Ostatnio – jako związkowcy – mieliśmy do czynienia z dość ciekawym przypadkiem. Otóż trzech pracowników jednej z regionalnych firm, którzy mieli powierzony spory majątek i pisemnie potwierdzoną odpowiedzialność materialną za niego – zostało obciążonych kwotami wynikającymi z niedoborów magazynowych ujawnionych podczas inwentaryzacji.
Jak wynika z relacji – nasi trzej pracownicy raczej uznali swoją winę w powstaniu niedoboru, ponieważ zgodzili się na solidarne „wyrównanie strat”. Mimo to – jako członkowie naszego związku – poprosili szefa komisji zakładowej aby ten „pogadał” z prezesem i spróbował załatwić umorzenie spłaty znacznej części niedoboru, którego wysokość oni uznali. Przewodniczącego „uzbroili” też w motywację typu „zła sytuacja materialna rodziny, strata wynikała z nieumyślnego działania, są długoletnimi pracownikami” itp. Po rozmowie z przewodniczącym związku prezes ze spokojem rozważył całą sytuację i rzeczywiście postanowił znacząco zredukować kwotę swojego roszczenia. Zaproszono wszystkie strony zdarzenia do zawarcia oficjalnej umowy i wówczas prawnik firmy zauważył, że umorzenie skutkuje powstaniem… przychodu po stronie pracowników, bo z punktu widzenia prawa podatkowego przychodem są otrzymane lub postawione do dyspozycji podatnika pieniądze, wartości pieniężne oraz wartość świadczeń w naturze i innych nieodpłatnych świadczeń! Sytuacja jest taka, że gdy pracodawca umarza zobowiązanie pracownika, dochodzi do „przysporzenia majątkowego”, czyli pracownik unika wydatku, który musiałby ponieść. W konsekwencji powstaje po jego stronie przychód. Jeżeli prezes umarza np. 10 tysięcy złotych, to jako płatnik jest zobowiązany do pobrania zaliczki na podatek dochodowy oraz składek na ubezpieczenia społeczne, ponieważ podstawą ich wymiaru jest przychód ze stosunku pracy w rozumieniu przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. No, właśnie tak postąpiono, ponieważ to oczywiste, że naszym trzem bohaterom i tak się opłacało. Zapłacili, choć przez moment był pomysł aby pisać do „skarbówki”, jednak odpuścili, bo „trochę grubo”…. Redaktor