Koniecznie przeczytaj
- A jednak sprzedaż szpitali ???
- Dynamiczny wzrost płac w Służbie Zdrowia – sukces NSZZ „Solidarność”
- Coraz bliżej podwyżek w służbie zdrowia
- Stanowisko Pracodawców i Związków Zawodowych doraźnego Zespołu problemowego ds. ochrony zdrowia Rady Dialogu Społecznego w sprawie obowiązkowych szczepień
- Obowiązek szczepienia służb medycznych
- Komunikat
- Uwaga
2012-10-02 14:41ABC cudĂłw Tuska
Od blisko piÄciu lat w Polsce szerzy siÄ plaga. To plaga obietnic premiera Donalda Tuska. Przedstawiam poniĹźej tylko czÄĹÄ oszukanych i zdradzonych przez rzÄ
d PO – PSL grup zawodowych i Ĺrodowisk, bo nie sposĂłb wymieniÄ wszystkich! Czy wĹrĂłd nich odnajdujesz siebie?
A – jak artyĹci. W czasie kampanii wyborczych Ĺpiewali hymny POchwalne „Jeszcze bÄdzie przepiÄknie, jeszcze bÄdzie normalnie”. DziĹ publicznie posypujÄ
gĹowÄ popioĹem (z kory i marihuany), uderzeni po kieszeni i kneblowani ograniczaniem swobody wyraĹźania poglÄ
dĂłw. Teraz w „jedynych sĹusznych mediach” lamentujÄ
, Ĺźe Platforma okazaĹa siÄ obywatelska tylko w nazwie. ArtyĹci niezaleĹźni od oĹrodkĂłw wĹadzy tworzÄ
wolne media i publikujÄ
w tzw. drugim obiegu.
B – jak budowlaĹcy. W kaĹźdym normalnym kraju budownictwo to koĹo zamachowe gospodarki, w Polsce staĹo siÄ synonimem plajty. Zamiast tysiÄcy kilometrĂłw drĂłg – tysiÄ
ce przedsiÄbiorcĂłw-bankrutĂłw oszukanych obietnicÄ
zapĹaty w przeddzieĹ imprezy stulecia. Lukratywne kontrakty zwiÄ
zane z Euro trafiĹy do kieszeni zaprzyjaĹşnionych z „jedynÄ
sĹusznÄ
partiÄ
”, a dziesiÄ
tki polskich firm zamiast interesu Ĺźycia szukajÄ
w rozpaczy sprawiedliwoĹci w sÄ
dach.
C – jak celnicy. To pierwsza grupa zawodowa dotkniÄta plagÄ
obietnic Tuska. Ich protesty sparaliĹźowaĹy ruch na granicach i spowodowaĹy, Ĺźe kierowcy tirĂłw utknÄli w kilkunastokilometrowych korkach. Premier z ekipÄ
, jak zwykle gaszÄ
c poĹźary, obiecaĹ podwyĹźki i przywileje, tak jak pozostaĹym sĹuĹźbom mundurowym. Jednak celnikom nic nie daĹ, a pozostaĹym sĹuĹźbom wiÄkszoĹÄ nabytych uprawnieĹ odebraĹ.
D – jak dziaĹkowcy. Do grup zagroĹźonych rzÄ
dami PO – PSL doĹÄ
czyli takĹźe dziaĹkowcy. Na ich wypielÄgnowane ogrĂłdki, ktĂłre sÄ
enklawami zieleni, zwĹaszcza w wielkich miastach, ostrzÄ
sobie zÄby deweloperzy zaznajomieni skÄ
dinÄ
d z lokalnymi wĹodarzami, czÄsto o platformerskiej proweniencji. Ostatni wyrok TrybunaĹu Konstytucyjnego tylko wzmocniĹ ten niepokĂłj. I choÄ posĹowie na wyĹcigi obiecywali stworzenie prawa przyjaznego dziaĹkowcom, na próşno oczekiwaÄ propozycji legislacyjnych od partii posiadajÄ
cych wiÄkszoĹÄ w parlamencie.
E – jak emeryci. Status, ktĂłrego dziÄki rzÄ
dom Tuska wielu nie doczeka. A ci, ktĂłrym siÄ to uda, muszÄ
liczyÄ siÄ z wegetacjÄ
, bo pieniÄdzy na ich emerytury nie ma w ZUS ani w OFE. Jan Jacek Vincent Rostowski przehulaĹ rĂłwnieĹź Ĺrodki z Funduszu Rezerwy Demograficznej. Tym, ktĂłrzy juĹź sÄ
na emeryturze, proponuje siÄ zamiast spokojnej i pogodnej jesieni Ĺźycia odwrĂłcone hipoteki, zĹodziejskie piramidy, wielomiesiÄczne kolejki do lekarzy i brak lekĂłw refundowanych.
