Rolnicy z naszego regionu autobusami, pociągami i samochodami pojechali protestować do Warszawy. Ostrzegają, że „gdy upadnie rolnictwo, zapłaci za to całe społeczeństwo”.
Wcześniej zamierzali przyjechać ciągnikami i manifestować przeciwko umowie Unia Europejska-Mercosur w Bydgoszczy, ale prezydent Bydgoszczy nie wydał zgody na zgromadzenie, a jego decyzję podtrzymał sąd.
Dlaczego protestują, a my powinniśmy ich poprzeć? Bo w obecnym systemie produkcji żywności przegrywają dwie strony. Rolnik i konsument. Ten pierwszy ma wybór: albo uprawiać katastrofalną dla środowiska masówkę, albo zbankrutować. Ten drugi, bo nawet nie jest świadomy, jak kiepskiej jakości żywność dostaje w sklepie.

Dziś protest w Warszawie. Nasi znajomi dzwonią, że wiele grup jadących ciągnikami wprawdzie zatrzymano na wjazdach do stolicy (na punktach zbiórek), ale część się „przedarła” i sunie do centrum, choć to trudne, ponieważ w wielu miejscach miasta obowiązuje zakaz wjazdu dla ciągników i pojazdów wolnobieżnych.
Jak podkreślają przedstawiciele Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników, ich żądania wykraczają poza sprzeciw wobec umowy z krajami Mercosur. Według nich rząd nie realizuje ustaleń, które zostały przedstawione podczas spotkania z premierem Donaldem Tuskiem na początku kadencji.
Rolnicy deklarują chęć spotkania z premierem, jednak nie zamierzają rozmawiać z ministrem rolnictwa, ponieważ — jak twierdzą — nie wykazał on woli dialogu. Z kolei Ministerstwo Rolnictwa odpowiada, że protestujący nie złożyli formalnej propozycji spotkania, ale ewentualny wniosek zostałby rozpatrzony.
Trudno nawet szacować ilu ludzi protestujących dziś w Warszawie pojechało tam z naszego regionu. „
To walka o naszą ziemię, o nasze gospodarstwa i o bezpieczeństwo żywnościowe nas wszystkich” – czytamy w komunikatach.
inf.