Menu
Biuro Prasowe

Biuro Prasowe

Drugi dzień strajku w rybnickim szpitalu

Rozpoczął się drugi dzień strajku w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 3 w Rybniku. Dziś, 19 października, może dojść do podpisania częściowego porozumienia między związkami zawodowymi a dyrekcją szpitala. Niemal na pewno nie będzie ono jednak dotyczyć postulatów  płacowych i nie zakończy akcji strajkowej. 
 
– O godz. 10.30 mamy spotkanie z dyrekcją szpitala dotyczące podpisania częściowego porozumienia. Chodzi o nasz postulat dotyczący zwiększenia obsad pielęgniarskich na oddziale intensywnej terapii i bloku operacyjnym. Te obsady są zbyt małe, co w naszej ocenie bezpośrednio zagraża bezpieczeństwu pacjentów – mówi Piotr Rajman, przewodniczący Solidarności w rybnickim szpitalu. Dodaje, że strona związkowa będzie domagać się, aby podczas spotkania rozmawiać również o żądaniach dotyczących wynagrodzeń. – Wszystkim chyba zależy na tym, żeby strajk zakończył się jak najszybciej. Dlatego będziemy wnioskować, aby już dziś rozmawiać o postulatach płacowych – wskazuje szef zakładowej „S”. 
 
Najprawdopodobniej w poniedziałek 22 października związkowcy spotkają się z Michałem Gramatyką, wicemarszałkiem woj. śląskiego odpowiedzialnym za służbę zdrowia. – Czekamy na oficjalne zaproszenie ze strony pana marszałka i precyzyjną informację, czego ma dotyczyć to spotkanie. Gdy tutaj strajkują ludzie, a my mielibyśmy jechać tylko po to, żeby sobie porozmawiać, to nie ma to sensu – zaznacza Piotr Rajman. 
 
Na 24 października zaplanowano nadzwyczajne posiedzenie Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w sprawie sytuacji w WSS nr 3 w Rybniku. Obecnym przewodniczącym WRDS jest Marszałek Województwa Śląskiego Wojciech Saługa, a rybnicki szpital podlega właśnie samorządowi wojewódzkiemu. O zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Rady wnioskował już 11 października Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności. Wyznaczenie tak odległego terminu posiedzenia WRDS przez marszałka Saługę zostało odebrane przez pracowników szpitala, jako wyraz lekceważenia ich postulatów. 
 
Bezterminowy strajk w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 3 w Rybniku rozpoczął się 18 października. Placówka funkcjonuje w systemie ostrego dyżuru. Realizowane są tylko zabiegi ratujące życie, planowe przyjęcia pacjentów są wstrzymane.
 
łk
 

Jesteśmy po to, żeby rozwiązywać problemy

  • Kategoria: Kraj
25 października rozpocznie się Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ Solidarność, który podsumuje ostatnie 4 lata działalności związku. Gdyby miał Pan wymienić największe sukcesy Solidarności z tego okresu, co by to było i dlaczego?
– Jest ich dużo i wszystkie są ważne. Ale gdybym miał sam ustalić czołówkę, to byłoby to: przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego, ograniczenie handlu w niedzielę, ustawa o płacy minimalnej i stawce godzinowej oraz minimalne wynagrodzenia zasadnicze dla pracowników służby zdrowia. Okupiliśmy to ciężką, wieloletnią pracą, a jej finał wcale nie był oczywisty. Szczególnie w przypadku pracowników niemedycznych, gdzie jako Solidarność zostaliśmy na placu boju sami. Tym większa satysfakcja i poczucie dumy, że jesteśmy prawdziwą Solidarnością. Pamiętajmy też, że choć to zasługa całego związku, to w przypadku handlu w niedzielę i pracowników niemedycznych szczególnie trzeba wskazać Alfreda Bujarę i Mariolę Ochman. To ich wielka zasługa.
 
Jeśli delegaci obdarzą Pana zaufaniem i zostanie Pan wybrany przewodniczącym „S” na kolejną kadencję, jakie będą priorytet związku na najbliższe miesiące? 
– O tym oczywiście zdecydują delegaci, przyjmując uchwałę programową. Według mnie to państwowa sfera budżetowa. Dzięki Solidarności odmrożony został wreszcie wskaźnik wzrostu wynagrodzeń, ale zapaść w tym sektorze jest ogromna i potrzeba kilku lat, aby to odrobić. Stoimy też przed koniecznością nowelizacji ustawy o ograniczeniu handlu w niedzielę, tak aby ją uszczelnić. To będą jedne z większych wyzwań, przed którymi stoi obecnie Solidarność. 
 
Podczas zbliżającego się KZD delegaci będą głosować nad zmianami w statucie NSZZ Solidarność. Projekt wewnętrznej reformy związku został zgłoszony przez śląsko-dąbrowską Solidarność, ale powstał on przy Pańskim współudziale. Dlaczego te zmiany są tak potrzebne? 
– Są dwie główne propozycje – kadencyjność i sąd koleżeński. Zacznę od tej drugiej. Dzisiaj w przypadku niegodnego i niezgodnego ze statutem związku postępowania członka, decyzje może podejmować jedynie podstawowa organizacja związkowa. A bywa, że mamy do czynienia ze sprawami bulwersującymi, które szkodzą całemu związkowi. I nic nie można z tym zrobić, bo np. jego własna organizacja go chroni. Musimy mieć narzędzie dające gwarancję rzetelnego i obiektywnego osądu, aby w takich przypadkach interweniować. Potrzebne jest też miejsce do rozstrzygania sporów wewnątrzzwiązkowych i mediacji. Jeśli chodzi o kadencyjność, która, przypomnę, miałaby dotyczyć jedynie szczebla krajowego regionów i sekretariatów branżowych, to szansa na nowych liderów. Taka „świeża krew” jest dobra i sprzyja budowaniu siły związku. 
 
