20 lat negocjacji, które były i są trudne. "Alternatywa dla rozmów na ulicy"

20 lat negocjacji, które były i są trudne. "Alternatywa dla rozmów na ulicy" - czytaj

Dzień wspomnień, zadumy i refleksji

Dzień wspomnień, zadumy i refleksji - czytaj

Przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia odznaczoną przez Prezydenta Rzeczypospolitej Andrzeja Dudę

Przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia odznaczoną przez Prezydenta Rzeczypospolitej Andrzeja Dudę - czytaj

Pikieta przed siedzibą Starostwa Powiatowego w Przasnyszu

Pikieta przed siedzibą Starostwa Powiatowego w Przasnyszu - czytaj

Pielgrzymka w Roku Świętym

Pielgrzymka w Roku Świętym - czytaj

Zebranie Regionalnej Sekcji Służby Zdrowia Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”

Zebranie Regionalnej Sekcji Służby Zdrowia Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” - czytaj

Dzień wspomnień, zadumy i refleksji

Dzień wspomnień, zadumy i refleksji - czytaj

Konferencja EPSU

Konferencja EPSU - czytaj

Walne Zebranie Delegatów Krajowej Sekcji Służby Zdrowia

Walne Zebranie Delegatów Krajowej Sekcji Służby Zdrowia - czytaj

2012-10-02 14:41ABC cudĂłw Tuska

Od blisko pięciu lat w Polsce szerzy się plaga. To plaga obietnic premiera Donalda Tuska. Przedstawiam poniĹźej tylko część oszukanych i zdradzonych przez rząd PO – PSL grup zawodowych i środowisk, bo nie sposĂłb wymienić wszystkich! Czy wśrĂłd nich odnajdujesz siebie?

A – jak artyści. W czasie kampanii wyborczych śpiewali hymny POchwalne „Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie”. Dziś publicznie posypują głowę popiołem (z kory i marihuany), uderzeni po kieszeni i kneblowani ograniczaniem swobody wyraĹźania poglądĂłw. Teraz w „jedynych słusznych mediach” lamentują, Ĺźe Platforma okazała się obywatelska tylko w nazwie. Artyści niezaleĹźni od ośrodkĂłw władzy tworzą wolne media i publikują w tzw. drugim obiegu.


B – jak budowlańcy. W kaĹźdym normalnym kraju budownictwo to koło zamachowe gospodarki, w Polsce stało się synonimem plajty. Zamiast tysięcy kilometrĂłw drĂłg – tysiące przedsiębiorcĂłw-bankrutĂłw oszukanych obietnicą zapłaty w przeddzień imprezy stulecia. Lukratywne kontrakty związane z Euro trafiły do kieszeni zaprzyjaĹşnionych z „jedyną słuszną partią”, a dziesiątki polskich firm zamiast interesu Ĺźycia szukają w rozpaczy sprawiedliwości w sądach.

C – jak celnicy. To pierwsza grupa zawodowa dotknięta plagą obietnic Tuska. Ich protesty sparaliĹźowały ruch na granicach i spowodowały, Ĺźe kierowcy tirĂłw utknęli w kilkunastokilometrowych korkach. Premier z ekipą, jak zwykle gasząc poĹźary, obiecał podwyĹźki i przywileje, tak jak pozostałym słuĹźbom mundurowym. Jednak celnikom nic nie dał, a pozostałym słuĹźbom większość nabytych uprawnień odebrał.

D – jak działkowcy. Do grup zagroĹźonych rządami PO – PSL dołączyli takĹźe działkowcy. Na ich wypielęgnowane ogrĂłdki, ktĂłre są enklawami zieleni, zwłaszcza w wielkich miastach, ostrzą sobie zęby deweloperzy zaznajomieni skądinąd z lokalnymi włodarzami, często o platformerskiej proweniencji. Ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego tylko wzmocnił ten niepokĂłj. I choć posłowie na wyścigi obiecywali stworzenie prawa przyjaznego działkowcom, na próşno oczekiwać propozycji legislacyjnych od partii posiadających większość w parlamencie.

