Z Tadeuszem Majchrowiczem, zastępcą przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki - Nasz
Dziennik
Strona społeczna domaga się podwyżek płac w sferze budżetowej. Jakie są te oczekiwania?
– My mówimy jasno, że nie pozwolimy, żeby rząd realizował tylko pomysły własnego autorstwa, ale domagamy się realizacji tych propozycji, o których obecnie rządzący mówili,
będąc jeszcze w opozycji. Oczekujemy odmrożenia płac w sferze budżetowej, które od blisko dziewięciu lat są zamrożone. Nie może być tak, że urzędnik np. urzędu
wojewódzkiego czy innej instytucji o randze wojewódzkiej, żeby utrzymać rodzinę, musi – jak to się dzieje obecnie – dorabiać dodatkowymi szkoleniami, godzinami na uczelni
czy w jakiś inny sposób. Płace w sferze budżetowej nie mogą być na tak żenująco niskim poziomie. Są także problemy z doborem kadr, o których opozycja mówi, że są dobierane
z klucza partyjnego. Niestety, ale może z tym być jeszcze gorzej, skoro młodemu, wykształconemu człowiekowi ktoś będzie miał do zaoferowania sto złotych więcej, niż wynosi
płaca minimalna. Jak w tej sytuacji oczekiwać, że jakość usług i ranga takich instytucji będzie wzrastała? My jednak nie oczekujemy cudów. Na podstawie wyliczeń, w opinii
do budżetu na 2019 rok przedstawiliśmy, jakie powinny być wskaźniki i czekamy, aż rząd się nad tym pochyli. Liczymy też na spotkanie z premierem Mateuszem Morawieckim.
Jakie są inne propozycje strony społecznej?
– Zamiast np. wymyślać program „Wyprawka 300+” zwana też jako tornister plus, chociaż ta koncepcja akuratnie jest świetną sprawą, co pochwalamy, jednak czy nie lepiej
byłoby odmrozić wskaźnik Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych? Przecież z tego funduszu, w firmach korzystają pracownicy, którzy są w trudnej sytuacji, pracownicy
niżej uposażeni itd. Kolejnym obszarem jest kwota wolna od podatku – sprawa podstawowa. Owszem coś drgnęło w tej kwestii, po czym stanęło w miejscu. I to są nasze
prospołeczne postulaty, na realizację których oczekujemy. Dążymy do tego, aby pracownik godnie zarabiał w tzw. czarne dni tygodnia i żeby nie musiał pracować w niedziele.
Tutaj dzięki Bogu udało się wprowadzić ograniczenie handlu w niedziele, ale jest cały szereg branż, dziedzin życia, firm, gdzie ludzie biorą pracę w niedziele po to, żeby
utrzymać rodzinę. I to jest niedopuszczalne. Nie może być tak, że minimalne wynagrodzenie będzie ciągle doganiało pracowników w sferze budżetowej. Niedługo dojdzie do
tego, że każdy wzrost płacy minimalnej to jest podwyżka w sferze budżetowej. To jest niedopuszczalne i z tym NSZZ „Solidarność” nie będzie się godziła, dlatego związek
zapowiedział, że jeśli nie dojdzie do porozumienia, jeżeli nie dojdzie do spotkania z premierem Morawieckim, to jesienią będziemy zmuszeni wyjść na ulice.
Jak to się wszystko zmienia, jeszcze nie tak dawno – przed wyborami – „Solidarność” ręka w rękę protestowała z PiS-em przeciwko ówczesnej władzy, dziś szykuje
protest przeciwko rządowi Zjednoczonej Prawicy?
