Zarząd Regionu Toruńsko-Włocławskiego NSZZ "Solidarność", ul. Piekary 35/39, 87-100 Toruń
tel. 56 622 41 52, 56 622 45 75, e-mail: torun@solidarnosc.org.pl

Historie z naszej kamienicy

piątek, 3 Sierpień, 2018

Wielowiekowe i niezwykłe dzieje naszego Pomorza Nadwiślańskiego obfitują w wydarzenia których nie da się ocenić jedną miarą. Często jest tu tak. że proste schematy, czy wyobrażenia nie wytrzymują konfrontacji z faktami i chcąc nie chcąc człowiek musi na bok odkładać   nabyte stereotypy, uprzedzenia, na rzecz nowego spojrzenia, co pozwala szybciej zasypywać kulturowe, mentalne i historyczne rowy między narodami. To fascynujące

Wczesną wiosną 1941 roku do kamienicy przy ulicy Piekary 35 w Toruniu (tej samej, która dziś jest własnością ZR Toruńsko-Włocławskiego NSZZ”S”) wszedł człowiek o poważnej, niemal ponurej twarzy. Wyraźne początki łysiny, duże okulary w grubych oprawach, starannie utrzymany garnitur, „pszenne” dłonie – wszystko to pasowało jak ulał do stereotypu wyglądu intelektualisty. W rzeczy samej nim był. Obszedł uważnie wszystkie pokoje, a potem otworzył okno pomieszczenia na pierwszym piętrze i krzyknął do mężczyzny stojącego na chodniku przed kamienicą

– Paul! Troche pracy i będzie z tu niezła biblioteka ludowa!

O NIEMCU Z ESTONII KTÓRY URATOWAŁ SKARBY TORUNIA

Urodził się 12 XI 1982 roku w estońskim mieście Dorpat (obecnie Tartu), w bogatej kupieckiej rodzinie, należącej do niemieckiej grupy mniejszości narodowych. Jego ojciec Karl Konstantin Freymuth był członkiem ówczesnej elity skupionej w tzw. Radzie Happsalskiej, składającej się głównie z zamożnych Niemców, faktycznie kierującej całym życiem społecznym, gospodarczym i kulturalnym regionu. Młody Freymuth otrzymał gruntowne wykształcenie z dziedziny historii, filozofii, historii architektury, a nawet muzyki, W 1917 roku objął posadę bibliotekarza wydziału historyczno- filologicznego uniwersytetu w Dorpacie. Jego małżeństwo z Hertą Moltrecht nie było zbyt udane, toteż po 6 latach postanowili się rozwieść (w 1940r ożenił się z Mary von Samson- Himmelstierna).

Tymczasem Otton wziął na siebie kolejne obowiązki zawodowe, ponieważ w roku 1918 objął funkcję organisty kościoła uniwersyteckiego w Dorpacie i wkrótce uczynił z niego swoiste centrum koncertowe. Organizował liczne imprezy z udziałem miejscowych chórów i towarzystw śpiewaczych, pisał sporo prac z dziedziny muzykologii. Wiele podróżował w celach naukowych, prowadząc wnikliwe badania nad architekturą państw bałtyckich, szczególnie Estonii. Jednocześnie bardzo go zajmowała wielowątkowa analiza rozmaitych starodruków, wydawnictw, starych technik drukarskich. Z tego okresu mamy dowody jego współpracy z polskimi naukowcami m.in. Edwardem Kunzem (dyrektorem Biblioteki Jagiellońskiej), czy Marianem Kukielem (dyrektorem Biblioteki Czartoryskich w Krakowie).

