Menu
  • Polski (PL)
Biuro Prasowe

Biuro Prasowe

Dlaczego warto informować o liczbie członków organizacji zakładowej?

  • Kategoria: Kraj
Dlaczego warto informować o liczbie członków organizacji zakładowej?

Ustawa z dnia 23 maja 1991r. o związkach zawodowych nie wprowadza wymogu minimalnej liczby członków dla istnienia zakładowej organizacji związkowej (z art. 12 i 17 ust. 1 pkt 3 tego aktu wynika, że 10 osób to najmniejsza liczba członków niezbędnych do funkcjonowania związku zawodowego, a nie organizacji zakładowej). Stąd też formalnie nie ma przeszkód, ażeby u pracodawcy działała organizacja zakładowa zrzeszająca np. 6 osób, jeżeli jest ona jednostką organizacyjną związku zawodowego, np. NSZZ Solidarność (chyba że co innego wynika z wewnętrznych regulacji danego związku zawodowego).
 
Powyższe uwagi należy jednak uzupełnić o stwierdzenie wynikające z art. 251 ustawy związkowej, zgodnie z którym uprawnienia zakładowej organizacji związkowej przysługują organizacji zrzeszającej co najmniej 10 członków (przy czym w tej liczbie uwzględnia się wyłącznie członków będących pracownikami lub nakładcami, ale nie uwzględnia się, np. emerytów i rencistów).

Znaczenie tego przepisu sprowadza się do tego, że mniej liczna organizacja zakładowa może owszem istnieć u pracodawcy, ale pracodawca może w swoich działaniach ją pomijać. Skoro bowiem nie korzysta ona ze swoich uprawnień, to znaczy, że na pracodawcy nie ciążą wobec niej żadne obowiązki. W celu zapewnienia stanu pewności po obu stronach co do zakresu wzajemnych praw i obowiązków wprowadzony został obowiązek informowania przez zakładową organizację związkową pracodawcy o liczbie członków. Informację taką należy przedstawiać co kwartał – według stanu na ostatni dzień kwartału – w terminie do 10 dnia miesiąca następującego po tym kwartale.


Cały artykuł w najnowszym numerze "TS" (32/2016)  - do kupienia również w wersji cyfrowej TUTAJ

    Wiele emerytur to dzisiaj pieniądze, za które nie da się przeżyć

    Wiele emerytur to dzisiaj pieniądze, za które nie da się przeżyć

    Z Agatą Baranowską-Grycuk, ekspertem Biura Eksperckiego, Dialogu i Polityki Społecznej w Komisji Krajowej NSZZ Solidarność, rozmawia Ryszarda Wojciechowska / Dziennik Bałtycki


    Słyszę, że Solidarność przychodzi do rządu PiS po spłatę długu wyborczego. Związek domaga się bowiem podwyżki emerytur i rent.
    Nie nazwałabym tego spłatą długu wyborczego. Solidarność już od 2007 roku postuluje odpowiednią waloryzację świadczeń emerytalno-rentowych. To, że aktualnie rządzi PiS, nie ma nic wspólnego z naszymi postulatami odpowiedniej podwyżki. Powtarzamy od lat, że głównym postulatem Solidarności jest systemowe rozwiązanie waloryzacji najniższych świadczeń emerytalnych, bo to właśnie one najszybciej tracą na swojej realnej wartości. Od 2007 roku najniższe świadczenie emerytalno-rentowe straciło swoją siłę nabywczą aż o 15 proc. I obecnie najniższa emerytura wynosi 882 złote, a renta 676 złotych, czyli odpowiednio ok. 757 i 591 zł po odliczeniu podatków. Dlatego Solidarność nieustannie przypomina, że obecna formuła obliczania waloryzacji powinna się zmienić, ponieważ jest niesprawiedliwa.
    I powoduje, że biedni emeryci biednieją, a bogaci bogacą się szybciej.