Kadencyjność jest szansą na odmłodzenie struktur związku?
– Tu nie tyle chodzi o odmłodzenie, co świeże spojrzenie. Nowe pomysły. Świat się zmienia, my też musimy się zmieniać.
 
Jaka będzie ta następna kadencja dla Solidarności? Dialog społeczny na szczeblu ogólnokrajowym wgląda znacznie lepiej niż jeszcze kilka lat temu, co nie oznacza, że na linii Solidarność-rządzący nie ma punktów spornych. Tych w ostatnich miesiącach pojawia się coraz więcej...
 – Bo i problemy do rozwiązania są trudne. Weźmy budżetówkę. To kosztowny i skomplikowany proces wydobywania z zapaści materialnej pracowników tego sektora. Wieloletnie zaległości, degradacja ich pozycji i znaczenia. Ale my jesteśmy po to, by takie problemy – najlepiej w dialogu – rozwiązywać. Jeśli się nie da w dialogu, będziemy protestować. Solidarność ma swoje priorytety określone w uchwale programowej KZD i ma obowiązek je realizować. Dobre relacje z rządem, choć przydatne, nie są najważniejsze.
 
Z Piotrem  Dudą, przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ Solidarność
rozmawiał Łukasz Karczmarzyk

Obrady Związkowej Grupy Wyszehradzkiej V4 w Pradze. O czym debatowano?

11-12 października w Pradze obradowała Związkowa Grupa Wyszehradzka V4. Organizacja działa od około 15 lat, a jej spotkania są cykliczne i odbywają się co najmniej raz w roku. Spotkanie gromadzi zwykle liderów związków zawodowych regionu, czyli cztery, a nawet pięć organizacji węgierskich, konfederacje związków na Słowacji i w Czechach, jak również obecne są trzy organizacje z Polski. Spotkania odbywają się każdorazowo w innym kraju – poprzednie miało miejsce w Budapeszcie, wcześniej w Warszawie, zaś ostatnie w Pradze. Stałym przedstawicielem "Solidarności" na tych spotkaniach jest zastępca przewodniczącego KK Tadeusz Majchrowicz.
 

Jednym z głównych merytorycznych punktów tegorocznego spotkania była kwestia konwergencji płac, czyli wyrównania wynagrodzeń pracowników tzw. „starej Unii” i naszego obszaru. Te różnice są krzyczące i nie idą w parze z wydajnością. Jest czas, żeby tę przepaść zasypywać 


– powiedział w rozmowie z portalem Tysol.pl Andrzej Matla z działu zagranicznego "Solidarności". Wskazał, że podczas spotkania rozpoczęto gorącą debatę nt. Ukrainy, mimo że temat ten nie był wpisany do porządku obrad. 
 

Wynagrodzenia netto w przypadku Ukrainy wynoszą 190 euro netto na miesiąc. W porównaniu z kwotami w innych państwach naszego regionu to kwota rażąco niska. Przewodniczący Tadeusz Majchrowicz wrócił właśnie ze zjazdu KVPU (Konfederacja Wolnych Związków Zawodowych Ukrainy – red.) i uznał, że naszą powinnością jest wystąpić z apelem wobec tak rażącego naruszenia standardów. Po pierwsze: Europa nie kończy się na granicy Unii Europejskiej. Tu chodzi o prawa pracowników do bezpiecznej pracy, do godnej płacy i godziwego życia. Ta dyskusja, którą przewodniczący Majchrowicz rozpoczął zaowocowała pomysłem, by przyjąć wspólne oświadczenie dot. sytuacji pracowników na Ukrainie. Należy również podjąć skoordynowane działanie, nie tylko pod Międzynarodową Konfederacją Związków Zawodowych, czyli organizacją działającą globalnie, ale i Europejską Konfederacją Związków Zawodowych. Zwłaszcza wobec faktu, że sekretarz generalny EKZZ Luca Visentini jest też szefem PERC-u. PERC to regionalna rada związków zawodowych, która obejmuje państwa regionu Europy rozumianej szerzej, obejmująca m.in. Ukrainę. Nie tylko przyjęto oświadczenie, ale poczyniono wstępny plan, który miałby zaowocować realizacją misji na Ukrainie. Być może w te działania zostaną zaangażowani ludzie z Komisji Europejskiej. Musimy cały ten plan jeszcze przedyskutować, a nastąpi to jeszcze w tym miesiącu podczas spotkania PERC w Brukseli. Tyle o Ukrainie. To był nasz, Solidarności, wkład w to spotkanie. Istotny, bo zależy nam na obudzeniu śpiącej Europy. My podnosimy temat Ukraiński, kiedy inni wolą o tym nie myśleć

– podsumował Andrzej Matla. Podczas spotkania związkowcy przyjęli również wspólne oświadczenie dotyczące pracowników delegowanych i dyrektywy rewidowanej.
 