W 1939 roku hitlerowskie Niemcy i Związek Radziecki po dokonaniu faktycznego czwartego rozbioru Polski, jednocześnie uzgodniły strefy wpływów na terenie państw bałtyckich. Estonia – jak wiadomo – znalazła się w obrębie  „zainteresowań”  bolszewików,  co spowodowało zorganizowaną masową ewakuacje Baltenndeutsche (Niemców          bałtyckich przesiedlanych głównie na obszary województw Poznańskiego i Pomorza Gdańskiego. Ta akcja objęła również niemiecką ludność Dorpatu, zaś w jej wyniku 27   października 1939 roku Otton Freymuth znalazł się w Gdańsku. Tu, niemal natychmiast poprosił senatora Boecka, aby pomógł mu załatwić przeniesienie do Torunia. Jak przypuszcza Tadeusz Zakrzewski — autor rozprawy o działalności Freymutha prawdopodobnie nęciła go możliwość kontynuowania badań porównawczych nad historią toruńskich kościołów   gotyckich i ich związkami z kościołami południowych oraz wschodnich pobrzeży Bałtyku.

2   lutego 1940 roku Otton  Freymuth podpisał umowę o pracę na stanowisku kierownika Biblioteki Miejskiej (Stadtbücherei), a po kilku przeprowadzkach   ostatecznie   zamieszkał na II piętrze kamienicy przy ul. Prostej 18/20.

Tymczasem w Toruniu trwała akcja likwidowania polskich bibliotek, nadzorowana przez  szefa miejskiego urzędu kultury doktora Adolfa Schwammbergera, dość gorliwego wykonawcy hitlerowskiego planu „przywracania niemieckości miasta”. Książnica była zawalona tomami książek zarekwirowanych  z polskich czytelni, bibliotek.  Leżało tu  m.in.  30 tysięcy woluminów z biblioteki Juwenatu Redemptorystów i 12 tysięcy ze Szkoły   Podchorążych Artylerii, oraz   stosy egzemplarzy wyciągniętych z różnych miejsc.

Popularne pozycje z polskich czytelni szły od razu do lokalnych kotłowni, a cenniejsze, mogące mieć wartość historyczną trafiały do selekcji w Miejskiej Bibliotece.  Poprzednik  Freymutha  na  stanowisku kierownika toruńskiej Książnicy doktor Wilhelm Kreber najwyraźniej nie mógł sobie poradzić z nadmiarem prac organizacyjnych, a także katalogowych, ponieważ Otton zastał spory bałagan, uniemożliwiający natychmiastowe    otwarcie dla ludności Biblioteki Miejskiej (rzecz jasna – tylko z niemiecką literaturą). Sam budynek też był w złym stanie. Kreber nie zadbał nawet o to, aby wodociągi ponownie   zaczęły   dostarczać   wodę   (odciętą  we wrześniu 1939 roku).

Jednym z pierwszych posunięć  Freymutha była decyzja ocalenia – tyle ile się da- polskich zbiorów, w tym zwłaszcza wydawnictw polskiego Towarzystwa Naukowego w Toruniu: ,,Roczników”, Fontesów”, „Zapisek TNT” i innych (dzięki niemu wiele roczników polskich gazet, czasopism z okresu międzywojennego, wydawnictwa TNT: „Zapiski”, Fontesy”, przetrwały wojenną zawieruchę w stanie nienaruszonym!). Postanowił część z nich złożyć w

piwnicach biblioteki. Było to wówczas zachowanie dość ryzykowne, za które można było trafić do obozu, ale Freymuth nie był nazistą, podobnie jak jego zastępca Paul Brandt (również przybyły z Dorpatu), a nawet więcej – Polka Janina Przybyłowa zatrudniona od 12 kwietnia 1943 jako bibliotekarka, wspominała ich po latach jako ludzi „nienawidzących hitlerowców”.