E – jak emeryci. Status, ktĂłrego dzięki rządom Tuska wielu nie doczeka. A ci, ktĂłrym się to uda, muszą liczyć się z wegetacją, bo pieniędzy na ich emerytury nie ma w ZUS ani w OFE. Jan Jacek Vincent Rostowski przehulał rĂłwnieĹź środki z Funduszu Rezerwy Demograficznej. Tym, ktĂłrzy juĹź są na emeryturze, proponuje się zamiast spokojnej i pogodnej jesieni Ĺźycia odwrĂłcone hipoteki, złodziejskie piramidy, wielomiesięczne kolejki do lekarzy i brak lekĂłw refundowanych.

F – jak fani. Nabici w butelkę przez pierwszego piłkarza III RP. Przedstawiciele najbardziej represjonowanej grupy społecznej, ktĂłrzy za manifestowanie na stadionach dostają zakazy wejścia na imprezy masowe i trafiają do więzień. Są dla rządzących wyrzutem sumienia – mają bowiem odwagę poprzez stadionowe oprawy manifestować niezadowolenie z rządzących i przywiązanie do tradycji narodowych. Władza, w strachu przed nimi i przed prawdą, zamyka stadiony i odwołuje mecze. A budowane za miliardy sportowe obiekty świecą sztuczną iluminacją i prawdziwymi pustkami.

G – jak gĂłrnicze emerytury. Sam nasz dzielny premier zjechał do kopalni i patrząc na trud gĂłrnikĂłw, obiecał im utrzymanie emerytur po 25 latach pracy.
W miarę jednak jak z ministrem finansĂłw przepuszczali nasze pieniądze, coraz śmielej zaczął mĂłwić o zrĂłwnywaniu wszystkich w prawach i odbieraniu „przywilejĂłw”. JakĹźe krucho musi być z finansami państwa, skoro o tym w ogĂłle pomyślał. ZapowiedĹş odebrania gĂłrnikom prawa do emerytury to nic innego jak skłócanie społeczeństwa, rządzenie w myśl zasady „divide et impera” (dziel i rządĹş). Na razie jednak w obawie przed utratą poparcia w tak ukochanych sondaĹźach decyzję o odebraniu gĂłrniczej braci wcześniejszych emerytur nasz dzielny premier odłoĹźył na później.

H – jak historycy (IPN). W kraju, w ktĂłrym władzę sprawują historycy (prezydent, premier, ministrowie, przewodniczący waĹźnych sejmowych komisji) historia – a zwłaszcza pamięć historyczna – staje się niewygodna. SzczegĂłlnie pamięć historyczna o dziejach najnowszych, o ile nie dotyczy historycznych dokonań pana premiera, o ktĂłrych juĹź uczy się młodzieĹź ze szkolnych pseudopodręcznikĂłw. Wygląda na to, Ĺźe prawdziwej historii Polski, tak jak za okupacji, będziemy uczyć dzieci i młodzieĹź na tajnych kompletach, a historycy, chcąc utrzymać pracę w szkołach, będą uczyć etyki i edukacji seksualnej. I jeszcze słowo w sprawie historii najnowszej. Bezdomni zostali historycy z Instytutu Pamięci Narodowej, ktĂłrego istnienie rządzący najchętniej przenieśliby w niepamięć, a jego dokumenty – do Kancelarii Prezydenta, gdzie jest najwięcej historykĂłw znających najlepiej historię Polski.

