„Uczelnie nie mogą oszczędzać na pracownikach”. Szef naukowej NSZZ „S” o o zmianie ustawy o szkolnictwie wyższym
– Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego chce przedłużyć aż do 2036 roku szczególne zasady naliczania Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych w uczelniach publicznych. Resort mówi o stabilności finansowej uczelni. Solidarność” odpowiada: nie można rozwiązywać problemu niedofinansowania nauki kosztem pracowników – podkreśla dr Dominik Szczukocki, przewodniczący Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność”.
Co musisz wiedzieć:
- Dominik Szczukocki, przewodniczący Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność” negatywnie opiniuje projekt o zmianie ustawy o szkolnictwie wyższym
- Najbardziej krytykowany jest zapis o ZFSŚ
- Zmniejszanie realnej wartości Funduszu najmocniej dotyka często osób o niższych wynagrodzeniach, pracowników administracyjnych i technicznych
– Dla pracownika nie jest to dyskusja o abstrakcyjnym procencie w ustawie. Chodzi o realne pieniądze przeznaczane na pomoc w trudnej sytuacji życiowej, wypoczynek pracowników i ich dzieci, pomoc mieszkaniową czy wsparcie emerytów. Jeżeli państwo chce stabilizować finanse uczelni poprzez ograniczanie wzrostu tych środków, trzeba jasno powiedzieć, kto ponosi koszt takiej stabilizacji– mówi Dominik Szczukocki, przewodniczący Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność”.
ZFŚS – co to właściwie jest?
Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych nie jest dodatkową pensją ani premią wypłacaną każdemu pracownikowi w jednakowej wysokości. Środki Funduszu służą m.in. finansowaniu różnych form wypoczynku, działalności kulturalnej i sportowo- rekreacyjnej, pomocy materialnej oraz pomocy mieszkaniowej. Przyznawanie ulgowych świadczeń jest uzależnione od sytuacji życiowej, rodzinnej i materialnej osoby korzystającej z Funduszu. W uczelniach ma on szczególne znaczenie także dlatego, że opieką socjalną objęci są byli pracownicy – emeryci i renciści. Dlatego zmniejszanie realnej wartości Funduszu najmocniej dotyka niekoniecznie najlepiej zarabiających profesorów, ale często osób o niższych wynagrodzeniach, pracowników administracyjnych i technicznych, rodzin z dziećmi, osób znajdujących się w trudnej sytuacji oraz emerytowanych pracowników uczelni.To nie jest nowy „przywilej akademików”. Historia ma ponad 50 lat
Odrębny sposób finansowania działalności socjalnej w szkolnictwie wyższym nie powstał wraz z obecną ustawą ani nawet w III Rzeczypospolitej. Po II wojnie światowej przez lata rozwijano szczególne uprawnienia socjalne i bytowe nauczycieli. Natomiast pierwszy jednolity, ustawowy fundusz socjalny obejmujący także nauczycieli akademickich i innych pracowników szkół wyższych ustanowiono w 1972 roku. 2 Karta praw i obowiązków nauczyciela z 27 kwietnia 1972 roku stanowiła wprost, że dla nauczycieli, nauczycieli akademickich oraz innych pracowników szkół i szkół wyższych tworzy się fundusz socjalny. Miał on być budowany etapami od 1972 do 1975 roku – po 0,5 proc. planowanego rocznego osobowego funduszu płac w każdym etapie. W 1982 roku ustawa o szkolnictwie wyższym poszła znacznie dalej: dla pracowników szkół wyższych ustanowiono fundusz socjalny w wysokości 5 proc. funduszu płac, a obok niego fundusz mieszkaniowy w wysokości 3 proc. Dla nauczycieli akademickich – emerytów i rencistów – tworzono dodatkowy fundusz socjalny. Ustawa o szkolnictwie wyższym z 1990 roku utrzymała konstrukcję 5 proc. na fundusz socjalny i 3 proc. na fundusz mieszkaniowy. Kiedy w 1994 roku wprowadzono powszechną ustawę o Zakładowym Funduszu Świadczeń Socjalnych, dla szkolnictwa wyższego zachowano odrębność. Dotychczasowe fundusze połączono, ustalając ZFŚS dla pracowników uczelni w wysokości 8 proc. planowanych rocznych środków na wynagrodzenia osobowe. Od 2005 roku ustawowy odpis dla pracowników uczelni publicznych wynosił 6,5 proc. planowanych rocznych wynagrodzeń osobowych, a dodatkowo zachowano odrębny obligatoryjny odpis na byłych pracowników – emerytów i rencistów.– Warto obalić jeden mit. Te 6,5 procent nie jest żadnym nowym przywilejem środowiska akademickiego. Odrębny system socjalny szkolnictwa wyższego ma ponad pół wieku historii. Zmieniały się stawki i szczegółowe rozwiązania, ale przez dziesięciolecia utrzymywano zasadę powiązania środków socjalnych z funduszem wynagrodzeń. To element określonego modelu polityki pracowniczej państwa wobec uczelni– podkreśla Dominik Szczukocki.
