Zarząd Regionu Toruńsko-Włocławskiego NSZZ "Solidarność", ul. Piekary 35/39, 87-100 Toruń
tel. 56 622 41 52, 56 622 45 75, e-mail: torun@solidarnosc.org.pl

WSPOMNIENIA „LUDOWEGO POWSTANIA”

czwartek, 19 Marzec, 2026

WOJCIECH GONERA

Ludowe powstanie”. O historii NSZZ RI „Solidarność” opowiadają Barbara i Zbigniew Ratajowie, rolnicy z Ośniszczewa w gminie Dąbrowa Biskupia

Redakcja: Kiedy zaczęła się Państwa działalność w rolniczej „Solidarności”?

Zbigniew Rataj: Niemal natychmiast po podpisaniu porozumień sierpniowych. Powstanie niezależnego związku na wsi wymagało trochę więcej czasu, ale już od września i października 1980 r. my, rolnicy zaczęliśmy spotykać się i rozmawiać o tym jak postąpić, żeby nie pozostać w tyle za zmianami w Polsce.

Barbara Rataj: Mąż zaangażował się w proces przemian, od początku starał się zorganizować grupę osób i podjąć działania na rzecz powołania nowego związku. I to się w końcu udało. W naszej gminie rolnicy zbudowali naprawdę silne struktury, to miało swoje znaczenie później, podczas strajku w Bydgoszczy i w czasie stanu wojennego. Niektórzy nazywali to nowym powstaniem ludowym, a dla mnie osobiście to były niezwykle ważne wydarzenia w życiu.

ZR: Moja żona słusznie zwróciła uwagę na dobrą organizację. Zresztą sama też miała w tym swój udział. Kiedy musiałem wyjechać, np. żeby dołączyć do kolegów strajkujących w WK ZSL w Bydgoszczy, zastępowała mnie w działalności związkowej na terenie gminy i załatwiała w moim imieniu najpilniejsze sprawy. Dzięki temu dobrze poznała ludzi w terenie oraz zasady nieformalnego działania i punkty kontaktowe. Ta wiedza została wykorzystana po 13 grudnia 1981 r.

Red.: Zwróciliście Państwo uwagę na strajk rolników w Bydgoszczy. Bez porozumienia, które związek podpisał z przedstawicielami władz, nie świętowalibyśmy dzisiaj 45-lecia NSZZ RI „Solidarność”.

ZR: To prawda, bez determinacji i chłopskiego uporu nie byłoby możliwości swobodnego zrzeszania się na wsi. Podczas strajku nie brakowało chwil kiedy zastanawialiśmy się jaki będzie finał protestu, ale konsekwentnie dążyliśmy do celu, który w końcu osiągnęliśmy. Szkoda tylko, że związek miał przed sobą jedynie kilka miesięcy na rozwinięcie działalności w terenie.

Red.: Kilka miesięcy, a potem nagle generał w wystąpieniu telewizyjnym ogłosił wprowadzenie stanu wojennego…

BR: I to było najgorsze. Wiedzieliśmy, że sytuacja w całym kraju jest dramatyczna, ale robotnicy i rolnicy naprawdę chcieli porozmawiać o możliwości rozwiązania kryzysu i szczerze deklarowali chęć pomocy. Jak widać nasze propozycje nie spotkały się ze zrozumieniem ze strony władz, więc musieliśmy przez niemal całą dekadę działać w konspiracji. Praktycznie zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego zaczęliśmy organizować żywność, coś w rodzaju paczek dla potrzebujących. Od rodziny, znajomych i sąsiadów zebrałam jajka, z naszych zapasów wzięłam wędliny oraz kiełbasy i przekazaliśmy to wszystko razem z mężem Mirosławowi Fołdzie, który ze swoją siostrą Elżbietą zorganizował szeroko zakrojoną pomoc dla internowanych i ich rodzin. Oddaliśmy im też talony na benzynę, żeby mogli zebrać jak najwięcej produktów, poza tym przekazaliśmy dla potrzebujących trochę pieniędzy.

