Wspólny protest związkowców polskich i niemieckich

źródło:

Rzeczpospolita

11.12.2007

 04:52

 

Związkowcy z Polski i Niemiec protestowali w Słubicach i Frankfurcie nad Odrą przeciwko łamaniu praw pracowniczych w sieciach sklepów dyskontowych. W manifestacji uczestniczyło ok. 200 osób.

Protest, zorganizowany przez niemiecki związek zawodowy Verdi i NSZZ "Solidarność", rozpoczął się na moście granicznym łączącym oba miasta - pisze ."Rzeczpospolita". Następnie związkowcy przy dźwiękach gwizdków i trąbek przeszli przed sklep "Biedronka" w Słubicach, gdzie przekonywali o naruszaniu praw pracowniczych w sklepach tej sieci handlowej.
Po postoju przy "Biedronce" związkowcy udali się przez granicę do Frankfurtu nad Odrą. Tam pikietowali sklep "Kaufland". Mieszkańcom miasta, którzy przyglądali się manifestacji, wręczano ulotki. Można z nich było dowiedzieć się m.in., że w ponad 50 proc. hipermarketów skontrolowanych przez Państwową Inspekcję Pracy stwierdzono niewypłacanie wynagrodzenia za godziny nadliczbowe, a w 40 proc. niezachowanie minimalnych norm wypoczynku.
Zarówno polscy, jak i niemieccy związkowcy mieli ze sobą transparenty i flagi związkowe. Ze strony polskiej na pogranicze przyjechali związkowcy "S" z kilku regionów, m.in. z Mazowsza, Śląska i Lubuskiego. Wśród Niemców byli głównie przedstawiciele związku zawodowego Verdi, działającego w sieci "Lidl".
Stop! Łamaniu praw pracowniczych w Biedronce - to jedno z haseł, jakie można było zobaczyć na transparentach. Podobnej treści słowa znajdowały się na niemieckich transparentach; dotyczyły jednak sklepu "Lidl".
Jak powiedział Rainer Kau ze związku zawodowego Verdi, akt solidarności, którym jest wspólna manifestacja, jest bardzo ważny. - Takie akcje jak tutaj odbywają się też w Strasburgu, we Francji i Austrii. Problem złych warunków pracy dotyczy wielu innych krajów w Europie i dlatego dziś robimy tę akcję - powiedział.
- Chcemy zwrócić uwagę na łamanie praw pracowników w sektorze handlu oraz warunki ich pracy w super- i hipermarketach, gdzie są one nadal bardzo złe (...) W Polsce najgorsza sytuacja jest w tej chwili w sklepach dyskontowych. My dzisiaj mówimy o sieciach handlowych Biedronki i Lidla, gdzie sytuacja jest bardzo zła - powiedział przewodniczący sekcji krajowej pracowników handlu, banków i ubezpieczeń NSZZ "Solidarność" Alfred Bujara.

Polsko-niemiecka manifestacja związkowców przebiegła spokojnie. Po obu stronach granicy nad jej przebiegiem czuwały wzmocnione siły policyjne, które nie musiały interweniować.
 

materiał dostępny: http://praca.wnp.pl/wspolny-protest-zwiazkowcow-polskich-i-niemieckich,38168_1_0_0.html 

 


Związkowcy z Solidarności i niemieckiego związku Ver.di razem wyszli w poniedziałek na ulice przygranicznych Słubic w proteście przeciwko łamaniu ich praw i poniżaniu pracowników w dyskontach handlowych

źródło:

Gazeta Wyborcza

Gorzów Wlkp

2007-12-10 20:26

 

Ok. 300 związkowców wspólnie pikietowało w Słubicach pod Biedronką, a zaraz potem we Frankfurcie pod Kauflandem. Polskim związkowcom chodzi przede wszystkim o sieć Biedronki i Lidl (w 2006 r. w tym markecie w Gorzowie powstała pierwsza organizacja związkowa w Polsce).

Protest zbiegł się także ze śledztwem w sprawie sieci dyskontów Biedronka, jakie prowadzi zielonogórska prokuratura. Prokuratorzy przesłuchali już 1,6 tys. osób. Sprawdzają, czy naruszane są tam prawa pracowników, stosowany mobbing i nie są wypłacane pieniądze za nadgodziny. - Wszystkie dotychczasowe sprawy przeciwko Biedronce, a znam ich kilkanaście, pracownicy wygrali - mówi Edward Gollent ze Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe "Biedronka". - To są nieopłacone godziny nadliczbowe, brak wolnych dni, praca za darmo, niezgodnie z normami, fałszowanie dokumentacji - wylicza.

Gollent przyjechał w poniedziałek do Słubic i dołączył do demonstracji polskich i niemieckich związkowców. Protestujący uzbrojeni w gwizdki, flagi i transparenty spotkali się na granicznym Moście Przyjaźni. - Biedronka chora! Biedronka krank! - skandowali razem. Oberwało się także Lidlowi. - Przoduje w łamaniu praw pracowniczych i wyznacza innym sieciom trendy w postępowaniu z pracownikami. Dlatego cały czas prowadzimy akcje zakładania rad pracowniczych. Teraz robimy to razem z polską Solidarnością - mówi Rainer Kau, koordynator Ver.di, zajmujący się w centrali walką o związki zawodowe w niemieckich marketach Lidla.

Gdy w Gorzowie powstała "S" w Lidlu, przyjechali niemieccy związkowcy. - Opowiadali o szykanach w Niemczech. Byliśmy w szoku, bo nam się zdawało, że gdzie jak gdzie, ale w Niemczech to niemożliwe. Wszystko tam poukładane, a jak widać u nich i u nas ta sama "wolna amerykanka". Więc razem powalczymy o godność i prawa zatrudnionych w dyskontach, o wolne niedziele i nadgodziny - mówi Jarosław Porwich, szef gorzowskiej "S".