I – jak internauci. Knebel odłoĹźony ad ACTA? Okazali się najbardziej mobilną grupą protestujących w obronie wolności słowa w sieci. Niepokorni, często naduĹźywający wulgaryzmĂłw, pokazali, Ĺźe potrafią strzec swobody wypowiedzi. NiektĂłrzy za obronę tego prawa dotkliwie karani ostracyzmem społecznym oraz bolesnymi wyrokami wymiaru sprawiedliwości. Przykład Roberta Frycza dobitnie dowodzi, Ĺźe za swobodę wypowiedzi oraz satyryczne podejście do władzy w Polsce moĹźna otrzymać wyĹźszy i skuteczniejszy wyrok niĹź za oszustwa finansowe i przestępstwa mafijne.

J – jak jeĹźdżący po polskich drogach. Wpuszczeni w krzaki na raptownie kończących się autostradach w wiecznej budowie. Zamiast tysięcy nowych kilometrĂłw – tysiące nowych radarĂłw i coraz wyĹźsze mandaty, mające zasilać ogołocony budĹźet państwa. A przecieĹź to nie kto inny, jak premier Tusk szydził, Ĺźe „tylko człowiek bez prawa jazdy moĹźe stawiać radary”.

K – jak kolejarze. Jedna z najczęściej protestujących grup zawodowych, upominających się nie tylko o swoje prawa, ale i o bezpieczeństwo podróşnych. Polskie koleje pod rządami kolejnych wyczesanych i wyĹźelowanych ministrĂłw infrastruktury sięgnęły dna i stały się synonimem największego dziadostwa III RP. Miarę sukcesĂłw ministrĂłw oddaje liczba katastrof, awarii, opóźnień i zmian rozkładĂłw jazdy. I rzeczywiście rozkład na kolei mamy – rozkład taboru i infrastruktury. Odpowiedzialność jak zawsze jest przerzucana na maszynistĂłw, dróşnikĂłw, pasaĹźerĂłw, ktĂłrzy podróşując w wagonach pamiętających czasy socjalizmu, płacą jak za francuskie koleje duĹźej prędkości TGV.

L – jak lekarze i pielęgniarki, czyli nikt ci nie da tyle, ile ci Tusk obieca. To polscy lekarze mieli pod rządami PO masowo wracać do Polski po przymusowej emigracji, na ktĂłrą udali się w obawie przed pĂłjściem w kamasze. Pielęgniarki, tak ochoczo odwiedzane w białym miasteczku przez Ewę Kopacz, miały zarabiać godnie i z dumą nosić w polskich szpitalach białe czepki. Dziś tym, ktĂłrzy nadal pracują w kraju, przez biurokratyczne przepisy i procedury praktycznie uniemoĹźliwia się bezpieczne wykonywanie zawodu, a podnoszenie zawodowych kwalifikacji wciąż dostępne jest jedynie dla nielicznych. Często łamie się klauzule sumienia, a poprzez ekonomizację systemu opieki zdrowotnej zmusza do łamania przysięgi Hipokratesa.

M – jak młodzieĹź. Ci, ktĂłrzy pięć lat temu chowali babci dowĂłd, dziś razem z babcią maszerują w obronie niezaleĹźnych mediĂłw. Bez szans na uczciwą edukację, bez prawdy o własnym państwie i własnej toĹźsamości. Pozbawieni moĹźliwości rĂłwnego dostępu do nauki na uczelniach (płatny drugi kierunek studiĂłw) i pracy we własnym kraju, zrozumieli, Ĺźe stali się tzw. pokoleniem 1500 (płaca minimalna), bez szans na stałą pracę, kredyt w banku, własne mieszkanie, załoĹźenie rodziny. Czyli jakąkolwiek stabilizację Ĺźyciową w rzekomo wolnej i niepodległej Polsce. Zamiast pracować w Polsce, emigrują i zakładają rodziny niemal we wszystkich krajach Europy Zachodniej, stając się „kapitałem ludzkim” tamtych społeczeństw.

