Menu
  • Polski (PL)

Układy zbiorowe pracy – drogą do społecznej gospodarki rynkowej. Akredytacje

  • Kategoria: Kraj
Układy zbiorowe pracy – drogą do społecznej gospodarki rynkowej. Akredytacje

Komisja Krajowa Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” organizuje konferencję na temat branżowych, sektorowych i ponadnarodowych układów zbiorowych pracy. Będzie to swoista kontynuacja sierpniowej debaty konstytucyjnej, gdzie punktem wyjścia do dyskusji będzie art. 20 ustawy zasadniczej, który brzmi:

„Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej”.


W powszechnej ocenie z art. 20. realizowany jest tylko część dot. wolności działalności gospodarczej, natomiast zapis dot. części społecznej opartej na dialogu jest zapisem de facto martwym. Czy drogą do jego „ożywienia” mogą być układy zbiorowe pracy?

Zapraszamy we wtorek 17 października 2017 r. od godz. 10.00 do warszawskiej siedziby PGNiG (ul. Kasprzaka 25, tzw. Gazownia) na konferencję pod hasłem „Układy zbiorowe pracy – drogą do społecznej gospodarki rynkowej”.

Konferencja składa się z dwóch części: wystąpień i panelu eksperckiego.

W pierwszej od godz. 10.00 do godz. 11.30 wystąpią:
- Przewodniczący NSZZ „Solidarność” Piotr Duda
- Wicepremier, Minister Rozwoju i Finansów Mateusz Morawiecki
- Minister w Kancelarii Prezydenta RP Paweł Mucha
- Minister Energii Krzysztof Tchórzewski
- Sekretarz Generalny Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych Luca Visentini

W panelu dyskusyjnym od godz. 12.00 do godz. 13.30 udział wezmą:
- Ekspert KK NSZZ „Solidarność” Sławomir Adamczyk – moderator
- Wiceminister Energii Grzegorz Tobiszowski
- Przewodniczący ZR Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność” Dominik Kolorz
- Prezes Zarządu Volkswagen Poznań Samochody Użytkowe Jens Ocksen
- Członek Komitetu Wykonawczego Industrial Europe Bruno Vannoni
- Prezes Zarządu Lotos Oil Krzysztof Nowicki
- Przewodniczący Sekretariatu Metalowców NSZZ „Solidarność” Bogdan Szozda
 
Udział dziennikarzy tylko na podstawie akredytacji. Wnioski należy kierować na adres m.lewandowski@solidarnosc.org.pl do 16 października do godz. 10.00. Ze względu na ograniczoną ilość miejsca każda stacja może zgłosić tylko jedną ekipę z kamerą. W razie dodatkowych pytań proszę bezpośrednio na nr tel. 502 273 453.

Marek Lewandowski
Rzecznik NSZZ „Solidarność”

 

Czytaj całość...

Referendum strajkowe w Yazaki

  • Kategoria: Regiony
Referendum strajkowe w Yazaki
4 października w spółce Yazaki Automotive Products Poland w Mikołowie rozpoczęło się referendum strajkowe. Związkowcy domagają się podwyższenia wynagrodzeń wszystkich pracowników firmy o 500 zł brutto.
 
– Referendum rozpoczęło się o godz. 9.00 na jednej z zakładowych stołówek i cieszy się dużym poparciem wśród pracowników – mówi Katarzyna Grabowska, przewodnicząca Solidarności w YAPP. Podkreśla, że głosowanie potrwa do 13 października. – Urna będzie wystawiana kolejno na każdej stołówce, tak by wszyscy pracownicy mogli wziąć udział w referendum w miejscu dogodnym dla siebie, podczas przerwy śniadaniowej, przed rozpoczęciem pracy lub po jej zakończeniu – dodaje.
 
Decyzję o przeprowadzeniu referendum została podjęła przez zakładową organizację NSZZ Solidarność. – Chcemy poznać opinię pracowników, dowiedzieć się, czy popierają naszą walkę o wyższe wynagrodzenia i są gotowi przyłączyć się do akcji strajkowej, jeśli zostanie zorganizowana. Wyniki referendum będą wiążące – mówi Katarzyna Grabowska, przewodnicząca „S” w YAPP.
 