Z kolei niemieckich związkowców niepokoją plany wprowadzenia także w Niemczech handlowych niedziel. Dlatego chcą razem z Solidarnością walczyć o swoje prawa na forum Unii Europejskiej. - Ta demonstracja to pierwszy krok. Na końcu drogi jest wprowadzenie prawa unijnego obowiązującego we wszystkich krajach Europy, które raz na zawsze ograniczy bezprawie dyskontów. Na razie przegrywamy, bo sieci są lepiej przygotowane do walki ze związkami, zawsze wyprzedzają nas o krok. Dlatego walczymy o jedno twarde prawo dla wszystkich. Teraz w każdym sklepie obowiązują inne procedury i potem mamy takie sprawy, jak w zielonogórskiej prokuraturze - komentuje Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ Solidarność.
 

 


 Biedronka chora! Biedronka krank!

źródło:

Gazeta Wyborcza

Gorzów Wlkp
2007-12-10 20:15 Artur Brykner, Maja Sałwacka

 

Tak skandowało razem ok. 300 polskich i niemieckich związkowców. Najpierw na ulicach Słubic, a potem po przejściu przez most graniczny pod marketem Kaufland we Frankfurcie.

Protestowali przeciwko wyzyskowi i łamaniu praw pracowniczych w sieciach dyskontowych. Straż graniczna bez kontroli przepuściła przez granicę pochód z flagami i transparentami. "S" rozpoczęła współpracę z niemieckim związkiem Ver.di po powstaniu we wrześniu 2006 r. w Gorzowie pierwszej organizacji związkowej w sieci Lidl. - Koledzy z Niemiec opowiadali o szykanach i metodach, jakie stosuje kierownictwo Lidla. Byliśmy w szoku. Chcieliśmy skorzystać z niemieckich doświadczeń, ale skoro u nich też jest "wolnoamerykanka", to zdecydowaliśmy się razem walczyć o godność pracowników - mówi Jarosław Porwich, szef "S" regionu gorzowskiego.

Popiera go Rainer Kau, koordynator Ver.di zajmujący się zakładaniem związków zawodowych w niemieckich marketach Lidla. - Za 1110 zl brutto bez wolnych niedziel i z niepłaconymi nadgodzinami - to nie praca, tylko wyzysk. Jedna osoba naraz w sklepie jest kasjerem, magazynierem i musi pilnować porządku! - wyliczał wczoraj Paweł Pawlak z wielkopolskiej "S" utworzonej w sieci Biedronka.

Zielonogórscy prokuratorzy przesłuchali już 1,6 tys. obecnych i byłych pracowników tych sklepów. - Prowadzimy śledztwo w sprawie złośliwego lub uporczywego naruszania praw pracowniczych - tłumaczy Kazimierz Rubaszewski, rzecznik prokuratury.

- To dopiero początek wspólnych akcji. Na końcu tej drogi jest doprowadzenie do wymuszenia przez instytucje unijne utworzenia kart praw pracowniczych, które będą obowiązywać w dyskontach w całej Europie - mówi Alfred Bujara z krajówki "S".

- Pracownicy handlu należą do grupy zawodowej najniżej wynagradzanej i nadal pracującej w trudnych warunkach. To prawie milion osób w Polsce! Dlatego chcemy uświadomić Polakom, że ekonomiczny sukces "tanich" sieci handlowych jest skutkiem wyzysku pracowników - tłumaczy Jarosław Porwich.
 

 


Manifestacja polskich i niemieckich związkowców z handlu www.tvbiznes.pl 10.12|| 15:20

 

Związkowcy z Polski i Niemiec protestowali w poniedziałek w Słubicach i Frankfurcie nad Odrą przeciwko łamaniu praw pracowniczych w sieciach sklepów dyskontowych. W manifestacji uczestniczyło ok. 200 osób.

Protest, zorganizowany przez niemiecki związek zawodowy Verdi i NSZZ "Solidarność", rozpoczął się na moście granicznym łączącym oba miasta. Następnie związkowcy przy dźwiękach gwizdków i trąbek przeszli przed sklep "Biedronka" w Słubicach, gdzie przekonywali o naruszaniu praw pracowniczych w sklepach tej sieci handlowej.
Po postoju przy "Biedronce" związkowcy udali się przez granicę do Frankfurtu nad Odrą. Tam pikietowali sklep "Kaufland".
Mieszkańcom miasta, którzy przyglądali się manifestacji, wręczano ulotki. Można z nich było dowiedzieć się m.in., że w ponad 50 proc. hipermarketów skontrolowanych przez Państwową Inspekcję Pracy stwierdzono niewypłacanie wynagrodzenia za godziny nadliczbowe, a w 40 proc. niezachowanie minimalnych norm wypoczynku.
Zarówno polscy, jak i niemieccy związkowcy mieli ze sobą transparenty i flagi związkowe. Ze strony polskiej na pogranicze przyjechali związkowcy "S" z kilku regionów, m.in. z Mazowsza, Śląska i Lubuskiego. Wśród Niemców byli głównie przedstawiciele związku zawodowego Verdi, działającego w sieci "Lidl".
"Stop! Łamaniu praw pracowniczych w +Biedronce+"- to jedno z haseł, jakie można było zobaczyć na transparentach. Podobnej treści słowa znajdowały się na niemieckich transparentach; dotyczyły jednak sklepu "Lidl".
Jak powiedział PAP Rainer Kau ze związku zawodowego Verdi, akt solidarności, którym jest wspólna manifestacja, jest bardzo ważny. "Takie akcje jak tutaj odbywają się też w Strasburgu, we Francji i Austrii. Problem złych warunków pracy dotyczy wielu innych krajów w Europie i dlatego dziś robimy tę akcję" - powiedział.
Okazją do zwrócenia uwagi na problemy pracowników sieci dyskontowych zarówno w Polsce, jak i Niemczech, jest obchodzony w poniedziałek Dzień Praw Człowieka. W Niemczech organizowanie tego dnia manifestacji ma wieloletnią tradycję. Inicjatywa organizacji podobnego protestu na naszym zachodnim pograniczu wyszła właśnie ze strony niemieckiej.
"Walczymy o poszanowanie praw człowieka i porządne warunki pracy. W Niemczech jest dużo problemów m.in. związanych z czasem pracy sklepów, a warunki pracy w handlu detalicznym są coraz gorsze. Jednym z problemów jest też płaca i traktowanie ludzi" - powiedział PAP Volker Kulle z zarządu Federacji Związków Zawodowych w Niemczech (DGB).
"Chcemy zwrócić uwagę na łamanie praw pracowników w sektorze handlu oraz warunki ich pracy w super- i hipermarketach, gdzie są one nadal bardzo złe (...) W Polsce najgorsza sytuacja jest w tej chwili w sklepach dyskontowych. My dzisiaj mówimy o sieciach handlowych +Biedronki+ i Lidla, gdzie sytuacja jest bardzo zła" - powiedział PAP przewodniczący sekcji krajowej pracowników handlu, banków i ubezpieczeń NSZZ "Solidarność" Alfred Bujara.
Zdaniem Bujary, w sieciach sklepów dyskontowych dochodzi także do szykanowania związkowców, a organizacje związkowe są niemile widziane.
"Chcemy mówić stop wyzyskowi, gdyż niejednokrotnie za niskimi cenami kryje się wyzysk człowieka. Pracują niejednokrotnie za 1,2 tys. zł brutto; czyli za 800 zł (netto) muszą wykonywać każdą pracę" - dodał Bujara.
Polsko-niemiecka manifestacja związkowców przebiegła spokojnie. Po obu stronach granicy nad jej przebiegiem czuwały wzmocnione siły policyjne, które nie musiały interweniować. 

