Przed siedzibą Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie wczoraj pojawił się tłum, którego w tym miejscu zwykle nie widać. Przyjechali pracownicy sądów i prokuratur z różnych części Polski, by sprzeciwić się likwidacji Działu Funduszy Zewnętrznych i zwolnieniu jego pracowników. Zdecydowali się na protest nie tylko dlatego, że odbierają decyzję dyrekcji jako uderzenie w ludzi z długoletnim doświadczeniem. Dla wielu to symboliczny dowód na to, jak szkoła – kluczowa przecież dla przygotowania kadr wymiaru sprawiedliwości – traktuje własnych pracowników i sygnały o narastających problemach.

Pikieta miała mocno symboliczny charakter. Uczestnicy rozdawali przechodniom żurek bez jaj, wyjaśniając, że tak właśnie postrzegają działania dyrekcji: pozbawione zasad, sensu i oparcia w doświadczeniu tych, którzy przez lata tworzyli najważniejsze programy szkoleniowe dla sędziów i prokuratorów. Ten kalamburowy gest miał przyciągnąć uwagę, ale przede wszystkim opowiedzieć historię, którą – jak mówią protestujący – zbyt długo ignorowano w murach szkoły.
Według relacji byłych i obecnych pracowników napięcia zaczęły się na długo przed decyzją o likwidacji działu. Osoby zatrudnione w KSSiP zgłaszały problemy organizacyjne, niewłaściwe zarządzanie, a nawet przypadki mobbingu. Przekonywali, że liczyli na dialog, lecz zamiast reakcji ze strony kierownictwa – napotykali obojętność. Ankiety przeprowadzone wśród pracowników miały potwierdzić skalę zastrzeżeń. – „Pracodawca konsekwentnie zamiatał wszystko pod dywan, a wobec osób zgłaszających problemy pojawiały się niepokojące działania” – relacjonuje Edyta Odyjas. Jak twierdzi, część pracowników zaczęła obawiać się represji, a atmosfera niepewności dotknęła przede wszystkim osoby angażujące się w działalność związkową.
Kulminacyjnym punktem była jednak decyzja o likwidacji Działu Funduszy Zewnętrznych. Dział funkcjonował od 18 lat i odpowiadał za pozyskiwanie środków na szkolenia oraz projekty edukacyjne w całym wymiarze sprawiedliwości. To w jego ramach powstawały programy, z których korzystali sędziowie, prokuratorzy, referendarze, asystenci, urzędnicy. Praktycznie każdy polski sędzia w ciągu ostatnich dwóch dekad zetknął się z materiałami przygotowanymi przez tę komórkę. Mimo tego – jak relacjonują protestujący – pracownicy działu zostali stopniowo przenoszeni, a cztery ostatnie osoby otrzymały wypowiedzenia. – „Szkoła pozbywa się lekką ręką ludzi o unikalnych kompetencjach, bez słowa wsparcia” – mówi Dariusz Kadulski, zwracając uwagę, że zadania działu mają zostać przekazane firmom zewnętrznym, co budzi wątpliwości zarówno finansowe, jak i merytoryczne.
Decyzja KSSiP wzbudziła w środowisku niemałe poruszenie, bo oznacza odejście od modelu opartego na wieloletnim doświadczeniu i uznanej jakości. Protestujący podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o obronę czterech miejsc pracy. Ich zdaniem to symptom znacznie głębszego problemu – erozji standardów w instytucji, która powinna być wzorem stabilności i profesjonalizmu. Wczorajsza pikieta była więc nie tylko wyrazem sprzeciwu wobec likwidacji działu, ale też próbą opowiedzenia o narastającej frustracji pracowników, którzy – jak mówią – przez długi czas byli ignorowani.
Wśród protestujących panowało przekonanie, że konsekwencje tych decyzji odczuje całe środowisko. Likwidacja działu oznacza bowiem utratę nie tylko ludzi, ale też know-how: umiejętności pozyskiwania funduszy, doświadczenia w prowadzeniu projektów, znajomości procedur. – „W praktyce wszyscy sędziowie w Polsce korzystali z materiałów stworzonych przez ten dział” – argumentują protestujący, przekonując, że przekazanie tych zadań firmom zewnętrznym wiąże się z ryzykiem utraty jakości i ciągłości działań.
Wczorajszy protest przebiegał spokojnie, ale jego uczestnicy podkreślali, że to dopiero początek. Oczekują przywrócenia pracowników, wyjaśnień i podjęcia działań naprawczych. Wielu z nich mówiło wprost, że muszą dziś bronić nie tylko swoich kolegów i koleżanek, ale również standardów pracy w instytucjach publicznych.
Zapowiadają, że nie wykluczają kolejnych form protestu, jeśli dyrekcja nie wycofa się z decyzji, które – ich zdaniem – są „bez jaj”, symbolicznie i dosłownie.
