Decyzja Prezydium KK nr 27/17 ws. rozszerzenia obszaru działania Organizacji Międzyzakładowej przy Zakładach Wapienniczych Lhoist S.A. w Tarnowie Opolskim
- Kategoria: Prezydium Komisji Krajowej
więcej na temat pikiety na www.solidarnosckatowice.pl
Program 500+ aż o 94 proc. zmniejsza skrajne ubóstwo wśród dzieci. Liczba ubogich wśród najmłodszych zmniejszy się o nawet pół miliona – wynika z raportu „Przewidywane skutki społeczne 500+: ubóstwo i rynek pracy”. I jeszcze jedno: masowa rezygnacja kobiet z pracy to mit.
3,78 mln dzieci otrzymuje świadczenia 500+. Choć o pieniądze starać może się każdy, kto ma minimum dwójkę dzieci, to rządowy program wyraźnie poprawia sytuację materialną przede wszystkim najbiedniejszych. Według polskiego oddziału Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu (EAPN), które przygotowało raport, gdyby tylko program wdrożono dwa lata temu, to liczba ubogich dzieci zmniejszyłaby się z 718 tys. do 188 tys. Szacunki wskazują, że w 2015 roku najmłodszych żyjących poniżej progu ubóstwa byłoby o kolejny tysiąc mniej.
Na programie 500+ korzystają też rodzice. Szacuje się, że skrajne ubóstwo zostanie w Polsce zmniejszone aż o 48 proc. Oznacza to, że poniżej minimum egzystencji (ok. 450 zł na osobę) żyć będzie tylko jeden na 25 Polaków.
– Bieda wśród dzieci praktycznie znika. W kategorii ubóstwa skrajnego wynosić powinna poniżej 1 proc. Niektórzy twierdzą, że można było lepiej rozdysponować te 17 mld zł w tym roku czy 23 mld w przyszłym i lepiej rozłożyć je pomiędzy najbiedniejszych. Chodzi tu głównie o kwestię przyznawania pieniędzy najlepiej zarabiającym. Rząd chciał szybko wdrożyć program i zadecydował inaczej – mówi prof. Ryszard Szarfenberg z EAPN, autor raportu.
Miar biedy jest sporo. We wszystkich 500+ znacząco poprawia sytuację najgorzej sytuowanych, ale rzeczywiście nie zawsze w podobnym wymiarze. Na przykład w przypadku ubóstwa relatywnego (połowa średnich wydatków miesięcznych gospodarstw domowych) odsetek ubogich spadnie z 18,7 proc. do 13,9 proc. Z kolei w przypadku ubóstwa energetycznego, które definiuje się jako między innymi problemy z ogrzaniem mieszkania, zmniejszy się z 17,1 do 14,4 proc.
Jak zwraca uwagę EAPN, świadczenie 500+ zmniejsza też nierówności społeczne.
– Do Szwecji nam trochę brakuje, ale uważam, że dołączamy właśnie do światowej czołówki najmniej rozwarstwionych społeczeństw na świecie – podkreśla prof. Szarfenberg.
Szacunki EAPN przeczą zeszłotygodniowym informacjom związanym z rzekomym odejściem z pracy 150 tys. kobiet z powodu wdrożenia programu 500+. Taką informację podał w zeszłym tygodniu „Dziennik Gazeta Prawna”. Profesor Szarfenberg zaznacza, że choć liczba biernych zawodowo z powodu obowiązków rodzinnych zwiększyła się w rok o 110 tys. (III kw. 2015/III kw. 2016, dane GUS), to inne dane wskazują na to, że kobiety coraz chętniej wchodzą na rynek pracy.
Na przykład stopa bezrobocia kobiet mierzona metodą BAEL spadła z 7,5 proc. do 6,2 proc. Liczba pracujących kobiet zwiększyła się nieznacznie z 7,256 mln do 7,274 mln osób. Oznacza to, że w całej Polsce liczba chodzących do pracy kobiet zwiększyła się o 18 tys.
Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” w PZU SA w związku z ogłoszeniem w dniu 9 marca programu zwolnień grupowych przez Zarząd PZU wyraża swój sprzeciw. Praktyka ta jest
sprzeczna z ideami i celami jakimi kieruje się Solidarność.
Przede wszystkim są nimi ochrona praw pracowniczych, w tym prawa do pracy i godziwej płacy, a w efekcie tego godziwego życia. Mając powyższe na uwadze składamy na ręce
Zarządu swój protest z jednoczesną propozycją natychmiastowych negocjacji mających na celu zminimalizowanie zwolnień i wypracowanie jak najlepszego pakietu odpraw.
Przewodnicząca Komisji Zakładowej
NSZZ „Solidarność” w PZU SA
Joanna Ratajczak
Przedstawiciele związków zawodowych i dyrektor Opery Bałtyckiej podpisali porozumienie kończące akcję strajkową w tej, należącej do samorządu województwa, instytucji kultury.
Po rocznym impasie w negocjacjach, próbach mediacji ciągnących się od jesieni ub.r., zmianie dyrektora pracownicy Opery Bałtyckiej, przystąpieniu do strajku spór się
zakończył. Wynagrodzenie pracowników opery ma zbliżyć się do zarobków, jakie otrzymywali do września ub.r., czyli przed objęciem dyrekcji przez Warcisława Kunca.
Są one zróżnicowane w zależności od tego, czy ktoś jest artystą chóru, orkiestry, czy pracownikiem technicznym.
Pensje zasadnicze mogą, niestety, wynosić około dwóch tys. zł brutto. Artysta dorobi, jeśli będzie miał „nadnormówki”. Przez rok mają być gwarantowane etaty w operze –
minimum 243 i pozostają nie zmniejszone składy zespołów artystycznych.
- Był to postulat związków w celu obrony artystycznego kształtu pomorskiej instytucji kultury przed zakusami niszczenia. To smutne, że społeczeństwu gwarantuje się istnienie orkiestry i chóru dopiero po tak dramatycznej akcji protestacyjnej. NSZZ „Solidarność” wycofała oba spory zbiorowe. Głodowe pensje od września 2016 r. stały się dla pracowników opery groźne. Gdyby nie 500 + część rodzin nie wytrzymałaby tego okresu
– informuje Anna Sawicka, koncertmistrz wiolonczel orkiestry Opery Bałtyckiej i przewodnicząca KZ NSZZ „Solidarność” w operze.
Krzysztof Rzeszutek, artysta Opery Bałtyckiej, członek ZRG NSZZ „Solidarność” komentuje, że zaproponowana przez obecną dyrekcję podwyżka to de facto powrót do
wcześniejszych warunków.
- Nie jesteśmy do końca usatysfakcjonowani. Po dramatycznym geście protestu otrzymujemy to, co nam zabrano od września ub.r., czyli jest to powrót do status quo. Mam nadzieję, że porozumienie będzie wypełniane. Kończymy spory zbiorowe
– mówi Krzysztof Rzeszutek tuż po podpisaniu porozumienia.
ASG
Raport NIK jest miażdżący. Brak optymalnych warunków technicznych do nauki, ciasne sale lekcyjne, nauka przedmiotów wymagających koncentracji na ostatnich zajęciach lekcyjnych, zbyt ciężkie tornistry i za krótkie przerwy – to tylko niektóre z nieprawidłowości, jakie wskazała w najnowszym raporcie NIK.
NIK skontrolowała 60 szkół publicznych – 30 szkół podstawowych i 30 gimnazjów – w sześciu województwach: kujawsko-pomorskim, małopolskim, opolskim, podkarpackim, podlaskim i świętokrzyskim. Na podstawie ankiet uzyskano również dane z prawie 7 tys. spośród 19 tys. szkół z terenu całej Polski, które dotyczyły organizacji pracy uczniów oraz warunków lokalowych.
We wszystkich szkołach zdarzało się, że przedmioty wymagające zwiększonej koncentracji (np. matematyka, fizyka, chemia) planowano na ostatnich godzinach lekcyjnych, a w przypadku niemal 92 proc. szkół łączono takie przedmiotów w dwu lub trzygodzinne bloki. Kontrolerzy stwierdzili także w 80 proc. szkół nierównomierne obciążenie uczniów zajęciami w poszczególne dni tygodnia – różnica w liczbie zajęć wynosiła nawet 5 godzin.
W aż 2/3 skontrolowanych szkół (40 placówek) długość niektórych przerw międzylekcyjnych wynosiła zaledwie 5 minut, w tym w 58 proc. szkół (35 placówek) tak krótkie przerwy następowały po lekcjach wychowania fizycznego. Uczniowie nie mogli więc w wystarczającym stopniu zregenerować sił, ani zadbać o zachowanie higieny osobistej. I tak na przykład w Gimnazjum nr 1 w Namysłowie jedna z przerw międzylekcyjnych trwała niespełna minutę, i to w sytuacji gdy zajęcia odbywały się w trzech budynkach szkolnych, w tym w jednym oddalonym kilka minut drogi od budynku głównego.
Poza tym NIK zwrócił uwagę, że uczniowie muszą dźwigać ciężkie tornistry i często nie mają możliwości zostawienia książek i zeszytów w szkole. Badanie ciężaru szkolnych tornistrów i plecaków 19 651 uczniów we wszystkich skontrolowanych szkołach wykazało, że waga blisko połowy tornistrów (45 proc. – 8 784 sztuk) przekraczała zalecany ciężar czyli 10 proc. masy ciała ucznia (w niemal 9 proc. przekraczała 15 proc. masy ciała). W skrajnym przypadku plecak ucznia ważył prawie połowę jego masy ciała (ponad 43 proc.). Oznacza to, że w podobnych warunkach teczka do pracy dorosłego mężczyzny ważyłaby ok. 35 kg. Ustalenia kontroli NIK wskazują, że najwięcej uczniów nosi za ciężkie plecaki w woj. kujawsko-pomorskim (64 proc. przebadanych uczniów).
W przebadanych szkołach najliczniejsze klasy były w gimnazjach – do 36 uczniów. Liczba uczniów w klasach I-II w przypadku 23 z 30 skontrolowanych szkół podstawowych nie przekraczała ustawowego limitu czyli 25 uczniów w klasie. W pozostałych siedmiu szkołach zwiększono liczebność do 27 osób. Ale nie zatrudniono wymaganego prawem asystenta nauczyciela.
Na zlecenie NIK badania przeprowadził także Sanepid. W połowie skontrolowanych szkół uczniowie korzystali z mebli niedostosowanych do wymogów ergonomii. Skrzywienie kręgosłupa jest wśród uczniów poważnym problemem.
Polska jest na 3 miejscu państw rozwiniętych, gdzie różnica zarobków między kobietami a mężczyznami jest najmniejsza. Nadal jednak jest to poważny problem.
Firma konsultingowa PricewaterhouseCoopers opublikowała niedawno wyniki raportu „Women in Work Index 2017”. Wynika z niego, że w 33 krajach OECD średnia różnica w
zarobkach kobiet i mężczyzn wynosi 16 proc. W Polsce różnica ta to jedynie 7 proc., co daje nam 3 miejsce zaraz po Nowej Zelandii i Słowenii. Podobne wnioski wynikają z
raportu pt. „Przeciwdziałanie różnicy w wynagrodzeniu dla kobiet i mężczyzn w Unii Europejskiej” z 2014 r. przygotowanego przez Komisję Europejską. W obrębie gospodarki
całej UE kobiety zarabiają średnio o około 16,4% mniej niż mężczyźni. Jednak w Polsce różnica ta wynosi 6,4 proc. (dane Eurostatu za 2012 r.).
Miejsce na podium
W ten sposób Polska znalazła się na 3. miejscu zestawienia krajów UE pod względem różnicy zarobków kobiet i mężczyzn. W sprawiedliwości zarobków wyprzedzają nas jedynie
Słowenia (z różnicą zarobków na poziomie 3,2 proc) i Malta (5,1 proc.). Najgorzej jest w Estonii (30 proc.). Bardzo źle jest za to w Niemczech (różnica wynosi tam aż 22,4
proc.), Austrii (23,4 proc.), w Czechach (22 proc.) czy w Wielkiej Brytanii i Finlandii (odpowiednio 19,1 i 19,4 proc.) Choć sytuacja w żadnym europejskim kraju nie jest
idealna, to i tak jest lepiej niż w większości miejsc na świecie. Skąd bierze się różnica w zarobkach?
Nierówna sytuacja
Problem nierównych zarobków ma podwójne dno. Z jednej strony niektóre kobiety i mężczyźni pracujący na tych samych stanowiskach nie otrzymują takiego samego
wynagrodzenia, mimo że wykonują taką samą pracę, która ma dla firmy taką samą wartość. Jednak sytuacja znacznie się poprawia i właśnie tu Polska nieźle sobie radzi. Z
drugiej strony, i to jest znacznie poważniejszy problem, najczęściej kobiety i mężczyźni wykonują różne zawody i często pracują w różnych sektorach. Sektory te nie
są wynagradzane w taki sam sposób. Jak wynika z raportu KE, „w obszarze służby zdrowia i opieki społecznej kobiety stanowią 80 proc. wszystkich zatrudnionych. Sektory, w
których większość stanowią kobiety, oferują niższe wynagrodzenia niż sektory zdominowane przez mężczyzn”. Autorzy raportu przytaczają także sytuację, w której
kobiety i mężczyźni o podobnych kompetencjach, a pracujący w różnych sektorach zarabiają zupełnie inaczej – oczywiście na niekorzyść kobiet. Chodzi o sytuację kobiet, które
wykonują pracę sprzątaczek i zajmują się utrzymaniem czystości, oraz mężczyzn, którzy wykonują zawód śmieciarza. Do tego kobiety znacznie częściej niż mężczyźni pracują w
swoim życiu krócej i w niepełnym wymiarze czasu pracy.
Idzie ku lepszemu?
Z wspomnianego wcześniej raportu PwC „Women in Work Index 2017” wynika, że różnica wynagrodzeń między kobietami a mężczyznami w Polsce spadła z 12 proc. w roku
2000 do 6,7 proc. w roku 2015. Wzrosła także reprezentacja kobiet na stanowiskach kierowniczych i w zarządach spółek. Z przytoczonego raportu wynika również, że w krajach
OECD czas potrzebny do zrównania zarobków to aż 95 lat. Polsce tymczasem powinno zająć to zaledwie… 4 lata. Jesteśmy na I miejscu wśród krajów, w których zarobki będą równe.
Najgorzej zaś sytuacja wygląda w Niemczech. Tam, jak prognozuje PwC, zajmie to około 300 lat.
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (10/2017) tutaj dostępy także w wersji cyfrowej