Wpływ rocka na upadek komunizmu w Polsce opierał się na budowaniu świadomości społecznej, przełamywaniu barier cenzury oraz dawaniu młodemu pokoleniu poczucia wolności.
Polska muzyka rockowa oraz muzycy rockowi silnie wspierali przemiany demokratyczne po sierpniu 1980 roku, choć ich rola była specyficzna, skomplikowana.
Po narodzinach Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” nastąpił tzw. „boom polskiego rocka”. Zespoły nie pisały wprost politycznych manifestów, ponieważ zablokowałaby je cenzura. Używały jednak „języka ezopowego” (grecki bajkopisarz), metafor i satyry, które publiczność doskonale rozumiała.
Perfect: Podczas koncertów fani regularnie zmieniali tekst piosenki „Chcemy być sobą” na „Chcemy bić ZOMO”, zamieniając utwór w antyreżimowy hymn, natomiast np. Maanam w utworach takich jak „Nocny patrol” perfekcyjnie oddawał duszną, opresyjną atmosferę stanu wojennego. No wreszcie nasza toruńska Republika w utworze „Nowe sytuacje” czy „System Nerwowy”, gdzie Grzegorz Ciechowski krytykował systemową inwigilację, konformizm oraz mechanizmy totalitarnej kontroli nad jednostką.
Wielu muzyków decydowało się na otwarty opór wobec władzy komunistycznej, ryzykując zakazem występów lub konfiskatą nagrań. Na przykład w 1984 roku zespół Maanam odmówił występu na zorganizowanym przez komunistów Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. W odwecie władze nałożyły na grupę czasowy zakaz emitowania utworów w radiu i telewizji. Zakazem publicznej emisji był objęty legendarny album (z 1982 roku) Brygady Kryzys „Czarna Brygada”. Stał się on symbolem artystycznego oporu przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego.
Obok głównego nurtu rockowego rozwinęła się bezkompromisowa scena punkowa, której centrum stał się Festiwal w Jarocinie. Zespoły takie jak Dezerter (pierwotnie SS-20) otwarcie atakowały milicję, propagandę radiowo-telewizyjną i komunistyczny aparat państwowy. Swoją postawą pokazywały młodym ludziom, że można żyć, myśleć i wyglądać niezależnie od narzuconych przez partię norm.
Dziś część historyków uważa, że władza komunistyczna celowo pozwalała na rozwój muzyki rockowej i organizację festiwali w Jarocinie. Miało to na celu skanalizowanie gniewu młodzieży, aby zamiast do podziemia politycznego („Solidarności”) trafiała ona pod barierki koncertowe. Tyle, że jeśli komuniści rzeczywiście próbowali kontrolować ten nurt, rock ostatecznie rozbudził w Polakach głód wolności. Wychował pokolenie, które odrzuciło totalitarną nowomowę i było gotowe na mentalną zmianę ustrojową w 1989 roku.
Instytucją odpowiedzialną za kontrolę słowa był Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk (GUKPPiW) przy ulicy Mysiej w Warszawie.
Komuniści mierzyli się z paradoksem: musieli dać młodzieży „wentyl bezpieczeństwa” w postaci muzyki, ale panicznie bali się, że teksty wywołają zamieszki lub uderzą w sojusz z ZSRR.
Jak wyglądały procedury?
Kontrola tekstów nie była chaotyczna, lecz miała ściśle urzędowy charakter. Zanim zespół wszedł do studia nagraniowego lub wyjechał w trasę, autor musiał dostarczyć maszynopis tekstu do cenzora. Cenzor nanosił poprawki czerwonym długopisem. Tekst otrzymywał sygnaturę (np. „Zezwalam na wykonanie”). Bez tego dokumentu organizator nie miał prawa wpuścić artysty na scenę, a radio nie mogło puścić piosenki. Urzędnicy z lokalnych oddziałów GUKPPiW często siedzieli na widowni (np. w Jarocinie czy Opolu) i z tekstem w ręku sprawdzali, czy wokalista nie improwizuje lub nie śpiewa odrzuconych zwrotek. Cenzorzy mieli jasne wytyczne dotyczące tematów, które natychmiast kwalifikowały utwór do zablokowania.
Jakakolwiek krytyka „Wielkiego Brata” była wykluczona. Z tego powodu zespół SS-20 musiał zmienić nazwę na Dezerter (SS-20 to były radzieckie pociski balistyczne wymierzone w Europę Zachodnią). Zakazane było używanie słów takich jak „ZOMO”, „pałka”, „godzina milicyjna” czy „generał” (w kontekście Wojciecha Jaruzelskiego). Teksty o pustych półkach, braku benzyny czy kolejkach były traktowane jako „wrogie godzeniu w socjalistyczny ład”.