Podkreśla, że zarobki pracowników produkcyjnych w firmie są niskie i nieadekwatne do wykonywanej przez nich pracy. Średnia płaca zasadnicza na wydziałach produkcyjnych to 2112 zł brutto. Natomiast średnie wynagrodzenie z dodatkiem stażowym, z dodatkiem za pracę w godzinach nocnych oraz ze świadczeniem urlopowym wynosi ok. 2280 zł brutto. – Takie płace zniechęcają ludzi do pracy w Yazaki. Tylko od stycznia do końca sierpnia tego roku z firmy odeszło 500 osób. 9 na 10 nowo zatrudnionych pracowników nie jest w stanie przepracować nawet roku. Pozostali są zmęczeni ciągłym przyuczaniem nowych osób do pracy. Dlatego domagamy się znaczących podwyżek wynagrodzeń, które pozwolą ustabilizować zatrudnienie – dodaje przewodnicząca Solidarności w mikołowskiej spółce.
 
Oprócz wzrostu płac strona związkowa przedstawiła pracodawcy postulaty dotyczące m.in. objęcia wszystkich pracowników firmy premią frekwencyjną, podwyższenia premii świątecznej oraz wprowadzenia dodatkowej rocznej premii frekwencyjnej dla osób, które przez cały rok nie opuściły ani jednej dniówki.
 
Spór zbiorowy dotyczący wzrostu wynagrodzeń został wszczęty przez zakładową Solidarność 21 lipca i wszedł już w etap mediacji. Ostanie rozmowy z udziałem mediatora wyznaczonego przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odbyły się 26 września, ale nie doprowadziły do przełomu. 
 
Jak informuje Katarzyna Grabowska, w odpowiedzi na postulaty strony związkowej pracodawca zaproponował podwyżki uzależnione od stażu pracy. Osoby, które przepracowały w Yazaki mniej niż 3 miesiące nie otrzymałyby nic. Wynagrodzenie zasadnicze pracowników o stażu pracy od 3 miesięcy do 2 lat miałoby wynosić 2150 zł brutto. Osoby posiadające staż pracy w firmie od 2 do 10 lat dostałyby podwyżkę wynoszącą 200 zł brutto, a powyżej 10 lat, 225 zł brutto. – Takie rozwiązania nie satysfakcjonują pracowników – mówi przewodnicząca Solidarności w Yazaki.
 
Kolejne rozmowy płacowe z udziałem mediatora zaplanowane zostały na 18 października, natomiast referendum strajkowe zakończy się 13 października.
 
Spółka Yazaki Automotive Products Poland w Mikołowie zajmuje się produkcją samochodowych wiązek elektrycznych. Firma zatrudnia ok. 2200 osób. Do Solidarności należy ponad 1000 pracowników.
 
 
www.solidarnosckatowice.pl
 
 
Czytaj całość...

Nigdy nie przypuszczałem, że będzie trzeba organizować protest przeciwko KE

  • Kategoria: W mediach
Nigdy nie przypuszczałem, że będzie trzeba organizować protest przeciwko KE

– Jeśli będzie trzeba, pojedziemy bronić wieku emerytalnego nawet do Brukseli. Jesteśmy przekonani, że Komisja Europejska nie ma żadnego, ani formalnego, ani moralnego prawa mieszać się w wewnętrzne sprawy Polski, takie jak wiek, w którym Polki i Polacy mogą odejść na zasłużoną emeryturę – mówi przewodniczący NSZZ Solidarność Piotr Duda w rozmowie z Anną Grabowską.

– Solidarność zorganizowała pod siedzibą Komisji Europejskiej pikietę w obronie wieku emerytalnego – pikietę, jak głosiły zapowiedzi, przeciwko ingerencji europejskich urzędników w polskie prawo. Czy to konieczne w suwerennym, europejskim państwie, w XXI wieku?
– Okazuje się, że tak. Muszę tu zaznaczyć, że nie protestowaliśmy przeciwko idei Unii Europejskiej, której Polska jest pełnoprawnym członkiem. Protestowaliśmy i będziemy protestować przeciwko urzędnikom, panu Fransowi Timmermansowi i komisarzom, którzy uważają, że mogą wszystko, w tym ingerować w suwerenne decyzje Polek i Polaków. Postulat dotyczący przywrócenia wieku emerytalnego dla Solidarności, ale i dla pozostałych centrali związkowych był bardzo ważny.