– Ewentualne wyjście na ulice to nie będzie demonstracja antyrządowa – tak jak wielu przedstawicieli opozycji tzw. totalnej pewnie życzyłoby sobie, tylko będzie to
demonstracja w sprawie, a na transparentach zostaną wypisane wszystkie wspomniane wcześniej postulaty. To jest oczywiście scenariusz ewentualny, ale mam nadzieję na
spotkanie z premierem Morawieckim, o co zabiega przewodniczący NSZZ „S” Piotr Duda i proponuje, aby do rozmów doszło w pierwszej połowie sierpnia. Zwołalibyśmy
nadzwyczajne posiedzenie Komisji Krajowej NSZZ „S” i za zamkniętymi drzwiami w obecności Komisji Krajowej i premiera szczerze moglibyśmy porozmawiać. Zdajemy sobie sprawę,
że rząd ma swój rytm pracy, że wiele rzeczy czasami jest robionych w pośpiechu itd., z czego wychodzą różne rzeczy, a później premier się w terenie dziwi, że coś takiego
mogło wyjść, jak choćby słynna już znowelizowana ustawa o ubezpieczeniu społecznym rolników tzw. ustawa parobkowa. Protestowaliśmy przeciwko tej ustawie umożliwiającej
zatrudnienie pomocnika rolnika, który będzie pracował przy zbiorach bez gwarancji minimalnej pensji i ochrony wynikającej z przepisów BHP. Mimo podpisu prezydenta pod tą
ustawą i pomimo, iż weszła ona w życie, nie odpuścimy i o tym też chcemy porozmawiać z premierem Morawieckim. Jeżeli rząd się nie zreflektuje, to będziemy się zwracać do
Międzynarodowej Organizacji Pracy czy innych instytucji europejskich, bo niedopuszczalne jest, żeby w XXI wieku była grupa pracowników, którzy są zatrudniani poniżej
minimalnej stawki godzinowej, bez szkoleń, bez podstawowych warunków BHP itd. Jeśli teraz się tego nie zastopuje, to ktoś za chwilę wymyśli pomocnika np. murarza i
będziemy mieli kolejne tysiące ludzi wyjętych spod działania płacy minimalnej, minimalnej stawki godzinowej czy różnych innych praw. Jak widać, tych problematycznych spraw
trochę już narosło, być może drobnych, które łatwo będzie można usunąć, ale o tym wszystkim musimy rozmawiać z premierem i mam nadzieję, że do takiego spotkania dojdzie.
Mimo działań rządu jednak nie wszystkie regiony rozwijają jednakowo…
– W niedzielę uczestniczyłem w obchodach 38. rocznicy Lubelskiego Lipca, gdzie w pierwszej części zostało przyjęte stanowisko Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ
„S”, które wojewoda lubelski przekazał premierowi Morawieckiemu, i w tym stanowisku – w pierwszej części jest nawiązanie do historii, ale w drugiej jest mowa o tym, że
trzeba przygotować program dla Lubelszczyzny. W dalszym ciągu wyprzedzamy nieznacznie województwo lubelskie, podkarpackie świętokrzyskie, kujawsko-pomorskie i podlaskie –
inaczej mówiąc województwa Polski Wschodniej i owszem jest wiele pozytywnych przejawów rozwoju, czego przejawem są kilometry dróg ekspresowych czy innych, ale nic nie robi
się w kierunku, aby poszczególni pracownicy – w sposób namacalny odczuli dobrą zmianę. Tego w dalszym ciągu niestety nie ma. Bezrobocie jest owszem bardzo niskie i dobrze,
ale niestety w wymienionych wcześniej województwach ciągle są powiaty, gdzie bezrobocie jest dwucyfrowe, a ofert pracy jest jak na lekarstwo. Z drugiej strony firmy
narzekają, że nie mają pracowników, ale jak może być inaczej, skoro ludzie wyjeżdżają za pracą w inne regiony kraju, gdzie w przemyśle otrzymują wyższe wynagrodzenia.
Mówimy o zrównoważonym rozwoju, ale póki co tego nie ma, bo zwłaszcza młodzi ludzie, których niewiele wiąże np. z Podkarpaciem czy z Lubelszczyzną, szukają pracy w
centralnej czy zachodniej Polsce. I to się im opłaca nawet po odliczeniu kosztów zakwaterowania itd. Ale czy o to w tym wszystkim chodzi? Chodzi o to, żeby w miejscu,
gdzie każdy ma rodzinę, sąsiadów, przyjaciół, móc godziwie zarabiać i godnie żyć. I tego będziemy się domagali, takich rozwiązań będziemy oczekiwali od premiera
Morawieckiego.