F – jak fani. Nabici w butelkÄ przez pierwszego piĹkarza III RP. Przedstawiciele najbardziej represjonowanej grupy spoĹecznej, ktĂłrzy za manifestowanie na stadionach dostajÄ
zakazy wejĹcia na imprezy masowe i trafiajÄ
do wiÄzieĹ. SÄ
dla rzÄ
dzÄ
cych wyrzutem sumienia – majÄ
bowiem odwagÄ poprzez stadionowe oprawy manifestowaÄ niezadowolenie z rzÄ
dzÄ
cych i przywiÄ
zanie do tradycji narodowych. WĹadza, w strachu przed nimi i przed prawdÄ
, zamyka stadiony i odwoĹuje mecze. A budowane za miliardy sportowe obiekty ĹwiecÄ
sztucznÄ
iluminacjÄ
i prawdziwymi pustkami.
G – jak gĂłrnicze emerytury. Sam nasz dzielny premier zjechaĹ do kopalni i patrzÄ
c na trud gĂłrnikĂłw, obiecaĹ im utrzymanie emerytur po 25 latach pracy.
W miarÄ jednak jak z ministrem finansĂłw przepuszczali nasze pieniÄ
dze, coraz Ĺmielej zaczÄ
Ĺ mĂłwiÄ o zrĂłwnywaniu wszystkich w prawach i odbieraniu „przywilejĂłw”. JakĹźe krucho musi byÄ z finansami paĹstwa, skoro o tym w ogĂłle pomyĹlaĹ. ZapowiedĹş odebrania gĂłrnikom prawa do emerytury to nic innego jak skĹĂłcanie spoĹeczeĹstwa, rzÄ
dzenie w myĹl zasady „divide et impera” (dziel i rzÄ
dĹş). Na razie jednak w obawie przed utratÄ
poparcia w tak ukochanych sondaĹźach decyzjÄ o odebraniu gĂłrniczej braci wczeĹniejszych emerytur nasz dzielny premier odĹoĹźyĹ na później.
H – jak historycy (IPN). W kraju, w ktĂłrym wĹadzÄ sprawujÄ
historycy (prezydent, premier, ministrowie, przewodniczÄ
cy waĹźnych sejmowych komisji) historia – a zwĹaszcza pamiÄÄ historyczna – staje siÄ niewygodna. SzczegĂłlnie pamiÄÄ historyczna o dziejach najnowszych, o ile nie dotyczy historycznych dokonaĹ pana premiera, o ktĂłrych juĹź uczy siÄ mĹodzieĹź ze szkolnych pseudopodrÄcznikĂłw. WyglÄ
da na to, Ĺźe prawdziwej historii Polski, tak jak za okupacji, bÄdziemy uczyÄ dzieci i mĹodzieĹź na tajnych kompletach, a historycy, chcÄ
c utrzymaÄ pracÄ w szkoĹach, bÄdÄ
uczyÄ etyki i edukacji seksualnej. I jeszcze sĹowo w sprawie historii najnowszej. Bezdomni zostali historycy z Instytutu PamiÄci Narodowej, ktĂłrego istnienie rzÄ
dzÄ
cy najchÄtniej przenieĹliby w niepamiÄÄ, a jego dokumenty – do Kancelarii Prezydenta, gdzie jest najwiÄcej historykĂłw znajÄ
cych najlepiej historiÄ Polski.
I – jak internauci. Knebel odĹoĹźony ad ACTA? Okazali siÄ najbardziej mobilnÄ
grupÄ
protestujÄ
cych w obronie wolnoĹci sĹowa w sieci. Niepokorni, czÄsto naduĹźywajÄ
cy wulgaryzmĂłw, pokazali, Ĺźe potrafiÄ
strzec swobody wypowiedzi. NiektĂłrzy za obronÄ tego prawa dotkliwie karani ostracyzmem spoĹecznym oraz bolesnymi wyrokami wymiaru sprawiedliwoĹci. PrzykĹad Roberta Frycza dobitnie dowodzi, Ĺźe za swobodÄ wypowiedzi oraz satyryczne podejĹcie do wĹadzy w Polsce moĹźna otrzymaÄ wyĹźszy i skuteczniejszy wyrok niĹź za oszustwa finansowe i przestÄpstwa mafijne.
