Problem jest w tym, że moje wpłaty służyły wypłacie świadczeń, więc musi to równoważyć budżet państwa. To jest koszt systemowy. Cały czas próbuje się narzucić taką narrację, że ten pracujący, który chce odejść na emeryturę, to on tworzy obciążenie dla budżetu. To nie jest prawda. To system tworzy obciążenie. On nie stanowi obciążenia, jeżeli uskładał sobie na tę emeryturę i jest ona wypłacona z jego uskładanego kapitału. Stąd warunek nabycia prawa do emerytury stażowej, osiągnięcia takiego kapitału, który pozwalał będzie na ustalenie emerytury w wysokości nie mniejszej niż najniższa emerytura.
- A co z oskładkowaniem umów cywilnoprawnych?
- “Solidarność” od 2011 roku złożyła kilkakrotnie projekt zmiany ustawy systemowej, czyli o systemie ubezpieczeń społecznych, który racjonalizuje i tworzy sprawiedliwy systemy opłacania składek. Oczywiście mając świadomość, że powoduje to przyrost świadczeń poszczególnych osób w przyszłości. Istotą jest jednak sam system. Każdy powinien płacić składki proporcjonalne do swoich przychodów. Bez względu na to, czy jest zatrudniony w oparciu o umowę o pracę, umowę zlecenie czy inną umowę cywilnoprawną czy też prowadzi działalność gospodarczą. W tej chwili mamy taki system, że właściwie tylko zatrudnieni na umowę o pracę płacą pełną składkę proporcjonalną do swoich przychodów. Wszyscy pozostali są w jakiejś części zwolnieni. Oczywiście, to powoduje potem ich niższe świadczenie, ale to znaczy, że nie wszyscy mamy jednakową ochronę - prawną i społeczną. A powinniśmy ją mieć taką samą, zgodnie z Konstytucją. Co najważniejsze ciężar kosztów systemowych spada na tych płacących składki w pełnej wysokości.
- Jakie wpływy do budżetu przyniosłoby to rozwiązanie?
- Brutto byłoby to ok 21 miliardów złotych rocznie, a po odliczeniu ubytków w podatkach dochodowych i składkach na narodowy fundusz zdrowia, to byłoby około 15 miliardów złotych rocznie. Oczywiście to są wyliczenia szacunkowe w oparciu o rozliczenie podatku PIT i uwzględniające pełne wykonanie projektu. Spokojnie pokryłoby to koszty budżetu, jakie może w cudzysłowie ponieść budżet państwa w związku ze wcześniejszym odejściem pracowników na własne zarobione emerytury.
- Czy istnieją jakieś szacunkowe dane dotyczące tego, ile osób skorzystałoby z emerytur stażowych?
- Doświadczenie uczy, że dotychczas korzystało z uprawnień około 90% osób, ale od pewnego czasu obserwujemy odwrót. Wyraźnie widać, że osoby nabywające uprawnienia przedłużają swoją aktywność zawodową, najczęściej kontynuując zatrudnienie. Czasami przechodzą na emeryturę i natychmiast rozpoczynają zatrudnienie u tego samego pracodawcy lub innego. Ta skala się zmienia. Już teraz nie będziemy mówić o 90% osób które korzystają ze swoich uprawnień do emerytury, bo korzysta już z niego o wiele mniej. Wchodzimy w ten moment, kiedy wysokość świadczenia emerytalnego wpływa w większy stopniu niż dotychczas na indywidualne decyzje ubezpieczonych. Więcej osób chce kontynuować zatrudnienie, po to, żeby mieć w przyszłości wyższe świadczenie. Zbyt dużo bym zaryzykował, gdybym powiedział, że 75% uprawnionych skorzysta z emerytur stażowych. Jestem przekonany, że to będzie na granicy 50%. Oczywiście to nie jest powiedziane, że te osoby będą dopracowywać do powszechnego wieku - 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Być może wybiorą jakiś pośredni wariant, ale na pierwszy rzut oka, na pewno nie będzie to 75%. Nasza ocena kształtuje się na poziomie około 50%, stąd podajemy symulacje dla 100% i 50%.
- Dlaczego emerytury stażowe powinny stać się częścią polskiego systemu emerytalnego?
