Wiesław Moliński: Gdyby trzeba było, zrobiłbym to samo jeszcze raz. Może tylko mądrzej i ostrożniej

Wiesław Moliński, działacz solidarnościowego podziemia i więzień polityczny

O życiu pod tajniacką obserwacją, represjach i budowaniu leśnej „Solidarności” z Wiesławem Molińskim, działaczem solidarnościowego podziemia i więźniem politycznym, rozmawiał Bolesław Bezeg.

Jak to się stało, że wstąpił Pan do „Solidarności”?

Do „Solidarności” wstąpiłem w styczniu 1981 r., zaraz po wyjściu z wojska. Mój rocznik miał skróconą służbę, bo władza już wtedy przygotowywała się do wprowadzenia stanu wojennego. Wróciłem do pracy w Nadleśnictwie Bielsko i od razu zapisałem się do związku. Kiedy „Solidarność” powstawała, nie mogłem do niej wstąpić, bo byłem jeszcze w wojsku.

A co spowodowało, że wstąpił Pan do związku?

To była oczywista decyzja. „Solidarność” była pierwszym prawdziwym związkiem, a nie atrapą stworzoną przez rządzącą w kraju partię. Ludzie chcieli zmiany, ja też. Miałem dwadzieścia parę lat, byłem pełen wiary, że ten system można przełamać. W Bielsku działała mocna struktura, atmosfera była gorąca. Na zebraniach ludzie mówili głośno to, co wcześniej tylko szeptali. Czuło się powiew wolności.

Latem 1981 r. przeprowadził się Pan do Opola. Jak potoczyły się Pana dalsze losy?

Zrezygnowałem z pracy w lasach, bo chciałem studiować historię, a moi zwierzchnicy się na to nie zgadzali. Woleliby, żebym, jeśli już, to studiował leśnictwo. Zwolniłem się i przyjechałem do Opola, gdzie miałem rodzinę i gdzie był Instytut Historii, z którym wiązałem swoją przyszłość. Zamierzałem trochę się samodzielnie douczyć, a potem zgłosić się na egzaminy wstępne na Wyższej Szkole Pedagogicznej. Tymczasem zatrudniłem się w Pewexie, gdzie poznałem Mirka Urbaniaka, przewodniczącego zakładowej „Solidarności”. W firmie dominowali ludzie związani z partią i wojskiem, ale w związku najaktywniejsi byli kierowcy. Ja zajmowałem się kolportażem – odbierałem materiały z Zarządu Regionu i przekazywałem kierowcom, którzy rozwozili je po całym województwie, do wszystkich placówek Pewexu.

Czy tę pracę przerwaliście po wprowadzeniu stanu wojennego?

Absolutnie nie! Działaliśmy dalej, choć już w podziemiu. Nie internowano mnie, bo byłem mniej znany. Początkowo spotykaliśmy się u mojego stryja Edwarda, dawnego działacza antykomunistycznego z czasów powojennych. Robiliśmy ulotki i rozrzucaliśmy je w autobusach, pociągach, wkładaliśmy do skrzynek pocztowych. Potem razem z kolegami nawiązaliśmy współpracę z grupą, którą później nazwano „opolską dwudziestką”. Tu zaczęliśmy organizować poważne struktury podziemne. Każda grupa miała swój pseudonim: my z Pewexu byliśmy „Dolkiem” – to od dolarów, elektrownia to była „Ela”, rzemieślnicy – „Sulisławscy”. Były też inne sekcje, ale już nie pamiętam, jak się nazywały. Drukowaliśmy m.in. „Sygnały Wojenne” i wiele innych podziemnych wydawnictw

Jak wyglądało aresztowanie?

27 kwietnia 1982 r. esbecy przyszli po mnie do pracy. Znaleźli w biurku kilka ulotek i mnie zabrali. Najpierw trzymali mnie na milicyjnym dołku przy ul. L. Powolnego. W celi dla dwóch osób było nas kilkunastu, nie można się było położyć, ani nawet usiąść, spaliśmy na zmianę. Już drugiego dnia zaczęli nas brać na przesłuchania. Zorientowałem się, że dużo o nas wiedzieli. Wkrótce potem przeniesiono mnie do innej, esbeckiej celi. To był ten sam budynek, w którym była Komenda Wojewódzka Milicji, ale od strony ul. W. Korfantego SB miało swoje własne więzienie. Tam przesiedziałem trzy miesiące, aż do procesu, przed którym przewieziono mnie do aresztu przy ul. Sądowej. Sądził nas sędzia-kapitan Zbigniew Matacz. Prokurator nazywał się Witkowski – bardzo zawzięty. Żądał dla nas kary kilku lat więzienia, ale sędzia go stopował. Najwyższy zasądzony wtedy wyrok to był rok więzienia. Ja dostałem rok, z czego trzy miesiące w zawieszeniu. Tak to było pomyślane, że zaliczono nam odsiadkę podczas śledztwa i po procesie wszyscy wyszliśmy na wolność. Ja wyszedłem z więzienia w styczniu 1983 r., po dziewięciu miesiącach odsiadki.

Jak wyglądał Pana powrót do życia na wolności?

