strona główna

 

informacje

archiwum informacji

Solidarność Wielkopolska

uroczystości

 

władze regionalne

 

dokumenty

Walne Zebranie Delegatów

Akty prawne

BHP

Społeczny Inspektor Pracy

 

biura ZR

dział organizacyjny

dział rozwoju związku

dział szkoleń

dział informacji

dział prawny

radcy prawni

 

struktury terenowe

 

sekcje

 

w sprzedaży

 

kontakt

 

linki

 

 

 

 

Czas na spowiedź rządu

Efekty grudniowej manifestacji „S” w Warszawie

– Jak się rząd przyciśnie, to coś się zaczyna ruszać – oceniają efekty manifestacji Solidarności w Warszawie 15 grudnia stoczniowcy, kolejarze i pracownicy zbrojeniówki. Do tej pory przedstawiciele rządu obiecali pomoc dla kolei i zbrojeniówki. 13 stycznia spotkają się ze stoczniowcami.

„Pracy i chleba” – transparenty z taką treścią przynieśli ze sobą związkowcy, którzy przybyli do Warszawy 15 grudnia. Oprotestowywali swoją ciężką sytuację. Wśród nich najwięcej było pracowników zakładów z branży stoczniowej, zbrojeniowej i kolei.
– Nie mamy środków na utrzymanie, nie mamy pracy, nie mamy żadnych świadczeń. Rząd nas zostawił. Po wielu nieudanych próbach uruchomienia majątku po stoczni, co było nam obiecane, od stycznia nie mamy za co żyć – mówił wtedy Krzysztof Fidura.

Związkowcy żądali dialogu z rządem. Manifestacja przebiegła spokojnie. To dlatego, że przewodniczący Solidarności Janusz Śniadek porozumiał się z ministrem Michałem Bonim w sprawie terminów spotkań przedstawicieli rządu z pracownikami branż znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji. Dwa – z przedstawicielami kolejarzy i zbrojeniówki – już się odbyły. Stoczniowcy mają rozmawiać z rządem 13 stycznia. Dlatego po manifestacji Janusz Śniadek mówił, że jest dobrej myśli. Rząd spełnił dane związkowcom obietnice co do spotkań. Pytanie: co dalej?

– Wiele razy toczyły się już rozmowy z rządem, czyniono pewne ustalenia, a potem gorzej było z ich realizacją – mówi Stanisław Głowacki, przewodniczący Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego Solidarności. Teraz jednak związkowcy mają nadzieję, że rząd w porozumieniu z nimi wprowadzi w życie konkretne plany, dzięki którym sytuacja pracowników poprawi się. I dokładnie śledzą poczynania rządu.

– Jak się ich przyciśnie, to coś się zaczyna ruszać. Jak nie – ustalenia często z biegiem czasu się rozmydlają – twierdzi Stanisław Głowacki.

Nie tylko Afganistan

Najwcześniej, bo jeszcze przed świętami, przedstawiciele Kancelarii Premiera, Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministerstwa Skarbu Państwa spotkali się ze związkowcami ze zbrojeniówki.

Ministerstwo Obrony Narodowej zobowiązało się do rozpatrzenia możliwości rozłożenia swoich zamówień tak, aby korzystały na nich nie tylko firmy realizujące potrzeby wojska w Afganistanie, ale również inne firmy. Taka polityka ma umożliwić zakładom przetrwanie kryzysu. Resort ma też zastanowić się nad zwiększeniem zamówień w systemie kredytowania. Obecnie planuje się zamówienia w tym systemie o wartości 500 mln zł. Do dyspozycji jest jeszcze ok. 1 mld zł. Do połowy stycznia ministerstwo ma powiadomić o planowanych zakupach w poszczególnych firmach. Jest też szansa na to, że przedsiębiorstwa przemysłu zbrojeniowego skorzystają między innymi z funduszy restrukturyzacji i Funduszu Pracy.

Stanisław Głowacki komentuje jednak te plany ostrożnie.