Miało być osiem lat. Będzie osiemnaście?
Obecny problem zaczął się wraz z reformą szkolnictwa wyższego z 2018 roku. Na lata 2019–2026 wprowadzono rozwiązanie przejściowe: zamiast corocznego naliczania pełnego odpisu według zasad docelowych uczelnia dokonuje odpisu w wysokości kwoty z 2018 roku. Rektor może zwiększyć tę kwotę, po uzgodnieniu ze związkami zawodowymi, maksymalnie do poziomu 6,5 proc. planowanych w poprzednim roku wynagrodzeń osobowych. Po 31 grudnia 2026 roku miały zacząć obowiązywać zasady docelowe. Teraz ministerstwo proponuje, aby rozwiązanie przewidziane pierwotnie na osiem lat obowiązywało przez kolejnych dziesięć – aż do końca 2036 roku. Co istotne, sam projektodawca przyznaje w Ocenie Skutków Regulacji, że ośmioletni okres 2019–2026 miał być czasem wystarczającym do wykorzystania tego instrumentu. Resort uznaje jednak obecnie, że trudności finansowe uczelni nie ustąpiły i uzasadniają następny, co najmniej dziesięcioletni okres ochronny.– Jeżeli rozwiązanie ustanawia się jako przejściowe na osiem lat, a po upływie tych ośmiu lat przedłuża się je o następne dziesięć, to trudno nadal mówić o okresie przejściowym. W sumie będzie to osiemnaście lat. Jeżeli po tak długim czasie problem pozostaje nierozwiązany, trzeba zacząć pytać nie o ZFŚS, ale o system finansowania polskiej nauki– mówi Szczukocki.
Ministerstwo: uczelnie potrzebują stabilności
Ministerstwo przedstawia również własne argumenty. W uzasadnieniu wskazuje na trudną sytuację uczelni, wzrost kosztów energii i usług, inflację, presję płacową, konieczność finansowania infrastruktury, cyfryzacji oraz działalności badawczej. Powrót w 2027 roku do pełnych zasad naliczania ZFŚS oznaczałby znaczny wzrost kosztów. Resort uważa więc 3 przedłużenie obecnego mechanizmu za rozwiązanie „stabilizujące i osłonowe” dla gospodarki finansowej uczelni. Według przywołanych w OSR szacunków KRASP, opartych na danych 88 akademickich uczelni publicznych, dodatkowe potrzeby finansowe związane z odmrożeniem odpisu wyniosłyby co najmniej 663 mln zł rocznie. Resort podkreśla też, że nadal możliwe będzie zwiększanie ZFŚS przez poszczególne uczelnie po uzgodnieniu ze związkami zawodowymi. KSN nie kwestionuje finansowych problemów uczelni. Związek kwestionuje sposób ich rozwiązania.628 milionów rocznie. Kto finansuje „stabilizację”?