    Te dane o najniższej emeryturze są rzeczywiście porażające.
    Instytut Pracy i Spraw Socjalnych każdego roku wylicza tzw. minimum egzystencji. I ta najniższa emerytura oraz renta zbliżone są do tych kwot minimum. Poniżej tej kwoty egzystencja biologiczna człowieka jest już zagrożona. To są pieniądze, za które nie da się przeżyć. I do tego się odnosimy.

    Ale problem emerytur jest szerszy. Nawet ci, którzy mają emerytury wyższe niż ta najniższa, buntują się. I pytają nie tylko, jak żyć, ale także o to, dlaczego związek pochyla się nad tymi, którzy pracowali krótko i dlatego mają najniższe emerytalne uposażenie.
    Nie mogę się zgodzić z takimi głosami. Bo, jak powtarzam, co roku staramy się o waloryzację tych świadczeń ogółem. O to, żeby ten wskaźnik był większy, niż proponuje rząd.

    No tak, ale już wiadomo, że w przyszłym roku te podwyżki znowu będą symboliczne.
    Oczywiście, między innymi ze względu na poziom deflacji, który obniża ten wskaźnik. Wzrost wynagrodzeń wynika ze wzrostu gospodarczego. Kiedy rośnie gospodarka, to rosną wynagrodzenia. Ale emerytury nadal u nas pełzają. A my przypominamy, że trzeba to zmienić. Wspomniała pani o najniższych świadczeniach dla tych, którzy pracowali krótko. To nieprawda. Bo ustawa przewiduje okresy składkowe, które uprawniają do tego minimalnego świadczenia. Osoba, która nie wypracuje minimalnego ustawowo okresu, otrzymuje jeszcze mniej. Czasami są to emerytury w wysokości 300-400 złotych brutto.

    Coraz częściej słyszy się rozgoryczenie emerytów, którzy mówią: no tak, dla dzieci 500 plus, a dla nas 5 plus. Bo w tym roku wielu emerytów dostało podwyżki takiej mniej więcej wielkości.
    Całym sercem popieramy postulaty grup emeryckich, bo to są ludzie, którzy przepracowali całe życie i dzisiaj muszą mocno kombinować, jak za te pieniądze przeżyć. A lekarstwa i utrzymanie mieszkania to wydatki, które rosną najszybciej.

    Ale na razie Solidarność, jak słyszę, apeluje jedynie do rządu.
    Kiedy przedstawiono nam założenia w budżecie, dotyczące waloryzacji rent i emerytur, nie poparliśmy ich. Zwłaszcza zapisy mówiące, że można powiązać wzrost wynagrodzeń w budżetówce z minimalnym okresem składkowym dla emerytur, są nie do przyjęcia. I to powiedzieliśmy głośno.

    Ale co dalej? Od apeli jeszcze nic się nie zmienia. Solidarność nie powinna sięgnąć po inne metody?
    Jako związek zawodowy używamy takich narzędzi, w które jesteśmy wyposażeni. Możemy apelować, dyskutować. Możemy też wziąć kapelusz, pozbierać pieniądze i zanieść je ministrowi finansów. Ale przecież nie o to chodzi.

    To może trzeba wyjść na ulicę w sprawie emerytów. Nareszcie ktoś by się ujął za tą najsłabszą jednak grupą.
    Solidarność nigdy nie wychodziła na ulicę jedynie z powodu niskiej waloryzacji emerytur i rent. Bo mamy świadomość, że te problemy nie wynikają z ustawy, ale z tego, co znajduje się w budżecie. Ale nie zmienia to faktu, że Solidarność od lat proponuje rozwiązania, które pozwoliłyby na zasilanie funduszu ubezpieczeń społecznych. Bo jeśli fundusz będzie zrównoważony, to wtedy łatwiej można regulować podwyżki emerytur i rent.