J – jak jeĹźdĹźÄ
cy po polskich drogach. Wpuszczeni w krzaki na raptownie koĹczÄ
cych siÄ autostradach w wiecznej budowie. Zamiast tysiÄcy nowych kilometrĂłw – tysiÄ
ce nowych radarĂłw i coraz wyĹźsze mandaty, majÄ
ce zasilaÄ ogoĹocony budĹźet paĹstwa. A przecieĹź to nie kto inny, jak premier Tusk szydziĹ, Ĺźe „tylko czĹowiek bez prawa jazdy moĹźe stawiaÄ radary”.
K – jak kolejarze. Jedna z najczÄĹciej protestujÄ
cych grup zawodowych, upominajÄ
cych siÄ nie tylko o swoje prawa, ale i o bezpieczeĹstwo podróşnych. Polskie koleje pod rzÄ
dami kolejnych wyczesanych i wyĹźelowanych ministrĂłw infrastruktury siÄgnÄĹy dna i staĹy siÄ synonimem najwiÄkszego dziadostwa III RP. MiarÄ sukcesĂłw ministrĂłw oddaje liczba katastrof, awarii, opóźnieĹ i zmian rozkĹadĂłw jazdy. I rzeczywiĹcie rozkĹad na kolei mamy – rozkĹad taboru i infrastruktury. OdpowiedzialnoĹÄ jak zawsze jest przerzucana na maszynistĂłw, dróşnikĂłw, pasaĹźerĂłw, ktĂłrzy podróşujÄ
c w wagonach pamiÄtajÄ
cych czasy socjalizmu, pĹacÄ
jak za francuskie koleje duĹźej prÄdkoĹci TGV.
L – jak lekarze i pielÄgniarki, czyli nikt ci nie da tyle, ile ci Tusk obieca. To polscy lekarze mieli pod rzÄ
dami PO masowo wracaÄ do Polski po przymusowej emigracji, na ktĂłrÄ
udali siÄ w obawie przed pĂłjĹciem w kamasze. PielÄgniarki, tak ochoczo odwiedzane w biaĹym miasteczku przez EwÄ Kopacz, miaĹy zarabiaÄ godnie i z dumÄ
nosiÄ w polskich szpitalach biaĹe czepki. DziĹ tym, ktĂłrzy nadal pracujÄ
w kraju, przez biurokratyczne przepisy i procedury praktycznie uniemoĹźliwia siÄ bezpieczne wykonywanie zawodu, a podnoszenie zawodowych kwalifikacji wciÄ
Ĺź dostÄpne jest jedynie dla nielicznych. CzÄsto Ĺamie siÄ klauzule sumienia, a poprzez ekonomizacjÄ systemu opieki zdrowotnej zmusza do Ĺamania przysiÄgi Hipokratesa.
M – jak mĹodzieĹź. Ci, ktĂłrzy piÄÄ lat temu chowali babci dowĂłd, dziĹ razem z babciÄ
maszerujÄ
w obronie niezaleĹźnych mediĂłw. Bez szans na uczciwÄ
edukacjÄ, bez prawdy o wĹasnym paĹstwie i wĹasnej toĹźsamoĹci. Pozbawieni moĹźliwoĹci rĂłwnego dostÄpu do nauki na uczelniach (pĹatny drugi kierunek studiĂłw) i pracy we wĹasnym kraju, zrozumieli, Ĺźe stali siÄ tzw. pokoleniem 1500 (pĹaca minimalna), bez szans na staĹÄ
pracÄ, kredyt w banku, wĹasne mieszkanie, zaĹoĹźenie rodziny. Czyli jakÄ
kolwiek stabilizacjÄ ĹźyciowÄ
w rzekomo wolnej i niepodlegĹej Polsce. Zamiast pracowaÄ w Polsce, emigrujÄ
i zakĹadajÄ
rodziny niemal we wszystkich krajach Europy Zachodniej, stajÄ
c siÄ „kapitaĹem ludzkim” tamtych spoĹeczeĹstw.
N – jak nauczyciele. W swoim exposé premier poĹwiÄciĹ im szczegĂłlne miejsce, jako tym, ktĂłrzy dbajÄ
o rozwĂłj przyszĹych pokoleĹ. Mieli osiÄ
gnÄ
Ä najwyĹźszy status spoĹeczno-zawodowy, wysokie wynagrodzenia i szacunek. DziĹ pozbawia siÄ ich podstawowych praw pracowniczych, likwiduje miejsca pracy, zamyka szkoĹy. Zmiany podstawy nauczania i narzucane odgĂłrnie programy niejednokrotnie ĹamiÄ
sumienia nauczycieli i wychowawcĂłw.
