Elżbieta Łoniewska Olsztynek, 26.09.2011r.
Nauczyciel – Szkoła Podstawowa w Olsztynku
Pan Bartosz Marczuk
kierownik działu kraj
Dziennik Gazeta Prawna
Szanowny Panie redaktorze bardzo poważnie podchodzę do swoich obowiązków jako nauczyciel i jako członek nauczycielskiej „Solidarności”, jak wszyscy nauczyciele z szacunkiem staram się odbierać opinie innych, więc myślę że to nic złego oczekiwać takiej samej powagi i szacunku od oponentów wypowiadających się na temat wszystkiego, co łączy się z zawodem nauczyciela.
W naszym zawodzie najczęściej przełykamy i przemilczamy wszelkiego rodzaju medialne zarzuty, ataki, jeśli podejmujemy rozmowy na temat poprawy stanu oświaty i naszych warunków pracy i płacy to z odpowiednimi do tego strukturami: dyrektorem, Jednostką Samorządu Terytorialnego, Ministerstwem Edukacji Narodowej oraz każdą instytucją, która chce wspierać procesy edukacyjne. Nie wytykamy innym branżom, zawodom ich niedoskonałości, nie wypowiadamy się na temat ich statusu zawodowego, nie mówimy jak należy zreformować służbę zdrowia, górnictwo etc., bo się na tym nie znamy.
Tymczasem nauczyciele są prześwietlani, poddawani tak wielu ocenom i wskazaniom (poza nadzorem pedagogicznym), obarczani tyloma zarzutami od nieróbstwa poczynając poprzez wakacyjne lenistwo, niebotyczne płace, „karciane” przywileje na przeroście kadry i marnowaniu pieniędzy podatników kończąc.
Nie chodzi o to, że mamy być nietykalni, bo nie mamy nic do ukrycia, nasza praca dydaktyczna, wychowawcza, opiekuńcza, płaca, doskonalenie, działalność pozalekcyjna na rzecz ucznia, współpraca z rodzicami, ze środowiskiem, instytucjami kulturalnymi, społecznymi, organizacjami pozarządowymi, konferencje metodyczne, warsztaty, praca w zespołach zadaniowych, przedmiotowych, klasowych itd., wszystko to jest jawne. Chodzi o rzetelność przedstawianych informacji dotyczących statusu zawodowego nauczyciela i stanu polskiej oświaty.
Rzetelności oczekujemy od funkcjonariuszy państwowych, organizacyjnie odpowiadających za stan polskiej edukacji, a także od mediów dyskutujących i przekazujących informacje.
To dobrze, że zauważa Pan potrzebę zreformowania systemu edukacji i proponuje uczciwą rozmowę rządu, nauczycielskich związków zawodowych, samorządów o tym jak to zrobić, jednak już na samym wstępie daje Pan wytyczne czego debata ma dotyczyć. Otóż Pana zdaniem, dodam że MEN-u i większości samorządów również, największym problemem, a właściwie złem polskiej edukacji jest Karta Nauczyciela.
Ponieważ pańskie rozważania dotyczące naprawy powyższego stanu, począwszy od tytułu, oscylują wokół Ustawy Karta Nauczyciela, pozwolę sobie przytoczyć kilka kontrargumentów.
-
Jeśli mowa o „marnowaniu pieniędzy podatników” na utrzymanie pracowników sfery budżetowej, do której należą nauczyciele (tak, utrzymanie gdyż obojętnie jaki będzie system zatrudniania i wynagradzania zapłacić trzeba), to należy dodać, że w tej sferze znajdują się także urzędnicy, pracownicy instytucji kulturalnych, pewnie też dziennikarze i bez zbędnego dalszego wyliczania wszyscy pracownicy „nieprodukcyjni”, no i warto pamiętać, że wszyscy płacą podatki, nauczyciele też.
