|
75 proc. Polaków popiera zakaz handlu
w dni świąteczne |
źródło: Gazeta Prawna
Michał Fura 21 maja 2008 |
|
Rośnie liczba klientów
wybierających supermarkety kosztem osiedlowych sklepów. Tygodniowo
wydajemy na zakupy już o 50 zł więcej niż rok temu. Większość
Polaków nie chce zniesienia zakazu handlu w dni świąteczne.
Polacy coraz częściej i chętniej
robią zakupy w supermarketach, rezygnując z hipermarketów i
mniejszych, osiedlowych sklepów. Większość konsumentów nie chce
zniesienia zakazu pracy w sektorze handlu w dni świąteczne, ale
wciąż popierają przepisy ograniczające swobodną rozbudowę dużych
obiektów handlowych - takie wnioski wynikają z najnowszego badania
na temat zachowań i opinii Polaków związanych z robieniem
codziennych zakupów, przygotowanego przez PBS/DGA na zlecenie Gazety
Prawnej.
Główne zakupy w niedzielę robi
niewielki procent gospodarstw domowych, ale 2/3 badanych przyznało,
że czasem kupuje w tym dniu. Zmieniło się jednak nastawienie do
zakazu handlu w dni świąteczne - rok temu niespełna połowa badanych
chciała jakichkolwiek ograniczeń, dziś popiera je aż 75 proc.
Grupa badanych, którzy przyznają,
że przynajmniej czasami robi zakupy w supermarkecie, wzrosła w ciągu
roku o 8 proc. - do 78 proc. 30 proc. deklaruje, że w nich kupuje
najczęściej. To efekt zmian polityki dużych sieci, wymuszonej przez
przepisy ograniczające rozwój dużych sklepów (hipermarketów), które
stawiają teraz na mniejsze obiekty w większej liczbie miast, nie
tylko tych największych. Potwierdzają to odpowiedzi respondentów. Aż
62 proc. zapytanych przyznało, że w jego miejscowości znajduje się
choć jeden supermarket (w 2007 roku 55 proc.), a kolejne 22 proc.,
że jest on w pobliżu (w 2007 roku 20 proc.).
Polacy więcej niż przed rokiem
wydają na zakupy. Z 21 do 29 proc. wzrosła liczba tych, którzy
wydają tygodniowo ponad 200 zł, a z 16 do 19 proc. tych, którzy
wydaję między 151 a 200 zł. Średnio wydajemy na zakupy tygodniowo
218 zł, o 50 zł więcej niż przed rokiem. Chętniej kupujemy w super i
hipermarketach także dlatego, że pozytywnie oceniamy jakość
produktów, stosowane promocji i godziny otwarcia.
Aż dla 62 proc. nie ma znaczenia,
czy sklep należy do polskiego czy zagranicznego właściciela. To o 4
proc. więcej niż rok temu. Aż 53 proc. przyznało, że w ciągu
ostatniego roku kupiło coś w internecie, 45 proc. nie korzysta
natomiast z sieci w tym celu.
Najczęściej - aż 48 proc. -
kupowało on-line sprzęt elektroniczny.
OPINIA
WIRGINIA AKSZTEJN
analityk PBS DGA, firmy, która
przygotowała badanie
Niemal
2/3 badanych przyznało, że przynajmniej czasem robi zakupy w
niedzielę. Wydaje się jednak, że Polacy dość łatwo zaakceptowali
zakaz handlu w dni świąteczne. W ubiegłym roku niespełna połowa
badanych chciała wprowadzenia
ograniczeń w czasie handlowania, obecnie 2/3
ankietowanych opowiada się za utrzymaniem zakazu pracy w handlu w 12
dni ustawowo wolnych od pracy. W wynikach badania widoczny jest
wzrost znaczenia supermarketów w zwyczajach zakupowych Polaków.
Rodzaj sklepu, w którym najczęściej są robione zakupy, zależy od
wielkości miejscowości zamieszkania. Na terenach wiejskich wciąż
najczęściej kupuje się w małych sklepach, choć i tam ich popularność
znacząco spada. Na wzrost popularności sklepów
wielkopowierzchniowych ma wpływ rozwój sieci obiektów handlu
nowoczesnego. Już w roku ubiegłym niemal wszyscy mieszkańcy miast
dużych i średnich mogli robić zakupy w lokalnym supermarkecie. Te
sklepy zdają się wrastać w pejzaż małych miast. Na artykuły
codziennego użytku gospodarstwo domowe wydaje tygodniowo średnio 218
zł, czyli prawie o 50 zł więcej niż przed rokiem. Mimo że sklepy
wielkopowierzchniowe w wielu aspektach budzą wśród Polaków coraz
lepsze skojarzenia, nie maleje liczba zwolenników sprawowania
kontroli nad dalszą rozbudową ich sieci. W 2007 roku około 2/3
badanych było zdania, że budowa super- bądź hipermarketu powinna być
każdorazowo uzależniona od zgody lokalnych władz.
Autor: Michał Fura
Źródło: GP
|
|
Niechęć do branżowych układów zbiorowych |
źródło: Rzeczpospolita Tomasz Zalewski 01-04-2008 |
|
W Polsce ponadzakładowymi układami zbiorowymi objętych
jest tylko pół miliona pracowników zatrudnionych w trzech tysiącach
przedsiębiorstw
Próby zawierania nowych układów są jednak podejmowane. NSZZ
„Solidarność” wyszła właśnie z propozycją zawarcia układu zbiorowego
dla pracowników handlu. Pracodawców z tej branży miałaby
reprezentować Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji.