W 1939 roku, do wkroczenia wojsk niemieckich, budynek przy ulicy Wysokiej 16, oprócz Książnicy Miejskiej, Towarzystwa Naukowego i niemieckiego stowarzyszenia Coppernicus- Verein mieścił też Towarzystwo Czytelni Ludowych, czyli popularną bibliotekę dla polskich mieszkańców Torunia. Rzecz jasna hitlerowskie rozporządzenie nakazało natychmiastową    likwidację zasobów TCL. Są dowody, że Freymuth najprawdopodobniej świadomie ignorował, a w każdym razie na pewno przedłużał jak tylko mógł (wiadomo, że jeszcze l września 1940 roku istniały jej zbiory) wykonanie wyroku. Choć ostatecznie, niemal całość księgozbioru przepadła, lub została zniszczona w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, to warto zwrócić uwagę na taką postawę.

Niemieckie władze postanowiły „zastąpić” (choć trudno to słowo rozumieć dosłownie) instytucję Towarzystwa Czytelni Ludowych podobną w brzmieniu Biblioteką Ludową, czyli Volksbücherei, oferującą jedynie popularną literaturę niemiecką. Na jej siedzibę wyznaczono kamienicę przy ulicy Piekary 35 nad tzw. Łukiem Cezara obecnie należącą do naszego Związku.

Wczesną wiosną 1941 roku przeprowadzono tu konieczne prace remontowe i adaptacyjne. W celach ekspozycyjnych oddano Bibliotece Ludowej dwa okna wystawowe (obecnego przejścia po prostu nie było). Na rozstawionych regałach ułożono 6100 książek, urządzono też niewielką czytelnię. Otwarcie nastąpiło 19 kwietnia 1941 roku.

Ze skąpych relacji możemy wywnioskować, iż Otton Freymuth wielokrotnie bywał w naszej kamienicy nad Łukiem Cezara, bo choć Volksbücherei była niezależna od Biblioteki Miejskiej, to jednak obie placówki luźno z sobą współpracowały.

Od 1943 roku, władze uczyniły Freymutha odpowiedzialnym nie tylko za obiekt Biblioteki Miejskiej, ale także za zabezpieczenie przeciwpożarowe budynku przy ul. Piekary 35, a więc urządzenie w jego piwnicach schronu przeciwlotniczego i zaciemnienie. Nowe obowiązki spowodowały, że przebywał w kamienicy nieraz wiele godzin tygodniowo, znaczną część z nich poświęcając skrupulatnemu wykonaniu rozkazu, gdyż mimo wszystko wolał nie drażnić władz.

Jak wspomniałem wcześniej,

był nie tylko bibliotekarzem, ale pasjonatem nauk humanistycznych, zwłaszcza historii sztuki. Sporo swojego prywatnego czasu poświęcił na badanie wspaniałej gotyckiej architektury Torunia. Fascynował go nowomiejski kościół pod wezwaniem św. Jakuba. Jego nadzwyczaj fachową, ciekawą koncepcję historii powstania tej świątyni opublikowano po latach w tomie „Thorn -Königin der Weichsel 1231-1981″ -poświęconym 750 rocznicy założenia Torunia (Getynga 1981). Wiemy o innych pracach Freymutha, a także o tym, że wygłaszał odczyty naukowe m.in. dotyczące zabytków Torunia. Prawdopodobnie jego ostatnim wystąpieniem publicznym, było to – w lutym 1943 roku, podczas zebrania towarzystwa Coppernicus-Verein, poświęcone „rzeźbie Pięknej Madonny w bazylice Świętych Janów”.

W połowie 1944 roku front wschodni znajdował się niecałe 200 kilometrów od miasta. Choć samo miasto na całe szczęście uniknęło bombardowań rozpoczęto działania zabezpieczające.