materiał dostępny: http://www.tvbiznes.pl/?p=28&id=14239

 

 


Wspólny protest związkowców polskich i niemieckich

źródło: 

 ,

 15:15

10-12-2007

 

Związkowcy z Polski i Niemiec protestowali w Słubicach i Frankfurcie nad Odrą przeciwko łamaniu praw pracowniczych w sieciach sklepów dyskontowych. W manifestacji uczestniczyło ok. 200 osób

Protest, zorganizowany przez niemiecki związek zawodowy Verdi i NSZZ "Solidarność", rozpoczął się na moście granicznym łączącym oba miasta. Następnie związkowcy przy dźwiękach gwizdków i trąbek przeszli przed sklep "Biedronka" w Słubicach, gdzie przekonywali o naruszaniu praw pracowniczych w sklepach tej sieci handlowej.

Po postoju przy "Biedronce" związkowcy udali się przez granicę do Frankfurtu nad Odrą. Tam pikietowali sklep "Kaufland".

Mieszkańcom miasta, którzy przyglądali się manifestacji, wręczano ulotki. Można z nich było dowiedzieć się m.in., że w ponad 50 proc. hipermarketów skontrolowanych przez Państwową Inspekcję Pracy stwierdzono niewypłacanie wynagrodzenia za godziny nadliczbowe, a w 40 proc. niezachowanie minimalnych norm wypoczynku.

Zarówno polscy, jak i niemieccy związkowcy mieli ze sobą transparenty i flagi związkowe. Ze strony polskiej na pogranicze przyjechali związkowcy "S" z kilku regionów, m.in. z Mazowsza, Śląska i Lubuskiego. Wśród Niemców byli głównie przedstawiciele związku zawodowego Verdi, działającego w sieci "Lidl".

"Stop! Łamaniu praw pracowniczych w +Biedronce+"- to jedno z haseł, jakie można było zobaczyć na transparentach. Podobnej treści słowa znajdowały się na niemieckich transparentach; dotyczyły jednak sklepu "Lidl".

Jak powiedział PAP Rainer Kau ze związku zawodowego Verdi, akt solidarności, którym jest wspólna manifestacja, jest bardzo ważny. "Takie akcje jak tutaj odbywają się też w Strasburgu, we Francji i Austrii. Problem złych warunków pracy dotyczy wielu innych krajów w Europie i dlatego dziś robimy tę akcję" - powiedział.

Okazją do zwrócenia uwagi na problemy pracowników sieci dyskontowych zarówno w Polsce, jak i Niemczech, jest obchodzony w poniedziałek Dzień Praw Człowieka. W Niemczech organizowanie tego dnia manifestacji ma wieloletnią tradycję. Inicjatywa organizacji podobnego protestu na naszym zachodnim pograniczu wyszła właśnie ze strony niemieckiej.

"Walczymy o poszanowanie praw człowieka i porządne warunki pracy. W Niemczech jest dużo problemów m.in. związanych z czasem pracy sklepów, a warunki pracy w handlu detalicznym są coraz gorsze. Jednym z problemów jest też płaca i traktowanie ludzi" - powiedział PAP Volker Kulle z zarządu Federacji Związków Zawodowych w Niemczech (DGB).

"Chcemy zwrócić uwagę na łamanie praw pracowników w sektorze handlu oraz warunki ich pracy w super- i hipermarketach, gdzie są one nadal bardzo złe (...) W Polsce najgorsza sytuacja jest w tej chwili w sklepach dyskontowych. My dzisiaj mówimy o sieciach handlowych Biedronki i Lidla, gdzie sytuacja jest bardzo zła" - powiedział PAP przewodniczący sekcji krajowej pracowników handlu, banków i ubezpieczeń NSZZ "Solidarność" Alfred Bujara.

Zdaniem Bujary, w sieciach sklepów dyskontowych dochodzi także do szykanowania związkowców, a organizacje związkowe są niemile widziane.