– W naszej branży mamy wiele problemów takich jak u
większości pracodawców – od zagadnień płacowych po organizację
pracy. Dlatego chcemy je uregulować systemowo w drodze dialogu.
Chodzi nam np. o określenie minimalnych zarobków, wysokość dodatków
za pracę w nocy i niedziele. Warto też spróbować określić normy
pracy wykonywanej przez pracownika handlu. W ewentualnych
negocjacjach można wykorzystać m.in. świetnie działające landowe
układy branżowe obowiązujące w Niemczech – mówi Alfred Bujara,
przewodniczący sekcji handlu „Solidarności”.
Próby już były
W ubiegłym roku niewiele brakowało, by został podpisany układ
w branży budowlanej. Poprzedni taki akt był zawarty w latach 70. i
dawno już nie obowiązuje.
– Rozmowy były bardzo zaawansowane, szacuję że nasz układ
objąłby 30 proc. dużych podmiotów. Niestety, treść porozumienia
wykraczała poza normy prawa pracy. Chodziło o rozliczanie czasu
pracy i okresy rozliczeniowe. Rokowania będą prowadzone nadal, mam
nadzieję, że skutecznie, bo pracodawcy też są nimi zainteresowani –
mówi Zbigniew Janowski, przewodniczący Związku Zawodowego Budowlani.
Według danych resortu pracy, który jest obowiązany do
rejestrowania ponadzakładowych układów, na listę wpisanych jest
167 porozumień tego typu, z których obowiązuje 134. Układy
obejmują w budżetówce pracowników stacji
sanitarno-epidemiologicznych, parków narodowych, jednostek
gospodarki wodnej. Nie są to więc grupy liczne ani wpływowe.
Generalizacyjny
pat
Sposobem na zwiększenie zasięgu obowiązywania branżowych
układów mogła być tzw. generalizacja, czyli rozszerzanie przez
ministra pracy (w drodze rozporządzenia) stosowania funkcjonującego
już układu na firmy, w których nie obowiązują zbiorowe porozumienia.
Możliwe to jest pod określonymi warunkami, a jednym z nich jest
ważny interes społeczny. Ponadto administracyjne narzucenie układu
możliwe jest tylko wówczas, gdy firma prowadzi działalność podobną
lub zbliżoną do działalności firm objętych układem, którego
stosowanie ma być rozszerzone.
– Generalizacja układu dla całej branży budowlanej mogłaby
ukrócić proceder nieuczciwych przetargów, w których zaniżane są
stawki wynagrodzeń pracowników – mówi Zbigniew Janowski.
Procedura generalizacji jest jednak skomplikowana i m.in. z
tego powodu minister pracy dotychczas ani razu jej nie wykorzystał.
W związku z jesiennymi protestami w służbie
zdrowia powstał projekt zmian w przepisach, mający ułatwić
wprowadzenie m.in. branżowego układu dla służby zdrowia
przewidującego jednolite zasady wynagradzania lekarzy.
Na razie prace nad zmianą zasad rozszerzania układów
zbiorowych zostały wstrzymane. Ograniczono się do likwidacji Komisji
ds. Układów Zbiorowych Pracy, która odbyła od 1995 r. jedynie 14
posiedzeń. Jej prace koncentrowały się w szczególności na
podejmowaniu działań ułatwiających wszczynanie rokowań w sprawie
zawarcia branżowych układów zbiorowych pracy.
Brakująca strona
Zgodnie z kodeksem pracy układy mogą zawierać związki
zawodowe z organizacjami pracodawców. Jednak przedsiębiorcy
niechętnie się zrzeszają. Dotyczy to zarówno pracodawców prywatnych,
jak i tych z sektora publicznego. Na ostatnim posiedzeniu Sejm
musiał wydłużyć okres obowiązywania układów zawieranych w imieniu
pracodawców m. in przez ministrów dla pracowników jednostek sfery
budżetowej.
Stroną układu zamiast ministrów i burmistrzów miały stać się
organizacje pracodawców; na ich powołanie ustawodawca dał kilka lat.
W tym czasie jednak nie został zawarty żaden układ ponadzakładowy,
którego stroną byłaby organizacja pracodawców działająca w imieniu
jednostek sfery budżetowej. Aby kolejna grupa układów nie przestała
obowiązywać, konieczna była zmiana przepisów.
– Sądzę, iż
problem braku układów branżowych nie tkwi w niechęci do zrzeszania
się. Główną barierą jest brak zachęt dla pracodawców, by godzili się
na takie uregulowanie wzajemnych praw i obowiązków – uważa Witold
Polkowski, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich
Opinia
prof. Jerzy
Wratny, Uniwersytet Rzeszowski
W Polsce liczba
pracowników objętych ponadzakładowymi układami zbiorowymi w
porównaniu z krajami UE jest bardzo mała. Wynika to głównie z faktu,
że układ daje pracownikom dodatkowe przywileje poza tymi z kodeksu
pracy. Rodzi to większe koszty dla firmy. Pracodawcy wolą wprowadzić
korzystne rozwiązania płacowe w drodze wewnątrzzakładowego prawa, np.
regulaminu czy układu zbiorowego. Firmy postrzegają ponadzakładowy
układ jako formę ograniczenia, które może utrudnić konkurowanie.