– Dziś mogę powiedzieć, że jest postęp. Bo zwykle taki postęp od manifestacji do kolejnych rozmów uzyskujemy – mówi. – Teraz jednak czekamy na spotkanie w szerszym gronie, z różnymi ministrami, które ma się odbyć 22 stycznia. Wtedy nastąpi spowiedź. Sprawdzimy, co zostało rzeczywiście zrobione.

 

Zadłużeni daleko nie pojadą

6 stycznia odbyło się spotkanie przedstawicieli Solidarności kolejarzy i prezesa PKP ze stroną rządową. Kolejarzom obiecano przedstawienie podczas najbliższego posiedzenia komisji trójstronnej ds. kolejnictwa, na piśmie, zmodyfikowanej strategii rządowej dotyczącej przyszłości kolei.

W tej chwili cała Grupa PKP boryka się z długiem w wysokości 6 mld zł. To zadłużenie pochodzące z czasów, kiedy koleje były państwowe. Rząd wcześniej proponował, aby dużą część akcji spółek kolei wystawić na giełdę, a dochód z ich sprzedaży przeznaczyć na spłatę długu.

Z takim planem nie zgadzają się związkowcy.

- To nierówna konkurencja powstałych w procesie prywatyzacji spółek PKP na przykład InterCity czy Cargo, wobec zachodnich spółek wchodzących na nasz rynek – twierdzi Henryk Grymel, przewodniczący Sekcji Krajowej Kolejarzy Solidarności. – Nasze spółki muszą się borykać z tym zadłużeniem, a zachodnie mają czystą sytuację.

Do Polski właśnie wkraczają koleje niemieckie – Deutsche Bahn. Na razie mają ściśle współpracować z InterCity, ale za kilka lat chcą opanować jedną trzecią rynku. Aby temu zapobiec, polskie spółki, zdaniem związkowców, muszą mieć takie same możliwości, jak one.

Dlatego związkowcy apelują, aby na giełdę trafiło jedynie 20–30 proc. akcji spółek PKP i aby uzyskane ze sprzedaży pieniądze przeznaczyć na rozwój: poprawę jakości taborów, kupno nowych wagonów itp. Dług zaś, ich zdaniem, jako spadek po kolejach państwowych, powinien być spłacony z budżetu państwa.

– Nie jesteśmy przeciwni prywatyzacji kolei. Ale musimy też tak ją przeprowadzić, aby zachować narodowy charakter kolei – mówi Henryk Grymel.

Rząd obiecał także, że zajmie się sprawą Przewozów Regionalnych. Ta spółka, przekazana niedawno przez Grupę PKP samorządom, ma ok. 400-milionowy dług. Ciężka sytuacja firmy doprowadziła do rozpoczęcia procedury zwolnień, które – jak podają kolejarze – miałyby objąć nawet kilka tysięcy osób. Brak jakiegokolwiek programu osłon socjalnych dla tracących zatrudnienie spowodował, że 10 pracowników spółki Przewozy Regionalne rozpoczęło głodówkę. Dopiero po dziewięciu dniach zarząd wstrzymał zwolnienia i zobowiązał się do przygotowania programu osłonowego.

– 13 stycznia ma się odbyć spotkanie z ministrem spraw wewnętrznych Jerzym Millerem. Wtedy mają zapaść decyzje w sprawie Przewozów Regionalnych – informuje Henryk Grymel. – Wiele razy było tak, że coś się z rządem ustalało, a potem jego przedstawiciele mówili: wy nas źle zrozumieliście. I robili po swojemu. Mam nadzieję, że teraz rząd poważnie traktuje problemy kolei.

Zasiłki dla stoczniowców

Na spotkanie z przedstawicielami rządu czekają jeszcze stoczniowcy z zakładów w Gdyni i Szczecinie. Ostatni z tych, którzy stracili miejsca pracy na skutek zwolnień grupowych, w grudniu otrzymali ostatnie świadczenia przysługujące im z racji udziału w programie zwolnień monitorowanych. Stocznia Gdynia zatrudniała prawie 5,2 tys. osób, zakład w Szczecinie – ok. 4 tys. Osiem tysięcy przystąpiło do programu zwolnień monitorowanych. Dzięki temu przez pół roku otrzymywali co miesiąc 2,5 tys. zł brutto, mogli skorzystać ze szkoleń zawodowych i uzyskać pomoc w poszukiwaniu nowego zatrudnienia. Jeśli jednak przez te pół roku nie znaleźli pracy, to teraz, jako bezrobotnym, nie będą im przez rok przysługiwały zasiłki. Niestety, okazuje się, że nowe miejsca zatrudnienia do tej pory znalazła niewielka część dawnych pracowników stoczni. Porażką zakończył się też program szkoleń. Od początku tego roku większość stoczniowców pozostaje więc bez pracy i zasiłków.