- Chcemy mówić stop wyzyskowi, gdyż niejednokrotnie za niskimi cenami kryje się wyzysk człowieka. Pracują niejednokrotnie za 1,2 tys. zł brutto; czyli za 800 zł (netto) muszą wykonywać każdą pracę - dodał Bujara.

Polsko-niemiecka manifestacja związkowców przebiegła spokojnie. Po obu stronach granicy nad jej przebiegiem czuwały wzmocnione siły policyjne, które nie musiały interweniować.

 


Polsko-niemiecki strajk handlowców

źródło: 

 ,

tvn24.pl

14:40,

10.12.2007

 

WSPÓLNA MANIFESTACJA NA MOŚCIE GRANICZNYM

Polscy i niemieccy związkowcy wspólnie protestowali przeciwko łamaniu praw pracowniczych w dużych sieciach sklepów dyskontowych. - Ten problem leży po dwóch stronach Odry - tłumaczyli manifestanci.

To pierwszy taki protest, w którym związkowcy z obu stron Odry domagają się respektowania swoich praw. Ponad 200 manifestantów spotkało się przed filią sklepu "Biedronka" w Słubicach, potem przeszli przez most graniczny łączący Frankfurt nad Odrą ze Słubicami i zakończyli protest przed sklepem "Kaufland" we Frankfurcie nad Odrą.

- Walczymy o poszanowanie praw człowieka i porządne warunki pracy. W Niemczech jest dużo problemów m.in. związanych z czasem pracy sklepów, a warunki pracy w handlu detalicznym są coraz gorsze. Jednym z problemów jest też płaca i traktowanie ludzi - powiedział Volker Kulle z zarządu Federacji Związków Zawodowych w Niemczech (DGB).
- Chcemy zwrócić uwagę na łamanie praw pracowników w sektorze handlu oraz warunki ich pracy w super- i hipermarketach, gdzie są one nadal bardzo złe (...) W Polsce najgorsza sytuacja jest w tej chwili w sklepach dyskontowych. My dzisiaj mówimy o sieciach handlowych "Biedronki" i "Lidla", gdzie sytuacja jest bardzo zła - dodał przewodniczący sekcji krajowej pracowników handlu, banków i ubezpieczeń NSZZ "Solidarność" Alfred Bujara.


Polak i Niemiec ramię w ramię
Ten nietypowy strajk zorganizowali niemiecki związek zawodowy Verdi i NSZZ "Solidarność". Manifestacja odbyła się w ramach Międzynarodowego Dnia Praw Człowieka. Związkowcy z obu krajów uważają, że zarówno w Polsce, jak i w Niemczech dochodzi do łamania praw pracowniczych w dużych sieciach sklepów dyskontowych. Chodzi przede wszystkim o polską "Biedronkę" i niemiecki "Lidl".
Jak powiedział Rainer Kau ze związku zawodowego Ver.di, akt solidarności, którym jest wspólna manifestacja, jest bardzo ważny.
- Takie akcje, jak tutaj odbywają się też w Strasburgu, we Francji i Austrii. Problem złych warunków pracy dotyczy wielu innych krajów w Europie i dlatego dziś robimy tę akcję - stwierdził

 

tekst dostępny: http://www.tvn24.pl/0,1531673,wiadomosc.html

 

 


"S" handlowców planuje polsko-niemiecką manifestację w Słubicach

źródło: 

 

14:15

06.12.2007

 

"Solidarność" handlowców i niemiecki związek zawodowy Ver.di planują na najbliższy poniedziałek protest w Słubicach i Frankfurcie nad Odrą m.in. przeciwko łamaniu praw związkowych i pracowniczych w sieciach handlowych.

O zaplanowanej na 10 grudnia manifestacji poinformowała śląsko-dąbrowska "Solidarność". Jej termin nie jest przypadkowy - w tym dniu obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka

Organizatorem demonstracji jest Krajowy Sekretariat Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ "Solidarność". Akcję, która rozpocznie się na moście granicznym w Słubicach, poparła Komisja Krajowa związku.

Chcemy uświadomić Polakom, że ekonomiczny sukces "tanich" sieci handlowych jest skutkiem nieludzkiego traktowania pracowników - powiedział szef Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń "S" Alfred Bujara. Jak mówił, problem dotyczy nie tylko Polski, ale także wielu innych krajów Europy.

Podczas manifestacji pracownicy handlu chcą m.in. zwrócić uwagę na trudne warunki pracy oraz na to, że są źle opłacani. Będą domagać się wprowadzenia całkowitego zakazu handlu w niedziele oraz równego traktowania ludzi zatrudnionych w tych samych sieciach w różnych krajach, należących do UE.

Akcja rozpocznie się w poniedziałek w południe na moście granicznym w Słubicach. Następnie uczestnicy przejdą przed sklep sieci "Biedronka" w Słubicach, a stamtąd do Frankfurtu, by kontynuować protest przed "Kauflandem".

Niemiecki związek zawodowy Ver.di, którego członkowie wezmą udział w manifestacji, należy do największych w Europie. Jako Zjednoczony Związek Zawodowy Pracowników Usług skupia ok. 2,8 mln członków, reprezentujących ponad tysiąc różnych zawodów.

 

 


Zakaz handlu w święta nie zaszkodzi  gospodarce?

źródło: 

 MONEY.PL

2007-10-25

Posłowie uchwalili zakaz handlu w 12 dni świątecznych. Jakie będą skutki dla gospodarki?

Zdaniem Jeremiego Mordasewicza. z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan nowy przepis jest rozsądny i potrzebny.

O ile zakaz handlu w każdą niedzielę byłby, zdaniem Mordasewicza szkodliwy dla gospodarki, bo mogłoby wówczas dojść do likwidacji nawet 60 tysięcy miejsc pracy, to "zakaz pracy w handlu przez 12 dni świątecznych w ciągu roku na pewno gospodarce nie zaszkodzi".

