Serwis Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "S"

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Edukacja – niekończąca się opowieść II

Email Drukuj PDF

Tekst roboczy – z prośbą o uwagi

Edukacja – niekończąca się opowieść – II

(część II: 2 października 2011 r.)

14.

Te zapisy powstają w czasie przed wyborami parlamentarnymi. Niestety, jesteśmy świadkami dosyć smutnego spektaklu, jaki urządzają nam kandydaci. W różny sposób, często bezceremonialnie, wykorzystując np. preferencje polityczne danego samorządu terytorialnego, czy dyrektora, wchodzą do szkół. Nagle jest ich sporo podczas różnych uroczystości (apogeum na Pomorzu opisywałem w poprzedniej części).

Warto przypominać, że zgodnie z art. 56 ustawy o systemie oświaty szkoły mają być wolne od działalności partii i organizacji politycznych. Proszę się tego trzymać. Szkoła ma być lekcją demokracji, w której są czytelne, planowane z wyprzedzeniem, reguły podejmowania decyzji. Przecież można w rocznym planie działań zaplanować wysłanie zaproszeń na spotkania różnych osób – w tym polityków - rządzących, ale i opozycji. Inaczej nauczyciele, pracownicy, często rodzice uczniów, odbierają takich włodarzy, jak marionetki bez charakteru. Nie może być na to zgody. Triada: dobre KSZTAŁCENIE, taktowne WYCHOWANIE, mądra OPIEKA – musi być podstawą funkcjonowania szkół w demokratycznym państwie.

 

W sytuacjach trudnych chyba najlepiej rezygnować z organizacji różnych obchodów, jubileuszy na miesiąc-dwa przed wyborami do parlamentu czy samorządów, żeby unikać różnych nacisków i całej tej kampanijnej hucpy.

15. (o finansach edukacyjnych)

Jak już posłowie, ministrowie tak jeżdżą w roku wyborczym na różne uroczystości szkolne, jak mówią wiele gładkich życzeń, to warto ich spytać o pieniądze w oświacie. Bo przecież nie można pominąć faktu, iż polska edukacja jest wciąż mocno niedofinansowana. I nie jest winą nauczycieli, pracowników szkół, że na same płace samorządy przeznaczają średnio około 90% otrzymywanej subwencji oświatowej. Jak za te pozostałe 10% utrzymać całą resztę, opłacić tzw. media, podjąć się niezbędnych remontów, zaadoptować szkoły np. na przyjęcie sześciolatków? Już teraz się podaje, że do środków na zadania oświatowe z budżetu państwa, rzędu około 3% produktu krajowej brutto, samorządy dodają ok. 1.2%, czyli praktycznie ¼. Tego gminy nie są w stanie udźwignąć, tym bardziej, jako zadanie własne, prowadząc przedszkola (nie wszystkie mają odpowiednio wysokie dochody własne, czy odpis z podatku CIT). Trudna jest także sytuacja powiatów, szczególnie tzw. ziemskich. A należy mieć na uwadze, że w krajach tzw. starej Unii Europejskiej na oświatę przeznacza się ok. 5% PKB. Dopiero wtedy można myśleć o zapewnieniu właściwych warunków do nauki, odpowiedniego doposażenia obiektów szkolnych.

W dosyć uproszczonym wyliczeniu, z budżetu państwa potrzebne byłyby dodatkowe środki rzędu co najmniej 20%, czyli przy obecnej subwencji wynoszącej prawie 37 mld zł, chodziłoby o kwotę około 7 - 10 mld. Wtedy można by wprowadzić standardy określające górne progi liczebności uczniów w klasach (jak uczyć w klasach ponad trzydziesto osobowych w gimnazjach – tak trudnej fazie rozwojowej?). A w czasie, gdy w ubóstwie żyje około 17% polskich rodzin (oficjalne badania), jak wzrastają potrzeby w zapewnieniu odpowiedniej pomocy materialnej uczniom (posiłki, stypendia, pomoc w dojeździe lub zakwaterowaniu)? Jak memento w tej sprawie brzmi uwaga jednego z uczniów, który na pytanie, dlaczego bardziej lubi dni szkolne od weekendów i ferii, odpowiada, bo ma w szkole zapewniony chociaż jeden posiłek dziennie.