O – jak ofiary katastrofy smoleĹskiej i ich rodziny. To najbardziej bolesny dowĂłd zdrady. Nie tylko nie zapewniono im naleĹźytej ochrony za Ĺźycia, ale takĹźe nie uszanowano godnoĹci ofiar po Ĺmierci i pamiÄci o nich. Nie tylko nie wyjaĹniono dotÄ
d przyczyn katastrofy, ale takĹźe wypowiedziano walkÄ z pamiÄciÄ
o tych, ktĂłrzy zginÄli 10 kwietnia 2010 roku. Bo jak inaczej okreĹliÄ brak zgody na upamiÄtnienie ofiar godnym pomnikiem? NarĂłd jednak nie zapomni, mogiĹy polegĹych woĹaÄ bÄdÄ
o sprawiedliwoĹÄ.
P – jak powodzianie i ofiary katastrof ĹźywioĹowych, czyli zatroskany premier na waĹach. Jak zawsze Ĺwietnie prezentujÄ
c siÄ w telewizji, niĂłsĹ powodzianom dziesiÄ
tki obietnic zamiast konkretnej pomocy. SzukajÄ
c winnych skutkĂłw klÄsk ĹźywioĹowych wĹrĂłd samorzÄ
dowcĂłw i samych poszkodowanych, z pomocÄ
„jedynych sĹusznych” mediĂłw, kreowaĹ siebie na ojca Narodu spieszÄ
cego ludowi w potrzebie. Gdyby nie wsparcie fundacji pozarzÄ
dowych, zwĹaszcza Caritas, i wszystkich ludzi dobrej woli, ofiary klÄsk ĹźywioĹowych w Polsce do dziĹ nie doczekaĹyby siÄ skutecznej pomocy. Bo przecieĹź, jak stwierdziĹ – Ăłwczesny kandydat na prezydenta – BronisĹaw Komorowski, „woda ma to do siebie, Ĺźe spĹywa”.
R – jak rolnicy, czyli najliczniejsza grupa zawodowa w Polsce, ktĂłra ponosiĹa od poczÄ
tku lat 90. najwiÄksze koszty transformacji. Pomimo obecnoĹci w koalicji rzÄ
dzÄ
cej PSL po raz kolejny nie doczekaĹa siÄ wyrĂłwnania poziomu dopĹat bezpoĹrednich w porĂłwnaniu z krajami starej UE, mimo Ĺźe jakoĹÄ polskiej ĹźywnoĹci bije na gĹowÄ produkcjÄ zachodnich konkurentĂłw. Co wiÄcej, trwa drenaĹź kieszeni najbiedniejszych rolnikĂłw, ktĂłrzy nie majÄ
c ĹrodkĂłw na inwestycje, na zakup ziemi i maszyn, bÄdÄ
musieli zmierzyÄ siÄ z nowymi obciÄ
Ĺźeniami, ktĂłre bez wÄ
tpienia przyniosÄ
reforma KRUS i plany wprowadzenia podatku dochodowego. Poszkodowani przez klÄski ĹźywioĹowe i wystawieni na pastwÄ wzrostu cen paliwa, nawozĂłw czy ĹrodkĂłw ochrony roĹlin, sami muszÄ
radziÄ sobie z problemami. NajczÄĹciej jest to walka przegrana, ktĂłra koĹczy siÄ odpĹywem osĂłb mĹodych do miast i pogarszaniem sytuacji demograficznej wsi, a wszystko to w sytuacji, gdy koĹczÄ
siÄ okresy przejĹciowe na zakup ziemi rolnej w Polsce przez cudzoziemcĂłw… O ile na wraĹźliwoĹÄ Platformy trudno w tej sytuacji liczyÄ, o tyle biernoĹÄ PSL pokazuje zupeĹne oderwanie tej partii od jej ludowych korzeni.
S – jak stoczniowcy, czyli w poszukiwaniu inwestora z Kataru. Obiecano im pracÄ i przyszĹoĹÄ dla polskich stoczni, ktĂłre przez lata skutecznie konkurowaĹy z producentami okrÄtĂłw niemalĹźe na caĹym Ĺwiecie. Pod pretekstem niedozwolonej pomocy publicznej Ĺwiadomie zlikwidowano polskie stocznie, aby daÄ pracÄ stoczniom niemieckim, ktĂłre nadal hojnie korzystajÄ
z paĹstwowej kiesy (kilka miesiÄcy temu dwie z nich otrzymaĹy 100 mln euro finansowego wsparcia). A polskich stoczniowcĂłw – tych, ktĂłrzy pierwsi zawsze upominali siÄ o godnoĹÄ ludzi pracy – tej godnoĹci pozbawiono, proponujÄ
c szkolenia – bo nawet nie pracÄ – na eksperta od fryzjera psĂłw.
