strona główna

 

informacje

archiwum informacji

Solidarność Wielkopolska

uroczystości

 

władze regionalne

 

dokumenty

Walne Zebranie Delegatów

 

biura ZR

dział organizacyjny

dział rozwoju związku

dział szkoleń

dział informacji

bkn

radcy prawni

 

struktury terenowe

 

sekcje

 

galeria

 

w sprzedaży

 

kontakt

 

linki

 

 

 

 

 

Maciej Musiał

Od solidarności do wolności

 

    W numerze Bild am Sonntag z datą 31 sierpnia 1980 r. całą pierwszą stronę zajmowała wąsata twarz polskiego robotnika i tytuł: “Walesa, der Sieger von Danzig”. To był zwiastun zwycięstwa, jednak wówczas nikt nie zdawał sobie sprawy, jak wielkie to było zwycięstwo. Musiało minąć wiele lat, byśmy to pojęli. Dziś, 25 lat po pamiętnym Sierpniu nadal wszystkich pasjonuje pytanie: Jak zrodził się fenomen 10 milionowego ruchu społecznego, który pod postacią związku zawodowego przyniósł nam wolność i doprowadził do upadku komunizmu?

 

    U początku wszystkiego była solidarność! Zaczęło się od solidarności z drugim człowiekiem, od zwykłej ludzkiej solidarności, która w odruchu serca każe ująć się za człowiekiem skrzywdzonym. Przecież to był zasadniczy motyw, dla którego robotnicy Stoczni im. Lenina, pamiętający jeszcze dobrze masakrę w grudniu 1970 roku, podjęli ryzyko strajku. Nie ma wątpliwości, że z trzech zgłoszonych przez nieliczną grupę inicjatorów postulatów, to właśnie solidarność z wyrzuconą z pracy Anną Walentynowicz była zasadniczym motywem, dla którego podjęli trudne dzisiaj do wyobrażenia ryzyko. Strajkować w roku 80 oznaczało stanąć małą grupką samotnie przeciw wszystkim! Przeciw wszechmocy władzy oraz przeciw strachowi i bierności innych. Wtedy, 14 sierpnia 1980 r. solidarność z panią Anią pokonała strach i zwyciężyła. Jeszcze tego samego dnia popołudniu samochód dyrektora przywiózł Annę Walentynowicz do Stoczni.

 

    Dwa dni później, 16 sierpnia stoczniowcy wywalczyli dla siebie podwyżkę o 1500 zł i zgodę na utworzenie w Stoczni Wolnych Związków Zawodowych. O godz. 14.00 Lech Wałęsa ogłosił zakończenie strajku. Stoczniowcy zaczęli rozchodzić się do domów. W tym samym czasie przedstawiciele innych zakładów, z którymi władze nie podjęły rozmów i które bez Stoczni były bezbronne, pytali: A co z nami? Pytali o solidarność! Lech Wałęsa to zrozumiał, zmienił decyzję i ogłosił strajk solidarnościowy. Najbliższa noc była przełomowa - powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Temu tysiącowi robotników Stoczni im. Lenina, którzy w odruchu solidarności z robotnikami innych zakładów pozostali na strajku, zawdzięczamy wszystko co nastąpiło potem. Oni rozumieli wagę międzyludzkiej solidarności.

 

    Cztery dni później, w Warszawie 64 intelektualistów wystosowało apel: “Robotnicy polscy z dojrzałością i determinacją walczą o prawa swoje i nas wszystkich do lepszego i godniejszego życia”. Dzięki solidarności robotników i inteligencji pękły okowy strachu i rozrastał się strajk.

 

    Rosło też samo słowo. Krzysztof Wyszkowski rozpoczął wydawać gazetę strajkową pod tytułem “Solidarność”, a wkrótce potem Jerzy Janiszewski zaprojektował piękny plakat ze wspierającymi się solidarnie literami i z flagą biało-czerwoną. Ten znak stał się symbolem narodowym jako logo Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego “Solidarność”, a wkrótce miał się stać najbardziej rozpoznawalnym polskim logo na świecie.