Szczególnie wymowne są wyliczenia zawarte w rządowej Ocenie Skutków Regulacji. Według ministerstwa przyjęcie projektu oznacza zmniejszenie obciążeń uczelni publicznych o około 628,2 mln zł każdego roku. W całym analizowanym okresie daje to około 6,91 mld zł. Jednocześnie dodatkowy koszt projektu dla budżetu państwa określono na zero. To właśnie te liczby KSN interpretuje jako sedno całego sporu.– Logika księgowa jest bardzo prosta: budżet państwa nie ponosi dodatkowego kosztu, uczelnie mają mniejsze obciążenia, a różnica powstaje dlatego, że nie wracamy do docelowego poziomu finansowania działalności socjalnej. Z punktu widzenia pracownika trudno uznać to za operację neutralną. Jeżeli ktoś oszczędza 628 milionów złotych, trzeba zapytać, na czym oszczędza– wskazuje przewodniczący KSN. Według danych przywołanych w opinii Solidarności w 2026 roku uczelnie nadzorowane przez ministra nauki zaplanowały na ZFŚS około 570,7 mln zł. Zastosowanie docelowego art. 144 oznaczałoby około 943,1 mln zł samego odpisu podstawowego, a po uwzględnieniu odpisu na emerytów i rencistów – około 1,078 mld zł.
Dlaczego pracownicy czują się poszkodowani?
Pracownik nie zobaczy na pasku wynagrodzenia informacji: „potrącono z ZFŚS”. Dlatego konsekwencje tego mechanizmu są mniej widoczne niż zamrożenie pensji. W latach 2019–2025 łączna kwota ZFŚS w uczelniach publicznych wzrosła z około 488,7 mln zł do 687,2 mln zł, czyli o około 40,6 proc. W tym samym okresie planowane wynagrodzenia osobowe brutto zwiększyły się z około 11,16 do 21,04 mld zł – o około 88,6 proc. Solidarność wskazuje więc, że nominalny wzrost Funduszu nie oznacza zachowania jego relacji do wynagrodzeń ani realnych możliwości finansowania działalności socjalnej. – Pracownik słyszy, że przecież fundusz nominalnie wzrósł. Tyle że w tym samym czasie wzrosły ceny, koszty wypoczynku, mieszkań i codziennego życia, a znacznie szybciej wzrósł cały fundusz wynagrodzeń. Jeżeli przyjęty przez ustawodawcę model miał wiązać środki socjalne z płacami, to wieloletnie zamrażanie tego powiązania stopniowo zmienia sens całego systemu – uważa Szczukocki.Ministerstwo alarmuje o wypaleniu zawodowym. I tu pojawia się paradoks
Spór o ZFŚS nabrał nowego wymiaru po publikacji z 7 września 2026 roku. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przedstawiło wtedy wyniki raportu Ośrodka Przetwarzania Informacji dotyczącego wypalenia zawodowego osób pracujących w systemie szkolnictwa wyższego i nauki. Badanie przeprowadzono w 2025 roku na zlecenie samego MNiSW. Objęło reprezentatywną próbę 1160 osób oraz wywiady pogłębione. Wyniki pokazują poważne przeciążenie środowiska. 75 proc. badanych regularnie pracuje w czasie wolnym, 74 proc. odbiera służbowe telefony lub odpowiada na wiadomości po godzinach, a ponad połowa jest niezadowolona z proporcji między życiem zawodowym i prywatnym. 83 proc. uważa, że zbyt dużo czasu poświęca na zadania administracyjne. Resort i autorzy raportu wskazują, że problemu nie da się sprowadzić wyłącznie do indywidualnych sposobów radzenia sobie ze stresem. Wnioski dotyczą także potrzeby zmian organizacyjnych i instytucjonalnego wsparcia pracowników. ZFŚS oczywiście nie jest systemem leczenia wypalenia zawodowego i nie zastąpi pomocy psychologicznej ani zmian organizacji pracy. Finansuje jednak wypoczynek, działalność sportową i rekreacyjną, kulturę, pomoc materialną czy mieszkaniową – a więc działania mające znaczenie dla regeneracji, bezpieczeństwa socjalnego i jakości życia pracowników.– I tutaj naprawdę pojawia się pytanie o spójność. Ministerstwo samo zleca badania i mówi: ludzie są przeciążeni, pracują po godzinach, mają problem z równowagą między pracą a życiem prywatnym, potrzebują wsparcia instytucjonalnego. A niemal równocześnie proponuje przedłużenie na dziesięć lat mechanizmu ograniczającego wzrost środków na działalność socjalną. Nie twierdzimy, że ZFŚS wyleczy wypalenie zawodowe. Ale trudno jednocześnie mówić o dobrostanie pracowników i osłabiać jeden z instrumentów, które ten dobrostan mogą wspierać– komentuje Dominik Szczukocki.