    Czyli Solidarność spokojnie podchodzi do tego problemu?
    To, że Solidarność nie wychodzi na ulicę, nie oznacza, że podchodzimy spokojnie do problemu. Rośnie rozgoryczenie w tej grupie społecznej, na co nie jesteśmy głusi. Ale rozmawia pani z ekspertem, a nie z politykiem. Proszę to wziąć pod uwagę. Jestem od tego, żeby wyliczyć, obliczać, sprawdzać. A decyzje polityczne zapadają na innym piętrze i w innym pokoju. Z mojej strony nie usłyszy pani deklaracji na temat innych działań związku w tej sprawie.

    Rząd jest w trudnej sytuacji, bo z jednej strony zapowiada obniżenie wieku emerytalnego, a z drugiej żąda się od niego podwyższania najniższych emerytur. Tylko z czego na te podwyżki wówczas brać? To tak jakby mieć ciastko i zjeść ciastko.
    Wzrost emerytur i rent zagwarantowany jest ustawowo. I pieniądze na te działania zawsze będą przewidziane w budżecie.


    Dziennik Bałtycki

     

     

      Wolne niedziele: zbieramy podpisy!

      Wolne niedziele: zbieramy podpisy!

      9 sierpnia w centrach polskich miast zostanie przeprowadzona przez nasz Związek skoordynowana akcja zbierania podpisów pod obywatelskim projektem ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele.

      Pora skończyć z nową świecką tradycją, że w niedziele rodziny chodzą do supermarketu. W 1980 roku strajkujący domagali się wolnych sobót. Teraz związkowcy upominają się o wolne niedziele. By projekt trafił pod obrady parlamentu trzeba zebrać 100 tys. podpisów. Miesiąc pozostał do zakończenia całej akcji.

      – Im więcej podpisów uda nam się zgromadzić, tym większa presja będzie spoczywać na posłach, którzy zdecydują o losie tej niezwykle ważnej dla pracowników handlu ustawy – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ Solidarność.
       
      Obywatele drugiej kategorii
      Ok. 70 proc. osób zatrudnionych w handlu wielkopowierzchniowym to kobiety. Jak przekonuje Beata Ostaszewska z Solidarności w Auchan konieczność pracy w niedziele całkowicie rujnuje ich życie rodzinne.  – Czujemy się jak obywatele drugiej kategorii. Nie możemy jak inni spędzić niedzieli z rodzinami, pobawić się z dziećmi czy spotkać się ze znajomymi. Cóż z tego, że w zamian za niedziele dostajemy dzień wolny w środku tygodnia, skoro wtedy nasze dzieci są w szkole – mówi.

      Szansa dla drobnego handlu
      Na wejście w życie ustawy czekają też tysiące właścicieli małych sklepów, którzy od lat są wypierani z rynku przez wielkie sieci handlowe. Jak wynika z analiz Polskiej Izby Handlu, jeszcze w 2008 roku niewielkie sklepy stanowiły 51 proc. rynku. Dziś udział ten zmalał do 37 proc. i wciąż spada. Jednocześnie na polskim rynku ciągle trwa ekspansja wielkich, zagranicznych sieci handlowych. O ile liczba hipermarketów funkcjonujących w naszym kraju ustabilizowała się w ciągu ostatnich lat na stałym poziomie, to liczba supermarketów, a zwłaszcza dyskontów spożywczych stale rośnie. Od 2008 do 2014 roku ich udział w ogólnej liczbie placówek handlowych w Polsce uległ podwojeniu.

      Wspólna inicjatywa
      M.in. z tego powodu w skład Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej weszły nie tylko związki zawodowe i stowarzyszenia społeczne oraz katolickie, ale również organizacje zrzeszające pracodawców w tym m.in. Polska Grupa Supermarketów, Naczelna Rada Zrzeszeń Handlu i Usług czy Kongregacja Przemysłowo-Handlowa.  – W Polsce podobnie jak w innych krajach dawnego bloku wschodniego na początku lat 90. stworzono zagranicznym sieciom warunki funkcjonowania nieporównywalnie lepsze niż dla rodzimej branży. Z tego powodu udział wielkich sieci w rynku jest u nas znacznie większy niż w krajach Zachodniej Europy. Ograniczenia zawarte w naszym projekcie ustawy nie są jakimś ewenementem i wyłącznie polskim wynalazkiem. To tylko i wyłącznie powrót do normalności i standardów obowiązujących w cywilizowanym świecie – zaznacza Alfred Bujara.
       