Wróciłem do Pewexu, ale dostałem pensję tak niską, że ledwo starczało mi na dojazdy. Chciałem wrócić do lasów, ale wszędzie blokowano moje zatrudnienie. Trafiłem na kolej – najpierw jako robotnik, potem przy odprawie pociągów jadących na Zachód. Przed zaplombowaniem wagonów z końmi czy owcami, wypisywałem kredą w środku hasła „Solidarność żyje”, żeby na Zachodzie wiedzieli, że nas nie złamano. Długo to nie potrwało – w końcu się zorientowali, kto odprawia te wagony i wyrzucili mnie stamtąd. Dzięki pomocy biskupa Antoniego Adamiuka trafiłem do Eugeniusza Mroza – I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR i to dzięki jego interwencji udało mi się dostać pracę magazyniera w Ośrodku Transportu Leśnego. Stamtąd w 1986 r. przeniosłem się do leśniczówki na Młyńskich Stawach. Zostałem leśniczym i pracowałem tam do emerytury.

Czy SB dała wtedy spokój?

Wręcz przeciwnie. Zaczęły się rewizje, przyjeżdżali całymi grupami, czasem ośmiu czy dziewięciu. Raz ukryłem ulotki pod materacem w łóżeczku ośmiomiesięcznego syna. Leżały tam, kiedy esbecy przeszukiwali dom i tego nie zauważyli. Synek płakał, żona chciała go wziąć na ręce, ale powiedziałem: „zostaw go, niech się uczy życia w policyjnym kraju”. Gdyby go wzięła, pewnie by któryś zajrzał do tego łóżeczka. Innym razem zrobili nalot w nocy i zabrali stare maszyny do pisania, choć żadna nie była moja. To były stare, nieużywane już, maszyny do pisania będące ciągle na wyposażeniu kancelarii leśniczówki. Kiedyś, któryś esbek zapytał niby tak polubownie: „niech pan powie, gdzie pan schował bibułę?” Trochę już zniecierpliwiony wskazałem mu gniazdo bociana na wysokim słupie. Chyba nawet przez chwilę rozglądał się za drabiną. Ustawili nawet budkę przy wjeździe do gospodarstwa, żeby mnie obserwować. Mieszkającego w sąsiednim starym młynie sąsiada, starszego już dziadka, zwerbowali na tajnego współpracownika. Chodził tu, zaglądał, pytał co robimy. Ale ludzie „Solidarności” przyjeżdżali do mnie mimo wszystko. Regularnie bywali Janusz Całka, czy Wojtek Radomski, Piotr Jankowski i wielu innych. Spotykaliśmy się w lesie przy ogniskach albo u mnie w domu. Czasami prosili, żebym nie był obecny przy rozmowach. Jak potem przeczytałem w dokumentach z IPN-u Służba Bezpieczeństwa wiedziała o tych spotkaniach, ale nigdy nas nie rozbiła. Życie rodzinne było trudne. Żona dźwigała ciężar niepewności, dzieci dorastały pod ciągłą obserwacją. Ale jednocześnie ta leśniczówka stała się miejscem wolności – w lesie łatwiej było mówić otwarcie niż w mieście.

Napisał Pan szereg książek. Skąd wzięła się potrzeba pisania?

Zawsze interesowała mnie historia lokalna. Chciałem utrwalić wspomnienia, żeby nie przepadły. Napisałem kilka książek o naszej okolicy i o leśnikach, także tomik poezji. Najważniejsza jest dla mnie monografia „Śladami leśnych ścieżek”, opisująca historię tutejszego leśnictwa od XIX wieku. Dzięki tej pracy poznałem wielu świadków historii, m.in. córkę ostatniego niemieckiego leśniczego czy rodzinę kobiety, która w czasie wojny pracowała tu przymusowo.

Jak wyglądała Pana działalność po 1989 r.?

W czerwcu 1989 r. założyłem „Solidarność” w Nadleśnictwie Namysłów. Nie było łatwo. W 1981 r. niemal wszyscy należeli, a po latach wielu się wycofało. Młodzi często nie chcieli się angażować. Stopniowo odbudowywaliśmy struktury. Po 2000 r. przyłączyli się do nas pracownicy Nadleśnictwa Brzeg i stworzyliśmy organizację międzyzakładową. Dziś liczymy kilkadziesiąt osób, choć wciąż jesteśmy w mniejszości wobec związków postkomunistycznych.

Czy było warto?

Z perspektywy lat wiem, że było warto. Zapłaciłem swoją cenę, ale nie żałuję. Gdyby trzeba było, zrobiłbym to samo jeszcze raz, może tylko mądrzej i ostrożniej. Ale mam nadzieję, że już nie będzie trzeba.

źródło: nto.pl

Czytaj też...

Fotorelacja: 45 lat NSZZ “Solidarność”

czytaj więcej
45 lat NSZZ “Solidarność”

Wielka radość, wspomnienia, ale też troska o…

czytaj więcej
Dariusz Brzęczek: Walczymy o dobre warunki życia i pracy

Okorzeniach opolskiej „Solidarności” z przewodniczącym Zarządu Regionu…

czytaj więcej
Wiesław Moliński: Gdyby trzeba było, zrobiłbym to samo jeszcze raz. Może tylko mądrzej i ostrożniej

O życiu pod tajniacką obserwacją, represjach i…

czytaj więcej
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie.