Decyzja Prezydium KK nr 56/21 ws. wykonania praw właścicielskich w „DOMS” Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Zakopanem
- Kategoria: Prezydium Komisji Krajowej
Kryzys ekonomiczny, który rozpoczął się w 2007 roku, i ten, który trwa od czasu ogłoszenia w Europie pandemii, przypomina liderom politycznym, jak wrażliwą na wszelkie zawirowania grupą są młodzi – pisze w artykule „Rynek pracy przyjazdny młodym – agenda „Solidarności” Mateusz Szymański. To właśnie najmłodszemu pokoleniu pracowników poświęcony jest najnowszy numer „TS”.
„Stracone pokolenie” – tak mówiło się o tych, którzy wchodzili na rynek pracy po roku 2007 jeszcze wiele lat po tym, jak kryzys uznano za miniony. „Koronapokolenie” – to termin odnoszący się do tych, którzy stawiają pierwsze kroki w pandemicznym świecie pracy. Ta pesymistyczna nomenklatura dowodzi, że młodym ludziom jest najtrudniej radzić sobie z wszelkimi trudnościami na rynku pracy. Brak odpowiedniej reakcji może prowadzić do długotrwałych, negatywnych skutków społecznych dotyczących całych pokoleń.
Solidarność ma tego świadomość i mówi o problemach młodych ludzi nie tylko w czasie, gdy ich sytuacja jest najtrudniejsza. Wielu problemów, które wywołują ekonomiczne wstrząsy, dałoby się uniknąć, gdyby posłuchać i wdrożyć to, co proponuje „S” w czasach prosperity. Na przestrzeni lat Związek podkreślał, jak ważna jest stabilność zatrudnienia i dostęp do systemu ubezpieczeń społecznych. Potrzebna jest również gwarancja prawa do zrzeszania się.
W ramach tematu numeru również dwa interesujące wywiady:
– Młodzież w naszym kraju jest bardzo aktywna społecznie, angażując się w różne projekty, w tym charytatywne. Młodzi mają także wiele problemów i tego nie da się ukryć. Wśród spotkań, które odbyłem, bez wątpienia przewija się temat funkcjonowania w nowej rzeczywistości na świecie po pandemii koronawirusa. Rozmawiamy również o edukacji, mieszkalnictwie, poprawie sytuacji młodzieży na rynku pracy czy o wsparciu psychologicznym i psychiatrycznym. Młode pokolenie wskazuje, że chce uczestniczyć w projektowaniu i tworzeniu wizji Polski, w której chcą mieszkać i rozwijać się. Ich osiągnięcia są naprawdę imponujące
– mówi Łukasz Rzepecki, doradca Prezydenta RP, w rozmowie z Mateuszem Kosińskim i Mateuszem Szymańskim.
Udowodniliśmy już, że mitem są tezy głoszące, że młodzież jest lewicowa albo prawicowa. Młodzież jest wewnętrznie bardzo zróżnicowana i ma najróżniejsze światopoglądy. I właśnie sztuka polega na tym, aby szukać takich rozwiązań, które będą atrakcyjne dla wszystkich. Staramy się znajdować złoty środek i nam to wychodzi. W jednym z województw mieliśmy np. bardzo merytoryczną debatę pomiędzy członkami Młodzieży Wszechpolskiej a osobami z tęczowymi awatarami. Wiele konkretnych problemów dotyczy bowiem każdego młodego człowieka, niezależnie od poglądów
– zaznacza Piotr Mazurek, Pełnomocnik Rządu ds. Polityki Młodzieżowej, w rozmowie z Mateuszem Kosińskim i Mateuszem Szymańskim.
O Krajowej Sekcji Młodych NSZZ Solidarność pisze Barbara Michałowska.
Próbujemy do związku wprowadzać świeżość i innowacyjność po to, żeby Solidarność stała się jeszcze bardziej atrakcyjna dla młodych pracowników – przekonują liderzy Krajowej Sekcji Młodych NSZZ „Solidarność”. Sekcja działa od 2015 roku. W ostatnim czasie prężnie się rozwija, a jej postulaty docierają do coraz większej liczby osób.
„Nasz głos jest coraz bardziej słyszany i doceniany. Mamy pomysły, zgłaszamy inicjatywy, stawiamy na rozwój” – mówił już dwa lata temu w swoim sprawozdaniu Maciej Tyczyński, szef Krajowej Sekcji Młodych NSZZ „Solidarność” w 2019 roku podczas posiedzenia Komisji Krajowej w Jarnołtówku.
Dziś tłumaczy, po co związkowi Sekcja Młodych: – Chcemy, żeby młodzi ludzie w Solidarności mieli coś do powiedzenia. Starsi członkowie związku mają doświadczenie, przywiązanie do historii. My chcemy wprowadzać świeżość i innowacyjność.
"Siła Polski" – słabość Rosji z prof. Romualdem Szeremietiewem, byłym ministrem obrony narodowej, rozmawiają Agnieszka Żurek i Jakub Pacan.
A warto zauważyć, że przyjeżdżający do pracy Ukraińcy mają kontakt z tym, jakie jest polskie społeczeństwo. To jest ten realny wpływ cywilizacyjny, jaki promieniuje znad Wisły na sąsiadów za Bugiem. Jestem w tym zakresie optymistą. Można np. w Internecie znaleźć wiele materiałów nagrywanych przez mieszkających w Polsce Ukraińców, którzy są zachwyceni Polską, życiem w naszym kraju. Opowiadają, że czują się u nas dobrze i o tym, jak bardzo chcieliby, aby podobny model życia przyjął się również na Ukrainie. Tego właśnie boi się Rosja – tej cywilizacyjnej, kulturowej atrakcyjności Polski. Rosjanie wiedzą, że to jest ogromna siła. W naszych dyskusjach formatowanych geopolityką zapomina się często o tym, że żołnierz będzie walczył tak długo, jak długo w jego umyśle i sercu będą wartości, których warto bronić, w imię których warto nawet ginąć. Siła Polski nie polega więc na liczbie rakiet, samolotów, czołgów, żołnierzy – broni i „sołdatów” więcej ma Rosja, ale siła Polski to jej atrakcyjność cywilizacyjna dla Ukraińców i Białorusinów, czego Rosja dziś nie ma, i w tym jest nasza przewaga!
USA ustępują, Chiny będą truć dalej, Aleksander Żywczyk pisze o niedawnym szczycie klimatycznym.
Ameryka odzyskała globalne przywództwo w obszarze ochrony środowiska – krzyczały tytuły amerykańskich gazet 23 kwietnia. Dzień wcześniej, podczas szczytu światowych przywódców zwołanego z okazji Dnia Ziemi Joe Biden zadeklarował, że Stany Zjednoczone zmniejszą o połowę emisję gazów cieplarnianych do końca tej dekady. I choć ochrona środowiska bezspornie jest koniecznością – zgodzili się z tym wszyscy światowi przywódcy – najwięksi truciciele… nie zamierzają na razie nic zmieniać.
Tygodnik Solidarność
Histeria wywołana uzgodnieniami dotyczącymi Krajowego Planu Odbudowy pomiędzy lewicą a obozem rządzącym pokazuje stan polskiej sceny politycznej ostatnich
lat.
Z pozoru niewiele się zmieniło. Narracja opozycji pozostaje wszak niezmienna – opozycja troszczy się o sprawy Polek i Polaków, a odsunięcie Zjednoczonej Prawicy od
władzy bez względu na metody zapobiegać ma upadkowi państwa polskiego i całkowitej izolacji w Europie. Narracji tej towarzyszy permanentne straszenie rzekomą nieudolnością
rządzących, katastrofalnym stanem polskiej gospodarki, czy wreszcie nieustannym dążeniem PiS-u do opuszczenia Unii Europejskiej. Dla wielu Polaków narracja ta jest
absurdalna i kompletnie niespójna, czego wyraz dają w kolejnych wyborach, przyznając mandat do rządzenia Polską Zjednoczonej Prawicy. Gra opozycji toczy się jednak o drugą
część społeczeństwa, wychowaną na budowanym w niej przeświadczeniu, że zwolennicy PiS-u to „moherowe berety” i „polscy Kiepscy”, których rządzący przekupili programami
społecznymi. Dla tej grupy społecznej Zjednoczona Prawica u władzy jest absolutnie nie do zaakceptowania. Jednak, żeby ta narracja mogła w dalszym ciągu funkcjonować,
niezbędne jest utrzymywanie przekonania o całkowitej izolacji rządzących tak w Polsce, jak i za granicą.
Racjonalna skądinąd postawa polityków lewicy, którzy w zgodzie i w poszanowaniu oczekiwań swojego elektoratu podjęli rozmowy z rządem na temat Krajowego Planu Odbudowy,
wywraca tę narrację do góry nogami. Fundamentalnym bowiem założeniem totalnej opozycji był całkowity brak jakichkolwiek rozmów z obozem rządzącym. Obecna sytuacja obnaża
bowiem irracjonalność i bezsens budowanego dotychczas przekazu, który musi być widoczny także dla dotychczasowego elektoratu Koalicji Obywatelskiej. Oto bowiem partia
mieniąca się proeuropejską nawołuje do zablokowania wybitnie proeuropejskiego projektu, który – o zgrozo – popiera lansowany przez te środowiska antyunijny i
antydemokratyczny obóz rządzący. Płynące ze strony Koalicji Obywatelskiej szerokim strumieniem inwektywy i pogróżki w stronę lewicy dopełniają tylko obraz wizerunkowej
katastrofy tego obozu politycznego i jego projekt polityczny oparty na totalnej opozycji. Wsparcie lewicy dla planu odbudowy nie oznacza, że znikną różnice, nie oznacza
też, że twarda i bezwzględna niekiedy walka polityczna stanie się mniej twarda i mniej bezwzględna. Pokazuje natomiast dawno nie widziany w polskiej polityce głos rozsądku
i być może daje nadzieję na to, że walka o władzę, a także różnice polityczne nie mogą być uzasadnieniem dla działań stojących w sprzeczności z obiektywnym interesem
obywateli i polskiej racji stanu.
Tygodnik Solidarność
Amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu Stanforda zaobserwowali, że pracownicy i osoby uczące się, po roku pracy i nauki w warunkach pandemii, realizowanych często wyłącznie w formule zdalnej, są coraz bardziej zmęczeni wideokonferencjami. W czasopiśmie „Technology, Mind and Behavior” podsumowano wyniki badań, z których wynika, że taki model pracy i nauki ma negatywny wpływ na jakość naszego samopoczucia. Zjawisko to określono mianem syndromu Zoom fatigue, choć nie należy go utożsamiać tylko z korzystaniem z komunikatora Zoom, lecz również z szeregiem platform umożliwiających organizowanie spotkań online.
Miniony rok, z powodu ogłoszenia pandemii koronawirusa, stał pod znakiem ograniczeń w kontaktach bezpośrednich. Z tego też powodu znaczna część spotkań, konferencji, wydarzeń, lekcji i zajęć na uczelniach została przeniesiona do internetu. Na świecie każdego dnia odbywają się setki milionów wirtualnych spotkań, w czasie których współpracownicy, uczniowie, studenci i nauczyciele widzą się znacznie częściej na ekranie niż osobiście. W związku z tym grupa naukowców po kierunkiem prof. Jeremy’ego Bailensona ze Stanford Virtual Human Interaction Lab (VHIL) przeanalizowała skutki zmiany formy kontaktów. W toku badań wyróżniono cztery kluczowe konsekwencje spotkań zdalnych, które w ocenie naukowców składają się na efekt przemęczenia Zoom-em.
Po pierwsze, użytkownicy takich platform są zmęczeni ciągłym wpatrywaniem się sobie w oczy z tej samej odległości. W czasie trwania wideokonferencji cały czas, nawet gdy nie zabieramy głosu, mamy wrażenie, że wszyscy użytkownicy nas obserwują. Skutek: przemęczenie, stres, przytłoczenie społeczne.
Po drugie, w czasie spotkań online cały czas widzimy sami siebie, każdy swój gest czy minę. Jest to nienaturalne zachowanie, które można przyrównać do długotrwałego przesiadywania przed lustrem. Skutek: stres i podwyższony krytycyzm wobec siebie.
Po trzecie, spotkania realizowane metodą zdalną w sposób istotny zmniejszają naszą mobilność przestrzenną i sprawiają, że godzinami przesiadujemy przed ekranem. Mówiąc kolokwialnie, wideokonferencje przywiązują nas do biurka, krzesła i komputera. Skutek: obciążenie organizmu, ograniczenie ruchu, przybieranie na wadze, ograniczenie zdolności poznawczych i kreatywności.
Po czwarte, wideokonferencje mentalnie obciążają użytkowników korzystających z platform komunikacyjnych. Uczestnicy spotkań, uwzględniając brak bezpośrednich kontaktów twarzą w twarz, muszą bardziej starać się, aby prawidłowo rozpoznać emocje oraz intencje innych osób. Przez większość czasu funkcjonujemy pod większą presją wywołaną nienaturalnymi sytuacjami i brakiem możliwości porozumiewania się w sposób pozawerbalny. Skutek: psychiczne obciążenie, mentalne zmęczenie, przytłoczenie społeczne.
Dziękujemy amerykańskim naukowcom. Nam się wydawało, przed świętem 1 maja, które wiąże się z obroną praw pracowniczych, że pandemia COVID-19 jest okazją, aby sobie uświadomić zagrożenia dla praw pracowniczych. Wirtualizacja pracy sprzyja elastycznym formom pracy, a te sprzyjają zinstytucjonalizowanemu wyzyskowi. Poza grupą niszowych specjalistów, dobrze opłacanych, większość zesłanych do pracy on-line to w istocie ofiary rynku pracy. Zatrudnianie na odległość dehumanizuje stosunki i środowisko pracy, czyni pracownika bardziej bezradnym wobec pracodawcy i obciąża na dodatek kosztami: płacimy czynsz, rachunki za prąd, nadużywamy cierpliwości domowników, wykorzystujemy nasze komputery, telefony, narzędzia. Pandemia zaowocuje wzrostem bezrobocia, już zauważalnym wśród młodych i pogłębienie się różnic. W XX wieku kilkukrotne różnice w dochodach budziły sprzeciw, a budowanie podwójnego społeczeństwa kończyło się rewolucyjnym dramatem. Dzisiaj właściciel czy prezes zarabia setki razy więcej niż pracownik, a odpowiedzialni za kryzys globalny otrzymują wielomilionowe premie liczone w USD.
www.solidarnosc.gda.pl / ASG
Święty Florianie, Nasz miły patronie, Proś za nami Gospodyna, Paniej Maryjej Syna.
Piotr Duda
Kodeks pracy reguluje różne aspekty wynagrodzenia za pracę, takie jak np. zasady jego ustalania w zakładzie pracy (np. w regulaminie wynagradzania), miejsce,
sposób i termin wypłaty, dokonywanie potrąceń z wynagrodzenia, czy też kiedy ono przysługuje pomimo nieświadczenia pracy przez pracownika. Stosunkowo niewiele natomiast
regulacji poświęconych zostało jego składnikom lub szerzej – strukturze.