Jakimś wyjściem jest korzystanie ze środków unijnych, ale tymczasowym, i, jak pokazuje tegoroczna likwidacja szkoły w Piekle k. Sztumu (dzieci będą dowożone 18 km w jedną stronę), nie rozwiązującym systemowo wielu problemów.

16. (jeszcze o finansach - doradcy zawodowi)

Jak tworzy się obecnie taką fikcję decyzyjną w edukacji, ilustruje sprawa wprowadzenia doradców zawodowych dla uczniów w wieku gimnazjalnym – począwszy od września tego roku. Idea bardzo słuszna. Solidarność oświatowa niejednokrotnie upomniała się o wprowadzenie i sfinansowanie etatów dla nauczycieli pełniących rolę doradców zawodowych, zwłaszcza w gimnazjach. Bezpośredni kontakt z uczniami zapewnia skuteczną pomoc w wyborze szkoły ponadgimnazjalnej zgodnie z ich predyspozycjami psychofizycznymi. Mówiąc prosto, chodzi o to, żeby nie wszyscy od razu wybierali licea ogólnokształcące. Aby część uczniów wybierała szkoły zawodowe, technika – bardziej skoncentrowała się na szybszym zdobyciu konkretnych kwalifikacji zawodowych. Jednocześnie przypominaliśmy, że to z inicjatywy MEN do pełnienia tego zadania zostały wykształcone grupy nauczycieli, którzy ukończyli m.in. studia podyplomowe finansowane z programów unijnych.

I co? Teoretycznie jest sukces. Nawet minister Katarzyna Hall w wypowiedzi dla telewizji z zadowoleniem mówiła, że w nowym roku szkolnym obowiązkiem organów prowadzących szkoły jest zapewnienie doradztwa zawodowego. Ale takie, za przeproszeniem, gadanie, to jest propaganda, poezja prawna. Bo gdzie ma zgłosić się ów gimnazjalista? Do poradni psychologiczno-pedagogicznej z dużymi kolejkami?

Przecież taki kontakt powinien być w szkole. Doradcy powinni spotykać się na miejscu – z klasami, grupami uczniów, prowadzić pojedyncze konsultacje – także z rodzicami gimnazjalistów. Ale to kosztuje. Gdyby nawet przyjąć wariant minimalistyczny, czyli pół etatu na każde z pięciu tysięcy gimnazjów, łącznie daje to koszt rzędu 130 mln zł rocznie (płace plus pochodne dla 2500 etatów nauczycielskich). Czy MEN zabezpieczył te dodatkowe środki? Czy samorządy upomniały się o nie? To przypomina jakieś żarty. Gdy byłem w MEN w czasie rządów Jerzego Buzka, związki samorządowe wyliczały nam każdą złotówkę (nowe zadanie – dodatkowa „kasa” dla JST). Dlaczego dzisiaj milczą? Propagandowo wygląda to nieźle, a od środka – stara bieda. I jak się godzić na taką fikcję prawną, organizacyjną?

17.

To może odchodząc od spraw dosyć ciężkiego kalibru, coś lżejszego. Ale czy naprawdę? W odcinku 2 pierwszej części pisałem o obecności min. Katarzyny Hall praktycznie przez tydzień na Wybrzeżu, na spotkaniach w okręgu, gdzie kandyduje. Teraz słyszę o przedstawicielach rządu objeżdżających Polskę. Przecież do tego używa się rządowych aut, kierowców, ochrony. Nie robi się tego w czasie urlopów, a normalnie, w pracy. Może w takim razie dla przykładu w ogóle przenieść MEN do Gdańska, a posiedzenia rządu do Sopotu? Albo zlikwidować w latach wyborczych?

Kiedyś były rządy na uchodźstwie, teraz mamy objazdowe. W połączeniu z bezceremonialnym wejściem kandydatów koalicyjnych do szkół na różne zebrania, uroczystości, to stwierdzam nie tylko ja, że na taką skalę, czegoś takiego jeszcze nie było. Jakby to były sztaby wyborcze a nie ludzie do ciężkiej pracy. Gdzieś czytałem, że obecnie, w dobie władzy mediów, elektroniki, działania rządu to głównie „pijar”, skupianie się na dobrym wizerunku, propagandzie. Na uznawaniu jako nadrzędnej zasady: „Jak nie wiadomo, co robić, najlepiej nic nie robić”. Taki pozór działań, byleby skuteczny. Może należałoby, jak u Orwella – powołać jakiś super rząd – ministerstwo propagandy, dawać jakieś preparaty ograniczające samodzielne myślenie, owe pigułki murti binga ze „Zniewolonego umysłu” Czesława Miłosza. Znieczulać i namawiać na owo grillowanie do ostatniej kiełbasy wyborczej.