Nigdy nie przypuszczałem, że będzie trzeba organizować protest przeciwko przedstawicielom Komisji Europejskiej. Uważałem zawsze, że wchodząc do UE, Polska wchodzi do wspólnoty, w której sprawy pracownicze będą bardzo ważne. Okazuje się, że jest inaczej.

– Nie zgadza się Pan ze zdaniem przedstawicieli Komisji, że wcześniejsza emerytura kobiet to ich dyskryminacja.
– Takie twierdzenie jest oburzające. To przecież przywilej kobiet, które ciężko pracują na dwóch etatach: w domu i zakładzie pracy. Macierzyństwo, zajmowanie się rodziną jest bardzo ważnym elementem w życiu kobiety. A to również ciężka praca. Dlatego i Trybunał Konstytucyjny w 2010 r., i Sąd Najwyższy uznały możliwość wcześniejszego odejścia na emeryturę nie za dyskryminację, ale za uprzywilejowanie kobiety. Dlatego domaganie się dziś przez Komisję Europejską zrównania w Polsce wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn jest to niedopuszczalne.

Cały artykuł w najnowszym Tygodniku Solidarność

Czytaj całość...

Polska w pierwszej szóstce krajów UE o najniższym poziomie bezrobocia

  • Kategoria: Kraj
Polska w pierwszej szóstce krajów UE o najniższym poziomie bezrobocia

Jak podał wczoraj Eurostat stopa bezrobocia w Polsce na koniec sierpnia tego roku według tzw. metody BAEL (opartej na aktywności ekonomicznej ludzi) wyniosła 4,7% i należała do pierwszej szóstki krajów o najniższym poziomie bezrobocia w UE.

1. Najniższe bezrobocie Eurostat odnotował w Czechach -2,9%, na drugim miejscu Niemcy -3,8 %, później maleńka Malta -4,2%, Węgry i Wielka Brytania po 4,3%, a kolejnych dwóch miejscach Polska i Holandia po 4,7%.

Najwyższy z kolei poziom bezrobocia odnotowano w Grecji, która już 6 rok „wychodzi z kryzysu” w wysokości 21,2% i mającej ciągle poważne problemy gospodarcze i polityczne Hiszpanii -17,1%.

Przeciętna stopa bezrobocia we wszystkich 28 krajach UE wyniosła na koniec sierpnia tego roku 7,6%, natomiast z kolei średnia stopa w 19 krajach strefy euro była wyraźnie wyższa i wyniosła aż 9,1%.

2. Z kolei według GUS, (który podaje wysokość bezrobocia, jako odsetek bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wobec całej ludności cywilnej aktywnej zawodowo), na koniec sierpnia 2017 roku, wskaźnik bezrobocia spadł do 7,0% i był to najniższy poziom tego wskaźnika od roku 1991, czyli na początku przemian w Polsce, które skutkowały wręcz eksplozją liczby osób pozostających bez pracy.

Liczba zarejestrowanych bezrobotnych w połowie tego roku wyniosła 1,15 mln i przy tym tempie spadku bezrobocia, zmniejsza się ono w ostatnich miesiącach średnio o 50 tysięcy miesięcznie.

W związku z problemami pracodawców w znalezieniu pracowników w 2017 roku mieliśmy najwięcej ofert pracy dla cudzoziemców, stąd między innymi sięgająca już ponad 1,2 miliona liczba pracowników pochodzących z Ukrainy, którzy znaleźli mniej lub bardziej trwałe zatrudnienie w naszym kraju.

3. Taka sytuacja bardzo pozytywnie oddziałuje na zachowania pracodawców, którzy coraz częściej proponują nowym pracownikom (także tym już zatrudnionym), zatrudnienie na podstawie umowy o pracę.