Polski i węgierski rząd złożyły skargę do Europejskiego Trybunału UE ws. zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych. W tej kwestii my, jako Solidarność, mamy zdanie inne niż rząd. Domagamy się, żeby stosować zasadę tej samej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu. I żeby ta nowa dyrektywa była adoptowana do porządku prawnego wszystkich państw unijnych. Jako liderzy tego regionu i osoby upełnomocnione przyjęliśmy odpowiednią deklarację 

– powiedział. 

Znaczącym tematem na obradach był także zbliżający się Kongres Konfederacji Wolnych Związków Zawodowych. W spotkaniu uczestniczyła sekretarz konfederalna Ester Lynch, będąca jednym z mocnych filarów zespołu Luci Visentiniego. 
 

Przysłuchiwała się rozmowom i aktywnie uczestniczyła, udzielając szeregu odpowiedzi. Najbliższy kongres przyniesie najprawdopodobniej zmianę struktury sekretariatu, czyli ścisłego kierownictwa EKZZ. I tutaj poszczególne organizacje mówiły o tym, jak postrzegają tę nową konstrukcję. Wiemy, że będą zmiany personalne, a my mamy swoich kandydatów i wyraźnie wyartykułowaliśmy nasze preferencje, choćby w kwestii regionu bałkańskiego, gdzie nasz kandydat został jednogłośnie przez wszystkich przyjęty

– wskazał Andrzej Matla. Rozmowa dotyczyła także możliwości zacieśnienia współpracy organizacji związkowych z państw Grupy Wyszehradzkiej z regionem Bałkanów Zachodnich.
 

Ze względu na podobieństwo wielu problemów organizacji związkowych zastanawiamy się nad rozszerzeniem współpracy. Tutaj ponad 11 państw wchodzi w tę grupę. Pięć już jest w UE, mówiliśmy i o Rumunii i Bułgarii, o Chorwacji, Słowenii, Grecji. Nie myślimy o stworzeniu jakiegoś odrębnego bloku, czy stałej struktury, a raczej o dorocznej konferencji, gdzie moglibyśmy wymieniać się z kolegami z tamtego regionu ich doświadczeniami. Jest szereg problemów które u nich występują, a u nas może mają mniejsze nasilenie, np. kwestia pracowników migrujących z państw trzecich, spoza UE, a także nielegalnej pracy, szarej strefy, czy korupcji. Warto wspólnie pochylić się nad tymi problemami


– podsumował Andrzej Matla.

 

 

 

Za dwa dni wybory!

W najbliższą niedzielę, 21 października w całej Polsce odbędzie się głosowanie do samorządów lokalnych, zwanych też terytorialnymi. Są to najistotniejsze wybory, bo każdy dorosły obywatel Polski będzie mógł zadecydować o tym, kto zostanie prezydentem lub burmistrzem miasta, wójtem w gminie, a także radnym miasta, województwa (urząd marszałkowski, czyli sejmik wojewódzki) powiatu (starostwa), gminy. Inaczej mówiąc będą to wybory do organów samorządu terytorialnego, zajmujących się rozwiązywaniem codziennych problemów, z którymi Polacy spotykają się w ich miejscu zamieszkania, w pracy, w najbliższym otoczeniu. Kadencja władz samorządowych będzie trwać pięć lat.

Tego dnia lokale wyborcze będą czynne od godz. 7 do godz. 21. Każdy wyborca, po zarejestrowaniu się, otrzyma kilka w różnych kolorach kart do głosowania w formie płachty. Ich liczba uzależniona jest od miejsca zamieszkania. W miastach na prawach powiatu wyborcy otrzymają trzy płachty, w pozostałych cztery.

Karta różowa – wójtowie, burmistrzowie, prezydenci miast

Karta biała – rady gmin

Karta żółta – rady powiatów, rady dzielnic

Karta niebieska – sejmiki województw

Na każdej karcie do głosowania należy postawić znak „X” przy jednym nazwisku wybranego kandydata z tej listy (karty), wskazując  pierwszeństwo tego kandydata do uzyskania mandatu. Znakiem „X” są dwie kreski, przecinające się w obrębie kratki przy nazwisku kandydata, może to być np. „+” (na ważność głosu nie wpływa to, czy linie znaków „x” czy „+” wyszły poza kratkę). Dopiski na karcie do głosowania, komentarze, rysunki nie mają wpływu na ważność głosu.

O tym, czy głos oddany na karcie będzie ważny, czy nie decyduje wyłącznie obwodowa komisja wyborcza do spraw ustalania wyników głosowania.

W przypadku wyborów samorządowych nie istnieje możliwość głosowania spoza granic kraju.

– Bardzo często narzekamy i przenosimy nasze niezadowolenie na instytucje rządowe, nie mając świadomości, że to jest odpowiedzialność władz samorządowych, które albo nic w tym zakresie nie robią, albo działają na rzecz różnych grup interesu, a nie nas – mieszkańców i wyborców. Niestety, zainteresowanie wyborami samorządami jest ciągle bardzo niskie. Bo jakże inaczej ocenić frekwencję na poziomie 40 procent? Mamy wprawdzie tylko jeden głos, ale – podobnie jak w działalności związkowej – siła tkwi w wielości. Jeżeli więc chcemy coś zmienić – zagłosujmy na wybranego kandydata i jego program. Weźmy także pod uwagę wiarygodność i uczciwość środowiska, które reprezentuje. Wielu bowiem polityków, również tych samorządowych, obiecuje i nic więcej – mówi Krzysztof Dośla, przewodniczący ZRG NSZZ „Solidarność”.