Resort Lewicy i prawa pracownicze
Sprawa ma również szerszy kontekst polityczny. Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego kieruje Marcin Kulasek. Zgodnie z oficjalnym biogramem resortu od 2016 roku pełni funkcję sekretarza generalnego obecnie Nowej Lewicy, a wcześniej Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Jednocześnie prawa pracownicze, godne warunki pracy, zabezpieczenie społeczne i godne wynagrodzenia należą do deklarowanych elementów programu Lewicy. KSN zwraca więc uwagę na napięcie pomiędzy tymi deklarowanymi wartościami a społecznymi skutkami proponowanego rozwiązania.– Nie chcemy prowadzić sporu o partyjne etykiety. Ale skoro formacja polityczna bardzo mocno odwołuje się do praw pracowniczych, godnej pracy i bezpieczeństwa socjalnego, to naturalne jest pytanie, jak te deklaracje przekładają się na decyzje podejmowane w ministerstwie, za które odpowiada jej polityk. Prawa pracownicze mają znaczenie właśnie wtedy, kiedy ich ochrona wymaga realnych środków– mówi Szczukocki. Warto przy tym odnotować stanowisko samego ministra. 27 maja 2026 roku, podczas protestu środowiska akademickiego, Marcin Kulasek mówił w Sejmie, że 3 proc. PKB na naukę jest „wspólnym celem”, a polska nauka mierzy się z wieloletnimi zaniedbaniami. Dla Solidarności pozostaje więc zasadnicze pytanie: czy poziom finansowania uczelni będzie wystarczający, aby nie musiały być stawiane przed wyborem między wynagrodzeniami, badaniami, infrastrukturą a świadczeniami dla pracowników.
Nie tylko Solidarność. Rada Główna także negatywnie
Krytyczna ocena projektu nie pochodzi wyłącznie od KSN. Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego w uchwale nr 34/2026 z 7 sierpnia negatywnie zaopiniowała projekt w obecnym kształcie. Rada uznała, że potrzeba uniknięcia gwałtownego wzrostu kosztów uczelni jest realna, ale nie powinna być realizowana poprzez proste przedłużenie do 2036 roku mechanizmu opartego na kwocie odpisu z 2018 roku. 5 Rada postuluje wypracowanie systemowego rozwiązania, które z jednej strony nie doprowadzi do nagłego wzrostu kosztów bez odpowiedniego finansowania publicznego, a z drugiej ochroni realną wartość środków socjalnych i interes pracowników. Negatywnie projekt oceniła również Rada do spraw dialogu ze związkami zawodowymi, działająca przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Rada przedstawiła także konkretny kompromis: w 2027 roku odpis miałby odpowiadać co najmniej kwocie dokonanej w 2025 roku, a następnie corocznie rosnąć w taki sposób, aby w 2033 roku osiągnąć poziom 6,5 proc. planowanych wynagrodzeń. Równolegle powinien powstać mechanizm corocznego zwiększania nakładów publicznych na naukę i szkolnictwo wyższe.„Nie chcemy wybierać: albo płaca, albo Fundusz”
Solidarność nie domaga się prostego przerzucenia kilkuset milionów złotych z wynagrodzeń czy badań do ZFŚS. Przeciwnie – jednym z głównych argumentów KSN jest sprzeciw wobec stawiania pracowników przed takim wyborem. W swojej opinii KSN wskazuje, że wynagrodzenia, zatrudnienie, działalność badawcza, dydaktyka i infrastruktura są podstawowymi zadaniami wymagającymi własnego, adekwatnego finansowania. Przeciwstawianie ich świadczeniom socjalnym związek określa jako fałszywą alternatywę.– Nie mówimy rektorom: zabierzcie pieniądze z pensji albo laboratoriów i przekażcie je do ZFŚS. Mówimy państwu coś dokładnie przeciwnego: finansujcie uczelnie w taki sposób, aby rektor nie musiał wybierać między wynagrodzeniami, badaniami, ogrzewaniem budynku a pomocą socjalną dla pracowników. Niedofinansowanie nauki nie może być finansowane poprzez ograniczanie kolejnego elementu warunków zatrudnienia– mówi przewodniczący KSN.