Do niedawna jeszcze pracodawcy ze względu na niższe koszty najczęściej proponowali nowym pracownikom, zatrudnienie na podstawie nie umowy zlecenia, czy umowy o dzieło, czy też konieczność tzw. samozatrudnienia (pracodawca wtedy zleca usługę pracownikowi, który założył jednoosobową firmę).

W ten sposób w połowie roku 2017 na rynku pracy blisko 13 mln osób było zatrudnionych na podstawie umowy o pracę i był to najwyższy poziom od 2000 roku, od kiedy są dostępne dane GUS dotyczące form zatrudnienia.

4. Przypomnijmy także, że we wrześniu poprzedniego roku weszło w życie rozporządzenie Rady Ministrów o podwyżce „etatowej” płacy minimalnej na rok 2017 z 1850 zł do 2000 zł brutto, czyli aż 150 zł i w związku z tym konieczna była waloryzacja płacy godzinowej minimalnej z 12 zł na 13 zł od 1 stycznia tego roku (od stycznia 2018 roku minimalna płaca etatowa będzie wynosiła 2100 zł brutto, a minimalna stawka godzinowa 13,7 zł, taką decyzję po konsultacji ze strona społeczna podjęła Rada Ministrów).

Z kolei podniesienie stawki godzinowej do 13 zł za godzinę brutto, było konieczne, ponieważ przy ustawowych 168 godzinach pracy miesięcznie daje wynagrodzenie w wysokości 2184 zł brutto miesięcznie i w związku z tym jest o 184 zł wyższe od minimalnego wynagrodzenia na podstawie umowy o pracę (ustalonego na rok 2017 w wysokości 2000 zł brutto).

Natomiast taka relacja pomiędzy tymi minimalnymi wynagrodzeniami (niższa płaca etatowa, wyższa godzinowa), zdaniem minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbiety Rafalskiej, będzie zachęcała pracodawców zarówno publicznych jak i prywatnych do zatrudniania na podstawie umów o pracę, a nie umów zlecenia czy samozatrudnienia, bo te pierwsze będą jednak wyraźnie „tańsze”.

W ten sposób rząd premier Beaty Szydło kończy z dotychczasową ponad 25- letnią praktyką konkurowania przez Polskę tanią siłą roboczą i przy pomocy poziomu płacy minimalnej (etatowej i godzinowej), rozpoczyna proces wymuszania podwyżek płac zarówno w gospodarce jak i w sektorze budżetowym.

5. Na kolejną obligatoryjną podwyżkę płacy minimalnej będą, więc musieli zareagować w zasadzie wszyscy pracodawcy w tym szczególnie ci, którzy do tej pory wypłacali wynagrodzenia niewiele wyższe od wynagrodzenia minimalnego.

Trudno, bowiem sobie wyobrazić, żeby tacy pracownicy byli w stanie zaakceptować dotychczasowe wynagrodzenia w sytuacji, kiedy płaca minimalna w tym roku wzrosła o ponad 11%, a od stycznia 2018 roku wzrośnie o kolejne 5% i co więcej mamy już w Polsce rynek pracownika, a nie jak było przez wiele lat rynek pracodawcy.

Wszystkie te bardzo pozytywne tendencje na rynku pracy, wyróżniające Polskę także w Unii Europejskiej (pierwsza szóstka krajów UE o najniższym poziomie bezrobocia), mają miejsce w ciągu pierwszych blisko już 2 lat rządzenia premier Beaty Szydło i są zapowiedzią kontynuowania tych tendencji także do końca tego roku i w latach następnych.
 

tysol.pl / Zbigniew Kuźmiuk

 

Czytaj całość...

Wernisaż wystawy „Przywracanie pamięci. Prace Franciszka Kurzeji”

  • Kategoria: Regiony
Wernisaż wystawy „Przywracanie pamięci. Prace Franciszka Kurzeji”

Wczoraj w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności (Katowice, ul. Wincentego Pola 38) odbył się wernisaż wystawy „Przywracanie pamięci. Prace Franciszka Kurzeji”. Tematyka ekspozycji jest szczególna, krąży wokół istotnych wydarzeń z historii regionu: powstania „Solidarności”, ogłoszenia stanu wojennego, a także pacyfikacji kopalni „Wujek”.