Przepis o zakazie handlu w święta zabrania zatrudniania jedynie tych pracowników, którzy pracują na etatach. Przepis nie dotyczy placówek wyższej użyteczności publicznej takich jak apteki czy stacje benzynowe. Lekarstwa, paliwo, kwiaty, znicze i inne drobiazgi będzie więc można w święta zakupić bez problemu

powrót>>>


GIP apeluje o respektowanie zakazu pracy w święta

źródło: 

 

2007-10-24

  
Główny Inspektor Pracy Bożena Borys-Szopa apeluje do pracodawców o respektowanie przepisów wprowadzających zakaz pracy w placówkach handlowych w święta. W apelu GIP podkreślono, że za łamanie tych przepisów grożą kary finansowe nawet do 30 tys. zł.
Nowelizacja ustawy, wprowadzająca zakaz pracy w placówkach handlowych w 12 dni świątecznych w roku, wchodzi w życie w piątek, 26 października.
Najbliższe święto, kiedy nie będzie można zrobić zakupów w super- czy hipermarkecie, przypada
1 listopada - Wszystkich Świętych. Do końca roku zakaz obejmie pracę w dniach: 11 listopada - Święto Niepodległości oraz 25 i 26 grudnia - pierwszy i drugi dzień Bożego Narodzenia.
Jak informuje GIP, w okręgowych inspektoratach pracy na terenie całego kraju czynne będą dyżurne telefony, gdzie będzie można przekazywać sygnały o naruszeniu zakazu pracy w handlu w te dni. Jak podkreśliła Borys-Szopa, każdy taki sygnał zostanie sprawdzony przez inspektorów pracy.
"Nieprzestrzeganie przepisów zakazujących pracy w święta stanowi wykroczenie przeciwko prawom pracownika, za które inspektor pracy może ukarać pracodawcę karą grzywny w wysokości od 1 do 2 tys. zł, a w przypadku powtórnego popełnienia wykroczenia w ciągu dwóch lat - do 5 tys. zł. Może również skierować wniosek o ukaranie do sądu grodzkiego, który ma prawo ukarać winnego popełnienia wykroczenia grzywną do 30 tysięcy złotych" - przypomina GIP.
W poniedziałek Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej poinformowało, że zakaz pracy w święta w placówkach handlowych będzie dot. osób mających status pracownika, a więc zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania lub spółdzielczej umowy o pracę. Według MPiPS, nowe przepisy nie oznaczają natomiast zakazu otwarcia placówki handlowej w święta, jeśli pracę wykonywaliby ich właściciele lub inne osoby pracujące na podstawie umów cywilnych.
Jak informują niektóre media, zakazem handlu w te dni objęte będą nie tylko duże sklepy, ale też stacje benzynowe. Jak napisała w poniedziałek "Rzeczpospolita", właściciele stacji są odmiennego zdania. Sprawa jest na tyle skomplikowana, że Polska Izba Paliw Płynnych zwróciła się do resortu pracy i Głównej Inspekcji Pracy o interpretację tych przepisów - donosi dziennik.
Nowelizacja Kodeksu pracy przewiduje wprowadzenie zakazu pracy w placówkach handlowych w
Nowy Rok, w święta Wielkiej Nocy, 1 maja, 3 maja, w pierwszy dzień Zielonych Świątek, w Boże Ciało, 15 sierpnia - w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Wszystkich Świętych (1 listopada), Święto Niepodległości (11 listopada), a także święta Bożego Narodzenia. Mówi także o zakazie pracy, jeśli któreś z tych świąt przypada w niedzielę.
W te dni będą mogły jednak pracować placówki kultury, oświaty czy apteki. W świetle nowelizacji handlować w te dni będą mogli też wszyscy ci, którzy prowadzą jednoosobową firmę i nie zatrudniają pracowników. Nowela dopuszcza możliwość pracy w placówkach handlowych przy wykonywaniu prac koniecznych ze względu na użyteczność społeczną lub codzienne potrzeby ludności.

 

artykuł dostępny na stronie Wirtualnej Polski:

http://finanse.wp.pl/wiadomosc.html?kat=&wid=9322273&ticaid=14b47&_ticrsn=5

powrót>>>


 Fikcyjny zakaz handlu

źródło:  Rzeczpospolita 22 października 2007

za WP.PL

 
Pierwszego listopada będzie można iść na zakupy. Choć miał to być pierwszy dzień ustawowego zakazu pracy, to część sklepów będzie działać jak dawniej. Za ladą staną nie handlowcy, lecz właściciele sklepów, podaje "Rzeczpospolita".

Gazeta informuje, że "Solidarność" jest oburzona obchodzeniem prawa i na 11 listopada – kolejny dzień z listy objętej zakazem – zapowiada pikiety pod pracującymi sklepami.
Nowelizacja kodeksu pracy wprowadzająca zakaz pracy w sklepach wchodzi w życie 26 października, zatem 1 listopada zakupy miały być możliwe tylko w sklepach przy stacjach benzynowych czy w aptekach. Podobnie miało wyglądać jeszcze 11 innych świąt państwowych i religijnych w roku. Jednak wiele sieci może zakaz bardzo łatwo obejść – pracownicy muszą mieć tego dnia wolne, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby za ladą stanął właściciel sklepu – także ajent lub franczyzobiorca.

– Kodeks pracy nie stoi ponad umową cywilnoprawną, którą podpisują ajenci bądź franczyzobiorcy z centralą firmy. W tej sytuacji 1 listopada ich pracownicy mają dzień wolny, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby właściciel sklepu, niezatrudniony na podstawie umowy o pracę, tego dnia pracował i otworzył sklep, jeśli przewiduje to jego kontrakt – mówi "Rz" Piotr Wojciechowski, wicedyrektor Departamentu Prawnego Głównego Inspektoratu Pracy. Po co więc zakaz w ogóle został uchwalony, skoro miał uregulować problem pracujących w święta sklepów?

