Rozmowa z Damianem Eksterowiczem, Zastępcą Przewodniczącego Sekcji Krajowej Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”

Czy rzeczywiście musiało dojść do reformy systemu ubezpieczeń społecznych?

Powojenny system ubezpieczeń społecznych oparty na zasadzie repartycyjnej nieuchronnie zmierzał ku upadkowi i niewydolności. Dlatego też zapoczątkowana w 1998 roku reforma była nieunikniona.

Jakie były jej założenia?

Ustawą z dnia 13 października 1998 roku o systemie ubezpieczeń społecznych wprowadzono rozwiązania mające uzdrowić finanse publiczne Państwa. Wprowadzenie równolegle rozwiązań kapitałowych (powstanie Powszechnych Towarzystw Emerytalnych zarządzających aktywami Otwartych Funduszy Emerytalnych, jak również powołanie Pracowniczych Programów Emerytalnych), oraz pozostawienie częściowo pokoleniowych (Zakład Ubezpieczeń Społecznych), przy jednoczesnym zlikwidowaniu przywilejów emerytalnych gwarantować miało w przyszłych pokoleniach płynność oraz stabilizację systemu ubezpieczeń społecznych.

Dzisiaj wydaje się, że ta stabilizacja może zostać zachwiana…

Niestety do dnia dzisiejszego, kolejne Rządy w Polsce nie podejmując się dokończenia reformy emerytalnej, systemowo rozmontowują jej elementy, zrzucając odpowiedzialność za ten stan rzeczy na poprzedników.
Wprowadzając dwanaście lat temu reformę widziano te same zagrożenia, jakie występują w polskiej gospodarce obecnie, lecz teraz czas biegnie dużo szybciej. Za zaniechania płacić będzie cała Polska coraz bardziej zadłużona i spauperyzowana. Żal, że elity polityczne nie potrafią skutecznie zadbać o finansowanie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wiedząc, że jego kondycja zależy między innymi od takich czynników jak: uwarunkowania demograficzne, które w zastraszający sposób ukazują starzenie się społeczeństwa, utrzymywanie przywilejów emerytalnych różnych grup społecznych, wysokie bezrobocie, szara strefa.

Czy zatem katastrofa systemu ubezpieczeń społecznych wydaje się nieunikniona?

Wielu wybitnych ekonomistów, polityków oraz ludzi mediów polemizuje między sobą używając karkołomnych argumentów na poparcie własnych tez lub obalenie prezentowanych poglądów przeciwników w kwestiach emerytalnych. Wydaje się, że od tak wybitnych głów należałoby oczekiwać globalnego spojrzenia na problem, a nie tylko karykaturalnych przepisów na doraźne łatanie dziury budżetowej. Jestem najzwyklejszym obywatelem, którego mierzi już patrzenie na nieudolność naszych elit. Zaczynam powątpiewać w przyszłość, jaką gotują nam Włodarze Polski. A jeżeli i tak wszystko kręci się wokół pieniądza to rzeczywiście trudno będzie znaleźć rozwiązanie, które zapewni ludziom nadzieję na lepsze jutro. Zwłaszcza, że większość z nas nie myśli o tym co dzieje się z naszymi składkami emerytalnymi obecnie, jak są zarządzane, w co inwestowane i kto na nich zarabia. Niewielu z nas zastanawia się co będzie z nami za 15, 20 czy 30 lat wtedy kiedy będziemy zbliżać się do „emerytalnego eldorado” Pokutuje tutaj życie w poczuciu bycia tu i teraz a o resztę będę martwił się później albo niech się martwi Państwo.

To znaczy…

Można zapytać: Czy zatem swoją postawą nie dajemy zielonego światła politykierom różnej maści na tak przedmiotowe traktowanie nas samych i naszych pieniędzy? Bo czy przypadkiem straszenie społeczeństwa zegarem Balcerowicza nie ma na celu wytoczenia ciężkich dział przeciwko rozłamowcom z Unii Wolności takich jak Premier Donald Tusk, w obliczu nadchodzących wyborów i próbę reaktywacji Unii z zapleczem stworzonym przez Balcerowicza w osobach zarządzających OFE czy byłej mister Ewy Lewickiej związanej z OFE poprzez Izbę Gospodarczą Towarzystw Emerytalnych?