Wolą same na bieżąco rozmawiać z pracownikami, np. o podwyżkach, gdy
będzie taka potrzeba. W krajach UE układy o charakterze branżowym
nadal stanowią podstawę uregulowań praw i obowiązków pracowniczych. |
|
Tłumaczenie fragmentów z raportu: Czarna
księga Lidla w Europie
Opracowana przez związek zawodowy ver.di |
Franciszka Bruder |
|
|
Lidl w Polsce
Właściciele
dyskontów łamią prawa pracownicze i ustawy
-
liczba sklepów 150 Lidl,67
Kaufland (na dzień 01.01.2006 r.)
-
ok. 2600 pracowników
-
obrót 1,6 miliardów euro
(grupa Szwarz , 2004 r.)
-
nr 2 w handlu detalicznym
żywnością (Lidl + Kaufland)
Lidl niema problemu ze
znalezieniem personelu w Polsce. „Przy bezrobociu w regionie na
poziomie 30%, ludzie są naprawdę szczęśliwi, że na początek mogą
znaleźć pracę w Lidlu” mówi Małgorzata L. z Olsztyna. Ale nie są
szczęśliwi długo. Inspekcje przeprowadzone przez Państwową Inspekcje
Pracy przez ostatnie cztery lata dostarczyły przytłaczających
dowodów, że Lidl Polska wypracował diabelski system pozyskiwania
pracowników i łamania ich praw.
Lidl stosunkowo
późno wszedł na Polski rynek – w roku 2001, i razem z Kauflandem
rozpoczął wyścig o dominującą pozycje na rynku. Według rzecznika
sieci Kaufland, Marcina Knapka, w styczniu 2006 r. spółka grupy
Szwarz miała już 73 sklepy i 6171 pracowników. W tym czasie, według
„Planet Retail”, Lidl posiadał około 150 sklepów i 2600 pracowników
(Lidl nie podaje tego rodzaju informacji).
To pracownicy płacą
cenę za konkurencję między tymi kompaniami. Jadwiga Tarnawa –
Przewodnicząca Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń w polskim
związku zawodowym „Solidarność” uważa, że masa zachodnich
pracodawców wkraczających na Polski rynek postrzega swoich
pracowników jako tanią siłę robocza, bez prawa do sprawiedliwego
wynagrodzenia lub przyzwoitych warunków pracy.
Bezrobocie w
Polsce, które na przełomie 2005 i 2006 r. wynosiło około 17-18%, to
wielki problem społeczny. W niektórych regionach sięgało ono nawet
40%. Ceny w Polsce są porównywalne do niemieckich, lecz płace dużo
niższe. Według byłych pracowników Lidla, w roku 2004 przeciętna
płaca pracownika ochrony wynosiła ok. 800 zł (ok. 200 euro). Z
takimi warunkami nie trudno uwierzyć, że Lidl osiąga ogromne zyski.
Godziny
pracy w Lidlu i Kauflandzie
Godziny
otwarcia sklepów Lidl od 8.00 do 21.00 od poniedziałku do soboty i
od 8.00 do 18.00 w niedziele sprawiają, że serca członków zarządu
biją szybciej. Poza tym, że płacą niewiele za etat, unikają płacenia
za nadgodziny. Szefowie Lidla ciężko pracują, aby ich sklepy
pozostawały otwarte w święta państwowe.
Krystyna W. z
Wrocławia podaje, że na początek jej normalny tydzień roboczy
wynosił 45 godzin. Potem stopniowo godziny robocze się wydłużały –
czasem po 15 min, czasem po pół godziny dziennie. W lecie 2003 roku
kierownik sklepu próbował ustanowić czas pracy trwający od 6 rano do
22 wieczorem. „Powiedział że mamy pracować od pierwszego do
ostatniego światła” w końcu nowy rozkład wprowadzono w życie, ale
pozostał regularny dzień roboczy trwający od 6 do 20.
14 godzin !
Inspektorzy
PIP odnotowali wiele przypadków, kiedy pracownicy Kauflandu
zatrudnieni na ¾ etatu pracowali po 14 godzin dziennie. Na przykład
jeden z pracowników pracował na ranną zmianę od 5.00 do 14.30, po
czym musiał przyjść na nocną zmianę od 22.00 tego samego dnia do
7.30 następnego. Inny musiał być w pracy od 15.30 do 22.00 jednego
dnia i następnie od 6.00 do 14.00 następnego dnia.
W
ten sposób wydłuża się limity godzin pracy oraz łamie prawo
pracowników do jedenastogodzinnego odpoczynku. Co więcej, ani Lidl
ani Kaufland nie przestrzegają pięciodniowego dnia pracy.
Wielu pracowników ma wolne tylko 1 lub 2 dni w miesiącu. Prowadzi to
do akumulacji nadgodzin. Podczas inspekcji w Kauflandzie inspektorzy
stwierdzili, że niektórzy pracownicy przepracowali między 199,5 a
225,5 godzin ponadwymiarowych między sierpniem a grudniem 2002 r.
Jak wygląda
zapłata? Piotr Morawski i inni dawni koledzy ze sklepu Kaufland z
Tarnobrzega oddali pracodawcę do sądu z powodu niezapłaconych
nadgodzin. Zdarzyło się, że Morawski, będąc kierownikiem sklepu
pracował 25,5 godziny, zarabiał więcej niż inni, ok. 1000-1100 zł
netto (250-275euro), ale i tak skandalicznie mało biorąc pod uwagę
liczbę przepracowanych godzin.