– Nowe prawo wprowadza dyskryminujące rozwiązania zwłaszcza wśród małych placówek – mówi Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji zrzeszającej zagraniczne sieci działające w Polsce. One swoich sklepów nie otworzą – za kasą nie może stanąć właściciel obiektu, więc prawo premiuje sieci polskie.
Problem sygnalizowali także ajenci sieci Żabka, którzy liczyli, że tego dnia będą mieli jak inni pracownicy w handlu wolny dzień. Okazuje się, że jest inaczej.

– Nie muszą otwierać tego dnia sklepów – nie spotkają ich za to żadne konsekwencje. Sugerujemy jednak ich otwarcie, bowiem w innym przypadku spowoduje to straty spółki i samych ajentów – mówi Grzegorz Kurzyca z działu prawnego Żabki. Sieć ma ponad 1,8 tys. sklepów, a w ciągu pięciu lat Żabek ma już być 2,5 tys. Przychody sieci za ubiegły rok wyniosły 1,32 mld zł i były o 20 proc. wyższe niż w 2005 r. W sierpniu sieć za 550 mln zł przejęła czesko-słowacka grupa funduszy inwestycyjnych Penta Investments

Ajenci obawiają się jednak konsekwencji, bowiem zgodnie z umowami muszą otwierać sklepy przez wszystkie dni w roku – jedynie w Wigilię mają krótszy czas pracy.

– Obchodzenie tego zakazu to skandal i jesteśmy zbulwersowani takimi praktykami. Pokazuje to tylko, że kwestią regulacji handlu w święta musi się zająć oddzielna ustawa, jak w Niemczech, a nie kodeks pracy. Jeśli 1 listopada sklepy będą otwarte, to jesteśmy gotowi na to, żeby w następne święto 11 listopada je pikietować – mówi Alfred Bujara, przewodniczący sekcji pracowników handlu NSZZ "Solidarność".

Właściciele nawet tego dnia nie muszą w sklepach pracować sami.
– Możliwe jest tego dnia zatrudnienie osób fizycznych na podstawie umów o dzieło czy zlecenia. Praca taka nie może jednak nosić cech stosunku pracy, tj. być podporządkowana i pod kierownictwem podmiotu zlecającego pracę – dodaje Piotr Wojciechowski z GIP. Jak wyjaśnia, nie można dopuścić do sytuacji, w której etatowi pracownicy wykonują pracę w święta na podstawie umów cywilnoprawnych. Zgodnie bowiem z orzecznictwem Sądu Najwyższego praca taka nadal ma charakter zatrudniania na podstawie łączącej strony umowy o pracę i może być traktowana jak praca w godzinach nadliczbowych.
Szansę na obejście zakazu ma sporo sieci franczyzowych i ajencyjnych – 15 największych ma ponad 10 tys. sklepów. Firma badawcza Profit System szacuje wartość obrotów firm działających w tych systemach na niemal 50 mld zł rocznie. Dzisiaj jednak trudno prognozować, jaka część z takiej możliwości skorzysta. – Nie ingerujemy w decyzje naszych franczyzobiorców. Nasze umowy nie regulują, ile dni w roku ich sklepy muszą być otwarte. To ich decyzja, czy sklep otworzyć, przypominamy im jednak, że muszą przestrzegać prawa – mówi gazecie Wojciech Kruszewski, prezes największej niezależnej sieci franczyzowej "Lewiatan".

artykuł dostępny na stronie Wirtualnej Polski:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,18453,wid,9319324,wiadomosc.html?ticaid=14b19

 

powrót>>>


 GIP: mniej łamania prawa pracy w placówkach handlowych

źródło: 

 

2007-08-20

 Systematyczne kontrole inspektorów pracy w placówkach handlowych przynoszą efekty; następuje poprawa w przestrzeganiu prawa pracy i bezpieczeństwa - ocenia Główny Inspektor Pracy Bożena Borys-Szopa.

Na konferencji prasowej zaprezentowała ona m.in. wyniki kontroli inspektorów pracy w 2007 r.
Od stycznia do 31 lipca tego roku inspektorzy pracy przeprowadzili ponad 5,5 tys. kontroli w placówkach handlowych, w tym ponad 1,5 tys. kontroli związanych z badaniem skarg pracowniczych - poinformowała

W wyniku tych kontroli inspektorzy nałożyli ponad 1,7 tys. mandatów karnych na łączną sumę ponad 1,2 mln zł oraz wydali 27 tys. decyzji i 25 tys. wniosków w wystąpieniach skierowanych do pracodawców. Ponadto inspektorzy złożyli 123 wnioski do sądu o ukaranie i zawiadomili prokuraturę o popełnieniu przestępstwa w 66 przypadkach.

Do najczęstszych naruszeń należy m.in. nieprawidłowe ewidencjonowanie czasu pracy, nieudzielanie należytego odpoczynku, zastawianie towarami przejść ewakuacyjnych.

Borys-Szopa przypomniała, że Państwowa Inspekcja Pracy kontroluje super i hipermarkety od 1999 r.

Z kontroli wynika, że stan przestrzegania prawa pracy i bezpieczeństwa jest gorszy w mniejszych placówkach handlowych niż w placówkach wielkopowierzchniowych. W super i hipermarketach najwięcej nieprawidłowości występuje w sklepach kontrolowanych po raz pierwszy, nowo powstałych, zaś w placówkach działających dłużej jest lepszy dzięki stałemu nadzorowi PIP.

Ponadto na konferencji przedstawiono wyniki kontroli w sklepach sieci Biedronka prowadzonej przez PIP na polecenie Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, która prowadzi postępowanie w sprawie nieprawidłowości w sklepach tej sieci.