-
Karta Nauczyciela to kompendium przepisów prawnych zawierających zarówno uprawnienia jak i obowiązki nauczycieli, warunki pracy, zatrudniania, wynagradzania, wymagania kwalifikacyjne, odpowiedzialność dyscyplinarną, nie ma tam przywilejów, o których tyle się mówi.
To co można było nazwać „przywilejem” to, ze względu na specyfikę naszego zawodu, odejście na wcześniejszą emeryturę. Ku uciesze mniemam wielu został już odebrany w 2008 r.
-
Autorami Karty Nauczyciela są członkowie nauczycielskiej solidarności, opracowujący w/w przepisy prawa m.in. na bazie 21 postulatów „Solidarności” w 1981r., jak zatem można okraszać powyższą Ustawę „rodowodem z PRL”?! Wymienione Postulaty też Pan skazi PRL-em?
-
Nauczyciele nie wymyślili sobie kolejnych szczebli awansu, ale wdrożyli się już do zbierania i dokumentowania podejmowanych działań, które zawsze wykonywali i będą wykonywać obojętnie czy trzeba to zapisać, zdać egzamin czy nie. Jest to dodatkowym obciążeniem czasowym, ale w jakiś sposób gratyfikuje też nie tylko finansowo, a poza tym jednak wpływa na podnoszenie jakości pracy i nauczyciela i szkoły. Mniej ambitny nauczyciel może skończyć awansowanie na szczeblu n-la kontraktowego (to dobrodziejstwa wnoszone poprawkami do Karty przez troskliwy o rozwój n-li MEN), bardziej ambitny może zdobyć nawet tytuł profesora oświaty, tyle że niezbyt czytelnie w dalszym ciągu określona ta procedura w Karcie i rozporządzeniu o awansie.
-
O jakości kształcenia stanowi ustawa o systemie oświaty i stosowne do niej rozporządzenia wydawane przez MEN. Należałoby zainteresować się właśnie rozporządzeniami, m.in. o ramowych planach nauczania, obcinającymi z siatki godzin w szkołach podstawowych godziny do dyspozycji dyrektora przeznaczane na dodatkową pracę z uczniami mającymi trudności szkolne, wady postawy, wymowy, godziny przeznaczane na przedmioty artystyczne, zmniejszającymi drastycznie w szkołach ponadpodstawowych ilość godzin z języka polskiego, historii, biologii, informatyki. Można też przejrzeć projekty MEN dot. zmian w UoSO na razie wstrzymane ze względu na wybory i brak akceptacji większości środowiska oświatowego. Tam dopiero jest dbałość o jakość oświaty, którą mieliby sprawdzać biegający po szkołach inspektorzy z laptopami. To dopiero będzie jakość, jak odrębnie funkcjonujące dotąd instytucje: Poradnie Psychologiczno-Pedagogiczne, Biblioteki Pedagogiczne i ODN-y zmienią się w Centra Edukacyjne, takie trzy w jednym. W takich właśnie kosmicznych pomysłach powinno się szukać źródeł niepowodzenia polskiej edukacji, a nie Karcie Nauczyciela.
-
Jeśli rzeczywiście ma Pan na uwadze pracę nauczyciela na najwyższym poziomie i obrotach to jak Pan sobie to wyobraża przeprowadzić 6 godzin dziennie danego przedmiotu w różnych klasach? Bo przecież proponuje Pan, aby nauczyciele pracowali „mniej więcej 30 godzin tygodniowo” wówczas nie trzeba nas będzie aż tylu zatrudniać. To o jakość edukacji Panu chodzi czy o ilość nauczycieli?
-
Drażniące w Karcie pensum godzin nie jest jednakowe dla wszystkich nauczycieli, proszę zajrzeć do Art. 42 ust.3 KN, tam z kolei gdzie jest pensum 18 godzinne w szkołach podstawowych i gimnazjach tak naprawdę jest 20 godzinne bowiem nowy Art. 42a ust.2 wprowadza nam 2 godziny bezpłatne tygodniowo. Ponadto należy pamiętać, że w ogóle mamy 40 godzinny tydzień pracy, w czasie których to godzin rzadko udaje się nauczycielowi zmieścić wszystkie obowiązki.