Dane te pokazują,
jak wielkie uciążliwości muszą znosić pracownicy Lidla. Magdalena
O. z Poznania potwierdza, że przed otwarciem nowego sklepu, praca
po 14 godzin dziennie była raczej normą. Musiała także wieszać
znaki reklamowe na zewnątrz sklepu, mimo że jest to zabronione
przez prawo. Kiedy zgłosiła swoje zastrzeżenia szefowi, jego stała
odpowiedz brzmiała że, nie powinna była podejmować pracy i że Lidl
zapłaciłby, gdyby pojawiły się jakieś problemy.
Szokujące
ustalenia
Formularze, na
których zapisywane są godziny pracy, są dlatego niedokładne i
niekompletne, aby zarząd mógł uniknąć ściślejszej kontroli. Ale
inspektorzy PIP stali się mądrzejsi – obecnie kontrolują nie tylko
dokumenty osobowe pracowników i dane dotyczące czasu pracy, ale
także rachunki kasowe, nagrania kamer ochrony, akta pracy ochrony.
Działają jak detektywi, aby odtworzyć czas pracy pracowników i
niezgodne z prawem praktyki grupy Schwartz. Ustalenia są szokujące:
systematycznie wydłużane są godziny pracy, nie są udzielane przerwy
na odpoczynek, nadgodziny opłacane są tylko częściowe albo w ogóle.
Pracowała aż do
chwili, gdy upadła
Justyna S. nie dziwi
się – pracuje w Lidu od kilku lat. Praca ponad wymiar to dla niej
codzienność. Jakikolwiek protest oznaczałby groźbę zwolnienia. – Ona
i jej koledzy czuli tę groźbę nieustannie. Niestety, jej rodzina
zależała od jej dochodu, więc zapominała o dumie, zaciskała zęby i
pracowała. Do momentu, gdy upadła. Gdy przychodziła do domu, padała
na łóżko, nie mając czasem siły, by zdjąć buty. Jej czteroletnia
córka praktycznie nie widywała matki i rodzina znosiła to tylko
dzięki dziadkom, którzy opiekowali się wnuczką. Według męża
zagrożone było małżeństwo, ponieważ para prawie wcale ze sobą nie
rozmawiała. Nadszedł jednak moment, kiedy Justyna nie mogła dłużej
tego znieść. Gdy zaprotestowała, szef lekko odpowiedział: za kilka
dni znalazła wypowiedzenie umowy o prace w swojej skrzynce
pocztowej. Oznaczało to katastrofę finansową dla jej rodziny, ale
także ocalenie dla jej małżeństwa.
Pół etatu, ale tylko na papierze
Właściciele dyskontów w Polsce wolą umowy o pracę z ograniczonymi
godzinami pracy, mówi Alfred Bujara, zastępca szefa sekcji
pracowników handlu NSZZ Solidarność. Ta praktyka pozwala kompaniom
na osiągnięcie maksymalnych zysków ze swoich pracowników.
Potwierdzają to raporty PIP – inspekcja w sieci Kaufland wykazała,
że niewielu pracowników ma pracę w pełnym wymiarze. Większość
pracuje na ¼, ½ lub ¾ etatu. Także pracownicy Lidla potwierdzają
takie praktyki, dzięki czemu spółka oszczędza na podatkach,
składkach ubezpieczenia społecznego, dając w zamian do wykonania
wiele nadgodzin, które nie są zapłacone.
Ścisła kontrola i nadzór w pracy
Solidarność
krytykuje „system oparty na strachu”. Strategia Lidla w Polsce
narodziła się w Niemczech – przyciąga nowych klientów uprzejmością
pracowników i krótkimi kolejkami przy kasach. Ten system
charakteryzuje się ścisłym nadzorem i prześladowaniem personelu
kasowego. Jest uderzające, jak wiele kamer umieszczono w alejkach w
sklepach Lidla w Polsce. A najwięcej z nich znajduje się przy
kasach. Lidl na swojej stronie internetowej zapewnia, że filozofia
firmy to „wzajemne zaufanie i szacunek”. Nie mówią jednak, że
„zaufanie jest dobre, ale kontrola lepsza”.
Przyjaźń, którą
personel Lidla i Kauflandu ma okazywać klientom, nie przekłada się
na atmosferę w firmie. Wręcz przeciwnie: dawni pracownicy opisują
atmosferę jako szorstką i obraźliwą. Powszechne jest poniżanie.
Marta B. ze
Szczecina straciła pracę dwa lata temu, ale ciągle czuje piętno
poniżenia, na które była narażona. Jej szef nazywał ją prostytutka,
używając szczególnie obraźliwego polskiego słowa. Ponadto zastraszał
ją, agresywnie uderzając linijką po swoim biurku podczas zebrań
personelu.
Morawski z
Tarnobrzega mówi o podobnych metodach. Po tym, jak szef zadzwonił i
zażądał, aby przyszedł do pracy mimo choroby, nagrał wyzwiska szefa
skierowane do niego. Te nagrania stanowią obecnie dowód w sądzie.
Marta B. także
odbierała telefony od szefa, nawet w trakcie urlopu w górach. Jej
mąż wspomina, że szef żony chciał z nią rozmawiać o mało istotnych
sprawach, które działy się w pracy.
Te praktyki służą
pokazaniu pracownikom, że należą do spółki ciałem i duszą. Od
podjęcia pracy Lidl i Kaufland żądzą ich życiem.
Lidl niechętnie
patrzy na przyjazne relacje wśród pracowników. Marta B. przypomina
sobie, że personelowi zakazano zwracania się do siebie po imieniu.
