Zarząd Regionu Toruńsko-Włocławskiego NSZZ "Solidarność", ul. Piekary 35/39, 87-100 Toruń
tel. 56 622 41 52, 56 622 45 75, e-mail: torun@solidarnosc.org.pl

NAJSŁYNNIEJSZA AKCJA ADAMA BOROWSKIEGO

poniedziałek, 19 Październik, 2026

Warszawa, 7 czerwca 1982 roku.

Poniedziałek. Szpital Kliniczny Akademii Medycznej przy ulicy Banacha. Rankiem, jak co dzień, na korytarzach pojawiają się lekarze, pielęgniarki i studenci. Nikt nie zwraca szczególnej uwagi na dwóch mężczyzn w cywilnych ubraniach, którzy wchodzą do budynku i siadają w poczekalni przy windzie transportowej. To Jerzy Bogumił i Adam Borowski z Międzyzakładowego Robotniczego Komitetu „Solidarności”. Na zewnątrz, na parkingu, czekają już dwa samochody: Nysa pogotowia energetycznego z Mirosławem Radzikowskim za kierownicą i BMW prowadzone przez Kazimierza Hinza.

Kilka kilometrów stąd, na Żoliborzu, w parku przy placu Komuny Paryskiej, dwanaście dni wcześniej rozegrała się scena, która doprowadziła do tej chwili. 26 maja wieczorem Jan Narożniak, ukrywający się działacz i drukarz „Solidarności”, został zatrzymany przez patrol milicji. Próbował uciekać. Funkcjonariusz Zbigniew Bydłoń oddał strzały. Kule rykoszetem trafiły Narożniaka w udo i dłoń. Ranny trafił na Banacha. Od tej chwili pilnowało go nawet dziewiętnastu milicjantów. Pod salą stało czterech uzbrojonych w kałasznikowy.

Władze planowały przenieść go 7 czerwca do szpitala więziennego na Rakowieckiej. Czas się kończył.

Plan akcji powstał w głowie doktora Jerzego Siwca, anestezjologa i byłego przewodniczącego „Solidarności” w szpitalu. Blok operacyjny był osobnym budynkiem, połączonym z resztą placówki łącznikami i podziemiami. Milicja nie miała tam swobodnego wstępu. Siwiec skontaktował się z ukrywającymi się Zbigniewem i Zofią Romaszewskimi. Ci z kolei wezwali ludzi z MRKS. Borowski, odpowiedzialny w komitecie za grupy specjalne, miał dostęp do samochodów pogotowia energetycznego – pojazdów, których milicja zwykle nie kontrolowała.

Rano 7 czerwca zadzwonił telefon na oddział gastroenterologii. Głos z bloku operacyjnego prosił o przywiezienie pana Narożniaka na zabieg. To był sygnał. Ranny, wciąż pod strażą, został przewieziony na blok. Doktor Andrzej Sankowski, choć nie planował tego w harmonogramie, zmienił mu opatrunek. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie.

Borowski i Bogumił weszli na blok operacyjny w zielonych fartuchach. Hasło: „Przysyła nas doktor Romaszewski”. Przełożyli Narożniaka na wąski metalowy wózek transportowy. W windzie, między piętrami, zrzucili zielone fartuchy i założyli białe. Wózek zjechał do podziemi. Długim korytarzem, starając się unikać przypadkowych spotkań, ruszyli w stronę prosektorium. Narożniak leżał przykryty prześcieradłem.

Przy prosektorium czekała Nysa. Na znak Borowskiego samochód podjechał. Ranny został przełożony do wnętrza. Wózek zostawiono przy drzwiach. Na parkingu przesiadka do BMW. Oba auta opuściły teren szpitala bez jednego strzału i bez jednej kontroli.

Dopiero po około dwóch godzinach milicja zorientowała się, że pacjenta nie ma. Wybuchła panika. Przeszukano blok operacyjny, oddział, cały szpital i okolicę. Przy prosektorium znaleziono wózek. Śledczy z Komendy Stołecznej MO i MSW przesłuchali 82 osoby. Aresztowano lekarzy: Andrzeja Sankowskiego i Jerzego Siwca. Wydano list gończy za Narożniakiem. Specjalne grupy operacyjne szukały go przez kolejne miesiące – bezskutecznie.