N – jak nauczyciele. W swoim exposé premier poświęcił im szczegĂłlne miejsce, jako tym, ktĂłrzy dbają o rozwĂłj przyszłych pokoleń. Mieli osiągnąć najwyĹźszy status społeczno-zawodowy, wysokie wynagrodzenia i szacunek. Dziś pozbawia się ich podstawowych praw pracowniczych, likwiduje miejsca pracy, zamyka szkoły. Zmiany podstawy nauczania i narzucane odgĂłrnie programy niejednokrotnie łamią sumienia nauczycieli i wychowawcĂłw.

O – jak ofiary katastrofy smoleńskiej i ich rodziny. To najbardziej bolesny dowĂłd zdrady. Nie tylko nie zapewniono im naleĹźytej ochrony za Ĺźycia, ale takĹźe nie uszanowano godności ofiar po śmierci i pamięci o nich. Nie tylko nie wyjaśniono dotąd przyczyn katastrofy, ale takĹźe wypowiedziano walkę z pamięcią o tych, ktĂłrzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku. Bo jak inaczej określić brak zgody na upamiętnienie ofiar godnym pomnikiem? NarĂłd jednak nie zapomni, mogiły poległych wołać będą o sprawiedliwość.

P – jak powodzianie i ofiary katastrof Ĺźywiołowych, czyli zatroskany premier na wałach. Jak zawsze świetnie prezentując się w telewizji, niĂłsł powodzianom dziesiątki obietnic zamiast konkretnej pomocy. Szukając winnych skutkĂłw klęsk Ĺźywiołowych wśrĂłd samorządowcĂłw i samych poszkodowanych, z pomocą „jedynych słusznych” mediĂłw, kreował siebie na ojca Narodu spieszącego ludowi w potrzebie. Gdyby nie wsparcie  fundacji pozarządowych, zwłaszcza Caritas, i wszystkich ludzi dobrej woli, ofiary klęsk Ĺźywiołowych w Polsce do dziś nie doczekałyby się skutecznej pomocy. Bo przecieĹź, jak stwierdził – Ăłwczesny kandydat na prezydenta – Bronisław Komorowski, „woda ma to do siebie, Ĺźe spływa”.

R – jak rolnicy, czyli najliczniejsza grupa zawodowa w Polsce, ktĂłra ponosiła od początku lat 90. największe koszty transformacji. Pomimo obecności w koalicji rządzącej PSL po raz kolejny nie doczekała się wyrĂłwnania poziomu dopłat bezpośrednich w porĂłwnaniu z krajami starej UE, mimo Ĺźe jakość polskiej Ĺźywności bije na głowę produkcję zachodnich konkurentĂłw. Co więcej, trwa drenaĹź kieszeni najbiedniejszych rolnikĂłw, ktĂłrzy nie mając środkĂłw na inwestycje, na zakup ziemi i maszyn, będą musieli zmierzyć się z nowymi obciążeniami, ktĂłre bez wątpienia przyniosą reforma KRUS i plany wprowadzenia podatku dochodowego. Poszkodowani przez klęski Ĺźywiołowe i wystawieni na pastwę wzrostu cen paliwa, nawozĂłw czy środkĂłw ochrony roślin, sami muszą radzić sobie z problemami. Najczęściej jest to walka przegrana, ktĂłra kończy się odpływem osĂłb młodych do miast i pogarszaniem sytuacji demograficznej wsi, a wszystko to w sytuacji, gdy kończą się okresy przejściowe na zakup ziemi rolnej w Polsce przez cudzoziemcĂłw… O ile na wraĹźliwość Platformy trudno w tej sytuacji liczyć, o tyle bierność PSL pokazuje zupełne oderwanie tej partii od jej ludowych korzeni.