Prowadziło to do dziwnych sytuacji, kiedy pracownicy zwykle mówiący
do siebie po imieniu, zwracali się do siebie po nazwisku, gdy
pojawiał się przełożony.
Powodem tego jest
przekonanie, że odizolowanych pracowników jest łatwiej zastraszyć.
Trudniej takim pracownikom bronić swoich interesów.
Jak ma się sytuacja
pracowników, gdy idzie o przestrzeganie gwarantowanych praw
pracowniczych i organizowanie związków zawodowych?
„Znowu schodzimy do
podziemia” – mówi związkowiec odpowiedzialny za pozyskiwanie
i organizowanie członków w sklepach Biedronka. Fakt, że żaden z
pracowników Lidla lub Kauflandu nie jest członkiem Solidarności,
mówi sam za siebie. Według Solidarności, Grupa Schwartz jest bardzo
wrogo nastawiona wobec związków zawodowych tak w Polsce, jak
wszędzie indziej. Skutkuje to tym, że w żadnym ze sklepów tej spółki
nie ma aktywnej reprezentacji związkowej.
Dla przykładu: na
jesieni 2003 r. podjęto próbę wprowadzenia związku zawodowego do
sklepu Kaufland w Słupsku. Próba ta nie powiodła się. Co więcej,
zarząd zwolnił dwóch pracowników, którzy ujawnili swoją
przynależność związkową. Warunki w tym sklepie Kaufland były tak
skandaliczne, że Bożena Walczak-Siwek, inspektor BHP, odpowiedzialna
za zgłoszenie sytuacji w sklepie, była głęboko poruszona.
Szczególnie szokujący był poziom agresji psychologicznej. „Ludzie z
Kauflandu przychodzą do nas ze łzami w oczach”, potwierdza działacz
Solidarności ze Słupska, Tadeusz Pietkun, który powtarza, że pomimo
szeroko rozpowszechnionej atmosfery strachu, pracownicy zgodzili się
mówić o swoich warunkach pracy na konferencji prasowej. Pod jednym
warunkiem: że będą mogli nosić maski. Taka jest siła tego systemu
nacisku i zastraszenia.
Protesty przeciwko ujemnym skutkom pojawienia się Lidla
„Precz z
supermarketami”. Oto zawołanie handlowców w Krapkowicach w
południowo-zachodniej Polsce. Nie każdy cieszy się z wejścia
supermarketów na lokalny rynek. W wielu polskich miastach i
miasteczkach zorganizowano protesty, niektóre z nich przeciwko
sklepom Lidl, jak na przykład w Nowym Dworze w listopadzie 2002 r.
Protesty maja
miejsce, ponieważ staje się coraz bardziej jasne, że dyskonty mają
negatywny wpływ na lokalną gospodarkę. Np. w 2002 r. w Krapkowicach
swoje sklepy otworzył Lidl i Plus. Od tego czasu wiele lokalnych
firm, głównie sklepów spożywczych i piekarń, zniknęło z rynku. Nie
były bowiem w stanie sprostać agresywnej strategii dumpingowej,
stosowanej przez nowo otwarte dyskonty.
Kiedy ogłoszono, że Tesco także planuje otwarcie swojego sklepu w
roku 2004, list protestacyjny podpisało 200 firm. Dyskonty, głosił
wspomniany list, niszczą wspólnoty. W czerwcu 2004 r. małe firmy
protestowały przeciwko otwarciu sklepu Kaufland w Zabrzu. W tym
samym miesiącu fala protestów małych firm i handlowców przetoczyła
się przez Kędzierzyn-Koźle. W Chełmie miejscowi handlowcy także
protestowali przeciwko otwarciu sklepu Lidla. Oni także obawiali
się, że stracą swoich klientów.
Eksperci
potwierdzają, że wspomniane wyżej obawy są uzasadnione. Piotr
Kucharzyk, szef ABC Trade Marketing sądzi, że takie sieci handlowe
jak Lidl czy Biedronka, są największymi rywalami małych sklepów
lokalnych. Ocenia on, że sklepy lokalne tracą one około połowy
swoich klientów w ciągu miesiąca od otwarcia nowego dyskontu w
okolicy. Inni eksperci z branży sądzą, że w Polsce, podobnie jak w
innych krajach, niszczona jest infrastruktura handlu lokalnego.
Oburzenie w
związku z pożyczką europejską
Także w innych rejonach Kraju istnieje opór. 29 września 2005 r. w
Poznaniu członkowie Inicjatywy Pracowniczej zebrali się przed
sklepami Kaufland. Przedmiotem ich protestu była decyzja
Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju ze stycznia 2005 r.
udzielenia pożyczki w wysokości 110 mln Euro Kauflandowi. Pożyczkę
udzielono, aby pomóc sfinansować ekspansję sieci sklepów w małych i
średnich polskich miastach. Inicjatywa Pracownicza oddała europejski
bank do sądu za promowanie rozwoju firmy, która jest winna
nieustannego i poważnego łamania praw pracowniczych.
W listopadzie
2005 r. NSZZ Solidarność oraz OPZZ (Łódź) zorganizowały akcje
przeciwko sklepom, które były otwarte w dniu 11 listopada, tj. w
Narodowe Święto Niepodległości.
Lidl Polska ma także
problemy z byłymi pracownikami. W sądach jest wiele spraw, które
byli pracownicy wnieśli przeciwko Lidlowi i Kauflandowi. Niektóre z
nich mają związek z niezapłaconymi przez te sieci nadgodzinami.