– Na Wybrzeżu jest naprawdę wiele rzeczy do poprawienia. Stąd gorąco namawiam wszystkich członków „Solidarności” do wzięcia udziału w wyborach. W ten najprostszy, ale w pełni demokratyczny sposób możemy dać wyraz swoim poglądom i oczekiwaniom. Naprawdę nasz głos się liczy. Gorąco zachęcam i namawiam – dodaje Krzysztof Dośla.

www.solidarnosc.gda.pl / mig

 

 

Konferencja o ERZ: nie ma szans na szybkie poprawienie dyrektywy!

10-11 października w Brukseli odbywała się coroczna konferencja na temat Europejskich rad zakładowych. Rozmawiano o zmianach w dyrektywie oraz o Brexicie.

Hasłem przewodnim konferencji było  „ Więcej demokracji w pracy”, co symbolizuje kampanię które europejskie związki toczą przeciwko komisyjnej propozycji tzw. pakietu dla przedsiębiorstw (EU Company Law Package) ograniczającej uprawnienia partycypacyjne pracowników. Z tego też względu uczestnicy konferencji wzięli udział w pikiecie przed budynkiem Parlamentu Europejskiego (co widać na zdjęciu).

Burzliwa dyskusja toczyła się wokół innego tematu.  Na wiosnę tego roku Komisja Europejska z czteroletnim opóźnieniem opublikowała wreszcie ocenę funkcjonowania obecnie obowiązującej dyrektywy 2009/38.  Mimo zauważenia wielu mankamentów, dotyczących m.in. kwestii poufności informacji, czy egzekwowania przepisów,  Komisja uznała, że wystarczającą odpowiedzią będzie przygotowanie poradnika (handbook) jak  stosować dyrektywę. Związki zawodowe uznają to za uchylanie się od podjęcia tematu. W ich ocenie konieczna jest gruntowna modernizacja dyrektywy, w szczególności zapewnienie, aby zostało nią wreszcie objętych kilkaset ERZ, które utworzono korzystając z furtki zapewniającej w latach 1994-96 niestosowanie się do przepisów ówczesnej dyrektywy 94/45.  W ocenie obecnego na konferencji Stefana Ollsona z  Komisji trzeba uzbroić się w cierpliwość i czekać na nowe władze unijne które pojawią się po przyszłorocznych wyborach do europarlamentu.

Dyskutowano również na temat skutków Brexitu dla funkcjonowania ERZ. Warto mieć na względzie, że ponad 150 rad zostało utworzonych w oparciu o prawo brytyjskie i ich przyszły status jest bardzo niepewny. Gerry Mc Cormack z irlandzkiej konfederacji SIPTU zaproponował wprost, aby dążyć do przerejestrowania tych rad do Irlandii ze względu na zbliżone systemy prawne. Niepewność dotyczy także mandatu przedstawicieli pracowników z Wlk Brytanii w innych ERZ, a w szczególności uznawania ich uprawnień przez prawo brytyjskie.

Konferencję zorganizowała Europejska Konfederacja Związków Zawodowych we współpracy z federacjami branżowymi. Wśród ponad 100 uczestników byli jak co roku eksperci KK NSZZ „Solidarność”  oraz grupa członków ERZ -przedstawicieli naszego związku m.in.  z takich firm jak Danone, Heineken (Grupa Żywiec), Opel, Volkswagen, Lacroix.

sa

 

Rozpoczął się strajk w rybnickim szpitalu

Dzisiaj w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 3 w Rybniku rozpoczął się bezterminowy strajk. Placówka funkcjonuje w systemie ostrego dyżuru. Realizowane są tylko zabiegi ratujące życie, planowe przyjęcia pacjentów są wstrzymane. 
 
– Przyjmowani są tylko pacjenci z zagrożeniem życia. Zabiegi, które mogą czekać, są wstrzymane. Wyjątkiem są tu dzieci, które są już przyjęte do naszego szpitala. W ich przypadku opieka medyczna jest realizowana w pełnym zakresie – mówi Piotr Rajman, przewodniczący Solidarności w rybnickim szpitalu. Dodaje, że ze względów formalnych strajk rozpoczął się o godz. 8.30, czyli o godzinę później niż pierwotnie planowano.
 
W strajku biorą udział przedstawiciele wszystkich grup zawodowych. Pracownicy po przyjściu do pracy podpisują listy, a następnie gromadzą się w sali konferencyjnej. - Wszyscy czekamy na jakąkolwiek reakcję ze strony dyrekcji szpitala oraz Urzędu Marszałkowskiego, któremu podlega nasza placówka. Niestety dotąd takiej reakcji nie było – wskazuje Piotr Rajman.
 
W przeddzień strajku, 17 października przed szpitalem demonstracja połączona z przemarszem ulicami Rybnika. W proteście uczestniczyło ok. 700 osób. 
 
Pracownicy szpitala mieli nadzieję, że strajku uda się uniknąć i zakończyć spór przy udziale Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w Katowicach. Obecnym przewodniczącym WRDS jest Marszałek Województwa Śląskiego Wojciech Saługa. Rybnicki szpital podlega Urzędowi marszałkowskiemu.
 
Marszałek Saługa zwołał nadzwyczajne posiedzenie Rady w sprawie sytuacji w WSS nr 3 w Rybniku, ale dopiero na 24 października, czyli po wyborach samorządowych. Taka decyzja marszałka została odebrana przez pracowników rybnickiego szpitala, jako wyraz lekceważenia ich problemów. 
 
