Wyrywkowa sprawiedliwość
(21.04) Przed sądami w całej Polsce coraz częściej stają ludzie represjonowani w
czasach komunistycznych. Szukają sprawiedliwości, ale często natrafiają na bezsensowne
przepisy.
Marian N. Mirosław B. 31 sierpnia 1982 roku byli bardzo młodymi ludźmi. Obaj były
uczestnikami pamiętnej niepodległościowej demonstracji w Lubinie, podczas której od
kul milicji zginęli ludzie. Obaj za udział w społecznym buncie przeciw komunizmowi
zapłacili wysoką cenę. Marian N. został skazany na trzy lata więzienia, Mirosław B.
na pół roku. Teraz, po wielu latach, postanowili rozpocząć starania o uzyskanie
odszkodowania za cierpienia jakich doznali. Problem w tym, że aby mieć szanse na
odszkodowanie trzeba wcześniej wystąpić o unieważnienie tamtych wyroków.
Przypadkowa ofiara jest bez szans
Marian N i Mirosław B. są w specyficznej sytuacji. Nigdy nie byli aktywnymi
działaczami podziemnych struktur Solidarności. Nie figurują na listach ofiar stanu
wojennego. Nigdy nie byli związani ze środowiskiem "oficjalnej" opozycji
demokratycznej. Każdy z nich ma swoją własną historię, która doprowadziła do
skazania za udział w demonstracji.
Marian N. , Szeregowy członek NSZZ Solidarność, 31 sierpnia 82 wracał po pracy do
domu. Jak twierdzi w centrum wydarzeń znalazł się przypadkowo. Kiedy zorientował się,
że funkcjonariusze ZOMO strzelają do ludzi zaczął chować się w bramach domów.
- Jeden pocisk z gazem łzawiącym wpadł do bramy. Złapałem go i odrzuciłem na
ulice z stronę milicjantów - relacjonował tamten dzień przez Sądem Marian N. W tym
czasie nieznany człowiek sięgnął do kieszeni pana Mariana. Wyciągnął prawo jazdy i
zaczął uciekać.
-Ruszyłem w pościg, ale on uciekł w stronę milicjantów - powiedział Marian N. Ten
incydent zaważył na jego dalszych losach. Kilka dni po stłumieniu rozruchów zostaje
aresztowany. Zarzut to czynna napaść na funkcjonariuszy MO. Wyrok 3 lata więzienia.

Fot. Przed legnickim sądem odbywa się coraz więcej spraw osób represjonowanych w
czasach komunistycznych. Fot. Wojciech Obremski.
26 lat później, w 19 lat po obaleniu komunizmu pan Marian postanawia wystąpić z
wnioskiem o uchylenie tamtego wyroku. Znowu staje przed Sądem. Znowu orzeczenie jest dla
niego niekorzystne. Stary wyrok nie zostaje uchylony Sąd nie ma podstaw do innej decyzji.
Bowiem działania Mariana N., które zaprowadziły go więzienia nie miały związku z
walką no odzyskanie niepodległego bytu Polski. Sam Marian N nie ukrywa, ze był
przypadkową ofiarą. Nie robi z siebie kombatanta.
- Tamten wyrok jest bardzo niesprawiedliwy i powinien być uchylony. Ale Sąd nie ma
może tego zrobić. Obowiązujące prawo powoduje, że przypadkowa ofiara komunizmu nie
może starać się o uchylenie wyroku - powiedział Sędzia.
Plakat i proporczyk
Mirosław B. także był 31 sierpnia 1982 roku w centrum lubińskich wydarzeń. Tyle,
że on poszedł tam świadomie. Chciał zademonstrować swoje niezadowolenie. Chciał
głośno wykrzyczeć, że nie chce żyć w państwie, w którym nie można mówić prawdy,
w którym łamane są prawa człowieka. Był czynnym uczestnikiem manifestacji. Kiedy
doszło do ataków ZOMO, rzucał w nich kamieniami, wyzywał, uciekał przed kulami i
pałkami.
Podobnie jak Marian N. Został zatrzymany kilka dni później. Zarzut - czynna napaść
na Funkcjonariuszy MO. Wyrok pół roku pozbawienia wolności.
-Miałem w tedy 17 lat. Podczas rewizji w domu znaleziono u mnie proporczyk
Solidarności i plakat z marszałkiem Piłsudzkim. Przy okazji SB-ecy podrzucili mi
ulotki. To były okoliczności mocno mnie obciążające. Pocztowo oskarżyli mnie o to,
że płaciłem chłopakom z bramy, żeby ma tej demonstracji rzucali kamieniami. Ale
skończyło się na czynnej napaści na milicjanta - opowiadał Mirosław B.
Teraz on też postanowił wystąpić o uchylenie tamtego wyroku.
Orzeczenie Sądu Okręgowego w Legnicy było dla niego korzystne. Sędzia uznał, że
B. ten wyrok jest skutkiem działalności opozycyjnej. Przemawia za tym świadoma
obecność na demonstracji i przechowywanie w domu gadżetów niepodległościowych.
- Niestety ustawa, na podstawie, której możemy uchylić niesprawiedliwy wyrok
nakazuje ofiarom komunizmu wykazać, że byli opozycjonistami. A powoduje, że wiele
wniosków trzeba oddalać - powiedział sędzia Witold Wojtyło
Przykład tych dwóch różnych orzeczeń wydanych jednego dnia przez legnicki Sąd
jest dowodem na to, że wielu ludzi, którzy byli ofiarami komunizmu nadal nie ma szans na
sprawiedliwość. To przykład na to, jak politycy stanowiący prawo w poczuciu dobrze
spełnionego obowiązku wypuszczają buble prawne. Każdy sędzia orzekający w takiej
sprawie musi mieć poczucie dyskomfortu. Z jednej strony powinien wydawać postanowienia
zgodnie z poczuciem sprawiedliwości, z drugiej musi swoje decyzje opierać na
obowiązującym prawie. A to jak się okazuje jest beznadziejne.
Wiele ofiar komunizmu, starających się o sprawiedliwość przed niezależnymi Sądami
niepodległej Polski odejdzie z kwitkiem. Zapewne wielu z nich uzna, że tkwimy dalej w
PRL-u.
|