 

    17 września 1981 r. przybyli do Gdańska delegaci międzyzakładowych komitetów założycielskich i międzyzakładowych komisji robotniczych z całego kraju. Na tym spotkaniu przyjęto najpierw propozycję mec. Jana Olszewskiego by wszystkie MKZ-y i MKR-y zarejestrować jako jeden zawiązek zawodowy, a następnie pomysł Karola Modzelewskiego by nosił on nazwę “Solidarność”.

 

    Potem sprawy potoczyły się niezwykle szybko, nam tutaj zgromadzonym nie trzeba tych chwil przypominać, bo mamy je żywo w pamięci. Ale godzi się zauważyć, że przez następne 16 miesięcy NSZZ “Solidarność” nie zapominał o solidarności, tej przez małe “s”. Przy wszystkich strukturach działały komisje interwencji, które upominały się o ludzi skrzywdzonych. Jako związek upominaliśmy się kolejno m.in. o rolników, którym odmawiano prawa do tworzenia związków zawodowych, o NZS, o samorządność wyższych uczelni, o studentów z Radomia.

 

    Pamiętaliśmy także, mając wszakże na uwadze ograniczenia wynikające z tzw. geopolityki, o ludziach pracy Europy Wschodniej. Słynne Posłanie Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ “Solidarność”, gdy je dzisiaj czytamy, jawi się jako tekst niezwykle wyważony. A przecież stało się przedmiotem wściekłej nagonki. Godziło bowiem nie tylko “w podstawy ustroju” ale i co gorsza “w sojusze”! Przede wszystkim było ono jednak aktem najwyższej miary solidarności między uciemiężonymi narodami.

18 lat później, w Sali Kongresowej, w której kolejne zjazdy “siły przewodniej” wytyczały drogę do socjalizmu, odbywa się uroczystość z okazji Święta Niepodległości, przemawia niegdyś przewodniczący I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ “Solidarność”, a ówcześnie premier III Rzeczypospolitej, a w loży honorowej zasiada pięciu prezydentów niepodległych państw Europy Środkowo-Wschodniej. Jakiż wspaniały owoc przyniosła solidarność między narodami!

 

    A co z wolnością? Już pobieżny rzut oka na 21 postulatów pokazuje ,że chociaż zaczęło się od solidarności, to jednak od początku rzecz szła o wolność! O wolność człowieka i obywatela!

 

Postulat 1: “Akceptacja niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych, wynikająca z ratyfikowanej przez PRL Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącej wolności związkowych.” – to żądanie wolności zrzeszania się.

 

Postulat 2: “Zagwarantowanie prawa do strajku oraz bezpieczeństwa strajkującym i osobom wspomagającym.” – to wołanie o prawo pracownicze, ale w państwie, które jest dominującym pracodawcą, to wołanie o wolność sprzeciwu wobec władzy.

 

Postulat 3: “Przestrzegać zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji, a tym samym nie represjonować niezależnych wydawnictw oraz udostępnić środki masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań.” - to domaganie się wolności słowa.

 

    Charakterystyczne, że strajkujący nie domagali się niczego innego niż tylko respektowania tego, co formalnie, choć absolutnie pozornie mieli zagwarantowane przez obowiązujące w PRL prawo.

 

Gdyby przyjrzeć się uważnie konfliktom jakie wybuchały w okresie “karnawału”, to prawie wszystkie miały u swego podłoża łamanie wolności obywatelskich, (sprawa Narożniaka, rejestracja NSZZ “S” RI, konflikt bydgoski, konflikt radomski). W polskim społeczeństwie narastała świadomość praw i wolności obywatelskich oraz tego, że w swej istocie są one niezbywalne. Zniknęło milczące przyzwolenie dla ich ograniczania i łamania tak długo obecne w naszej polskiej Nierzeczywistości.