4 września 1944 roku, w sztabie gauleitera Alberta Forstera zatwierdzono plan ewakuacji „Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie”, opatrzony kryptonimem „Ewa”. Tymczasem toruński magistrat opracował do niego (pod kierownictwem nadburmistrza Jakoba) założenia szczegółowe dla miasta i powiatu (kryptonim „Roland”), przewidujące m.in. ewakuację ponad 130 tysięcy ludzi (na teren powiatu sępoleńskiego – w pierwszej fazie) i zniszczenie wszystkiego, co nie uda się wywieźć! Zbiory Książnicy Miejskiej zapakowano w 36 wielkich skrzyń i wraz z innymi dobrami wywieziono pociągami na zachód. W tym czasie Otton Freymuth aktywnie uczestnicząc w akcji ewakuacji ksiąg, wykonywał jednocześnie dokładne spisy zawartości numerowanych (wraz z informacjami adresowymi) skrzyń, których kopie przed swoim wyjazdem pozostawił na widocznym miejscu (po prostu – na biurku), najwyraźniej licząc na to, iż Polacy szybko je odnajdą. Prywatną bibliotekę (przywiezioną z Dorpatu – liczyła 1252 pozycje) Freymuth zostawił w swoim prywatnym mieszkaniu przy ul. Prostej 18/20 (w całości przejęła ją Książnica).

Pierwszy po wojnie kierownik Książnicy Miejskiej – Janina Przybyłowa (Freymuth przyjął ją do pracy w tej placówce w 1943 roku) 6 czerwca 1945 roku przekazała do Wydziału Bibliotek Ministerstwa Oświaty w Warszawie „Raport w sprawie strat wyrządzonych przez Niemców w czasie okupacji Torunia”. Wynikało z niego, że w 36 skrzyniach wywieziono m.in. około 200 zabytkowych rękopisów: 64 inkunabuły, około 1600 książek, wydawnictwa Towarzystwa Naukowego i inne.

Jednak to nie pani Przybyłowa miała dalej prowadzić poszukiwania książkowego skarbu, a Helena Piskorska, kierowniczka Archiwum Państwowego w Toruniu. W dość tajemniczych okolicznościach nawiązał z nią listowny kontakt Otto Freymuth. który przeżył zawieruchę i wówczas mieszkał w Alveslohe (kraj Holsztyn). Tymczasem dyrektor Archiwów państwowych w Warszawie Witold Suchodolski wyznaczył Piskorską do małej (3 osobowej) grupy polskich ekspertów, którzy mieli udać się do Berlina, na rozmowy z Brytyjczykami, którzy w nieczynnej kopalni soli w Grasleben znaleźli 30 tysięcy skrzyń mienia zwiezionego z Europy. Data wyjazdu do Berlina stale przesuwała się w czasie, ponieważ inny organ władzy przeciągał decyzję w sprawie wydania pani Piskorskiej… paszportu.

Nagle, w maju 1947 roku dotarł do Torunia wagon nadany w Goslaru. Okazało się, że zawierał w sobie 71 skrzyń rozmaitych toruńskich dóbr kultury,  a  w  tym m.in.:  32  skrzynie zasobów Książnicy Miejskiej, 23 skrzynie Archiwum Miejskiego, 6 pak dóbr Muzeum Miejskiego.

Przez niemal wszystkie powojenne lata całą zasługę odzyskania tak znacznej części toruńskich zbiorów niesłusznie przypisywano Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie, jednak   pan   Tadeusz   Zakrzewski przypuszcza (Życie i działalność kulturalna Ottona Freymutha, w Zapiski Historyczne, 1999 Zeszyt 2) że tylko Freymuth mógł w krótkim czasie rozpoznać wśród tysięcy skrzyń, te zawierające toruniana, zwłaszcza, jeśli chodzi o   skrzynie Książnicy Miejskiej. Prawdopodobnie w tym celu opuścił Holsztyn i przeniósł się  na stałe do Goslaru. Wiemy, że już stamtąd później nie wyjeżdżał” Tam też zmarł 28 kwietnia 1953 roku. w wieku 61 lat.

Jak napisał T. Zakrzewski „Dziś zdaje pewne, że właśnie jemu miasto Toruń, a zwłaszcza Książnica Miejska im. Kopernika, zawdzięcza uratowanie z wojennej zawieruchy wielu bezcennych  ksiąg i dokumentów  swej długiej i pięknej historii”.

Piotr Grążawski