Narożniak był już wtedy w bezpiecznym miejscu. Najpierw w willi na Żoliborzu, u działaczki MRKS Małgorzaty Jastrzębskiej, pod opieką doktora Ewy Kunickiej. Potem, w sutannie pożyczonej od księdza Jerzego Popiełuszki, trafił do klasztoru. Wreszcie ukrywał się na Ursynowie. Ujawnił się dopiero we wrześniu 1983 roku, korzystając z amnestii.

Wiadomość o akcji obiegła Warszawę w ciągu godzin, a całą Polskę – w ciągu dni. Jan Krzysztof Kelus uwiecznił ją w piosence:

„Parę dni minęło – wie już Polska cała – że Jasio Narożniak zrobił gliny w wała. Mieli ze szpitala wziąć go do więzienia, ale mu pomogli chłopaki z podziemia.”

Dla Służby Bezpieczeństwa była to dotkliwa porażka. Dla podziemia – dowód, że nawet w stanie wojennym można było jeszcze raz wygrać. Akcja MRKS przeszła do historii jako jedna z najbardziej brawurowych operacji solidarnościowego podziemia. Wzorowana – jak mówili sami uczestnicy – na odbiciu Janka Bytnara przez Szare Szeregi w 1943 roku.

Piotr Grążawski

W akcję zaangażowanych było kilkanaście osób, podzielonych na konkretne role logistyczne, wykonawcze i medyczne:
1. Inicjatorzy i planiści (Szpitalna „Solidarność”)
  • dr Jerzy Siwiec – anestezjolog i przewodniczący NSZZ „Solidarność” w szpitalu na Banacha. Główny autor koncepcji odbicia. To on wymyślił plan przetransportowania Narożniaka przez szpitalne korytarze i udawanie, że wywożony pacjent to „nieboszczyk” zmierzający do prosektorium. 
  • dr Ewa Kunicka – pracownica stacji krwiodawstwa i łączniczka struktur podziemnych. Odpowiadała za przepływ informacji między szpitalem a podziemiem, koordynując logistykę ze Zbigniewem Romaszewskim. 
2. Bezpośredni wykonawcy (Grupa uderzeniowa MRKS)
Czterej działacze Międzyzakładowego Robotniczego Komitetu „Solidarności” (MRKS), którzy weszli do szpitala lub zabezpieczali ucieczkę transportem: 
  • Adam Borowski oraz Jerzy Bogumił – weszli do budynku szpitala przebrani za lekarzy/sanitariuszy . Dokonali bezpośredniego „zabrania” Narożniaka z oddziału, przenieśli go na wózek transportowy i wywieźli z gmachu. 
  • Mirosław Radzikowski – kierowca podziemnej Nysy (ustylizowanej na pogotowie energetyczne), którą ewakuowano uwolnionego opozycjonistę spod szpitala. 
  • Kazimierz Hinz (Hintz) – kierowca BMW, który odpowiadał za ubezpieczenie trasy, obserwację otoczenia i osłonę odjazdu Nysy. 
3. Zaplecze polityczne i koordynacja podziemia
  • Zbigniew i Zofia Romaszewscy – legendarni działacze KOR i podziemnej „Solidarności”. Odpowiadali za zatwierdzenie akcji na szczeblu politycznym, zabezpieczenie funduszy oraz przygotowanie konspiracyjnych lokali (tzw. dziupli), w których Narożniak mógł bezpiecznie ukrywać się i leczyć po ucieczce.
4. Wsparcie medyczne (Lekarze i personel)
Lekarze, którzy ryzykowali wolność, ułatwiając akcję na miejscu lub odwracając uwagę strażników:
  • dr Andrzej Sankowski oraz dr Anna Gręziak – zaangażowani w pomoc na terenie szpitala, opiekę nad rannym pacjentem oraz późniejsze wsparcie w jego konspiracyjnym leczeniu.