      więcej na www.solidarnosckatowice.pl

       

        Bezrobocie najniższe od 25 lat

        Bezrobocie najniższe od 25 lat

        Kolejny miesiąc z rzędu spada bezrobocie. Stopa bezrobocia rejestrowanego w lipcu wyniosła 8,6 proc. przy 8,8 proc. w czerwcu. Ostatni tak niskie bezrobocie było w 1991 r. Dane te podał w wywiadzie dla radiowej Jedynki Stanisław Szwed, wiceminister rodziny i pracy. Obecnie bez pracy jest 1,3 mln Polaków. Zdaniem wiceministra trend spadkowy w najbliższych miesiącach powinien utrzymać się. – Jeżeli jeszcze z zasobów bezrobotnych odłączylibyśmy te osoby, które w zasadzie rejestrują się tylko ze względu na składkę zdrowotną, to myślę, że moglibyśmy mówić o poziomie bezrobocia na poziomie 6-6,5 proc. To byłby poziom bardzo niski – powiedział.

        Stopa bezrobocia w województwie pomorskim jest niższa niż średnia w kraju i wynosiła w czerwcu 7,8 proc. co stanowi spadek o 0,5 punktu procentowego w stosunku do maja. W czerwcu w pomorskim było 66 896 zarejestrowanych bezrobotnych. Jednocześnie zgłoszono 11 204 (wzrost o 11,8 procent) wolnych miejsc pracy i miejsc aktywizacji zawodowej.


         

         









        Źródło: Wojewódzki Urząd Pracy w Gdańsku, opracowanie własne na podstawie informacji GUS.
         

        Region Gdański


         

          Rząd planuje podwyżki rent i emerytur

          • Kategoria: Kraj
          Rząd planuje podwyżki rent i emerytur

          Według informacji Radia ZET największa podwyżka czeka tych, którzy pobierają najniższe świadczenia. Ci, którzy dostają teraz 822 zł, otrzymać mają podwyżkę w wysokości 120 zł. Koszty emerytalnych podwyżek szacuje się na 1 mld 680 mln złotych.

          Najniższa emerytura w 2017r. wynieść ma 1000 zł, a dostaną ją ci, którzy mają staż pracy 22 lata w przypadku kobiet, a 25 lat w przypadku mężczyzn. Od marca wszystkie świadczenia mają wzrosnąć o 0.88 proc. W przyszłym roku nie będzie jednak dodatków do emerytur.

          A co z tymi, którzy nie spełniliby zmienionych wymogów? Tak jak obecnie dostaliby głodowe świadczenia, czyli poniżej 880 zł miesięcznie. Takich ubezpieczonych w ZUS jest dzisiaj ponad 100 tys. Według ekspertów w przyszłości będzie ich jeszcze więcej. Stąd kolejny pomysł, by osoby których staż składkowy nieprzekracza pięciu lat, dostały pieniądze zgromadzone w ZUS w formie jednorazowej wypłaty.


          telewizjarepublika.pl

            Pogrzeb Mariana Fracha

            Pogrzeb Mariana Fracha

            Z głębokim smutkiem zawiadamiamy, że 2 sierpnia po długiej ciężkiej chorobie zmarł Marian Frach. Był wieloletnim przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Wodociągach w Wałbrzychu. W 1980 roku 29 sierpnia uczestniczył w strajku, a później wszedł do Komitetu Robotniczego. Następnie razem z innymi kolegami założyli organizację zakładową NSZZ „Solidarność”, do której zapisało się 452 pracowników na 465 ogółu zatrudnionych.