Oznacza to, że zwłaszcza w przypadku pracodawców prywatnych decyzje w tym zakresie podejmowane są na poziomie poszczególnych zakładów pracy. Z kolei w przypadku sfery
budżetowej regulacje poświęcone tej materii zazwyczaj zawierają ustawy szczegółowe, dotyczące poszczególnych grup zatrudnionych, np. nauczycieli czy urzędników.
Niemniej jednak nawet w Kodeksie pracy znalazły się przepisy poświęcone konkretnym składnikom wynagrodzenia, a jednym z nich jest dodatek za pracę w porze nocnej,
regulowany przede wszystkim w art. 1518 kp.
W temacie tego dodatku kluczowe jest zwrócenie uwagi na przesłankę jego nabycia, którą jest w świetle § 1 wspomnianego art. 1518 kp – wykonywanie pracy w porze nocnej.
Taka redakcja przepisu siłą rzeczy powoduje, że należy ustalić, czym jest pora nocna. Zgodnie z art. 1517 § 1 Kodeksu pora nocna obejmuje 8 godzin między godzinami 21.00 a
7.00. W praktyce oznacza to, że faktyczna pora nocna u każdego pracodawcy może się nieco różnić (dopuszczalne będzie przyjęcie np. w regulaminie pracy godzin od 21.00 do
5.00, jak i od 23.00 do 7.00). Wracając do dodatku za pracę w porze nocnej, należy mocno podkreślić, że podstawą jego nabycia jest sam fakt takiego zjawiska, a nie jego
wymiar. Innymi słowy, prawo do dodatku przysługuje zawsze za każdym razem, gdy pracownik świadczy pracę w tych godzinach, niezależnie od tego, ile tych godzin w porze
nocnej przepracuje.
Kolejną istotną kwestią jest wysokość tego dodatku. Ustawodawca przyjął, że jest ona równa dla wszystkich pracowników (w szczególności nie zależy od wysokości normalnych
zarobków) i wynosi 20 proc. stawki godzinowej wynikającej z minimalnego wynagrodzenia za pracę, za każdą godzinę pracy w porze nocnej. Jako że wysokość wynagrodzenia
minimalnego za pracę określona jest w stawce miesięcznej, na potrzeby obliczania dodatku za pracę w porze nocnej należy tę kwotę podzielić przez liczbę godzin do
przepracowania w danym miesiącu (co oznacza, że wysokość analizowanego dodatku będzie się nieznacznie wahała w ciągu roku), a tak uzyskany wynik podzielić jeszcze na 5.
Przykładowo, w kwietniu br. obliczenia będą wyglądały następująco: 2800 zł (wynagrodzenie minimalne): 168 (liczba godzin pracy w kwietniu) = 16,67 zł (stawka godzinowa
wynagrodzenia minimalnego w tym miesiącu). Następnie 16,67 zł x 20% = 3,33 zł. Tym samym za każdą godzinę pracy w porze nocnej w kwietniu pracownik nabywa na podstawie
Kodeksu pracy prawo do dodatku w wysokości 3,33 zł (jest to kwota brutto). Oczywiście w zakładowych źródłach prawa pracy czy w umowie o pracę możliwe jest wprowadzenie
rozwiązań korzystniejszych dla pracowników w tym zakresie.
Warto jeszcze wskazać na możliwość zastąpienia tego dodatku ryczałtem, którego wysokość powinna odpowiadać przewidywanemu wymiarowi pracy w porze nocnej, co dotyczy
pracowników wykonujących pracę w porze nocnej stale poza zakładem pracy.
www.tysol.pl
Zapraszamy do obejrzenia filmu "Rola Mentora", który dla Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" wyprodukował "Tygodnik Solidarność".
