Wpis Jana Wyrowińskiego na facebooku
Zmarł toruński chirurg dr Krzysztof Krzciuk, mój równolatek.
Pogodny i życzliwy światu. Czuję się zobowiązany przywołać jeden ważny, acz odległy w czasie epizod z jego życia.
Pod koniec lipca 1980 roku toruńska esbecja stawała na głowie, aby nie dopuścić do rozkolportowania podziemnego „Robotnika” nr 57. To było wydanie specjalne owego dwutygodnika, datowane 12 lipca 1980 r., opisujące początek fali strajków na Lubelszczyźnie. Władze obawiały się, że kolportaż tego właśnie wydawnictwa mógłby „epidemię” strajkową rozszerzyć np. na Toruń i województwo toruńskie. 24 lipca 1980 roku, znaczące ilości tegóż „Robotnika” i innych wydawnictw bezdebitowych trafiły w ręce dwóch toruńskich opozycjonistów: Stanisława Śmigla i Konrada Turzyńskiego. Ten ostatni kilkadziesiąt numerów rzeczonego „Robotnika” wieczorem dostarczył do mojego mieszkania na X piętro wieżowca przy ul. Świętopełka 22/33.
Nad ranem następnego dnia Staszka i Konrada zatrzymano, a ich mieszkania przeszukano. U Staszka znaleziono co nieco, zaś u Konrada tyle co nic – pojedyncze ulotki. Pierwszego przesłuchiwano w areszcie w Golubiu – Dobrzyniu, drugiego w areszcie w Chełmnie. Szczególnie brutalnie przesłuchiwano Śmigla. Skutego kajdankami uderzano w twarz, duszono, szarpano za włosy, a przy tym znieważano słownie. Nie powiedział jednak tego, czego od niego się domagano. W międzyczasie 26 lipca zarządzono rewizje u znajomych obydwu panów, w tym i w moim mieszkaniu.
To był dzień imienin mojej Hani, która w tym czasie była w ciąży z naszą młodszą córką. Funkcjonariusze przyjechali po nią o godz. 11.30 do przychodni na ul. Dekerta, w której pracowała jako cieszący się sympatią matek i małych pacjentów lekarz pediatra. Rewizja, która rozpoczęła się o 11.50 nic nie dała. Nie wpadli na to, aby zajrzeć do ogólnie dostępnego zsypu na śmieci, gdzie dosyć przemyślnie ukryłem ów obiekt esbeckiego pożądania, czyli dostarczone mi przez Konrada egzemplarze „Robotnika” nr 57.
Wieczorem z życzeniami imieninowymi dotarli na X piętro zwolnieni po 48. godzinach Staszek i Konrad. Jak pisze Jakub Stein w mającej się niebawem ukazać książce „Ostatnie 20 miesięcy w Toruniu przed powstaniem „Solidarności” : „Z pewnym oczywistym opóźnieniem odwiedził solenizantkę Annę Wyrowińską także Stanisław Śmigiel, który przy tej sposobności pokazywał jej ślady, jakie na jego szyi pozostały po duszeniu go przez esbeka; w maleńkim mieszkaniu, jakie wtedy zajmowali Wyrowińscy nie sposób było uniknąć obecności ich pierwszej (a wtedy jeszcze jedynej) córki, sześcioletniej Agnieszki, która potem pytała: „mamo, a co oni temu panu zrobili?””.
No i teraz czas na Krzysia Krzciuka. Hania znała go z dyżurów i poprosiła, aby zrobił Staszkowi obdukcję, uczciwie informując o okolicznościach w jakich nabawił się obrażeń. Krzysztof nie wahał się. Zaświadczenie przez niego podpisane towarzyszyło bezskutecznej, jak należało się wtedy spodziewać skardze Staszka na brutalne traktowanie. Jednak po latach, w 2005 roku w trakcie procesu przed Sądem Okręgowym w Toruniu było ważnym dowodem w procesie przeciw por. Mieczysławowi Kapitanowiczowi, który został uznanym winnym pobicia Staszka.
Krzysztofie, spoczywaj w pokoju! Dobre czyny idą za Tobą!
Jan Wyrowiński