-
Często słychać o „nietykalności” nauczyciela, którego Karta nie pozwala zwolnić, Pan również powtarza te brednie, wobec tego odsyłam do Art. 23 ust.1 ze zwróceniem szczególnej uwagi na pkt 5. Trudno powstrzymać się od skomentowania podanego przez Pana przykładu krakowskiego dyrektora, który przez 5 lat nie mógł zwolnić pedagoga. To raczej nie pedagog był „trudnym przypadkiem”.
-
„Dyrektor i samorząd nie mogą dokonywać selekcji nauczycieli, awansować ich według tego, jak pracują, awansować za ponadprzeciętny wysiłek”. Nie wiem co miał Pan na myśli pisząc o „selekcji nauczycieli”, okropne (delikatnie mówiąc) określenie, nie będę się do tego odnosić, jeśli natomiast chodzi o pozostałe możliwości to jest coś takiego jak Regulamin Dodatkowych Wynagrodzeń Nauczycieli opracowywany przez JST, kiedyś w uzgodnieniu ze związkami zawodowymi obecny rząd niestety zniósł to uprawnienie. Dokument ów określa procedury przyznawania nagród, dodatków motywacyjnych, funkcyjnych itd., nie jest tajny można sprawdzić. Ponadto Art.30 ust.10 Karty daje organom prowadzącym możliwość zwiększania środków na wynagrodzenia nauczycieli, tyle że organy skarżą się zazwyczaj na niskie subwencje, z których po wypłacie tych olbrzymich wynagrodzeń nauczycieli niewiele zostaje na remonty placówek itd., a z kolei ze środków własnych nie bardzo mogą, bo przecież muszą prowadzić przedszkola, dowożenie itd. w każdym razie Karta nie ogranicza pracodawców w możliwościach gratyfikacyjnych. Może zatem przyczyn szukać nie w brzydkiej Karcie tylko zmianach sposobów finansowania oświaty? Ale tym powinni zająć się specjaliści od rządzenia, jak sądzę.
-
Przy okazji o rzetelności informacji o wynagrodzeniach nauczycieli. Co prawda Pan o tym nie pisze, ale niedawno również w DGP był artykuł „Nauczyciele rujnują budżety gmin”, a w nim bicie piany o naszych zarobkach po uwzględnieniu wrześniowych podwyżek „…To oznacza, że np. nauczyciel dyplomowany będzie zarabiał średnio 4817 zł. W następnym roku będzie to już 5 tys. zł.”. Jestem nauczycielem dyplomowanym i daleko mi do podanych kwot. Nierzetelność informacji polega na tym, że podawana jest przez media średnia, zresztą to samo robi MEN. Do średniej natomiast wliczane są wszystkie dodatki brane przy wynagrodzeniu nauczyciela w ogóle, określane w Regulaminach Dodatkowych Wynagrodzeń. Rzeczywiste wynagrodzenie określa tzw. rozporządzenie płacowe, które podaje zasadniczą pensję nauczyciela brutto i ta informacja powinna być podawana społeczeństwu.
-
Nauczyciele nie boją się krytyki, a związek, mój związek nie jest po to, by bronić swojego interesu, tylko interesu członków – pracowników oświaty. Zabiegamy o rozmowy z Panią minister Hall, Panem premierem, rozmowy mające na względzie poprawę obecnego stanu edukacji, zwiększenia nakładów na oświatę lecz zamiast rozmowy dostajemy pisma, z których niestety niewiele wynika.
-
Dyskutujmy wymieniając się sensownymi argumentami, szukajmy konkretnych rozwiązań, marnotrawienie edukacyjnego, polskiego potencjału jest faktem, ale z pewnością nie jest to wina Karty Nauczyciela.
Z poważaniem Elżbieta Łoniewska
Do wiadomości:
-
Regionalna Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” w Olsztynie
-
Regionalna Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” w Gdańsku
-
Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”