Filmik jest elementem kampanii promocyjnej projektu realizowanego przez Komisję Krajową NSZZ „Solidarność” pt: „Inicjowanie działań wdrażających autonomiczne porozumienie
ramowe europejskich partnerów społecznych dotyczące aktywnego starzenia i podejścia międzypokoleniowego”. Jego celem jest wskazanie korzyści dla firmy z roli jaką może
pełnić doświadczony, starszy pracownik względem nowo zatrudnionej osoby. W filmie w lekkiej formie przedstawione są propozycje rozwiązań prowadzących do budowania lepszej
atmosfery współpracy przez m.in. dostosowywanie stanowiska pracy do zmieniających się z wiekiem potrzeb pracowników. Zawarte w filmie przykłady dotyczące dbałości pracodawcy
o pracowników mogą być pomocne nie tylko pracodawcom, ale także liderom związkowym przy negocjowaniu regulaminów, układów zbiorowych czy innych regulacji w ich zakładzie
pracy.
Pomorskie Obserwatorium Rynku Pracy podsumowało sytuację związaną ze zwolnieniami grupowymi na przestrzeni ostatnich lat. Porównane zostały dane pokazujące plany, jak i ich realizację (przedstawiamy je na poniższej grafice).
Największych zwolnień grupowych dokonali pracodawcy prowadzący działalność handlową (32,0% ogółu zwolnionych), w tym przede wszystkim specjalizujący się w sprzedaży detalicznej obuwia lub odzieży oraz działający w przetwórstwie przemysłowym (22,3%). – Przewiduje się, że pracodawcy będą kontynuować zwolnienia grupowe, aby w sytuacji spowolnienia gospodarczego zmniejszać koszty działalności przedsiębiorstw. Skala kolejnych zwolnień grupowych prawdopodobnie pozostanie na podobnym poziomie jak w roku 2020 – informuje PORP.
W 2020 r. w województwie pomorskim dokonane przez pracodawców zwolnienia grupowe objęły niewiele ponad tysiąc osób. Jest to wzrost o 1/3 w porównaniu do 2019 r. Istotnie wzrosła (o ponad 170%) liczba osób zaplanowanych przez pracodawców do zwolnień grupowych (z 0,7 tys. osób w 2019 r. do poziomu 1,8 tys. w 2020 r.).
Decydując się na zwolnienia grupowe pracodawca musi liczyć się z kilkoma obowiązkami.
Po pierwsze, musi uruchomić całą procedurę, której początkiem jest przeprowadzenie konsultacji z zakładowymi związkami działającymi w jego firmie, a w przypadku braku takich organizacji – z przedstawicielami pracowników. Wówczas pracodawca informuje na piśmie zakładowe organizacje związkowe m.in. o: przyczynach prowadzenia zwolnień grupowych, liczbie osób i grupach zawodowych planowanych do zwolnienia czy o okresie, w ciągu którego one nastąpią. Celem konsultacji pracodawcy ze związkami zakładowymi jest zawarcie porozumienia między nimi. Jeśli okaże się to niemożliwe pracodawca ustala jednostronny regulamin uwzględniając interesy z każdej z zainteresowanych stron. Następnie zawiadamia pisemnie właściwy – dla siedziby tego pracodawcy lub ze względu na miejsce wykonywania pracy – powiatowy urząd pracy o zamiarze przeprowadzenia zwolnień grupowych. Po zawarciu porozumienia bądź ustaleniu regulaminu ich treść pracodawca przekazuje powiatowemu urzędowi pracy oraz kopię organizacjom związkowym.
Po drugie, pracodawca ma obwiązek wypłacić każdemu zwalnianemu pracownikowi odprawę pieniężną w wysokości jedno-, dwu- lub trzymiesięcznego wynagrodzenia uzależnionego od
stażu pracy.
Pracodawca musi pamiętać również o konieczności ponownego zatrudnienia osób objętych zwolnieniami grupowymi w przypadku gdy będzie zwiększał zatrudnienie, o ile pracownik
ten zgłosił zamiar podjęcia zatrudnienia u pracodawcy. Obowiązek ten ciąży na pracodawcy przez okres 15 miesięcy od dnia rozwiązania z nim stosunku pracy w ramach zwolnień
grupowych.
www.solidarnosc.gda.pl
(mat. PORP)