Spór zbiorowy trwa w rybnickim szpitalu od maja. W referendum przeprowadzonym w placówce na przełomie września i października zdecydowana większość głosujących opowiedziała się za rozpoczęciem akcji protestacyjnych ze strajkiem włącznie. 
 
Pracownicy WSS nr 3 w Rybniku domagają się wzrostu płac o 1200 zł brutto. Dotychczasowe negocjacje między związkowcami i dyrekcją szpitala zakończyły się fiaskiem. Do zbliżenia stanowisk nie doprowadziły również rozmowy z udziałem mediatora wskazanego przez resort rodziny, pracy i polityki społecznej. 
 
Oprócz podwyżek płac związkowcy domagają się również zatrudniania dodatkowych pielęgniarek na oddziale intensywnej terapii i bloku operacyjnym. W ich ocenie obsady pielęgniarskie na tych oddziałach są zbyt małe, co może zagrażać zdrowiu pacjentów. 
 
www.solidarnosckatowice.pl / łk
 
 

Musimy uszczelnić działania niektórych sieci handlowych!

- Jeżeli wiodąca działalność firmy związana jest z handlem, to nie może być tak, że sieci to wykorzystują i obchodzą przepisy i są w tym dniu instytucją, w której można odebrać przesyłki pocztowe. Polak potrafi, ale tak nie powinno się do tego podchodzić. Dlatego musimy to uszczelnić - mówił dzisiaj Piotr Duda, przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" w Polskim Radiu Białystok

Spektakl "Popiełuszko" w wykonaniu aktorów Teatru Dramatycznego w Białymstoku mogli w poniedziałek (15.10) obejrzeć widzowie w całym kraju. Przedstawienie pokazała telewizyjna Jedynka. Na widowni był m.in. przewodniczący KK NSZZ "S" Piotr Duda, z którym rozmawiał Lech Pilarski z Radia Białystok.

Lech Pilarski: Ważny spektakl miał miejsce wczoraj w Białymstoku.

Bardzo ważny dla "Solidarności", bo to przecież historia błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, patrona Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność", patrona nadanego dekretem przez ojca świętego Franciszka. Tym bardziej jesteśmy z tego dumni. Ale to także wielkie zobowiązanie kultywować kult księdza Jerzego i wszystkie nauki, które głosił ksiądz szczególnie do nas - do związkowców i ludzi pracy.

Stąd wczoraj ten spektakl już po raz kolejny w teatrze w Białymstoku i w innych miastach w naszym kraju, ale po raz pierwszy transmitowany przez Telewizję Polską w programie pierwszym, żeby szersza widownia zobaczyła biografię, pokazaną w inny sposób księdza Jerzego Popiełuszki.

Jak to będzie z niedzielami? "Solidarność" będzie walczyła o zaostrzenie przepisów związanych z niehandlowaniem w niedzielę?

Jak pan zna "Solidarność", to jest zdeterminowana. I to, co także kiedyś mówił Ojciec Święty Jan Paweł II i ksiądz Jerzy Popiełuszko, że największą wartością jest rodzina. I robimy to właśnie dla rodziny, dla pracowników, aby ten dzień mogli spędzić z rodziną.

Ustawa, która weszła w życie, ma pewne mankamenty, ale nie z naszej winy, bo w naszym projekcie poselskim to było dobrze przypilnowane, po związkowemu powiem - ogarnięte. Ale posłowie - jak się zabrali za to - to porobili tyle luk, że w tej chwili musi nastąpić nowelizacja i ona nastąpi.

Wszystko przebiega zgodnie z planem. Mamy zrobione badania, że społeczeństwo podchodzi do tego w sposób pragmatyczny, czyli dostosowuje się. 90 proc. pracowników jest zadowolona z tej niedzieli.

Musimy jeszcze uszczelnić pewne działania dotyczące niektórych sieci handlowych, które przekształcają się w paczkownie. Jeżeli to zrobimy, to spokojnie w przyszłym roku będziemy mieli trzy niedziele, w 2020 wszystkie niedzielę, o co żeśmy zabiegali i o czym poinformowałem na pielgrzymce ludzi pracy. Pielgrzymce, którą pierwszy raz organizował w 1983 roku ksiądz Jerzy Popiełuszko.

Ale ta niedziela będzie się zaczynać już w sobotę a kończyć trochę później w poniedziałek.

Trudno w tej chwili powiedzieć. Chcielibyśmy, żeby tak było. Dzisiaj dla nas najważniejsze jest faktycznie, aby uszczelnić system z tzw. PKD. Jeżeli wiodąca działalność firmy związana jest z handlem, to nie może być tak, że wykorzystują i obchodzą przepisy i są w tym dniu instytucją, w której można odebrać sobie przesyłki pocztowe. Nie iść możemy w tym  kierunku. Tak samo, jeżeli chodzi o wyroby tytoniowe, itd. Polak potrafi, ale tak nie powinno się do tego podchodzić. Dlatego musimy to uszczelnić.

Jeżeli chodzi o dobę pracy, też w tym temacie rozmawiamy. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w Sejmie. Na pewno jest zgoda Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, aby ten system po prawie półrocznym działaniu uszczelnić.

Podwyżki dla sfery budżetowej - zapowiadane były protesty. Czy na horyzoncie jest jakieś rozwiązanie?