            Po 1989 roku był członkiem Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Dolny Śląsk. Będziemy pamiętać go jako nieodżałowanego Kolegę.

            Msza święta za duszę ś.p. Mariana Fracha odprawiona zostanie 4 sierpnia o godz. 7:30 w kościele p.w. św. Aniołów Stróżów w Wałbrzychu. Pogrzeb tego samego dnia na cmentarzu komunalnym w Szczawnie Zdroju, ul. Prusa 1, o godz 14:00.

            Cześć Jego Pamięci!

              Pogrzeb Inki i Zagończyka

              • Kategoria: Kraj
              Pogrzeb Inki i Zagończyka

              Uroczystości pogrzebowe bohaterów II konspiracji ś.p. Danuty Siedzikówny – ps. Inka, i ś.p. Feliksa Selmanowicza – ps. Zagończyk odbędą się w Gdańsku 28 sierpnia o godz. 13.00. Natomiast we wtorek 16 sierpnia o godz. 11.00 w historycznej Sali BHP w Gdańsku odbędzie się konferencja prasowa na temat szczegółów organizacyjnych związanych z uroczystością.

              Organizatorami pogrzebu są Instytut Pamięci Narodowej Komisja Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu oraz NSZZ „Solidarność”.

              Pogrzeb państwowy ś.p. Danuty Siedzikówny pseudonim „Inka”, sanitariuszki 5 Wileńskiej Brygady AK oraz ś.p. Feliksa Selmanowicza – pseudonim „Zagończyk”, dowódcy 2 kompanii 4 Wileńskiej Brygady AK odbędzie się w niedzielę 28 sierpnia 2016 r. - w 70. rocznicę wykonania wyroku śmierci na bohaterach przez komunistycznych oprawców.

              Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się Mszą św. w Bazylice konkatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku o godz. 13.00, skąd kondukt pogrzebowy uda się na Cmentarz Garnizonowy w Gdańsku, ul. Dąbrowskiego 2. Będzie im przewodniczył abp Leszek Sławoj Głódź.

              Dzień wcześniej, w sobotę 27 sierpnia, w Kaplicy Królewskiej Bazyliki konkatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku w godzinach 17.00-22.00 zostaną wystawione trumny ze szczątkami bohaterów.

              Pochówek bohaterów będzie wspólny, o czym zdecydowały ich rodziny. Oboje zginęli tego samego dnia w 1946 r., pochowani zostali też obok siebie w bezimiennym grobie. Miejsce to jesienią 2014 r. odnalazł na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku zespół poszukiwawczy IPN kierowany przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka.

              Instytut Pamięci Narodowej zwraca się z prośbą do organizacji, które planują wystawić swoje poczty sztandarowe i grup rekonstrukcji historycznej zainteresowanych udziałem w uroczystości pogrzebowej o zgłaszanie swojego udziału do dnia 19 sierpnia br. drogą mailową na adres poczty elektronicznej: pogrzeb28sierpnia@ipn.gov.pl lub pod numerem telefonu (58) 669-40-24.

              Informacje na temat prowadzonych przez IPN poszukiwań nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego 1944-1956 są dostępne na stronie: www.poszukiwania.ipn.gov.pl


              Biogramy bohaterów:

              Danuta Siedzikówna

              Feliks Selmanowicz

               

              Instytut Pamięci Narodowej

               

                Młodzi będą zbierać podpisy

                Młodzi będą zbierać podpisy

                Podczas zebrania Regionalnej Sekcji Młodych NSZZ „Solidarność” ustalano szczegóły zaplanowanej na najbliższą sobotę akcji zbierania podpisów pod projektem ograniczającym handel w niedzielę.

                Ustalono, że młodzi związkowcy zbiorą się w gdańskim budynku „Solidarności” o godzinie jedenastej. Stamtąd po sprawnym przygotowaniu przejdą w okolice Fontanny Neptuna na Długim Targu, przed wejściem do Dworu Artusa. Tam przygotują stoisko z listami do zbierania podpisów. Akcja rozpocznie się około godziny dwunastej.