Trudno będzie jednak naprawić to, co zostało zniszczone przez osiem lat rządów poprzedniej ekipy…
– Za rządów koalicji PO – PSL zniszczono, zrujnowano wiele nie tylko firm czy zakładów, ale całe sektory bądź znaczną ich część jak chociażby przetwórstwo. Za obecnej
władzy rozpoczęła się naprawa państwa, ale nie zmienia to faktu, że na wsi ludziom żyje się nie najlepiej, podobnie jak mieszkańcom małych miast i miasteczek. Dlatego,
gdziekolwiek się pojawimy, czy to są uroczystości, czy negocjacje, nasi pracownicy mówią, że owszem Centralny Port Lotniczy czy inne wielkie inwestycje to superrzecz, ale
tu, gdzie żyjemy i pracujemy, ciągle jest manufaktura, firmy się nie rozwijają, a co za tym idzie – nie mamy możliwości zarobkowania. I nie są to głosy odosobnione, trudno
więc ludziom nie przyznać racji.
Czy chce Pan powiedzieć, że rząd działa centralnie, ale lokalnie zaniedbuje regiony czy grupy społeczne?
– Podczas wspomnianych już uroczystości w Lublinie przewodniczący Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ „S” nazwał rzeczy po imieniu, mianowicie, że Lubelszczyzna nie
ma szczęścia do parlamentarzystów, którzy wywalczyliby dla regionu różne dobre, konkretne rzeczy. To był zarzut, który padł oficjalnie i to nie oznacza, że Marian Król
chciał się nagle komuś przypodobać, bo jest już po wygranych wyborach, ale był to głos w imieniu społeczeństwa, w imieniu tych związkowców, których reprezentuje. I to nie
jest głos odosobniony, bo ludzie coraz częściej narzekają. Owszem to prawda, że w dwa lata nie da się naprawić tego, co zniszczono przez osiem, bo żeby odbudować dajmy na
to przemysł stoczniowy to nie wystarczy wbić jedną czy dwie stępki pod budowę statku czy promu. To nie wystarczy, bo to wymaga lat, ale są dziedziny, które wymagają
interwencji już, tu i teraz, od zaraz. Takich firm, którym potrzebna jest pomoc od zaraz, które wegetują są dziesiątki, a może setki i to jest właśnie nasz trochę głos
rozpaczy. My musimy i jesteśmy po to żeby mówić głosem i w imieniu ludzi, którzy nas do tego upoważniają. Pomoc wsparcie jest potrzebne niemal wszędzie i dotyczy to nie
tylko sfery budżetowej, bo w spotkaniach, w których uczestniczyłem, w Walnych Zebraniach Delegatów – od Rzeszowa po Białystok pojawiały się także stanowiska w sprawie
oświaty, służby zdrowia, w sprawie wzmocnienia finansowego i merytorycznego Państwowej Inspekcji Pracy, której się dokłada zadania, a budżet został zmniejszony głosem
niestety posłów PiS. I to są głosy, które słychać z całej Polski.
Dobra zmiana zawodzi?
– Tu z pewnością nie chodzi o to, żeby zmieniać rząd. Nie ma więc mowy o szantażu, choć z drugiej strony słychać głos, że wróci Platforma. Ale nam nie o to chodzi. Dobra
zmiana niech jeszcze rządzi tyle, ile pozwolą Polacy – 10 nawet 15 lat, ale sprawy, które są do rozwiązania na dole, muszą zostać rozwiązane. Wiemy np., że jest zmowa
między pracodawcami, żeby z zarobkami nie wychylać się ponad najniższe wynagrodzenie, bo i takie regiony kraju są, gdzie z jednej strony pracodawcy narzekają, że brakuje
fachowców, a z drugiej nie chcą tym fachowcom płacić godziwych pensji. Tak się nie da.