Tak, można protestować i można rozmawiać przy stole negocjacji. Mógłbym powiedzieć po protestach OPZZ - po owocach was poznamy. I co z tego, jak te protesty były już po czasie, bo de facto płaca minimalna, jeżeli chodzi o rok 2019, została podpisana przez pana premiera 15 września. Myśmy jako  "Solidarność" to wywalczyli na sierpniowym spotkaniu w komisji krajowej z panem premierem Morawieckim.

Także po raz pierwszy od ośmiu lat zostanie odmrożony wskaźnik, który upoważnia do wyższych wynagrodzeń w sferze budżetowej. To są zaniedbania, zaniechania 8 lat. Tak od razu tego nie zrobimy jednym posunięciem, ale najważniejsze, że zostało to odmrożone.

Największe środki finansowe trzeba kierować tam, gdzie ludzie najmniej zarabiają. I na tym nie koniec, bo będziemy chcieli walczyć na sejmowych komisjach budżetowych w listopadzie, aby jeszcze pewne elementy dotyczące tego wskaźnika zostały większe. Ale to jest początek tej drogi. Na pewno w przyszłym roku, jak rozpoczną się prace nad budżetem na rok 2020, nie odpuścimy, bo musimy ten stracony czas nadrabiać.

Straty są duże.

Straty są kolosalne, a skoro Prawo i Sprawiedliwość mówi o państwie profesjonalnym, o państwie, w którym mamy się czuć bezpiecznie, to musimy być obsługiwani przez profesjonalnych pracowników. Jeżeli w dalszym ciągu tak to będzie wyglądać w sferze budżetowej, to tych pracowników nie będzie. To są ludzie wykształceni, ludzie odpowiedzialni a niestety pracują niejednokrotnie za minimalne wynagrodzenie.

Czy może udałoby się wprowadzić takie przepisy, które nie będą pozwalały właśnie zostawiać niektórych sfer samych sobie?

Tak, ale dotychczas była taka sytuacja, że od 2016 roku - jak PiS przyszedł do władzy - to starał się zasypywać te nierówności, jeżeli chodzi o  wynagrodzenia w sferze budżetowej. Tylko robił to nie że nieudolnie, ale nie był odmrażany wskaźnik, który był mrożony, dosypywane były pieniądze i były tworzone jeszcze większe kominy.

Stąd sytuacja w tej chwili jest nienormalna, bo w jednostkach budżetowych mamy wynagrodzenia średnie od 1850 zł pensji zasadniczej do 9000 z hakiem. Takie są rozpiętości. Musimy ten strumień pieniędzy ukierunkować, chociażby na sanepidy, urzędy wojewódzkie. Niejednokrotnie w jednym budynku pracują pracownicy samorządowi, urzędów marszałkowskich, urzędów wojewódzkich. Wykonują tę samą pracę a różnica w wynagrodzeniach jest kolosalna, dlatego musimy na tym się skupić.

Ale najważniejsze, że o tym rozmawiamy z rządem. I rząd chce rozmawiać, premier przyjeżdża na spotkania i o tym rozmawiamy. Później przekazujemy na rady dialogu społecznego i do przodu.

My wolimy rozmawiać przy stole negocjacji niż wychodzić na ulicę. Trzeba zapytać teraz szefa OPZZ, co wyszło z ich w marszu. A jak "Solidarność" wyjdzie na ulicę, to nie będzie nas 20 tys., bo 20 tys. nie robi na rządzie żadnego wrażenia. Trzeba po prostu pokazać siłę i wtedy każdy chce usiąść rozmawiać.

A tu nie chodzi, żeby ktoś kogo straszył. Chodzi o to, żeby przede wszystkim rozmawiać i aby były tego pozytywne efekty. Chociażby takie jak ostatnio podpisana przez pana prezydenta ustawa dotycząca minimalnego wynagrodzenia zasadniczego dla pracowników niemedycznych.

Myśmy jako "Solidarność" zostali sami. Pielęgniarki załatwiły swoje, lekarze swoje. A co z salowymi, co z pracownikami technicznymi, recepcjonistkami. "Solidarność" się musi o nich upominać. Taka solidarność międzyludzka, ale także "Solidarność" jako związek zawodowy, bo my zrzeszamy pracowników tych wszystkich branż, nie jesteśmy jedną grupę zawodową jako związek. Mamy wszystkich pracowników i musimy o wszystkim pracowników dbać.

Polskie Radio Białystok

pm

Musimy uszczelnić działania niektórych sieci handlowych!

  • Kategoria: Kraj

- Jeżeli wiodąca działalność firmy związana jest z handlem, to nie może być tak, że sieci to wykorzystują i obchodzą przepisy i są w tym dniu instytucją, w której można odebrać przesyłki pocztowe. Polak potrafi, ale tak nie powinno się do tego podchodzić. Dlatego musimy to uszczelnić - mówił dzisiaj Piotr Duda, przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" w Polskim Radiu Białystok

Spektakl "Popiełuszko" w wykonaniu aktorów Teatru Dramatycznego w Białymstoku mogli w poniedziałek (15.10) obejrzeć widzowie w całym kraju. Przedstawienie pokazała telewizyjna Jedynka. Na widowni był m.in. przewodniczący KK NSZZ "S" Piotr Duda, z którym rozmawiał Lech Pilarski z Radia Białystok.

Lech Pilarski: Ważny spektakl miał miejsce wczoraj w Białymstoku.