Pokolenie trzydziestolatków, ludzi “zrodzonych w niewoli, okutych w powiciu”, mając gdzieś w pamięci zakodowane hasła z nieodległej przeszłości : “polska droga do socjalizmu”, “socjalizm z ludzką twarzą", “błędy i wypaczenia”, myślało raczej o poprawianiu zastanej rzeczywistości niż o jej burzeniu. Świadomość tzw. uwarunkowań geopolitycznych była powszechna!

 

Nie chcąc drażnić Wielkiego Brata ta samo-ograniczająca się rewolucja koncentrowała się na samorządności czując, że jest to jednak mniej niż to, o czym można tylko śnić, coś na co jednak reżim pod pewną presją mógł się jednak zgodzić. Już w niedzielę 24 sierpnia Mazowiecki z Geremkiem przekonali Prezydium MKZ by określenie “wolne” związki zawodowe zastąpić określeniem “niezależne”, do którego nieco później dodano “samorządne”. A potem budowaliśmy samorząd w przedsiębiorstwie, samorząd studencki. Nawet uchwalony przez I KZD NSZZ Solidarność program nosił nazwę “Samorządna Rzeczpospolita” , Nie wolna, nie niepodległa, lecz zaledwie samorządna! Dziś mówimy “zaledwie”, a ile to znaczyło wówczas?

 

Być może byli wówczas tacy wizjonerzy, którzy, hen gdzieś na horyzoncie zdarzeń dostrzegali “jutrzenkę swobody”. Ja się do nich nie zaliczałem. Przez 16 miesięcy Polacy żyli nadzieją. Nadzieją na ludzka twarz, na głębszy oddech, na dom “bez lokatorów pukających w ściany”, na więcej osobistej i obywatelskiej wolności, na większe uczestnictwo w sprawach, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, “publicznych”. Pamiętamy ten zapał, entuzjazm, poczucie wspólnoty, dumę z uczestnictwa w czymś niezwykle ważnym, tę nadzieję, że będzie lepiej!

 

W tej nadziei Naród Polski był zjednoczony jak bodaj nigdy przedtem. Paradoksalnie, to właśnie w czasie karnawału “Solidarności” ziściło się marzenie Edwarda Gierka o jedności społeczno-politycznej Narodu. Choć raczej nie o taką jedność mu chodziło!

 

    Stan wojenny był – jak to trafnie nazwał Czesław Miłosz – zbrodnią przeciwko nadziei, przeciwko tej nadziei, ale także przeciwko tej jedności! Naród Polski odzyskał nadzieję dopiero wiosną ‘89 roku, ale jedności nie odzyskał już nigdy!

 

Szok 13 grudnia spowodował przewartościowanie wszystkiego czym żyliśmy przez 16 miesięcy karnawału. Pozbawiono nas nie tylko praw pracowniczych, nie tylko praw obywatelskich, ale także wolności osobistych. Już niekiedy nie pamiętamy rygorów stanu wojennego: internowań, aresztowań, godziny policyjnej, zakazu wyjazdu poza teren województwa, cenzury korespondencji, rozmów telefonicznych, prasy, radia, TV, zakazu działalności związków zawodowych i stowarzyszeń, zakazu zgromadzeń.

 

Mimo tak wielkiej presji psychicznej i fizycznej nie udało się zniszczyć “Solidarności” Żyła ona nie tylko symbolicznie w naszych sercach, ale także realnie, choć niejawnie. Bo choć jedni wyemigrowali dobrowolnie lub pod presją, a inni wybrali emigrację wewnętrzną, to jednak wielu podjęło nierówną walkę!