Muzycy i tekściarze (tacy jak Wojciech Młynarski, Jacek Cygan, Andrzej Mogielnicki czy Grzegorz Ciechowski) opanowali do perfekcji „język ezopowy”, czyli pisanie metaforyczne. Dobry jest tu przykład zespołu Maanam, który w utworze „Nocny patrol” śpiewał o ciemności, strachu i „panach w czerni”. Dla cenzora był to wiersz o nocy, dla słuchaczy – idealny opis rzeczywistości stanu wojennego. Nasza Republika w piosence „Sexy Doll” formalnie opisywała plastikową dmuchaną lalkę. W rzeczywistości był to bezlitosny atak na konformistów i ludzi bez własnego zdania, którzy dali się ulepić systemowi. Perfekcyjnie wykorzystywał to zespół Wały Jagiellońskie czy Big Cyc (pod koniec lat 80.), obracając komunistyczną nowomowę w żart, z którym sztywni urzędnicy nie wiedzieli, jak walczyć.
Tyle, że jeśli zespół nie chciał pójść na kompromis, konsekwencje były dotkliwe, bo piosenkę nagrywano, ale trafiała na półkę (zakaz emisji). Zresztą bywał i całkowity zakaz wymieniania nazwy zespołu(!) w mediach i zakaz koncertów (taki los spotkał m.in. Maanam po odmowie występu dla działaczy komunistycznych w 1984 roku). Jednak w przypadku tego ostatniego gdy Maanam był zakazany, to Marek Niedźwiecki w Liście Przebojów Programu Trzeciego zamiast piosenki puszczał… sam zapętlony werbel z utworu „To tylko tango”, co było genialnym, cichym protestem radiowca.
Zespoły z drugiego obiegu (przede wszystkim scena punk rockowa, hardcore oraz reggae) przyjęły strategię totalnej niezależności. Muzycy doszli do wniosku, że walka z urzędem cenzury i tak nie ma sensu, więc całkowicie odcięli się od oficjalnego systemu. Tworzyli własny, alternatywny świat, ignorując państwowe media, wytwórnie płytowe i oficjalne agencje koncertowe.
Ich funkcjonowanie opierało się na sprycie, solidarności fanów i dynamicznym rozwoju podziemia wydawniczego.
Skoro oficjalne wytwórnie (takie jak Tonpress czy Muza) nie wydałyby tekstów uderzających w system, punkowcy wzięli sprawy w swoje ręce, adaptując zachodnią filozofię DIY (Do It Yourself – Zrób to sam). Utwory nagrywano na amatorskim sprzęcie w piwnicach, domach kultury, a nawet na próbach. Jakość była fatalna, ale liczył się autentyczny przekaz. Tu kluczową rolę odegrały magnetofony kasetowe (np. popularne Kasprzaki). Fani przegrywali taśmy wielokrotnie. Jedna zdobyta kaseta z nagraniem kapeli takiej jak Dezerter, Siekiera, TZN Xenna czy Moskwa służyła do stworzenia kilkudziesięciu kolejnych kopii dla znajomych.
Wreszcie – powstały niezależne oficyny wydawnicze (tzw. kasetowe labele), np. Tank Records założone przez muzyków Dezertera. Okładki powielano na kserokopiarkach (często nielegalnie, w państwowych zakładach pracy pod osłoną nocy), a kasety wysyłano pocztą lub sprzedawano z rąk do rąk na koncertach.
Warto też zauważyć, że wokół zespołów narodził się potężny ruch publicystyczny. Skoro prasa reżimowa pisała o punku tylko źle (jako o „marginesie społecznym”), młodzież zaczęła wydawać własne gazetki – fanziny (np. „Zjadacz Radu”, „QQRYQ”, „Azotox”). Zawierały one wywiady z zespołami bez cięć cenzury, teksty zakazanych piosenek, manifesty polityczne i recenzje koncertów. Ziny drukowano metodami chałupniczymi (przepisywanie na maszynie przez kalkę, powielacze spirytusowe) i kolportowano w całym kraju.
Pamiętajmy jednak, iż w PRL zorganizowanie oficjalnego koncertu wymagało zgody urzędników i milicji. Podziemie punkowe obchodziło te przepisy na kilka sposobów a w tym np. organizowano występy w prywatnych mieszkaniach, stodołach, opuszczonych fabrykach lub na próbach w osiedlowych domach kultury pod pretekstem „imprezy urodzinowej” lub „pokazu zamkniętego dla członków klubu”.
W latach 80. Kościół katolicki dawał schronienie opozycji demokratycznej i niezależnym artystom. Choć estetyka punkowa rzadko pasowała do świątyń, to w salkach katechetycznych czy podczas festiwali kultury chrześcijańskiej (np. w warszawskim kościele na Żytniej) organizowano przeglądy muzyczne, gdzie grano rocka bez ingerencji cenzorów, ale i tak największe zasługi ma tu Festiwal w Jarocinie.
Choć cenzura tam formalnie istniała, zespoły punkowe na małych scenach (lub w trakcie przesłuchań) często śpiewały zupełnie inne teksty niż te, które zgłosiły na papierze. Zanim lokalny cenzor zorientował się w sytuacji i wezwał milicję, koncert zazwyczaj dobiegał końca.
Dzięki temu całkowitemu bojkotowi instytucji państwowych, podziemie punkowe stworzyło w pełni demokratyczną, wolną przestrzeń społeczną na kilka lat przed oficjalnym upadkiem komunizmu w 1989 roku.
Redaktor