Bardzo ważny dla "Solidarności", bo to przecież historia błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, patrona Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność", patrona nadanego dekretem przez ojca świętego Franciszka. Tym bardziej jesteśmy z tego dumni. Ale to także wielkie zobowiązanie kultywować kult księdza Jerzego i wszystkie nauki, które głosił ksiądz szczególnie do nas - do związkowców i ludzi pracy.

Stąd wczoraj ten spektakl już po raz kolejny w teatrze w Białymstoku i w innych miastach w naszym kraju, ale po raz pierwszy transmitowany przez Telewizję Polską w programie pierwszym, żeby szersza widownia zobaczyła biografię, pokazaną w inny sposób księdza Jerzego Popiełuszki.

Jak to będzie z niedzielami? "Solidarność" będzie walczyła o zaostrzenie przepisów związanych z niehandlowaniem w niedzielę?

Jak pan zna "Solidarność", to jest zdeterminowana. I to, co także kiedyś mówił Ojciec Święty Jan Paweł II i ksiądz Jerzy Popiełuszko, że największą wartością jest rodzina. I robimy to właśnie dla rodziny, dla pracowników, aby ten dzień mogli spędzić z rodziną.

Ustawa, która weszła w życie, ma pewne mankamenty, ale nie z naszej winy, bo w naszym projekcie poselskim to było dobrze przypilnowane, po związkowemu powiem - ogarnięte. Ale posłowie - jak się zabrali za to - to porobili tyle luk, że w tej chwili musi nastąpić nowelizacja i ona nastąpi.

Wszystko przebiega zgodnie z planem. Mamy zrobione badania, że społeczeństwo podchodzi do tego w sposób pragmatyczny, czyli dostosowuje się. 90 proc. pracowników jest zadowolona z tej niedzieli.

Musimy jeszcze uszczelnić pewne działania dotyczące niektórych sieci handlowych, które przekształcają się w paczkownie. Jeżeli to zrobimy, to spokojnie w przyszłym roku będziemy mieli trzy niedziele, w 2020 wszystkie niedzielę, o co żeśmy zabiegali i o czym poinformowałem na pielgrzymce ludzi pracy. Pielgrzymce, którą pierwszy raz organizował w 1983 roku ksiądz Jerzy Popiełuszko.

Ale ta niedziela będzie się zaczynać już w sobotę a kończyć trochę później w poniedziałek.

Trudno w tej chwili powiedzieć. Chcielibyśmy, żeby tak było. Dzisiaj dla nas najważniejsze jest faktycznie, aby uszczelnić system z tzw. PKD. Jeżeli wiodąca działalność firmy związana jest z handlem, to nie może być tak, że wykorzystują i obchodzą przepisy i są w tym dniu instytucją, w której można odebrać sobie przesyłki pocztowe. Nie iść możemy w tym  kierunku. Tak samo, jeżeli chodzi o wyroby tytoniowe, itd. Polak potrafi, ale tak nie powinno się do tego podchodzić. Dlatego musimy to uszczelnić.

Jeżeli chodzi o dobę pracy, też w tym temacie rozmawiamy. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w Sejmie. Na pewno jest zgoda Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, aby ten system po prawie półrocznym działaniu uszczelnić.

Podwyżki dla sfery budżetowej - zapowiadane były protesty. Czy na horyzoncie jest jakieś rozwiązanie?

Tak, można protestować i można rozmawiać przy stole negocjacji. Mógłbym powiedzieć po protestach OPZZ - po owocach was poznamy. I co z tego, jak te protesty były już po czasie, bo de facto płaca minimalna, jeżeli chodzi o rok 2019, została podpisana przez pana premiera 15 września. Myśmy jako  "Solidarność" to wywalczyli na sierpniowym spotkaniu w komisji krajowej z panem premierem Morawieckim.

Także po raz pierwszy od ośmiu lat zostanie odmrożony wskaźnik, który upoważnia do wyższych wynagrodzeń w sferze budżetowej. To są zaniedbania, zaniechania 8 lat. Tak od razu tego nie zrobimy jednym posunięciem, ale najważniejsze, że zostało to odmrożone.

Największe środki finansowe trzeba kierować tam, gdzie ludzie najmniej zarabiają. I na tym nie koniec, bo będziemy chcieli walczyć na sejmowych komisjach budżetowych w listopadzie, aby jeszcze pewne elementy dotyczące tego wskaźnika zostały większe. Ale to jest początek tej drogi. Na pewno w przyszłym roku, jak rozpoczną się prace nad budżetem na rok 2020, nie odpuścimy, bo musimy ten stracony czas nadrabiać.

Straty są duże.

Straty są kolosalne, a skoro Prawo i Sprawiedliwość mówi o państwie profesjonalnym, o państwie, w którym mamy się czuć bezpiecznie, to musimy być obsługiwani przez profesjonalnych pracowników. Jeżeli w dalszym ciągu tak to będzie wyglądać w sferze budżetowej, to tych pracowników nie będzie. To są ludzie wykształceni, ludzie odpowiedzialni a niestety pracują niejednokrotnie za minimalne wynagrodzenie.

Czy może udałoby się wprowadzić takie przepisy, które nie będą pozwalały właśnie zostawiać niektórych sfer samych sobie?

Tak, ale dotychczas była taka sytuacja, że od 2016 roku - jak PiS przyszedł do władzy - to starał się zasypywać te nierówności, jeżeli chodzi o  wynagrodzenia w sferze budżetowej. Tylko robił to nie że nieudolnie, ale nie był odmrażany wskaźnik, który był mrożony, dosypywane były pieniądze i były tworzone jeszcze większe kominy.