A co z uczelniami, które zwiększały odpis?
Projekt rodzi jeszcze jeden problem. Od 2019 roku rektorzy mogli zwiększać odpis po uzgodnieniu ze związkami zawodowymi. Część uczelni skorzystała z tej możliwości i stopniowo zwiększała ZFŚS. Inne pozostały przy historycznej podstawie. KSN wskazuje, że nowe rozwiązanie powinno chronić poziom osiągnięty tam, gdzie strony przez lata dochodziły do wyższego odpisu w drodze dialogu społecznego.– Nie można tworzyć przepisów, z których będzie wynikało, że bardziej opłacało się przez lata nie podnosić Funduszu. Uczelnie, które prowadziły dialog ze związkami i zwiększały środki socjalne, nie powinny znaleźć się w gorszej sytuacji od tych, które pozostawały przy minimum. Państwo powinno chronić dobre praktyki, a nie tworzyć zachętę do równania w dół– uważa dr Szczukocki.
Co proponuje Solidarność?
KSN nie odrzuca możliwości wprowadzenia rozwiązania przejściowego, które uchroniłoby uczelnie przed jednorazowym skokiem kosztów w 2027 roku. Popiera model stopniowego dochodzenia do docelowej wysokości odpisu. Punktem wyjścia miałby być poziom faktycznie osiągnięty w 2025 roku, nie niższy niż wynikający z zasad ogólnych, a następnie odpis powinien systematycznie wzrastać do osiągnięcia 6,5 proc. w 2033 roku. Wyższe poziomy już wypracowane przez uczelnie powinny zostać zachowane. Warunkiem takiej zmiany, zdaniem KSN, powinno być równoległe zwiększanie publicznego finansowania szkolnictwa wyższego i nauki, aby koszt nie został przerzucony na płace, zatrudnienie, badania lub kształcenie. Teraz decyzja będzie należała do parlamentu 6 Krajowa Sekcja Nauki NSZZ „Solidarność” w oficjalnej opinii sprzeciwia się uchwaleniu projektu w obecnym kształcie i domaga się jego zasadniczej zmiany. Związek chce również przedstawiać swoje argumenty posłom i senatorom przed dalszymi etapami procesu legislacyjnego. KSN zamierza zwracać uwagę parlamentarzystów także na regionalny wymiar problemu. Uczelnie są w wielu miastach dużymi pracodawcami, kształcą kadry dla szkół, szpitali, przemysłu i administracji, współpracują z przedsiębiorstwami i wpływają na rozwój lokalnych gospodarek.– Chcemy, żeby posłowie i senatorowie, oceniając ten projekt, zobaczyli nie tylko tabelę finansową. Za każdą uczelnią stoją konkretni ludzie: nauczyciele akademiccy, pracownicy administracji, laboratoriów, bibliotek, technicy, emeryci i ich rodziny. Silna uczelnia to miejsca pracy, rozwój młodych ludzi, innowacje i przyszłość regionu– podkreśla Dominik Szczukocki.
– Nie można przez osiemnaście lat nazywać czegoś rozwiązaniem przejściowym. Nie można mówić o chronicznym niedofinansowaniu nauki i równocześnie próbować łatać jego skutków środkami przeznaczonymi dla pracowników. A już szczególnie trudno zrozumieć to w momencie, gdy samo ministerstwo publikuje badania pokazujące skalę przeciążenia, stresu i wypalenia w środowisku akademickim. Nauka to przede wszystkim ludzie. Jeżeli o tym zapomnimy, żadne strategie, rankingi i programy doskonałości nie zbudują silnych polskich uczelni– dodaje przewodniczący KSN.