W raporcie
Państwowej Inspekcji Pracy za rok 2005, w rozdziale „Przestrzeganie
prawa pracy i rozporządzeń w supermarketach, hipermarketach i
dyskontach między rokiem 1999 a rokiem 2005”, autorzy stwierdzają,
że powodem łamania prawa w sieciach Biedronka, Lidl i Kaufland, jest
„niewystarczający poziom organizacji pracowniczej i minimalna
struktura zatrudnienia (...), jak również nacisk, wywierany przez
główne zarządy na kierownictwo sklepów, aby osiągnąć maksymalną
redukcję kosztów”. Władze rządowe odpowiedziały na te bezprawne
praktyki, inicjując pewną liczbę postępowań kryminalnych przeciwko
sieciom Lidl i Kaufland. Oświadczyły również, że będą systematycznie
kontynuować inspekcje i że każde złamanie prawa będzie powodować
ostre kary, aby zmusić pracodawców do przestrzegania polskiego prawa
pracy.
Według Krzysztofa
Zgody z Gdańska, który w Solidarności jest odpowiedzialny za
pozyskiwanie nowych członków, to co zdarzy się w przyszłości, będzie
zależało od tego, czy pracownicy sieci Lidl i Kaufland zjednoczą się
i będą bronić swoich praw w ramach związków zawodowych. Tak długo,
jak w sklepach nie są obecne związki zawodowe, by wykrywać łamanie
prawa, inspekcje rządowe, niezależnie od tego jak dokładne i
szczegółowe, nie wyeliminują opisanych wyżej systematycznych
nielegalnych praktyk.
Tłum. Hubert Krogulec
|
|
Tesco Polska przeznaczy na
tegoroczne podwyżki 63 mln zł |
źródło:
,
18-03-2008 |
|
Zarząd sieci handlowej Tesco Polska podpisał
porozumienie płacowe z największym, działającym w firmie, związkiem
zawodowym NSZZ "Solidarność". Porozumienie zakłada średni wzrost
wynagrodzeń w tym roku na poziomie 30 proc.
Jak poinformował dziennikarzy prezes Tesco
Polska Ryszard Tomaszewski, podwyżki dostaną wszyscy pracownicy
firmy. Płace zostaną podniesione w tym roku trzykrotnie w marcu,
lipcu i listopadzie. Dodatkowo pracownicy z ponad dwuletnim stażem
pracy otrzymają jednorazowe nagrody w wysokości od 200 do 500 zł. Na
tegoroczne podwyżki Tesco Polska przeznaczy 63 mln zł.
"Zgodnie z porozumieniem najniższe wynagrodzenie w naszej firmie
wyniesie dla osób pracujących ponad rok 1,5 tys. zł brutto. Naszym
celem jest, żeby nasi pracownicy dobrze zarabiali i byli zadowoleni
z pracy" - dodał prezesWedług przewodniczącej Komisji Zakładowej
NSZZ "Solidarność" w Tesco Polska Katarzyny Sawickiej, rozmowy z
zarządem spółki były trudne i długie, ale związek jest zadowolony z
ich efektów.
"Jest to dobre rozwiązanie na 2008 rok, z którego jesteśmy
zadowoleni. To pierwsze naprawdę poważne negocjacje w naszej firmie"
- oceniła Sawicka.
Sygnatariusz porozumienia - NSZZ "Solidarność" jest największym
związkiem zawodowym działającym w Tesco Polska. Zrzesza ponad 2
tysiące osób, czyli około 80 proc. wszystkich związkowców w firmie.
Jak poinformowano o efektach porozumienia zostaną powiadomione
cztery pozostałe związki zawodowe funkcjonujące w sieci handlowej, w
tym "Sierpień 80" z Tych, który 20 lutego zorganizował strajk w
swoim hipermarkecie.
"Sierpień 80" domaga się podwyżki o 700 zł. Według zarządu sieci
postulat jest nierealny, ponieważ w skali całej sieci oznaczałoby to
konieczność przeznaczenia w tym roku dodatkowych 300 mln zł na
wzrost płac. "Na taki wydatek nie stać żadnej firmy w kraju" -
zaznaczył prezes. |
|
Pracownicy hipermarketów lekko nie
mają... |
źródło:
,
13-03-2007 |
|
W ponad
połowie skontrolowanych w 2007 roku super- i hipermarketów wykryto
nieprawidłowości co do przestrzegania prawa pracy i przepisów bhp -
poinformowali przedstawiciele Państwowej Inspekcji Pracy.
Według danych zebranych przez Inspekcję, w jednej trzeciej spośród
kontrolowanych sklepów wielkopowierzchniowych wykryto braki w
prowadzeniu ewidencji czasu pracy, a w jednej czwartej placówek
pracownicy nie otrzymywali należnych urlopów. Natomiast 51 proc.
hipermarketów w sposób niedokładny prowadziło akta osobowe
zatrudnionych
PIP
wykryła także m.in., że 24 proc. badanych sklepów nie przestrzegało
pięciodniowego tygodnia pracy dla pracowników, a 20 proc. nie
udzielało im należnego odpoczynku.
Jak tłumaczył wicedyrektor departamentu prawnego Głównego Inspektora
Pracy, Piotr Wojciechowski, główna przyczyna nieprawidłowości
"wynika ze zbyt małej ilości zatrudnianych pracowników".