T – jak telewidzowie. Najjaskrawiej poszkodowane ofiary „demokracji” w Polsce. Pozbawieni swobody dostÄpu do niezaleĹźnych mediĂłw przez autorytarne decyzje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, lekcewaĹźeni przez rzÄ
dzÄ
cych, na próşno domagajÄ
siÄ prawa do obecnoĹci Telewizji Trwam na cyfrowym multipleksie. W „jedynie sĹusznych mediach” przekaz zastÄ
piĹa indoktrynacja, za ktĂłrÄ
wĹadza kaĹźe sobie sĹono pĹaciÄ. A przecieĹź niedawno nie kto inny, lecz wĹaĹnie premier nawoĹywaĹ do obywatelskiego nieposĹuszeĹstwa i niepĹacenia abonamentu. Cóş, panie premierze, sĹowo siÄ rzekĹo, kobyĹka u pĹota…
U – jak uzdrowiska i kuracjusze korzystajÄ
cy z ich dobrodziejstw. Ustawowo zabezpieczony dostÄp do polskich wĂłd, solanek, borowin, pereĹ polskiej balneologii okazuje siÄ kolejnym kĹamstwem. RzÄ
d Ĺamie wszystkie zasady, niszczÄ
c dorobek wielu pokoleĹ PolakĂłw, wyprzedaje praktycznie za bezcen najcenniejsze uzdrowiska.
W – jak warszawiacy. MieszkaĹcy jedynego polskiego miasta z podwodnÄ
liniÄ
metra.
Dumni z tytuĹu najbardziej zakorkowanego miasta w Europie, z najdroĹźszej fontanny i najwiÄkszej liczby najlepiej opĹacanych urzÄdnikĂłw, sowicie nagradzanych premiami. Z wiecznie rozkopanych ulic, objazdĂłw i zmian w coraz droĹźszej komunikacji miejskiej. Zamiast pomnika ofiar katastrofy smoleĹskiej Hanna Gronkiewicz-Waltz wydaje miliony na renowacjÄ znienawidzonych przez warszawiakĂłw symboli sowieckiego totalitaryzmu.
Z – jak zwiÄ
zkowcy, nazywani teĹź oszoĹomami, pasoĹźytami, warchoĹami lub pÄtakami. Ci, ktĂłrzy w roku 1980 stali siÄ koĹem zamachowym historycznych zmian w Polsce, zmian, ktĂłre tak chÄtnie wpisujÄ
w swoje Ĺźyciorysy nasi drodzy rzÄ
dzÄ
cy. DziĹ wyszydzani, lĹźeni, wyrzucani na margines spoĹeczny ponownie upominajÄ
siÄ o godnoĹÄ pracownika, o prawo do pracy i odpoczynku. StanowiÄ
dla wĹadzy wyrzut sumienia – dlatego tak ostro sÄ
atakowani. Nawet ci z moich koleĹźanek i kolegĂłw, ktĂłrzy uwierzyli, Ĺźe dialog z tym rzÄ
dem jest moĹźliwy, dziĹ wychodzÄ
na ulicÄ.
Ĺť – jak ĹźĹobki i przedszkola. Koronny przykĹad na fiasko polityki prorodzinnej rzÄ
du. Coraz droĹźsze – stajÄ
siÄ dobrem dostÄpnym dla niewielu. ZwĹaszcza ĹźĹobki sÄ
czÄsto dla maluchĂłw i ich rodzicĂłw koniecznoĹciÄ
, bo nieprzyjazne rodzinom w Polsce prawo uniemoĹźliwia wychowywanie dzieci w domu. Drastyczne wydĹuĹźenie wieku emerytalnego kobietom praktycznie zlikwiduje w Polsce nieocenionÄ
instytucjÄ babci.
JeĹli odnalazĹeĹ tutaj siebie, to czas na przebudzenie i przejrzenie na oczy. PrzecieĹź nie chcesz wciÄ
Ĺź powtarzaÄ: Nic siÄ nie staĹo, Polacy, nic siÄ nie staĹo? Powiedzmy dziĹ razem stanowczo: DoĹÄ kĹamstw i obietnic! PodnieĹ gĹowÄ, Polsko!
Maria Ochman - tekst umieszczony w Naszym Dzienniku 29.09.2012 r.