                – Jednym z 21 historycznych postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego było wprowadzenie wolnych od pracy sobót. Teraz doszło do tego, że musimy walczyć o wprowadzenie wolnych niedziel – podkreślał Patryk Sobiecki, przewodniczący Regionalnej Sekcji Młodych NSZZ „Solidarność”. – Zebranie możliwie największej ilości podpisów umożliwi wprowadzenie projektu pod obrady Sejmu. Już sam ten fakt będzie wartością, bo jasno pokazałby posłom, że brak wolnych niedziel jest ważnym dla społeczeństwa problemem – dodawał Kamil Kaliszuk, sekretarz sekcji.

                „Solidarność” od dawna walczy o wolne niedziele dla pracowników handlu. Jednak tym razem ma po swojej stronie również organizacje pracodawców, społeczne i pozarządowe. Z inicjatywy Sekretariatu Banków, Handlu i Usług NSZZ „Solidarność” powstał komitet obywatelski zbierający podpisy pod projektem ustawy ograniczającej handel w niedzielę. Zakaz handlu w niedziele objąłby 1,5 miliona pracowników branży, a także kilkaset tysięcy zleceniodawców.


                Region Gdański

                  Pobiegną szlakiem „Solidarności”

                  Pobiegną szlakiem „Solidarności”

                  Do 2 sierpnia zgłosiło się ponad 800 chętnych do udziału w XXII Maratonie Solidarności. Są wśród nich przybysze z różnych części świata.

                  Wśród amatorów biegania dominują mężczyźni – zarejestrowało się ich aż 686. Kobiety reprezentuje 131 uczestniczek.

                  Najliczniej rejestrują się oczywiście Polacy. Wśród chętnych do uczestnictwa w Maratonie było ich aż 696. Na drugim miejscu uplasowali się Niemcy, których było 25. Zgłosiło się też wielu uczestników z Ukrainy (13) i Wielkiej Brytanii (11). Osiem osób reprezentuje Szwecję, po sześciu biegaczy pochodzi z Kenii i Norwegii. Wśród uczestników jest też pięciu Holendrów. Po cztery osoby przyjadą z Australii, Hiszpanii i Litwy, po trzy z Białorusi, Czech, Francji i Rosji. Po dwóch uczestników zadeklarowało się jako reprezentanci Kanady, Chin, Danii, Anglii, Finlandii i Stanów Zjednoczonych. Pojedynczy uczestnicy pochodzą z Algierii, Austrii, Belgii, Estonii, Węgier, Irlandii, Włoch, Łotwy, Mołdawii, Szwajcarii i Słowacji.

                  Najliczniej reprezentowanym polskim miastem jest Gdańsk, z którego pochodzi aż 141 zarejestrowanych. Z Gdyni startują 73 osoby. Ze stolicy – Warszawy – przyjedzie 31 biegaczy. 17 uczestników pochodzi z Elbląga, 16 z Poznania, 14 z Krakowa. Sopot reprezentuje 11 osób. Tyle samo biegaczy przyjedzie z Wrocławia. Pobiegnie też 10 mieszkańców Rumi. Pierwszą dziesiątkę najliczniej reprezentowanych miast zamyka Łódź, z której startuje 9 osób.

                  Zgłaszać można się przez moduł na stronie internetowej Stowarzyszenia Maratonu „Solidarność”, które jest organizatorem imprezy. Tam też można znaleźć więcej informacji: www.maratongdansk.home.pl


                  Region Gdański

                    Temat dla nas nie jest zamknięty. Podatek trzeba dopracować

                    Temat dla nas nie jest zamknięty. Podatek trzeba dopracować

                    Z Alfredem Bujarą, szefem handlowej Solidarności, rozmawia Łukasz Kłos / Polska Dziennik Bałtycki