Przypomniał, że norma czasu pracy w Polsce wynosi 40 godzin, a
często pracownicy pracują znacznie dłużej.
Zastępca GIP, Roman Giedrojć dodał, iż w hipermarketach "gdyby nawet
zatrudnić po kilku dodatkowych pracowników, to i tak można by było
obdzielić nadgodzinami wszystkich zatrudnionych".
Natomiast tam, gdzie się nie prowadzi ewidencji czasu pracy,
pracownikowi będzie bardzo trudno w przyszłości dochodzić swoich
roszczeń - mówił Giedrojć. Zaznaczył, że spora liczba wykrytych
nieprawidłowości może również wynikać z faktu, iż PIP kontroluje
miejsca, gdzie przepisy nie są przestrzegane, reagując na informacje
od pracowników.
Według Inspekcji optymistycznym sygnałem jest natomiast fakt, iż
liczba wykrytych naruszeń była mniejsza niż w roku 2006. Największy
spadek, o 11 punktów procentowych, odnotowano odnośnie do
nieprawidłowości w ewidencjonowaniu czasu pracy.
W 2007 roku PIP skontrolowała 78 super- i hipermarketów należących
do 28 sieci handlowych. Po kontrolach wydano 1264 nakazy dotyczące
usunięcia uchybień bądź wstrzymania prac. Inspektorzy nałożyli
również 52 mandaty na kwotę ok. 42 tys. zł.
O przestrzeganie praw pracowniczych, również w okresie zwiększonego
handlu w okresie przedświątecznym, zaapelowała do pracodawców Główna
Inspektor Pracy, Bożena Borys-Szopa. W ślad za apelem od
poniedziałku w sklepach ruszą nadzwyczajne kontrole - dodała.
Borys-Szopa poinformowała także, iż w kwietniu PIP rozpocznie
kampanię informacyjną i kontrolną "Ręczne przemieszczanie ciężarów
2008". Kampania jest prowadzona przez inspekcje pracy 30 państw
europejskich. W jej ramach zostaną przeprowadzone szkolenia i
kontrole dotyczące bezpiecznego transportu ciężarów przez
pracowników. |
|
Wygrajmy niedziele |
|
1
lutego w Warszawie podczas Konferencji „Wygrajmy niedziele”
organizacje pozarządowe, stowarzyszenia pracodawców,
przedstawicieli związków zawodowych oraz autorytetów ze świata
nauki i polityki sygnują porozumienia o współpracy pod nazwą
„Przymierze na rzecz wolnej niedzieli”.
Idea wolnej niedzieli zgromadziła autorytety, różne
organizacje i ugrupowania, których przedstawiciele po wcześniejszych
konsultacjach, w dniu 9 stycznia br. postanowili, że warto
zjednoczyć wysiłki i prowadzić wspólne działania w celu
uświadomienia Polakom, jak ważnym dobrem i jak istotną wartością dla
polskiej rodziny i polskiego społeczeństwa jest wolna niedziela jako
dzień świąteczny, dzień dla rodziny i dzień odpoczynku po
całotygodniowej pracy.
Pragniemy,
aby przymierze to stało się szerokim ruchem ponad partyjnym otwartym
dla wszystkich ludzi dobrej woli, jednoczącym różne środowiska,
organizacje i autorytety, promującym ideę wolnej niedzieli w Polsce.
- mówi Alfred Bujara Przewodniczący Sekretariatu, Banków Handlu i
Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność” .
Najważniejszym
celem „Przymierza” jest zmiana uregulowań prawnych i mentalności
społeczeństwa oraz doprowadzenie do niedziel wolnych od pracy
Inicjatywa odwołuje się do narodowych tradycji i
chrześcijańskich korzeni Polski.
– Okazuje się, że środowisk przychylnych tej
inicjatywie jest bardzo dużo. Znacznie więcej niż mogłoby się
wydawać. Dzięki ruchowi wiele osób – nie tylko, my związkowcy, ale
również pracodawcy i przedstawiciele instytucji pozarządowych –
będzie mówiło i prowadziło działania na rzecz wolnej niedzieli –
mówi Alfred Bujara. – Na początku chcemy skupić się na pracownikach
handlu. Mam jednak nadzieję, że z czasem przyłączą się do nas
przedstawiciele innych środowisk.
Przewodniczący wyjaśnia, że celem ruchu jest
wprowadzenie wolnych niedziel w tych zakładach i branżach, w których
praca nie jest koniecznością. Bujara zapowiada, również przyglądanie
się sytuacji pracowników, którzy muszą w niedzielę podjąć pracę.
– Osoby pracujące w niedziele powinny otrzymywać godziwe wynagrodzenie –
mówi.
Zdaniem Alfreda Bujary posunęliśmy się za daleko.
Niedziela staje się powoli dniem niewiele różniącym się od
pozostałych. Dniem konsumpcyjnym nastawionym na czerpanie korzyści,
w których liczy się tylko biznes, a nie człowiek.
-W marketach otwierane są poczty i inne instytucje.
Coraz częściej pracownicy idąc w niedzielę do pracy nie mają gdzie
zostawić dzieci. Pojawiają się głosy, by otworzyć w tym dniu żłobki
i przedszkola - mówi. - Mam nadzieję, że nigdy nie stanie się
normalnością otwieranie w niedzielę banków, czy urzędów.