Franciszek Kurzeja był jednym z najbardziej wszechstronnych twórców amatorów na Śląsku. Tworzył grafikę, malarstwo olejne, rzeźbę w węglu, wycinankę artystyczną, a także zajmował się modelarstwem i projektowaniem mebli.

Pracował w kopalni „Katowice”, gdzie w 1958 roku wraz z dwoma kolegami założył grupę plastyczną „Gwarek 58”. Inspirował go Górny Śląsk - historią, kulturą, obyczajami i codziennością. W swych pracach często akcentował motywy religijne. Franciszek Kurzeja był typową osobowością w kręgu tradycji śląskiej z jej intensywną duchowością, określaną przez szczerą rozmowę z Bogiem i ludźmi. W pracach artysta utrwalał śląskie postaci historyczne - m.in.: Wojciecha Korfantego, Karola Miarkę, Józefa Lompę czy Karola Godulę. Wykonał również symboliczny portret ks. Jerzego Popiełuszki.

Franciszek Kurzeja był jednym z najbardziej wszechstronnych grafików amatorów, założycieli działającej przy kopalni „Katowice” grupy plastycznej „Gwarek 58” oraz zespołu „Barwa” przy kopalni „Wujek”. W latach osiemdziesiątych XX wieku aktywnie działał w „Solidarności”, a po 1989 roku w Społecznym Komitecie Pamięci Górników KWK „Wujek” w Katowicach Poległych 16 grudnia 1981 r.

Czytaj całość...

Wypowiedzenia zmieniające wymagają zastosowania procedury zwolnienia grupowego

  • Kategoria: Zagranica
Wypowiedzenia zmieniające wymagają zastosowania procedury zwolnienia grupowego

21 września 2017 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał dwa wyroki rozstrzygające spór toczący się w polskiej doktrynie prawa pracy, a dotyczący konieczności stosowania procedury zwolnienia grupowego (w tym konsultacji ze związkiem zawodowym) w razie dokonania przez pracodawcę wypowiedzeń zmieniających.

Obie sprawy (Socha C149/16 oraz Ciupa  C429/16) były wynikiem pytań prejudycjalnych polskich sądów. Oba stany faktyczne dotyczyły wypowiedzeń zmieniających skierowanych do pracowników branży ochrony zdrowia. W obu przypadkach wypowiedzenia zmieniające nie zostały poprzedzone konsultacją ze związkiem zawodowym. Pracownicy odwołali się do sądów pracy. Sądy przekazały zagadnienie prawne do Sądu Najwyższego, a ten skierował pytanie prejudycjalne do TSUE.

–  Rozstrzygnięcie TSUE  przerywa spór który toczył się w doktrynie – komentuje Barbara Surdykowska z Biura Eksperckiego NSZZ Solidarność. -Wyroki przesądzają, że w razie zamiaru złożenia wypowiedzeń zmieniających w liczbie przekraczającej progi wskazane w ustawie o rozwiązywaniu stosunku pracy z przyczyn niedotyczących pracowników pracodawca winien przedstawić  związkom zawodowym pakiet informacji dotyczących między innymi przyczyn złożonych oświadczeń woli oraz rozpocząć proces konsultacji. Należy także pamiętać o obowiązku notyfikacji do powiatowego urzędu pracy – dodaje ekspertka. 

Oba wyroki dostępne są tutaj i tutaj.

Czytaj całość...

TS: Od sześćdziesiątki do sześćdziesiątki, czyli historia wieku emerytalnego

  • Kategoria: Kraj
TS: Od sześćdziesiątki do sześćdziesiątki, czyli historia wieku emerytalnego

Trzeba było 5 lat dyskusji, przerzucania argumentów, zbierania podpisów, ulicznych protestów, podpisywania porozumień, żeby poeksperymentować na Polakach. Żeby część musiała dłużej pracować, a niekiedy żebrać o pomoc w opiece społecznej. Bo byli i tacy, którzy po wydłużeniu wieku nie mogli dobić do emerytalnej przystani, a pracę zwyczajnie stracili. Teraz wracamy do emerytury w wieku 60 i 65 lat. Polacy się cieszą, ale i boją kolejnych zmian. Tematem numeru najnowszego TS jest reforma systemu emerytalnego.