                    Prezydent nowy podatek podpisał. NSZZ Solidarność zadowolona jest z rozwiązań w obecnym kształcie?
                    Ostateczny kształt ustawy jest znacznie lepszy od przedstawianych wcześniej projektów. Przez lata -na co wielokrotnie zwracaliśmy uwagę - wielkie sieci handlowe pod postacią pseudokosztów wyprowadzały swoje zyski za granicę. Wszystko to działo się w świetle prawa. Tymczasem są takie sieci, które na polskim rynku działają 20 lat, ale nigdy nie wpłaciły ani złotówki w formie podatków, bo nie wykazywały zysków. Mam rozumieć, że prowadziły działalność dobroczynną? Oczywiście, że nie. Wielkie sieci cały czas pomnażają swój majątek.

                    Słyszymy, że w nowym systemie podatkowym duzi gracze także się odnajdą, że wykorzystując kruczki prawne, będą płacili co najwyżej najniższe stawki. Pan podziela te wnioski?
                    Ryzyko, że sieci handlowe zaczną tworzyć ze swoich sklepów samodzielne placówki, jest spore. Dlatego o ile samo opodatkowanie zagranicznych sieci handlowych uważamy za dobre i potrzebne, to obawiamy się, że bez odpowiednich działań zabezpieczających ciężar nowego podatku przerzucony zostanie na pracowników sieci i ich dostawców. Takie sygnały, niestety, odbieramy. Dlatego nie można sprawy odłożyć na półkę, tylko potrzebne jest dalsze udoskonalanie oraz uszczelnianie systemu. Na spotkaniu z panią premier zwracałem uwagę, że konieczne jest, by fiskus uwzględniał powiązania kapitałowe. Inaczej będziemy mieli do czynienia z sytuacją, gdy duże podmioty będą kawałkowane na drobne spółeczki tylko po to, by ich właściciele uniknęli nowego podatku.

                    To, czy nowy podatek utrzyma się, nie jest jeszcze przesądzone. Węgry przegrały swoją batalię, a w sprawie Polski lobbyści już pojawili się w gabinecie unijnej komisarz ds. rynku wewnętrznego Elżbiety Bieńkowskiej.
                    Dla mnie, jako patrioty i Polaka, dogadywanie się z zagranicznymi korporacjami przeciwko Polsce jest karygodne! To tylko potwierdza, jak wielką siłę przebicia mają międzynarodowe sieci handlowe.

                    Szef POHiD, zrzeszającej wielkie sieci handlowe, przekonuje, że są one Polakom potrzebne, że stały się „chłopcem do bicia”.
                    Wielkie sieci handlowe przyszły do Polski na specjalnych warunkach. Dostały je po to, by stworzyć dobre miejsca pracy. Tak nas przekonywano w latach 90. I rzeczywiście, na początku tak było. Wiele osób nawet uciekało z małych sklepików do dużych, bo tam oferowano im lepsze warunki. Ale w tej chwili jest odwrotnie. Niedawno „Rzeczpospolita” powołała się na wyniki badania Eurostatu, informując, że w polskim handlu obciążenie pracą jest jednym z najwyższych, za to dużo niższe niż w placówkach na zachodzie Europy są koszty osobowe w stosunku do obrotów. Klient może twierdzić, że go to nie obchodzi, byle mógł kupować tanio. Tyle że za ten wyzysk każdy z nas płaci. Niektóre sieci dyskontowe są wręcz wylęgarniami kalek. Z badania Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi wynikło, że handel, obok bankowości, jest najbardziej stresogenną branżą. U co trzeciego pracownika branży pojawiają się problemy zdrowotne. Za tym idą koszty leczenia, świadczenia oraz renty, na które łoży każdy z nas w składkach i podatkach.


                    Polska Dziennik Bałtycki

                     

                     

                      Subskrybuj to źródło RSS

                      Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność" wykorzystuje na swoich stronach pliki cookie. Jeżeli nie zmienisz domyślnych ustawień swojej przeglądarki będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Więcej informacji.