 

Co powodowało ludźmi, którzy na różnych pozycjach i w różny sposób podjęli trud walki? Jakie były motywacje tych którzy płacili i zbierali składki, tych, którzy zbierali informacje, redagowali i drukowali gazetki, tych, którzy kolportowali, przepisywali na maszynach, przekazywali z rąk do rąk, czytali wolną prasę mimo jej kiepskiej jakości technicznej, tych, którzy pomagali rodzinom internowanych, więzionych czy zwolnionych z pracy, tych, którzy budowali społeczeństwo alternatywne, tworzyli i upowszechniali kulturę, uprawiali naukę i tych, którzy nie wahali się manifestować swoich poglądów w kościołach i na ulicach.

 

Jakie były ich motywacje? Po pierwsze - solidarność z tymi, którym zabrano wolność. Po drugie - solidarność z tymi, którym zabito nadzieję na lepsze jutro. I po trzecie głęboki wewnętrzny sprzeciw wobec zła, wobec niegodziwości stanu wojennego!

 

To dzięki ludziom “Solidarności”, tym – jakże często anonimowym - którzy byli solidarni wówczas, gdy do zyskania nie było nic, a do stracenia wszystko, “Solidarność” przetrwała 7 trudnych lat, w czasie których nauczyliśmy się wołać: “Nie ma wolności bez Solidarności”. Mieliśmy jednak na uwadze tylko tę wolność zdobytą po sierpniu, a zabraną nam 13 grudnia. Nadal nie marzyliśmy o wolności narodowej i o Niepodległej Rzeczypospolitej.

 

    Porozumienia okrągłego stołu w sferze społecznej i gospodarczej nie wychodziły poza reformowanie socjalizmu, w sferze politycznej zaś, nie naruszając uwarunkowań zewnętrznych zbudowały nowy model systemu politycznego z udziałem tzw. konstruktywnej opozycji, w zamian za legalizację NSZZ “Solidarność”. Łatwo dziś krytykować porozumienia okrągłego stołu, zwłaszcza, gdy czynią to ci, których w trudnych latach jakby nie było. Trzeba jednak pamiętać, że było to porozumienie słaniających się zapaśników - zachowując wszelkie proporcje – zapaśników wyczerpanych walką, za słabych by zwyciężyć, za silnych by już upaść.

Nie ma wolności bez “Solidarności” - 17 kwietnia 1989 r. sąd zarejestrował ponownie NSZZ “Solidarność”. To było wielkie zwycięstwo tych którzy byli solidarni do końca, do zwycięskiego końca! Ilu ich było? Niewielu! Wiosną roku ’89, gdy już było wolno jawnie opowiedzieć się za opozycją, jeszcze całkiem niedawno nazywaną antysocjalistyczną, choć nadal wymagało to pewnej odwagi cywilnej, w województwie poznańskim w kampanię wyborczą Komitetu Obywatelskiego “Solidarność” włączyło się aktywnie nie więcej niż 5000 osób, to zaledwie 0,5% pełnoletnich obywateli.
 

    A co z wolnością? Wolność nadeszła nieoczekiwanie jako plon solidarności! Gdzieś między pamiętnym 4 czerwca 1989 r., a 22 grudnia następnego roku, gdy Lech Wałęsa wybrany Prezydentem RP składał ślubowanie i przejmował insygnia II Rzeczypospolitej. Zdobyliśmy “Solidarność’ i wolność, tę, o której nawet nie śmieliśmy marzyć! A dziś, gdy cieszymy się wolnością osobistą i narodową, gdy jesteśmy wolnym, niepodległym państwem zapytajmy:

 

Czy jesteśmy wolni? Wolni wewnętrznie, a więc w takim sensie w jakim wolni jesteśmy tylko wówczas, gdy wybieramy dobro zamiast zła?
 

Czy jesteśmy solidarni? Solidarni zwłaszcza z tymi, których przygniotło

brzemię przemian, które są naszą dumą?

 

Czy możemy być w pełni wolni jeśli nie jesteśmy solidarni?

 

Trzeba dziś głośno powtarzać, na nowo odczytując to hasło:

 

Nie ma wolności bez solidarności!

 

 

 

 

 

  aktualności - galeria - kontakt