Potrzebne
uregulowania prawne
By niedziela mogła być chroniona potrzebne są
uregulowania prawne, których w Polsce wciąż brakuje. Podobnie było z
wprowadzeniem zakazu handlu w dni świąteczne. Dopiero ubiegłoroczna
nowelizacja Kodeksu pracy przyniosła pracownikom placówek handlowych
12 dni świątecznych wolnych w ciągu roku.
– Mamy za
sobą kilka wolny, po raz pierwszy, świąt. 1 i 11 listopad, Boże
Narodzenie. Święta te przebiegły bardzo spokojnie, bez żadnych
ekscesów. Ludzie wiedzieli, że muszą wcześniej zrobić zakupy i nikt
nie chodził głodny – podkreśla Bujara.
Przewodniczący dodaje, że osoby zatrudnione w placówkach handlowych
uwierzyły, że mają prawo do wolnych świąt i dali temu wyraz podczas
włoskiego strajku zorganizowanego w ubiegłym roku w Boże Ciało.
–
Pracownicy bardzo cenią sobie możliwość spędzenia wolnego dnia z
rodziną. Mam nadzieję, że uwierzą, że w niedzielę również mogą być w
domu – mówi.
Najtrudniej zmienić
mentalność
Chociaż jest
to pierwszy tego typu ruch w Polsce, nie jest jedyny w Europie.
Podobna inicjatywa podjęta została w Austrii. Tam się udało
–
Dzisiaj w Austrii mówienie o wolnej niedzieli i świętowanie tego
dnia leży w dobrym tonie – podkreśla Bujara i przyznaje, że
najtrudniejszą sprawą będzie zmiana mentalności Polaków
przyzwyczajonych już do robienia zakupów w niedzielę. Najczęściej
tłumaczą, że przez cały tydzień pracują i nie mają czasu, więc czują
się w pełni usprawiedliwieni.
–
Chodzi jednak o to, byśmy odpoczywając w niedziele, dali szansę na
odpoczynek innym – dodaje Bujara.
Bardzo
ważne jego zdaniem jest jednak to, że sondaże są coraz bardziej
przychylne.
– Jeszcze
kilka lat temu, gdy mówiliśmy o wolnych niedzielach popierało nas 28
proc. społeczeństwa. Teraz niektóre sondaże wskazują 50,60 proc.
poparcia – podkreśla.
Agnieszka Konieczny
Najstarsze przykazanie
socjalne świata
(...)
Niedziela jest świętem chrześcijańskim. Niemniej w kręgu kultury
Zachodu jest jednocześnie instytucją, której znaczenie społeczne i
kulturowe trudno przecenić. Wolna od pracy niedziela bywa niekiedy
określana jako najstarsze przykazanie socjalne świata. Zresztą nie
da się rozdzielić tych spraw. Bez religijnego jądra niedzieli,
również jej kulturowe treści po pewnym czasie zostaną
wypłukane(...).
***
(...)
Członkowie „starej” Unii Europejskiej znacznie bardziej
konsekwentnie chronią niedzielę, niż nowe państwa członkowskie.
Nawet w laickiej Francji handel w niedzielę zasadniczo jest
zakazany, a otwieranie sklepów w tym dniu grozi sankcjami prawnymi.
(...)
***
(...) W
Niemczech niedziela doczekała się nawet ochrony konstytucyjnej. Art.
140 niemieckiej ustawy zasadniczej stanowi mianowicie, że niedziela
jest dniem „odpoczynku i duchowego wytchnienia”. Oczywiście, państwo
nie ma ambicji wyznaczania sposobu „owego wytchnienia”. Poprzez
zakaz pracy zarobkowej otwiera jedynie swoim obywatelom wolną
przestrzeń do zagospodarowania tego dnia według własnych upodobań
(...).(...) Wbrew sprowadzeniu publicznej dyskusji na temat wolnej
niedzieli głównie do parametrów ekonomiczno-finansowych, są one
tylko zasłoną dymną. Supermarkety dadzą sobie radę i bez
„pracującej” niedzieli. Bezrobocie nie wzrośnie z powodu wolnych
niedziel. System bankowy może funkcjonować z „niedzielą bez pracy”.
Z jej powodu przedsiębiorcy nie będą przenosić swoich firm na Daleki
Wschód, czy Słowację w obawie o utratę konkurencyjności. Gospodarka
rynkowa nie zna pojęcia „próżni” i nadrobi ewentualne „straty”.
Przedsiębiorcy są tego na ogół świadomi i sytuowanie ich w roli
głównych oponentów niedzieli bez pracy i handlu jest nadużyciem
(...).
***
(...) Idea
bodaj najważniejsza i bezcenna w dobie ostrej, globalnej konkurencji
zawiera się w niedzielnym odpoczynku. W tym dniu człowiek przekracza
pewne zawodowe współzależności, determinujące go w dniach roboczych.
Ma wagę zrealatywizować wagę codziennych trosk i zajęć. Przestaje
być wyłącznie środkiem do celu, czynnikiem gospodarczym, wiązką
funkcji na służbie obcym interesom (...).
***
(...)
Świętując niedzielę człowiek czyni coś, co sam wybiera. Owszem, nie
jest to czynność celowa sama w sobie, ale przez uczestnictwo w niej
człowiek uświadamia sobie, że sam jako osoba posiada bezwarunkową
wartość (...).
*** - fragmenty
publikacji prof. Anieli Dylus „Czy przegraliśmy niedzielę? O sensie
świętowania”, która ukazała się w Zeszytach Społecznej Myśli
Kościoła: Chrześcijaństwo. Świat-Polityka.
|
|
|