Druga rozprawa w sprawie pobicia internowanych w Kwidzynie – ciąg długiej walki o prawdę i sprawiedliwość
W środę 3 lutego 2026 r. o godzinie 9:00 w Sądzie Rejonowym w Kwidzynie odbyła się druga rozprawa w procesie, w którym byli funkcjonariusze Służby Więziennej są oskarżeni o pobicie i znęcanie się nad internowanymi w stanie wojennym. Sprawę prowadzi sędzia Wojciech Zelmański.

Przypomnijmy, że proces ten rozpoczął się 16 czerwca 2025 r. pierwszą rozprawą, w której sąd odrzucił wniosek obrony o utajnienie postępowania. Podczas tej pierwszej sesji strony przedstawiły swoje stanowiska, a prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku odczytał akt oskarżenia obejmujący byłych strażników więziennych oskarżonych o brutalne pobicie i znęcanie się nad ponad stu internowanymi działaczami „Solidarności” w Ośrodku Odosobnienia w Kwidzynie 14 sierpnia 1982 r.
To postępowanie ma nie tylko wymiar prawny, ale przede wszystkim historyczny i moralny. Chodzi o wydarzenia, które przez dziesięciolecia pozostawały bez konsekwencji dla sprawców, a dla ofiar były traumą niesioną przez całe życie.
Stan zdrowia oskarżonych i proceduralne kontrowersje
Podczas drugiej rozprawy jeden z pełnomocników obrony złożył formalny wniosek o odroczenie postępowania, uzasadniając go tym, że jej klient – jeden z oskarżonych – od dnia poprzedzającego rozprawę przebywa w szpitalu. Obrona wskazywała, że z uwagi na planowane przesłuchanie oskarżonych, jego obecność w sali jest konieczna, by mógł złożyć wyjaśnienia.
Prokurator stanowczo sprzeciwił się temu wnioskowi. Argumentował, że przy tak licznej ławie oskarżonych (proces dotyczy kilkudziesięciu byłych funkcjonariuszy) trudno jest zapewnić pełną frekwencję i powtarzanie każdej rozprawy z powodu nieobecności pojedynczego oskarżonego znacząco wydłuża postępowanie. Oskarżyciele posiłkowi także wyrazili znaczne niezadowolenie z ewentualnego przesunięcia terminu rozprawy, podkreślając wagę historyczną i społecznego znaczenia tej sprawy – ich zdaniem jej kontynuacja powinna przebiegać bez zbędnych opóźnień, a w przypadku nieobecności oskarżonych sąd powinien rozważyć zastosowanie tymczasowego aresztowania.
Sędzia Zelmański odrzucił zarówno wniosek o odroczenie rozprawy, jak i o tymczasowy areszt, argumentując, że zgodnie z art. 374 Kodeksu postępowania karnego oskarżony ma prawo, ale nie obowiązek brać udziału w rozprawie, a jego nieobecność sama w sobie nie zaburza toku postępowania.
Ostre słowa obrońcy – i reakcja pokrzywdzonych
W toku rozprawy jeden z obrońców oskarżonych dopuścił się wypowiedzi, która nie tylko wywołała oburzenie na sali sądowej, ale także uderzyła w fundamenty elementarnej przyzwoitości. Stwierdzenie, że pokrzywdzeni kierują się „prawem vendetty i zemsty”, a nie dążeniem do sprawiedliwości, było próbą przerzucenia odpowiedzialności z oskarżonych na ofiary – sprawa dotyczy ludzi, którzy zostali brutalnie pobici, upokorzeni i okaleczeni przez aparat represji państwa komunistycznego. Tego rodzaju narracja jest nie tylko głęboko krzywdząca, ale wręcz cyniczna. Oskarżanie ofiar o żądzę zemsty w sytuacji, gdy przez dziesięciolecia nie doczekały się one żadnej odpowiedzialności sprawców, stanowi moralne nadużycie. Poszkodowani nie domagają się odwetu – domagają się prawdy, uznania winy i sprawiedliwości, która w normalnym państwie prawa powinna być oczywistością, a nie przedmiotem szyderczej insynuacji.
Słowa obrońcy brutalnie umniejszają cierpienie ofiar, z których wiele do dziś zmaga się z konsekwencjami fizycznymi i psychicznymi doznanych urazów. To nie jest abstrakcyjny spór prawny – to realne ludzkie dramaty. Sugestia, że osoby te kierują się zemstą, jest próbą zdyskredytowania ich świadectw i odebrania im moralnej legitymacji do dochodzenia swoich praw.
Co więcej, taka wypowiedź wpisuje się w znany od lat schemat obrony sprawców zbrodni komunistycznych: rozmywanie odpowiedzialności, relatywizowanie winy i atakowanie tych, którzy mają odwagę mówić o doznanej krzywdzie. To strategia obliczona na zmęczenie opinii publicznej i dalsze przeciąganie sprawy w czasie – kosztem prawdy i godności ofiar.
W demokratycznym państwie prawa to nie ofiary muszą się tłumaczyć z tego, że domagają się sprawiedliwości. To sprawcy – i ci, którzy ich bronią – powinni zmierzyć się z faktami, dowodami i odpowiedzialnością za czyny, które nigdy nie powinny pozostać bezkarne.