- Wynika to z wielu powodów. Jednym z głównym powodów jest to, o czym już mówiłem. Ja pracuję 40 parę lat, uzbierałem swój kapitał. Wyraźnie z tego wynika, że wysokość mojego świadczenia będzie dla mnie satysfakcjonująca w danym okresie mojego życia i mam różne powody do tego, żeby przejść na świadczenie emerytalne. Na przykład zająć się starszymi lub młodszymi członkami rodziny. To może być też brak zdrowia. Ludzie ciężko pracujący w różnych zawodach powinni mieć takie prawo. Inaczej system jest dziurawy i okazuje się, że muszę szukać wszelkich innych rozwiązań, aby doczekać do emerytury. To jest bez sensu. Albo z przyczyn upadłości zakładu pracy czy likwidacji stanowisk pracy, ja nie mam środków do życia. I wtedy mogę być na bezrobociu, ale nie mogę skorzystać z mojego kapitału. To jest absurd. To oznacza, że system nie odpowiada na wszelkie potrzeby, stąd jest konieczność jego uzupełnienia o emerytury stażowe. A i tak cały czas jest to uprawnienie, a nie obowiązek. Zatem muszę rozważyć moją sytuację życiową w danym momencie i wszelkie wynikające z tego konsekwencje. Na przykład takie, że moje świadczenie emerytalne będzie niższe od tego, jakie otrzymałbym, gdybym dopracował do wieku emerytalnego. Ale także musiałbym rozważyć moją sytuację rodzinną czy zdrowotną. Ludzi należy motywować, bo w Polsce nigdy nie wyszły na dobre nakazy i zakazy. Sam system ma w sobie motywację, bo czym dłużej pracuję, im więcej nazbieram kapitału, czym krócej będę na świadczeniu emerytalnym, tym wyższa będzie moja emerytura. Ale może jeszcze brakuje jakiś elementów motywacji?
- W jaki sposób zachęciłby Pan młode pokolenie do tego, że warto odkładać składki emerytalne?
- Wiem, że to jest trudny temat. To jest tak, jak ktoś kiedyś powiedział, że młodzieży bliższa jest dyskusja na temat lotu na księżyc, niż o emeryturze. I to jest fakt. Dlatego w państwach funkcjonują systemy obowiązkowe i powszechne. Istotą jest to, aby wszyscy go wykonywali. Pracodawcy powinni mieć tego świadomość, że zatrudniając osobę, to mają wobec niej obowiązki. A należą do nich ochrona prawna, ubezpieczeniowa, społeczna i socjalna. To nie jest tylko fakt, że praca jest wykładnią ekonomiczną. Praca ma szerszy aspekt. Musi dawać bezpieczeństwo na przyszłość. Nie ma innego modelu i nikt lepszego nie wymyśli. Dlatego wprowadza się systemy powszechne i obowiązkowe. Istotą jest, że pracodawcy chcąc obniżać koszty, oszukują młodych ludzi. Bo to jest tak, jakbym dziś zaciągnął pożyczkę z przyszłości. Bo dziś może dostaje trochę więcej, ale to jest pożyczka z przyszłości, bo potem mi brakuje. To jest pożyczka z moich środków, a nie z konta zatrudniającego.
www.tysol.pl
Zamkniętą kopertę zaadresowaną na Annę Walentynowicz, więzioną w 1982 r. przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, przekazała na ręce prezesa IPN dr. Karola Nawrockiego pani Janina Mańko. Przesyłka została nadana z Niemiec przez byłą działaczkę Amnesty International Oerke Bärbel, która ma obecnie 77 lat. Ta korespondencja nigdy nie dotarła do adresatki. Teraz trafi do zasobu Archiwum IPN Oddział w Gdańsku.
W siedzibie NSZZ „Solidarność” Region Gdański 7 października odbyło się spotkanie, podczas którego Janina Mańko na ręce prezesa IPN dr. Karola Nawrockiego, przekazała korespondencję z 1982 roku adresowaną do Anny Walentynowicz.
List nadany z Niemiec skierowany został na ul. Rakowiecką w Warszawie, gdy opozycjonistka i działaczka „Solidarności” była przetrzymywana w komunistycznym areszcie na warszawskim Mokotowie (trafiła na oddział więziennego szpitala).
Korespondencja nie była dotychczas otwierana i nigdy nie dotarła do adresatki, być może dlatego, że w międzyczasie Anna Walentynowicz została przewieziona z Rakowieckiej do więzienia w Grudziądzu. Po 39 latach list został odnaleziony przypadkowo w zbiorze książek.
Nadawcą listu jest pani Oerke Bärbel, która obecnie ma 77 lat, a w 1982 r. była działaczką Amnesty International.
Koperta została otwarta podczas spotkania. W środku znajdowała się kartka pocztowa z życzeniami świątecznymi skierowanymi do Anny Walentynowicz. Dokładna treść korespondencji zostanie poddana analizie i opisana przez pracowników Archiwum IPN.
– To wyjątkowa pamiątka, która jest dowodem na to, że ludzie „Solidarności” wciąż dbają o spuściznę Solidarności z sierpnia 1980 roku. Ten list to także świadectwo represji stanu wojennego. I w końcu to również dowód na to, że historia najnowsza nie jest jeszcze opisana, ponieważ istnieją dokumenty pozostające w prywatnych zbiorach czekające na odkrycie – podkreślił dr Karol Nawrocki, prezes IPN.
– Instytut Pamięci Narodowej to najlepsze miejsce, do którego mogła trafić ta korespondencja. Czekamy z niecierpliwością na wyniki jej analizy – mówił Krzysztof Dośla, przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”.
Jednym z inicjatorów przekazania listu był Krzysztof Żmuda, przewodniczący KM Remontowa Shipbuilding SA, który zorganizował dzisiejsze spotkanie.