Przez jakiś czas ze strony „S” była cisza, a rząd miał kredyt zaufania. Teraz to się kończy?
– To nieprawda, że była cisza, bo zarówno w służbie zdrowia, jak i w oświacie były niepokoje. Jako Komisja Krajowa NSZZ „S” istotnie nie podejmowaliśmy akcji
protestacyjnych, a wszystkie sporne kwestie kierowaliśmy na Radę Dialogu Społecznego. Teraz jednak – po raz pierwszy od blisko trzech lat jest zdecydowane stanowisko
Komisji Krajowej, które upoważnia Prezydium Komisji Krajowej do przygotowywania akcji protestacyjnej. Istotnie od prawie trzech lat jest to pierwsze takie duże
ogólnopolskie działanie. Niebawem będzie protest leśników. Interweniujemy, wiele spraw chcemy rozwiązywać, wiele już rozwiązujemy. Ponadto trzeba powiedzieć, że szereg
inicjatyw rządu to nie są jedynie pomysły danego ministra, tylko to są rzeczy, które my jako strona społeczna jako związek kierujemy w formie różnego rodzaju listów,
petycji, stanowisk, podpowiadając rządzącym. Weźmy np. kwestię wyłączenia niektórych składników z płacy minimalnej, to też nie jest pomysł tylko minister Elżbiety
Rafalskiej, ale o tych rzeczach mówimy jako strona związkowa. Oczekiwania społeczeństwa są takie żeby płaca minimalna to była płaca netto, co jest oczywiście niemożliwe,
ale za to jest mowa o wyłączaniu niektórych składników. Również jeśli chodzi o zwiększenie bezpieczeństwa pracowników chronionych, którzy są osobami funkcyjnymi w związku
czy społecznymi inspektorami pracy to też nie jest pomysł stricte ministra Zbigniewa Ziobry, tylko to jest efekt konferencji, podczas której minister to zapowiedział,
powołał zespół ekspertów, gdzie są także nasi przedstawiciele. I to są pierwsze projekty zapowiadane przez ministra Ziobrę, które trafiają pod obrady rządu i mam nadzieję,
zostaną przegłosowane. To pokazuje, że na bieżąco współpracujemy, rozwiązujemy problemy. Jeśli zaś chodzi o podwyżki płac w sferze budżetowej, wzrost minimalnego
wynagrodzenia, to nie możemy dłużej czekać, stąd takie, a nie inne nasze stanowisko.
Póki co grup, które wykazują postawę roszczeniową, przybywa i trudno będzie – chyba – spełnić oczekiwania wszystkich, pojawia się też pytanie, czy budżet to
wytrzyma?
– Jeżeli z jednej strony słyszymy, że w wyniku uszczelnienia VAT pojawiają się kolejne miliardy oszczędności, to nie dziwmy się ludziom, którzy mają oczekiwania i chcą z
tego skorzystać. Rząd musi się liczyć z tym, że jeśli sytuacja się poprawia, jeśli w rankingach idziemy w górę, jeżeli pięknie rozwija się gospodarka, to nie ma co się
dziwić, że ludzie pytają, kiedy będą mogli skorzystać i czerpać z tych owoców. Natomiast NSZZ „S” jest związkiem zawodowym i w swoich działaniach nie możemy się kierować
sentymentem czy niechęcią, ale my musimy reprezentować pracowników, czy to się komuś podoba czy nie. Mówiliśmy o tym w niedzielę w Lublinie podczas uroczystości 38.
rocznicy Lubelskiego Lipca i prawda jest taka, że z jednej strony kibicujemy obecnemu rządowi, ale to nie może być w oderwaniu od spraw, za które my odpowiadamy jako
związek zawodowy. Nie jest to jednak zachowanie przeciwko komukolwiek, ale w sprawie.