18.

Uwagi dotyczące sytuacji w oświacie, próba uchwycenia jej różnych problemów, byłaby jednostronna bez przedstawienia tego, co jest osiągnięciem MEN, obecnej koalicji rządowej. Trzeba widzieć całość bez etykietowania, że ten jest najgorszym, ten najlepszym ministrem (bo przecież niektórzy niewiele robili, niektórzy godzili się na weryfikacje polityczne nauczycieli, jak na początku stanu wojennego, już nie mówiąc o szkole czasów stalinowskich). Z tego typu ocenami zalecałbym pewien spokój i dystans – także w odniesieniu do minister Katarzyny Hall.

W moim przekonaniu osiągnięciami MEN jest między innymi wprowadzenie obowiązku tworzenia corocznego raportu o oświacie przez jednostki samorządu terytorialnego (tylko żeby to nie była sztampa, powielany z internetu schemat). Podobnie pozytywnie należy ocenić wprowadzenie obowiązku kontroli średnich wynagrodzeń i wzmocnienie roli regionalnych izb obrachunkowych w tym obszarze. Pomimo pewnych kontrowersji wykonawczych, pozytywnie należy ocenić program „ORLIK” – sieć sportowych boisk szkolnych. Także w sferze programowej dobrym kierunkiem było wprowadzenie języka obcego (czym skorupka za młodu nasiąknie…) od I klasy szkoły podstawowej. Tu już jednak mogliśmy widzieć taką powtarzającą się propagandową drogę na skróty, gdyż ten obowiązek wprowadzono kosztem… redukcji w siatce godzin – ograniczając pulę godzin do dyspozycji dyrektora. Ten manewr powtarza się, także w odniesieniu do zmian w szkolnictwie ponadgimnazjalnym, które wejdą od przyszłego roku szkolnego. Pozytywem są pewne zmiany w systemie egzaminacyjnym, to że wszyscy maturzyści piszą na poziomie podstawowym (powrót do naszych wstępnych założeń), to że mamy obowiązkową maturę z matematyki (powrót do założeń reformy, ale co było decyzją ministra Romana Giertycha), to że gimnazjaliści mają pisać egzamin także z języka obcego oraz mają zespołowo tworzyć projekty edukacyjne (tylko żeby to nie była znowu – ściągana np. z internetu sztampa).

19. (sytuacja nauczycieli)

Ktoś mógłby zwrócić uwagę, że w tym wyliczeniu brakuje wskazania podwyżek dla nauczycieli. Tu ocena musi być bardziej złożona. Rzeczywiście, w dobie pełzającego kryzysu ekonomicznego, bezrobocia, gwarantowanie wynagrodzeń wyższych niż wskaźnik inflacji, jest czymś korzystnym. Ale, trzeba mieć świadomość, że po pierwsze dokonała się ona kosztem nauczycieli dyplomowanych (dwa lata temu wprowadzono radykalne „spłaszczenie” wynagrodzeń). Zyskali na tym nauczyciele stażyści i częściowo kontraktowi, dużo mniej mianowani i dyplomowani. To był manewr sprytny – działał propagandowo, gdy tymczasem koszty budżetowe nie były tak znaczące (prawie trzykrotnie mniej jest nauczycieli stażystów w stosunku do nauczycieli dyplomowanych).

Drugim elementem tonującym jest wprowadzenie w tej kadencji zapisu ustawowego zmuszającego nauczycieli do realizacji dwóch (w szkołach ponadgimnazjalnych jednej) godzin tygodniowo na zajęcia dodatkowe. Ileż z tego tytułu jest problemów prawnych, ile fikcji papierkowej? Ile nerwów tracą na tym dyrektorzy, nauczyciele? To jest taki przysłowiowy szczur rozsadzający funkcjonowanie szkół (owe łapanki uczniów na dodatkowe zajęcia, różne podejścia do kwalifikowania np. wycieczek szkolnych, itd.). W jakich innych krajach UE w prawie pracy są zapisy o obowiązkowych godzinach niepłatnych?