S – jak stoczniowcy, czyli w poszukiwaniu inwestora z Kataru. Obiecano im pracę i przyszłość dla polskich stoczni, ktĂłre przez lata skutecznie konkurowały z producentami okrętĂłw niemalĹźe na całym świecie. Pod pretekstem niedozwolonej pomocy publicznej świadomie zlikwidowano polskie stocznie, aby dać pracę stoczniom niemieckim, ktĂłre nadal hojnie korzystają z państwowej kiesy (kilka miesięcy temu dwie z nich otrzymały 100 mln euro finansowego wsparcia). A polskich stoczniowcĂłw – tych, ktĂłrzy pierwsi zawsze upominali się o godność ludzi pracy – tej godności pozbawiono, proponując szkolenia – bo nawet nie pracę – na eksperta od fryzjera psĂłw.

T – jak telewidzowie. Najjaskrawiej poszkodowane ofiary „demokracji” w Polsce. Pozbawieni swobody dostępu do niezaleĹźnych mediĂłw przez autorytarne decyzje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, lekcewaĹźeni przez rządzących, na próşno domagają się prawa do obecności Telewizji Trwam na cyfrowym multipleksie. W „jedynie słusznych mediach” przekaz zastąpiła indoktrynacja, za ktĂłrą władza kaĹźe sobie słono płacić. A przecieĹź niedawno nie kto inny, lecz właśnie premier nawoływał do obywatelskiego nieposłuszeństwa i niepłacenia abonamentu. Cóş, panie premierze, słowo się rzekło, kobyłka u płota…

U – jak uzdrowiska i kuracjusze korzystający z ich dobrodziejstw. Ustawowo zabezpieczony dostęp do polskich wĂłd, solanek, borowin, pereł polskiej balneologii okazuje się kolejnym kłamstwem. Rząd łamie wszystkie zasady, niszcząc dorobek wielu pokoleń PolakĂłw, wyprzedaje praktycznie za bezcen najcenniejsze uzdrowiska.

W – jak warszawiacy. Mieszkańcy jedynego polskiego miasta z podwodną linią metra.
Dumni z tytułu najbardziej zakorkowanego miasta w Europie, z najdroższej fontanny i największej liczby najlepiej opłacanych urzędników, sowicie nagradzanych premiami. Z wiecznie rozkopanych ulic, objazdów i zmian w coraz droższej komunikacji miejskiej. Zamiast pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej Hanna Gronkiewicz-Waltz wydaje miliony na renowację znienawidzonych przez warszawiaków symboli sowieckiego totalitaryzmu.

Z – jak związkowcy, nazywani teĹź oszołomami, pasoĹźytami, warchołami lub pętakami. Ci, ktĂłrzy w roku 1980 stali się kołem zamachowym historycznych zmian w Polsce, zmian, ktĂłre tak chętnie wpisują w swoje Ĺźyciorysy nasi drodzy rządzący. Dziś wyszydzani, lĹźeni, wyrzucani na margines społeczny ponownie upominają się o godność pracownika, o prawo do pracy i odpoczynku. Stanowią dla władzy wyrzut sumienia – dlatego tak ostro są atakowani. Nawet ci z moich koleĹźanek i kolegĂłw, ktĂłrzy uwierzyli, Ĺźe dialog z tym rządem jest moĹźliwy, dziś wychodzą na ulicę.

Ĺť – jak żłobki i przedszkola. Koronny przykład na fiasko polityki prorodzinnej rządu. Coraz droĹźsze – stają się dobrem dostępnym dla niewielu. Zwłaszcza żłobki są często dla maluchĂłw i ich rodzicĂłw koniecznością, bo nieprzyjazne rodzinom w Polsce prawo uniemoĹźliwia wychowywanie dzieci w domu. Drastyczne wydłuĹźenie wieku emerytalnego kobietom praktycznie zlikwiduje w Polsce nieocenioną instytucję babci.
Jeśli odnalazłeś tutaj siebie, to czas na przebudzenie i przejrzenie na oczy. Przecież nie chcesz wciąż powtarzać: Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało? Powiedzmy dziś razem stanowczo: Dość kłamstw i obietnic! Podnieś głowę, Polsko!

Maria Ochman - tekst umieszczony w Naszym Dzienniku 29.09.2012 r.