ZR: Chciałbym zwrócić uwagę na to, że wtedy nikt nie zabiegał o osobiste korzyści, nikt nie pytał, kiedy mu się to wszystko zwróci. Musieliśmy działać i to szybko, zaczęliśmy się organizować, spotykać, wymieniać informacjami i prasą podziemną. W ten sposób udało nam się zbudować struktury podziemne i przez całą dekadę prowadzić działalność opozycyjną.

Red.: Panie Zbigniewie z kim współpracował Pan w solidarnościowej konspiracji?

ZR: Ze wspaniałymi ludźmi. Patriotami, którzy autentycznie kochali ojczyznę i chcieli zmian w Polsce. Miałem zatem okazję współpracować z rodziną Bartoszczów, o której dramatycznych losach staramy się pamiętać do dzisiaj, ale także ze Zbigniewem Rakszawskim z Zagajewiczek, Mirosławem Fołdą z Szadłowic, Stanisławem Weberem z Rojewa, Władysławem Dudkiem z Olszewic i z wieloma innymi rolnikami. Muszę jednak przyznać, że w tym trudnym momencie najbliższą mi osobą pozostała moja małżonka, która świetnie sprawdziła się w działalności opozycyjnej.

Red.: Pani Barbaro, okazuje się, że jest pani niezastąpiona!

BR: Cieszę się, że mąż docenia moją rolę, bo bardzo często zapomina się o tym, że kobiety także miały swój udział w powstaniu „Solidarności” i późniejszej działalności opozycyjnej. Kiedy męża nie było w domu, a do gospodarstwa przyjechał np. Piotr Bartoszcze, to ja przekazywałam mu prasę podziemną i odbierałam materiały, które, jeśli tylko mogłam, od razu przekazywałam innym rolnikom. Brat męża Ryszard, znany działacz bydgoskiego podziemia, w latach 1984-1985 uczestniczył w redagowaniu i wydawaniu gazety „Żywią i Bronią”, której dystrybucją zajmowaliśmy się oboje z mężem. Z naszego domu czasopismo wędrowało dalej do różnych części województwa.

Red.: Czy nie obawialiście się Państwo o swoje bezpieczeństwo, o bezpieczeństwo najbliższych?

ZR: Wtedy o tym nie myśleliśmy. Zastanawianie się nad kwestią osobistego bezpieczeństwa mogłoby nas sparaliżować i zniechęcić. Oczywiście nigdy nie zrobiliśmy niczego, co mogłoby narazić nasze dzieci, ale oboje z żoną ufaliśmy sobie bezgranicznie, dzięki temu mogliśmy się nawzajem wspierać i kontynuować działalność opozycyjną aż do 1989 r.

Red.: Jak zatem wyglądał schyłek lat 80. w rodzinie Ratajów?

ZR: Tak, jak w wielu rodzinach rolniczych – duszpasterstwo i konspira. I tak aż do kampanii wyborczej w 1989 r.

BR: Mąż słusznie zwrócił uwagę na wielką rolę Kościoła katolickiego, pod opieka którego mogliśmy się spotykać i organizować. Ja szczególnie zapamiętałam spotkania w Orłowie, gdzie ks. Alojzy Zieliński w 1988 r. zaczął gromadzić całą lokalna opozycję. To właśnie tam zapadały najważniejsze decyzje, także te dotyczące ujawnienia podziemnych struktur i rozpoczęcia normalnej działalności związkowej. Zresztą razem z mężem uczestniczyliśmy w procesie odbudowy struktur NSZZ RI „Solidarność” w gminie Dąbrowa Biskupia, który rozpoczął się w styczniu 1989 r. Potem wzięliśmy aktywny udział w kampanii przed wyborami czerwcowymi. Rodzina Ratajów ma także swój udział w zwycięstwie „Solidarności” w 1989 r.

Wywiad przeprowadził – Wojciech Gonera  kierownik Biura Badań Historycznych przy Zarządzie Regionu Toruńsko-Włocławskiego NSZZ Solidarność