Piewcy wieku emerytalnego nie brali pod uwagę zwolnień osób starszych traktowanych często przez pracodawców jako nierozwojowe” - pisze Anna Grabowska w artykule dotyczącym reformy.

Obok artykułu rozmowa z  prezes ZUS prof. Gertrudą Uścińską. Rozmawia Anna Grabowska. Prezes ZUS stwierdza, że po obniżeniu wieku emerytalnego Polacy masowo odchodzą z pracy.  Omawia, jak wpłynie
 to na kondycję Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i budżetu państwa oraz komu i dlaczego świadczenia mogłyby być podwyższane, a komu obniżone składki.

W ramach tematu numeru wywiad z przewodniczącym NSZZ Solidarność Piotrem Dudą.
„Jeśli będzie trzeba, pojedziemy bronić wieku emerytalnego nawet do Brukseli. Jesteśmy przekonani, że Komisja Europejska nie ma żadnego, ani formalnego, ani moralnego prawa mieszać się w wewnętrzne sprawy Polski, takie jak wiek, w którym Polki i Polacy mogą odejść na zasłużoną emeryturę” – mówi przewodniczący  w rozmowie z  Anną Grabowską.

Ponadto w numerze:
Bez porozumienia

„Rozgorzała dyskusja nad ograniczeniem handlu w niedziele. NSZZ Solidarność niezmiennie stoi na stanowisku, że powinno to dotyczyć wszystkich niedziel, strona rządowa – dwóch w miesiącu” – pisze Izabela Kozłowska.

Prezydent z narodem
„Ogłaszając własne wersje ustaw reformujących sądownictwo, prezydent Andrzej Duda wysłał jasny sygnał: działam w imieniu Polaków i trzeba się ze mną liczyć. Reforma sądów na tym nie ucierpi, za to jakość życia publicznego może wzrosnąć” - pisze Maciej Chudkiewicz.

Ciekawe czasy nad Szprewą
„Wyniki niedawnych wyborów parlamentarnych w Niemczech oznaczają dla naszego zachodniego sąsiada początek „ciekawych czasów”. Koniec wielkiej koalicji i pojawienie się w Bundestagu radykalnej prawicy w postaci Alternatywy dla Niemiec (AfD) to zjawiska od dawna nieznane w Niemczech, gdzie życie polityczne płynęło przez dziesięciolecia ustalonym, spokojnym torem” - pisze Leszek Masierak.

Kto dobrze śpi, nie grzesz
„Ludwik Pasteur nigdy nie stworzyłby szczepionek na choroby bakteryjne, gdyby wcześniej nie prowadził badań nad produkcją piwa. To w pubie, przy kuflu piwa, po raz pierwszy publicznie została zaprezentowanam trylogia „Władca Pierścieni” Tolkiena. Polacy są narodem, który lubi piwo, ale wciąż niewiele o nim wie” - pisze Magdalena Zarzycka.

Wiele więcej w najnowszym TS.

Czytaj całość...

Freelancer nie do końca free

foto: accountingweb.com

Kilka dni temu we Frankfurcie nad Menem odbyło się ciekawe seminarium dotyczące organizowania pracowników, którzy poszukują zleceń za pomocą aplikacji i platform dla wolnych strzelców. Choć te sposoby w Polsce nie są jeszcze często wykorzystywane, to europejskie instytucje i związki zawodowe już zauważają płynące z nich niebezpieczeństwa dla stabilnego zatrudnienia, które czyhają szczególnie na młodych pracowników.

UpWork, Mechanical Turk czy LM LAPS to tylko kilka nazw platform, które zajmują się pośredniczeniem w zawieraniu stosunków pracowniczych. Będąc kandydatem do pracy możemy zamieścić na nich głoszenie, a algorytm sam podpowie ewentualnemu pracodawcy czy jesteśmy odpowiedni do wykonania zleconego zadania. Wystarczy stworzyć własny profil, na którym dokładnie opiszemy czym się zajmujemy, jakie mamy wykształcenie i doświadczenie zawodowe. Gdy poszukujący pracownika wpiszą w wyszukiwarkę swoje wymagania, nasz profil pojawi się na liście odpowiednich kandydatów. Wydawać by się mogło, że takie strony stanowią idealną alternatywę dla pracowników młodych, którzy reprezentują np. zawody informatyczne (programiści, administratorzy sieci, pozycjonerzy) czy artystyczne (copywriterzy, graficy, muzycy). I rzeczywiście, nie byłoby w tym nic niewłaściwego, gdyby nie fakt, że te narzędzia wykorzystywane są przez pracodawców do unikania odpowiedzialności za zatrudnianych.