Gdyby dodać do etatu te 2/18 czasu pracy, gdyby dodać coraz wyższą inflację (ponad 4%), praktycznie nie ma mowy o żadnych super wzrostach płac w oświacie.

20.

Opowiadała mi znajoma, że już nie mówi podczas spotkań rodzinnych, iż będzie głosować na jedną z partii opozycyjnych. Gdy o tym niedawno powiedziała, spotkało się to z dezaprobatą praktycznie wszystkich. Jedynie niedawny absolwent wyższej uczelni i dwóch fakultetów, który nie mogąc znaleźć pracy, dorabia sporadycznie przy roznoszeniu ulotek, pocieszał ciotkę. Żeby się nie przejmowała, bo wszystko to jest przysłowiowa popelina, a on nie pójdzie na wybory.

Ale chodzi bardziej o pewien klimat, który wytworzył się w Polsce. Są ci słuszni, i ci spychani gdzieś na margines. Takie naruszanie zasad demokracji, przykłady serwilistycznego dziennikarstwa, kończy się zazwyczaj albo przegraną przy urnach wyborczych, albo, co gorsza, jakimś kryterium ulicznym (jak bunt młodzieży w Hiszpanii). A naprawdę ludzie mają problemy. Bezrobocie młodych, często dobrze wykształconych, gdy nie ma już tzw. wyjazdowej zielonej Irlandii, upadek firm, jak tych związanych z przemysłem stoczniowym, redukcje, rosnące koszty utrzymania.

Na to podstawowe pytanie: JAK ŻYĆ, PANIE PREMIERZE? musi odpowiadać nie tylko prezes rady ministrów. Musimy także odpowiadać w szkołach, rodzinach uczniów i studentów. I na próbach odpowiedzi, wdrażaniu pomysłów w życie, wszyscy powinniśmy się przede wszystkim skupić. Bo tu chodzi o wspólną naszą przyszłość. O Polskę, jej być i mieć. A praca dla ludzi – i to godziwa, nie jedynie przez tzw. samo zatrudnienie czy umowy na czas określony – jest najważniejsza.

Wojciech Książek

(Przewodniczący Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego,

Wiceminister Edukacji Narodowej w rządzie Jerzego Buzka)

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Ps. Niedawno byłem na jubileuszu jakieś szkoły (uciekam od tego jak mogę w tych tygodniach przedwyborczych, żeby nie być świadkiem życzeniowych popisów kandydatów), gdzie rozmawiałem z dyrektorką jednej ze szkół. Najpierw mówiła o tym, jak ciężkie są nastroje w gronie pedagogicznym, jak źle odebrano sprawę zabrania prawa do tzw. wcześniejszych emerytur dla nauczycieli. Potem powiedziała, że sama namawia ludzi, żeby głosowali na obecne władze MEN, bo… jak ktoś zostanie posłem, senatorem, to nie będzie można go powołać na ministra Czyli zupełnie inaczej od tego, jak jest w prawie i o czym sam pisałem we fragmencie 6…

Ciąg dalszy – w pisaniu…

 

ZNAJDZ NA STRONIE

Przegląd Oświatowy- archiwum

Rozmowy Skype

Krystyna Szumilas

Rodzice i pracownicy oświaty oczekują zmian kierunku i sposobu reformowania edukacji. Samorządy chcą pokrycia przez Rząd rzeczywistych kosztów zadań oświatowych. Czy minister Krystyna Szumilas spełni nadzieje środowiska oświatowego ?

Rola mediów

Media pełnią szczególną rolę we współczesnym społeczeństwie. Pluralizm w mediach oznacza wielość i różnorodność. Swoboda wypowiedzi i dostęp do informacji stanowią ważny element państwa demokratycznego. Czy uważasz że w Polsce jest pluralizm mediów ?

Informacje

Sposób w jaki zostanie przedstawiona informacja w telewizji może zaważyć o naszym poglądzie na przedstawioną sprawę. Telewizja często jest dla nas jedynym źródłem informacji. Która, Twoim zdaniem, stacja telewizyjna przekazuje obiektywnie informację ?