Przez rok 232 inspektorów przeprowadziło 739 kontroli. Stwierdzili oni m.in. nieprawidłowe ewidencjonowanie czasu pracy (dla 35 proc. zatrudnionych), niewypłacanie wynagrodzenia za nadgodziny (jedna czwarta zatrudnionych), nieprawidłowe ustalanie wymiaru czasu pracy (22 proc. pracowników), ale także zastawienie towarami dróg ewakuacyjnych oraz dopuszczanie do pracy bez wstępnych badań lekarskich.

Jak poinformowała Borys-Szopa, w 57 przypadkach inspektorzy stwierdzili rażące naruszenie przepisów, powodujące bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia pracowników i wstrzymali prace, np. w jednym ze sklepów pracowniczka przewoziła wózkiem ręcznym towar ważący 960 kg.

W wyniku kontroli skierowano 40 powiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa głównie w zakresie fałszowania ewidencji czasu pracy oraz dokumentacji szkoleń z zakresu bhp.

Borys-Szopa dodała jednocześnie, że stan praworządności w sklepach tej sieci ulega systematycznej poprawie od II połowy 2005 r

powrót>>>


Niskie pensje w sklepach

źródło:

Rzeczpospolita 18 lipca 2007 Piotr Mazurkiewicz

HANDEL Większość pracowników zarabia średnio 1,4 tys. zł brutto

Według GUS średnia miesięczna płaca w handlu to około 2,5 tysiąca złotych brutto. Jednak jak policzyła dla "Rzeczpospolitej" "Solidarność", szeregowi pracownicy zarabiają średnio o tysiąc złotych mniej

 - Handel jest nadal najgorzej wynagradzaną branżą w Polsce, są też ogromne dysproporcje między szeregowymi pracownikami a menedżerami - mówi Alfred Bujara, przewodniczący sekcji pracowników handlu NSZZ "Solidarność".

Dlatego pracowników sklepów oburzył raport opublikowany przez Centrum im. Adama Smitha. Według niego średnie wynagrodzenie w sektorze handel i naprawy w 2006 r. wyniosło 2455 zł brutto miesięcznie - w 2005 r. było to 1922 zł. Tymczasem "Solidarność" szacuje, że średnia pensja dla pracowników handlu - kasjerów czy magazynierów - to ok. 1,4 tys. zł. Są jednak duże różnice w regionach -nawet od 1,2 tys. zł brutto miesięcznie do maksymalnie 1,6 tys. zł. Pracownicy najniższego szczebla nie dość, że zarabiają mało, to jeszcze dysproporcje miedzy nimi a kadrą menedżerską bardzo szybko rosną. "Solidarność policzyła, jak wyglądają faktyczne podwyżki w sieci, która przeznaczy na nią 4 mln zł. Średnio pracownik powinien więc dostać 592 zł brutto. Jednak jak policzył związek, osoby na najniższych stanowiskach zatrudnione na pełny etat dostaną tak naprawdę jedynie 160 zł - reszta zostanie przeznaczona na wypłaty dla kadry menedżerskiej.

Handel jest branżą coraz ważniejszą dla gospodarki - jak szacuje Naczelna Rada Zrzeszeń Handlu i Usług pracuje w nim ponad 2 mln osób z czego jedynie 8,8 proc. w sieciach - reszta w tzw. handlu tradycyjnym. Jest to też 14,7 proc. ogółu zatrudnionych w Polsce, a branża generuje ok. 17 proc. PKB.

Zatrudnienie w handlu rośnie -jak podaje CAS w latach 1995 - 2005 o 8 proc., podczas gdy liczba pracujących w gospodarce spadła o 17 proc. W ubiegłym roku zatrudnienie w handlu wzrosło o ponad 5 proc., a sieci mają coraz większe problemy ze znalezieniem pracowników. Dlatego od początku kwietnia Biedronka podniosła podstawową pensję dla pracownika na pełnym etacie o 16 proc. do 1,4 tys. zł brutto miesięcznie. Inne sieci też idą tym śladem. - W tym roku, uwzględniając obniżenie składki rentowej, średnio płace w Tesco wzrosły o 13 proc. -mówi Przemysław Skory, rzecznik sieci. - Od lipca do grudnia na podwyżki dla podstawowych pracowników wydamy ponad 8 mln zł. Wzrost płac na osobę zależy od wielu czynników, jak staż pracy czy stanowisko - dodaje Agnieszka Łukiewicz-Stachera, rzeczniczka sieci Real.

PIOTR MAZURKIEWICZ

Handel nadal słabo płaci

Realne płace w tej bardzo ważnej branży są cały czas bardzo niskie i to niezależnie od tego, czy chodzi o sieci polskie, zagraniczne czy o małe sklepy polskie. Obecna sytuacja na rynku pracy wymusza też podwyżki pensji w sklepach, inaczej nie będzie miał kto w nich pracować. Już teraz są duże problemy ze znalezieniem chętnych do ciężkiej pracy za tak niewielkie pieniądze. Jednak dysproporcje między najniższymi stanowiskami w sklepach a kierowniczymi są ogromne i będą coraz większe.