„Zostań grafikiem komputerowym w dużej korporacji! Gwarantujemy atrakcyjne zarobki, zdalne wykonywanie obowiązków, wolność i dowolność w kwestii godzin pracy.” Brzmi bajecznie. Szkoda, że nikt nie wspomina o tym, że dowolność w kwestii godzin pracy oznacza nic innego, jak pracę nocami, dużo więcej niż 8 godzin dziennie po to, aby firma nie musiała płacić ci dodatkowo za nadgodziny. Nie pracujesz – nie zarabiasz. Zdalne wykonywanie obowiązków to nic innego jak praca z kawiarni pełnej ludzi lub przy wynajmowanym na godziny biurku w centrum usług wspólnych po to, aby zatrudniająca cię firma mogła zaoszczędzić na wynajmowaniu powierzchni biurowej. Atrakcyjne zarobki z kolei przestaną być tak atrakcyjne, kiedy na początku miesiąca okaże się, że koszty Twojej pracy pochłaniają ¾ wynagrodzenia. Aha, bo zapomnieli Ci powiedzieć. Musisz założyć działalność gospodarczą. Jesteś samozatrudniony. Nie chcesz? To albo znajdziemy na Twoje miejsce kogoś, kto będzie chciał, albo będziesz zarabiać mniej. Czemu się dziwisz? Przecież wszyscy tak robią! Bajka zamienia się w koszmar, a ambitny człowiek, który myślał, że sam będzie sobie panem, staje się zwyczajnym niewolnikiem. Bycie samozatrudnionym nie jest niczym złym, dopóki jest to nasza własna, przemyślana decyzja. Niestety, coraz częściej zdarza się, że firmy zmuszają do tego pracowników, aby unikać kosztów, które powinny ponosić i odpowiedzialności, która leży przecież po ich stronie. Co na to platformy? Przecież nie są pracodawcami. Wręcz przeciwnie, pomagają jednym i drugim odnaleźć się w tym ogromnym i chaotycznym świecie, jakim jest rynek pracy.

Poza platformami istnieje jeszcze mnóstwo aplikacji, które choć na dużo mniejszą skalę, działają na podobnych zasadach. Foodora, działająca w 10 krajach na całym świecie aplikacja, która zajmuje się dostarczaniem jedzenia do klientów indywidualnych, zatrudnia kilkanaście tysięcy pracowników. Chociaż właściwszym byłoby powiedzieć, że zrzesza kilkanaście tysięcy pracodawców, bo ok. 80% przewożących posiłki na rowerach dostawców to osoby samozatrudnione. Pozostałe 20% to pracownicy zatrudnieni bezpośrednio przez właściciela aplikacji i pracujący w biurach. Przeciętny dostawca w Foodorze jest osobą młodą, która koniecznie musi posiadać dwie rzeczy: rower i telefon. Telefon po to, żeby odbierać zamówienie i zobowiązać się do jego dostarczenia, rower jako środek transportu. Oba przedmioty są własnością prywatną dostawcy. W umowie z firmą podwykonawca zobowiązuje się do utrzymania i napraw na własny koszt. Foodora płaci ok. 10 euro za godzinę pracy, czasem oferuje również premię za wyjątkowo szybką dostawę. Nie ma ubezpieczenia od wypadku, kiedy spadnie ci łańcuch lub rozbijesz głowę, musisz sobie radzić sam. Według badań przeprowadzonych przez niemieckie związki zawodowe, tego typu pracę wybierają głównie studenci, którzy dorabiają do stypendium naukowego lub osoby wykonujące wolne zawody, dla których dostarczanie pizzy na rowerze jest drugim, albo nawet trzecim zajęciem. Firma oczywiście reklamuje się elastycznym podejściem w stylu „sam decydujesz, ile pracujesz” czy też „można zarabiać na życie nie spędzając ośmiu godzin przy biurku”. Jak pokazują statystyki – może być bardzo trudno.