Stąd sytuacja w tej chwili jest nienormalna, bo w jednostkach budżetowych mamy wynagrodzenia średnie od 1850 zł pensji zasadniczej do 9000 z hakiem. Takie są rozpiętości. Musimy ten strumień pieniędzy ukierunkować, chociażby na sanepidy, urzędy wojewódzkie. Niejednokrotnie w jednym budynku pracują pracownicy samorządowi, urzędów marszałkowskich, urzędów wojewódzkich. Wykonują tę samą pracę a różnica w wynagrodzeniach jest kolosalna, dlatego musimy na tym się skupić.

Ale najważniejsze, że o tym rozmawiamy z rządem. I rząd chce rozmawiać, premier przyjeżdża na spotkania i o tym rozmawiamy. Później przekazujemy na rady dialogu społecznego i do przodu.

My wolimy rozmawiać przy stole negocjacji niż wychodzić na ulicę. Trzeba zapytać teraz szefa OPZZ, co wyszło z ich w marszu. A jak "Solidarność" wyjdzie na ulicę, to nie będzie nas 20 tys., bo 20 tys. nie robi na rządzie żadnego wrażenia. Trzeba po prostu pokazać siłę i wtedy każdy chce usiąść rozmawiać.

A tu nie chodzi, żeby ktoś kogo straszył. Chodzi o to, żeby przede wszystkim rozmawiać i aby były tego pozytywne efekty. Chociażby takie jak ostatnio podpisana przez pana prezydenta ustawa dotycząca minimalnego wynagrodzenia zasadniczego dla pracowników niemedycznych.

Myśmy jako "Solidarność" zostali sami. Pielęgniarki załatwiły swoje, lekarze swoje. A co z salowymi, co z pracownikami technicznymi, recepcjonistkami. "Solidarność" się musi o nich upominać. Taka solidarność międzyludzka, ale także "Solidarność" jako związek zawodowy, bo my zrzeszamy pracowników tych wszystkich branż, nie jesteśmy jedną grupę zawodową jako związek. Mamy wszystkich pracowników i musimy o wszystkim pracowników dbać.

Polskie Radio Białystok

pm

 

Pracownicy dobrze oceniają ograniczenie handlu w niedzielę

– Badania przeprowadzone wśród pracowników handlu pokazują, że ograniczenie handlu w niedzielę jest bardzo dobrze przez nich oceniane, a to był główny cel NSZZ „Solidarności”. To bardzo dobra wiadomość – powiedział w Radiu Gdańsk Marek Lewandowski, rzecznik przewodniczącego KK
 

- Po wprowadzeniu ograniczenia nie nastąpiły zwolnienia pracowników, ani nie spadły obroty – jak zapowiadali niektórzy pracodawcy z branży handlowej. To pokazuje, że nie sprawdziły się kasandryczne wizje roztaczane przez przeciwników ustawy – mówił w dzisiejszej audycji „Ludzie i Pieniądze” rzecznik.


W programie Iwony Wysockiej wraz z Tomaszem Szymczakiem, szefem Inkubatora Przedsiębiorczości Starter, dyskutowano również o przekopie Mierzei Wiślanej.

Więcej w programie RG >>>

Pikieta kolejarzy przed MSWiA!

Wczoraj przed siedzibą MSWiA w Warszawie odbyła się pikieta, na którą NSZZ „Solidarność” Straży Ochrony Kolei zaprosiła wszystkich pracowników SOK oraz pracowników innych spółek kolejowych, niezależnie od przynależności związkowej. Wzięło w niej udział około 1,5 tys. osób.

Głównym postulatem związkowców jest wznowienie prac nad projektem ustawy o Straży Kolejowej, który w kwietniu 2016 r. został przekazany do konsultacji społecznych. Prace nad ustawą, z powodu braku środków w budżecie, zamrożono. Kolejarze chcieliby też przekształcić Straż Ochrony Kolei w Straż Kolejową, tak jak to było sto lat temu.

– Piotr Duda chciał, bym wam przekazał, że „Solidarność” jest z wami i upomni się o ustawę. Źle jest, gdy zapomina się o tych, którzy strzegą bezpieczeństwa, a ustawa, o którą walczymy zapewnia, że państwo będzie bezpieczne. Pamiętajmy, że mundur to honor i odpowiedzialność – stwierdził Bogdan Biś, pierwszy zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ Solidarność.

W 2006 r. rozpoczęły się prace nad projektem ustawy o Straży Kolejowej i podporządkowania jej pod Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, po to aby poprawić system ochrony całej kolei.

– 12 lat temu zapewniono nas, że SOK będzie dbać o pracowników kolei, całą infrastrukturę i pasażerów. Jednak potem ustawa została wyrzucona z Sejmu. PKP płaci miliony złotych firmom ochraniającym, które są nieprofesjonalne i nieprzygotowane do obrony. Mateusz Morawiecki obiecał, że ustawa wejdzie w życie. I co? I nic! – dodał Henryk Grymel, przewodniczący Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ „Solidarność”

Pod koniec pikiety związkowcy przekazali przedstawicielce ministerstwa petycję.

Założenia projektu ustawy o Straży Ochrony Kolei - stan faktyczny

 

Tysol, oprac.mig

Subskrybuj to źródło RSS

Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność" wykorzystuje na swoich stronach pliki cookie. Jeżeli nie zmienisz domyślnych ustawień swojej przeglądarki będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Więcej informacji.