Z ramienia IPN Gdańsk w spotkaniu uczestniczyli: Anna Nadarzyńska-Piszczewiat, kierownik Referatu Gromadzenia, Opracowywania i Obsługi Magazynów, Karol Lisiecki, kierownik
Referatu Udostępniania Oddziałowe Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku oraz dr Jan Hlebowicz.
źródło: gdansk.ipn.gov.pl
W sytuacji, gdy ponad 200 milionów miejsc pracy zostało zlikwidowanych w następstwie pandemii, kolejne sto milionów jest nadal zagrożonych, a duża liczba bezrobotnych (z których zdecydowana większość to kobiety) po prostu „wypada” z rynku pracy, Międzynarodowy Dzień Godnej Pracy stanowi dobry pretekst, aby przypomnieć rządzącym o konieczności opracowania planów zatrudnienia.
"Rządy muszą mieć jeden nadrzędny priorytet, a są nim miejsca pracy. Muszą ponownie dążyć do pełnego zatrudnienia. Stanowi to podstawę bezpieczeństwa ekonomicznego i sprawiedliwości społecznej” powiedziała Sharan Burrow, sekretarz generalny Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych. Według Burrow do 2030 roku na całym świecie powinno istnieć 575 milionów miejsc pracy a przynajmniej połowa nieformalnych stanowisk powinna zostać zalegalizowana. Spełnienie takich warunków zakłada Ósmy Cel Zrównoważonego Rozwoju ONZ. "Związki zawodowe wzywają rządy, aby pilnie zasiadły do stołu ze związkowcami, pracodawcami i innymi podmiotami w celu ustalenia ambitnych celów dotyczących tworzenia i utrzymania miejsc pracy. Następnie muszą zrealizować te cele poprzez zapewnienie tworzenia miejsc pracy przyjaznych dla klimatu, aby ustabilizować planetę i zapewnić gospodarkę zeroemisyjną.” Burrow podkreśla też, że należy mocno skoncentrować się na zatrudnieniu w niezwykle ważnym sektorze opieki oraz w infrastrukturze. Według niej, zapotrzebowanie na miejsca pracy jest możliwe do zrealizowania, w szczególności jeśli rządy będą realizować sprawiedliwą politykę podatkową, nie zaś taką, która faworyzuje pracodawców i najbogatszych.
Szefowa MKZZ zwraca uwagę na problem bezpieczeństwa zatrudnienia: "Globalny rynek pracy jest zepsuty. Rządy nie zdołały uregulować pracy i straciły z oczu cel, jakim jest pełne zatrudnienie. Praca jest jeszcze bardziej niepewna niż przed wybuchem pandemii, a to wymaga zmiany zasad, tak aby ludzie byli chronieni przed rosnącym wyzyskiem i szalejącym brakiem bezpieczeństwa.” Na koniec wspomniała o Nowej Umowie Społecznej i jej założeniach dla pracowników na całym świecie: "Miejsca pracy są absolutnie kluczowe dla odbudowy i budowania odporności potrzebnej na całym świecie, aby poradzić sobie z pandemią i innymi zagrożeniami egzystencjalnymi. Tworzenie miejsc pracy jest kluczowym elementem Nowej Umowy Społecznej, wraz z prawami, ochroną socjalną, równością i włączeniem społecznym. Światowy Dzień Godnej Pracy wzmocni wezwanie do "Just Jobs" i jak wskazuje nasz brief kampanii, do walki z kryzysem nieformalności".
W tym roku EKZZ w Międzynarodowym Dniu Godnej Pracy upomina się szczególnie o pracowników platform internetowych i wzywa Unię Europejską do egzekwowania przestrzegania przepisów przez kraje członkowskie. 7 października w Brukseli we współpracy z belgijskimi związkami zawodowymi odbędą się demonstracje, na które organizatorzy zapraszają wszystkich chętnych.
msz
Komisja Krajowa wsparła swoim stanowiskiem działania Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” w „Siarkopol” Grzybów oraz Zarządu Regionu Świętokrzyskiego NSZZ „Solidarność”, którzy od lat walczą o dalsze istnienie ostatniej kopalni siarki w Polsce.
- Ma to związek z powolnym lecz nieuchronnym wyczerpywaniem się złóż siarki wydobywanej z aktualnych odwiertów. Planowane inwestycje wykorzystania istniejących złóż siarki (Rudki k/Połańca) natrafiają na opór samorządu połanieckiego, od którego zależy uwzględnienie tej inwestycji w planie zagospodarowania gminy – wskazuje stanowisko.
Ponieważ siarka jest surowcem strategicznym konieczna jest - zdaniem członków Komisji - zmiana ustawy prawo geologiczne i górnicze lub przyjęcie tzw. specustawy, które niezwłocznie umożliwią rozpoczęcie niezbędnej inwestycji dla dalszego istnienia „Siarkopolu”.
- Konieczne jest podjęcie działań legislacyjnych i organizacyjnych, które leżą po stronie właściciela „Siarkopolu”, czyli Grupy Azoty, oraz nadzoru właścicielskiego, czyli Ministra Aktywów Państwowych – czytamy w stanowisku.
ml/k