Bo czy tak naprawdę wypowiedzi wszelkiej maści autorytetów w mediach, nakręcających atmosferę wokół wirtualnych emerytur obchodzą kogokolwiek prócz bankowców, ekonomistów, polityków?? Mało prawdopodobne, więc czemu to całe zamieszanie ma służyć? Mimo, że obecny rozstrój systemu wywołany jest decyzjami ministrów Rostowskiego, Fedak i Boniego oraz ich propozycją podziału składki przekazywanej do OFE to i tak zawsze na samym końcu znajduje się „chłopiec do bicia” – znienawidzony ZUS. Odnosi się nieodparte wrażenie, że cała rewolta i tak odbije się na Zakładzie, który zarządzając ponad połową budżetu Państwa otrzymuje dodatkowy gratis w postaci kilku miliardów z „zagrabionych” pieniędzy od OFE, które i tak „zmarnotrawi”. Każdemu laikowi, ZUS kojarzony „ze złodziejstwem naszych pieniędzy”, przesłoni prawdziwe intencje przyświecające twórcom tzw. reformy emerytalnej AD 2011.

Rząd tłumaczy zmiany w OFE koniecznością ratowania finansów publicznych…

Dziwi partactwo Rządu w układaniu puzzli zwanych finansami publicznymi. Zapowiedzi podwyżek stawek podatkowych, likwidacje wszelakich ulg, zamrożenie płac w budżetówce, rezygnacja z waloryzacji świadczeń emerytalnych – jednym zdaniem zatapianie „zielonej wyspy” to chyba tak naprawdę jedyny scenariusz Platformy na nadchodzące lata.

A przecież skoro już zlokalizowaliśmy jedną acz poważną przyczynę niewydolności systemu finansowego w Polsce, jaką jest zarządzany przez ZUS Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, należałoby się zastanowić nad formą jego zasilenia w perspektywie najbliższych dziesięciu, piętnastu lat.

Moim zdaniem metodą na poprawę sytuacji jest systemowe, wielowątkowe i równoległe działanie powodujące odwrócenie złych tendencji demograficznych (becikowe nie 1 000 zł, a np. 15 000 zł), likwidacja przywilejów emerytalnych, obniżenie kosztów pracy tak, aby „przedsiębiorczy” przedsiębiorcy nie rejestrowali działalności na Litwie czy Wyspach – a przez to likwidacja szarej strefy.

A rozwiązanie dotyczące samego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Które atuty tej instytucji należałoby wykorzystać?

Zamiast robić wszystko, by ZUS stawał się niewydolną machiną w rękach polityków, może należałoby wykorzystać jego niewątpliwe atuty w postaci doskonale rozwiniętej sieci jednostek terenowych (43 Oddziały, i prawie 300 Inspektoratów i Biur terenowych praktycznie we wszystkich powiatach i gminach) doskonale wyposażonych w infrastrukturę teleinformatyczną, majątek własny w nieruchomościach i merytoryczna kadra pracownicza. Taki zakład to skarb w przenośni i dosłownie, obsługa prawie 8 mln emerytów i rencistów, prawie 2,5 mln płatników składek i blisko 15 mln ubezpieczonych, to rodzi potencjalne możliwości dla stworzenia jedynego i niepowtarzalnego BANKU zarabiającego na siebie, własnych pracowników, ale co najważniejsze – samofinansowania wypłacanych obecnie z budżetu – świadczeń.

Wydaje mi się, że emerytom w ramach takiego BANKU – ZUS powinien zaoferować np. pięcioletnie bezpłatne prowadzenie konta, które winno zostać automatycznie podarowane świadczeniobiorcy razem z decyzją o emeryturze czy rencie, jak najbardziej oczywiście pozostawiając decyzję o skorzystaniu z niego obdarowanemu. Pracodawcom preferencyjne kredyty w ramach prowadzonej działalności, a rozpoczynającym działalność po raz pierwszy lub bezrobotnym w porozumieniu z Urzędami Pracy (będącymi częścią sfery budżetowej) kredyty na jeszcze bardziej dogodnych warunkach np. z okresem karencji na ich spłatę wynoszącą do trzech lat. Ubezpieczonym pragnących dodatkowo podjąć pracę lub rozpocząć działalność gospodarczą ułatwienia w doradztwie finansowym plus oferty wymienione wyżej. Zresztą wachlarz możliwości jest dużo szerszy i na tym należałoby się skoncentrować chcąc myśleć o przyszłości Polaków. Na wskazany problem należy patrzeć globalnie, a nie partykularnie. A fakt pozostanie jeden: czy to się komuś podoba czy nie ZUS istnieć będzie zawsze, czy pod taką nazwą czy inną, bo innej perspektywy nie ma i to jest atut, który należy wykorzystać dla poprawy przyszłości nas wszystkich.

Rozmawiała Agnieszka Tarkowska