Wniosek o ciągłość rozpatrywania sprawy
Poszkodowani, wnieśli o zachowanie ciągłości rozpatrywania sprawy. Podkreślili, że postępowanie ciągnie się od lat, pozostawiając sprawców tej komunistycznej zbrodni bezkarnymi. Do dziś nikt nie poniósł realnych konsekwencji za pobicia i drastyczne traktowanie internowanych – co jest nie do pogodzenia z poczuciem sprawiedliwości i państwem prawa. Prokurator poparł ten wniosek, zaznaczając, że rozprawy w tej sprawie powinny odbywać się co najmniej raz w tygodniu, właśnie ze względu na jej wyjątkową wagę historyczną i społeczną.
„Nic nie widzieliśmy, nic nie słyszeliśmy”
Podczas przesłuchań oskarżeni prezentowali niemal identyczną linię obrony. Jak jeden mąż twierdzili, że nic nie widzieli, nic nie słyszeli, a wielu zasłaniało się niepamięcią. Pamiętają dokładnie, że w tamtym dniu zostali wezwani – na przykład ze Sztumu do Kwidzyna. Pamiętają, gdzie pełnili służbę i że na miejscu dowiadywali się, dokąd są kierowani. Twierdzą, że ich zadaniem miało być jedynie doprowadzanie internowanych na przesłuchania.
Nie pamiętają jednak, co działo się z internowanymi. Nie pamiętają krzyków, przemocy, bicia. O całej sprawie – jak twierdzą – mieli dowiedzieć się dopiero z późniejszych wezwań. Żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy ani nie wyraził skruchy.
Pozostaje więc pytanie, które wisi nad tą salą sądową jak ciężki cień: skąd w takim razie wzięły się drastyczne obrażenia u internowanych? Skąd siniaki, złamania, ślady brutalnego traktowania? One nie są kwestią „niepamięci”. One są faktem.
Akt oskarżenia – opis przemocy, której nie da się wymazać „niepamięcią”
Akt oskarżenia, odczytany przez prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku, nie pozostawia wątpliwości co do charakteru wydarzeń z 14 sierpnia 1982 r. Wskazuje on, że oskarżeni – funkcjonariusze Służby Więziennej oraz funkcjonariusze skierowani do Kwidzyna z innych jednostek – działając wspólnie i w porozumieniu, dopuścili się brutalnego pobicia i znęcania się fizycznego oraz psychicznego nad internowanymi działaczami „Solidarności”, pozbawionymi możliwości obrony.
Z aktu oskarżenia wynika, że internowani byli bici pałkami szturmowymi, kopani, zmuszani do długotrwałego leżenia twarzą do ziemi, obrażani i zastraszani. Przemoc miała charakter odwetowy i represyjny. Poszkodowani doznali licznych obrażeń ciała, w tym poważnych urazów wymagających pomocy medycznej. Prokuratura jednoznacznie kwalifikuje te czyny jako zbrodnię komunistyczną, podkreślając, że były one elementem systemowych represji aparatu władzy PRL wobec opozycji demokratycznej. Akt oskarżenia obala tezę o „chaosie” czy „niekontrolowanych zdarzeniach” – wskazuje na zorganizowaną, zaplanowaną i masową przemoc wobec ponad stu internowanych osób.
W tym kontekście twierdzenia oskarżonych, że „nic nie widzieli” i „nic nie słyszeli”, jawią się nie tylko jako linia obrony, lecz jako próba zaprzeczenia faktom udokumentowanym w materiale dowodowym i relacjach ofiar.
„Sprawa kwidzyńska” – książka jako świadectwo i dowód
Istotnym i symbolicznym elementem drugiej rozprawy był wniosek oskarżycieli posiłkowych o dopuszczenie jako dowodu w sprawie książki pt. „Sprawa kwidzyńska”, autorstwa Karol Nawrocki, obecnego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Publikacja Sprawa kwidzyńska jest jedną z najważniejszych prac dokumentujących brutalną pacyfikację internowanych w Kwidzynie. Autor, opierając się na relacjach świadków, dokumentach archiwalnych i materiałach IPN, szczegółowo opisuje mechanizmy represji, skalę przemocy oraz wieloletnie próby zamiatania tej sprawy pod dywan.
Wniosek o włączenie książki do materiału dowodowego ma wymiar nie tylko procesowy, ale również symboliczny. To wyraźny sygnał, że historia, rzetelnie opisana i udokumentowana, nie może być ignorowana przez wymiar sprawiedliwości, a pamięć ofiar znajduje swoje potwierdzenie także w badaniach naukowych i publikacjach historycznych.
Jak podkreślali oskarżyciele posiłkowi, „Sprawa kwidzyńska” to nie publicystyka, lecz świadectwo epoki, które powinno stać się elementem szerszego obrazu dowodowego tej sprawy. To także książka, z którą powinni zapoznać się wszyscy, dla których ważne jest rozliczenie zbrodni komunizmu i obrona godności ofiar.
Sprawa, która musi doczekać się finału
Dla NSZZ „Solidarność” Regionu Elbląskiego proces ten nie jest tylko jednym z wielu postępowań karnych. Jest sprawdzianem dla państwa polskiego, czy po ponad czterdziestu latach potrafi jasno powiedzieć, że przemoc wobec internowanych była zbrodnią, a jej sprawcy nie mogą zasłaniać się upływem czasu ani zbiorową amnezją.
„Sprawa kwidzyńska” powinna stać się elementem powszechnej świadomości historycznej – nie jako zamknięty rozdział, lecz jako ostrzeżenie przed bezkarnością władzy i relatywizacją zła. Ta sprawa musi doczekać się sprawiedliwości. Dla ofiar. Dla prawdy. Dla historii.