– Aby wypłacanie zasiłków było możliwe, potrzebna jest zmiana ustawy kompensacyjnej, a to może jeszcze potrwać – mówi Dariusz Adamski, przewodniczący Sekcji Krajowej Przemysłu Okrętowego Solidarności.

W Gdyni 6 stycznia doszło do rozmów przedstawicieli urzędów pracy, do których zgłaszają się stoczniowcy, z wiceminister pracy Czesławą Ostrowską. Cel – próba znalezienia funduszy na zasiłki dla stoczniowców. Efekt – żaden. Jak twierdzi dyrektor PUP w Gdyni Joanna Siwicka, minister Ostrowska przekazała tylko, że nie można wypłacać zasiłków, gdyż nie pozwala na to ustawa.

Dariusz Adamski zapowiada jednak, że strona rządowa ma przedstawić 13 stycznia konkretne plany dotyczące zasiłków, szkoleń i programu przekwalifikowania stoczniowców.
– Na razie trudno ocenić, że coś się wydarzyło, ale mamy nadzieję, że razem ustalimy, jak wyjść z trudnej sytuacji – mówi Adamski.

Rzecznik ministerstwa skarbu Maciej Wewiór zapowiedział podczas grudniowej manifestacji, że na początku tego roku resort zdecyduje, co dalej z tymi częściami majątku Stoczni Gdynia i Stoczni Szczecińskiej Nowa, które nie znalazły nabywców. W trakcie listopadowych i grudniowych licytacji nie udało się bowiem sprzedać m.in. dużego suchego doku w Gdyni ani większości majątku stoczni w Szczecinie. To oznacza, że dla większości stoczniowców pracujących w obu zakładach nie ma nadziei na powrót do pracy w zawodzie.

 

Nadzieja na pomoc

Związkowcom zależy na tym, by uruchomić pieniądze z Europejskiego Funduszu Dostosowania do Globalizacji. Fundusz został stworzony po to, aby wspierać pracowników zwolnionych w wyniku zmian zachodzących w światowej strukturze handlu. Można się starać o dofinansowanie w przypadku, kiedy duże przedsiębiorstwo przestaje prowadzić działalność gospodarczą lub gdy fabryka zostaje przeniesiona do kraju spoza Unii Europejskiej, albo też gdy cały sektor redukuje miejsca pracy w danym regionie. Roczny budżet funduszu to 500 mln euro.

– Cieszy nas to, że rząd przygotowuje wnioski o pieniądze z funduszu. Jest to szczególnie ważne w przypadku firm kooperujących ze stoczniami, których sytuacja teraz okazała się bardzo ciężka – mówi Dariusz Adamski.

To związkowcy Solidarności zwrócili uwagę rządu na możliwość uzyskania pieniędzy z tego źródła.

– W naszej ocenie niektóre branże spełniają kryteria, by wystąpić o dofinansowanie. Wnioskodawcą może być wyłącznie rząd. I złożył deklarację, że wszędzie tam, gdzie będą spełnione kryteria, ma wolę taki wniosek składać w Komisji Europejskiej – mówił podczas grudniowej manifestacji Janusz Śniadek.

Teraz na dofinansowanie liczą szczególnie kooperanci stoczni w Gdyni i Szczecinie z fabryką H. Cegielskiego w Poznaniu na czele oraz zakłady przemysłu zbrojeniowego.

Barbara Doraczyńska

"Tygodnik SAolidarność" nr 3/15 I 2010

 

 

  aktualności - galeria - kontakt