Przykładem znanym z rodzimego podwórka jest aplikacja Uber, która działa na podobnej zasadzie co Foodora. Przewożenie ludzi to jednak dużo większa odpowiedzialność. Wkład kierowcy również jest dużo większy: samochód jest jednak sporo droższy niż rower, poza systematycznymi naprawami musimy też stale utrzymywać auto w czystości, za co nie dostajemy od aplikacji żadnych dodatkowych pieniędzy. Wynajmowani przez Ubera kierowcy to również jednoosobowe podmioty gospodarcze. Rano jeżdżą dla jednej z korporacji taksówkarskich, wieczorami dorabiają logując się w aplikacji. Za niewielkie pieniądze muszą być na każde zawołanie klienta, za co sami muszą słono zapłacić: o ile korporacja reguluje za nich koszty pracodawcy, o tyle firma, którą prowadzą, musi robić to sama. Co ma z tego Uber? Kierowcę, któremu płacą najniższą możliwą stawkę, auto, którego nie kupują i za które nie ponoszą żadnej odpowiedzialności i dyspozycyjność, której po prostu wymagają. I pieniądze, mnóstwo pieniędzy. Układ idealny.

Uber, który działa w największych miastach kilkudziesięciu państw świata do tej pory nie był uznawany za firmę transportową. Na pytanie „jak to możliwe?” jest wiele odpowiedzi. Jedna z nich brzmi: nie jest firmą transportową, bo nie ma floty. Samochody nie należą przecież do nich. Nie odprowadza więc odpowiednich dla firm transportowych podatków, nie ciąży na nich również odpowiedzialność za samochody i kierowców, będących podwykonawcami. Ta sytuacja powoli się zmienia: m. in. Komisja Europejska bada sposób zatrudniania kierowców przez firmę (charakter ich pracy świadczy o tym, że powinni być zatrudniani w oparciu umów o pracę) sprawdzając jednocześnie, czy Uber powinien zostać zaklasyfikowany jako korporacja transportowa. O tym, że firma jest na cenzurowanym w wielu krajach świadczy chociażby decyzja władz Londynu sprzed kilku dni: Uber stracił pozwolenie na działalność na obszarze całego miasta.

Według szacunków, do końca bieżącej dekady ponad 40% pracowników będzie reprezentantami tzw. „gig economy” – będą wykonywać swoją pracę na zasadzie zlecenia, od kontraktu do kontraktu. Niemal wszyscy samozatrudnieni, z kilkutygodniowymi lub kilkumiesięcznymi „umowami o dzieło”. Wygląda na to, że doprowadzić do takiej sytuacji próbują same firmy – im więcej wolnych strzelców, tym korzystniej dla nich. Pracownicy nie spotykają się w biurach, brakuje solidarności w walce o prawa. Nie pomaga również legislacja. W wielu krajach, podobnie jak w Polsce, nie pozwala ona zrzeszać się osobom zatrudnionym na umowach innych niż umowy o pracę. Samozatrudnieni, choć do związków zapisać się mogą, są tak naprawdę sami – jako jednoosobowe firmy-pracownicy nie są reprezentowani przez organizację. W takiej sytuacji łatwo o mobbing, stres, przeciążenie pracą. Młodym ludziom wmawia się, że praca zleceniowa jest dla nich świetnym wyjściem – wolność i kontrola nad własnym życiem, w przeciwieństwie do podporządkowania charakterystycznego dla pracy na etacie. Za wolność trzeba jednak zapłacić. W tym przypadku brakiem dni wolnych, alienacją, brakiem ochrony przed zwolnieniem, brakiem podwyżek, niepewnością jutra. Warto się więc zastanowić, czy warto.

mm

Czytaj całość...
Subskrybuj to źródło RSS

Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność" wykorzystuje na swoich stronach pliki cookie. Jeżeli nie zmienisz domyślnych ustawień swojej przeglądarki będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Więcej informacji.