Roman Dera, prezes Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług zrzeszającej ok. 25 tys. głównie niewielkich polskich firm

 

Średnie wynagrodzenia

Zarobki w handlu nie wyglądają źle, jednak większość zarabia znacznie poniżej średniej.¦

źródło: GUS, CAS

 

 

powrót>>>


  Nawet mi się nie śniło źródło:  TYGODNIK SOLIDARNOŚĆ nr 25 (978) 22 czerwca 2007

 Nikogo szykanowanego z powodu uczestnictwa w strajku nie pozostawimy samego - z ALFREDEM BUJARĄ, przewodniczącym Sekcji Krajowej Pracowników Handlu rozmawia Alicja Dołowska

W Boże Ciało przeprowadziliście w placówkach handlowych ogólnopolski strajk włoski. Jak Pan ocenia jego przebieg i skutki?
- Jesteśmy bardzo zadowoleni ze skali tego protestu. Odbył się bardzo spokojnie, nie ucierpieli na nim ani klienci, ani pracownicy. Z naszego rozeznania wynika, że ponad 50 proc. pracowników uczestniczyło w proteście. Do akcji przystąpiła część placówek największych sieci handlowych: Real, Lidl, Carrefour, Albert, sklepy "Społem" i małe prywatne sklepiki. Nawet mi się nie śniło, że udział będzie tak liczny. Niektórzy ręcznie wstukiwali kody, inni obsługiwali wolniej, ale dla pracującego w Boże Ciało personelu ważne było to, że mogli przedstawić klientom swoje racje - i to było najważniejsze. Dzięki temu wielu klientów stanęło po stronie strajkujących. Zdarzało się, że w mniejszych sklepikach ludzie pytali obsługę sklepu: jak to, nie bierzecie udziału w proteście? Nie obyło się bez paru incydentów, ale to normalne w takich sytuacjach. Były to jednak sporadyczne przypadki. Sprzedający zaczęli wierzyć, że działając wspólnie mogą coś zmienić. Proszę zauważyć, że był to pierwszy od czasu odzyskania niepodległości po 1989 roku protest grupy zawodowej, która była do tej pory upokarzana. Protest środowiska, w którym ponad 70 proc. zatrudnionych stanowią kobiety, w wielu wypadkach zastraszane, mobbingowane, w różny sposób prześladowane, żeby broń Boże nie przeciwstawiały się pracodawcy.

- Pokazaliście, że pracownicy handlu potrafią walczyć o prawo do dni świątecznych. Mimo że rozpuszczano pogłoski, iż działacie na własną szkodę, bo w handlu trzeba będzie w związku z tym zwolnić 60 tys. ludzi.
- Nieprawda. 60 tysięcy to trzeba natychmiast zatrudnić, ponieważ pracownicy handlu pracują za dwie, czasem trzy osoby. W marketach brakuje dzisiaj do pracy po 60-80 osób. Ludzie pracują ponad swoje możliwości. Bardzo często widzi się w sklepach tabliczki "Przyjmę pracownika". Młodzi się nie garną. Zniechęcają ich niskie płace i warunki pracy, wyjeżdżają za granicę. Pracodawcy straszą, że zatrudnią ludzi ze Wschodu i z Rumunii. Takie stawianie sprawy jest karygodne, bo PKB wzrasta, zyski marketów też, a pensje w handlu stoją. Pracodawcy bogacą się kosztem pracowników. To niesprawiedliwe. Mówimy "stop" dla zatrudnienia ściąganych do pracy ze Wschodu ludzi na warunkach dumpingowych. Chcemy wzrostu wynagrodzeń, unormowania czasu pracy, by pracownicy handlu mogli spędzać święta razem z rodziną. Podczas strajku wydarzyła się rzecz niezwykła; pierwszy raz ludzie z naszej branży uwierzyli w siebie. Po raz pierwszy też zwrócili uwagę opinii publicznej na swój los. Rozpoczęła się debata społeczna na temat handlu w święta państwowe i kościelne. I co się okazało? W sondzie przeprowadzonej podczas audycji w telewizyjnej "trójce", poparło nas prawie 70. proc. telewidzów. A do tej pory wmawiano nam, że nasze żądania świąt wolnych od handlu nie mają poparcia. Okazało się, że jest inaczej.

- Badania opublikowane przez "Rzeczpospolitą" pokazały, że zakaz handlu w dni świąteczne popiera 52 proc. Polaków. 42 proc. jest przeciwnych, a 10 proc. nie ma zdania. Przeciwników jednak niedzielnego handlowania jest znacznie więcej. Może dlatego, że Polacy należą do najbardziej zapracowanych społeczności w Europie i naprawdę brakuje im czasu na robienie zakupów?
- Zdajemy sobie sprawę, że co do wolnych niedziel nie ma jeszcze porozumienia w parlamencie, dlatego na razie chcemy, aby na Wiejskiej przegłosowano przynajmniej zakaz handlu w 12 najważniejszych świąt w Polsce. Czy to tak wiele? Proces legislacyjny się opóźnia. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się już świętować w Boże Ciało. Z zapowiedzi jednak wynika, że pierwszym dniem świątecznym będzie dopiero Wszystkich Świętych. Będziemy posłów pilnować.

- Podczas strajku zdarzało się zastraszanie pracowników i pogróżki, że stracą pracę, a strajk był przecież legalny. Zamierzacie w jakiś sposób napiętnować takie praktyki pracodawców?
- Nie puścimy tego płazem. Rzeczywiście w niektórych marketach pracodawcy monitorowali stanowiska pracy i grożąc zwolnieniem, próbowali zastraszyć protestujących. Strajkujące kasjerki zastępowano bardzo szybko pracownikami z agencji pracy tymczasowej lub studentami. W katowickim Carrefourze, gdzie do strajku przystąpiła większość personelu, kasjerkom, które ręcznie wstukiwały kody towarów robiono zdjęcia, a następnie przesunięto je do innych działów. O godzinie 11 nie było przy kasach już żadnego pracownika Carrefoura, wszyscy zostali zastąpieni pracownikami tymczasowymi. Kasjerki obawiają się teraz surowych konsekwencji: odebrania premii, a nawet nieprzedłużenia umowy o pracę. Incydenty zdarzały się też w innych miastach, np. Nowym Sączu i Szczecinie. Chciałbym zapewnić, że nikogo szykanowanego z powodu uczestnictwa w strajku nie pozostawimy samego. Wszelkie restrykcje spotkają się ze zdecydowaną reakcją Solidarności. Ludzie w handlu muszą czuć oparcie w związku zawodowym.

- Należy się spodziewać, że po udanym proteście, podczas którego w obronę wzięła was większość społeczeństwa i hierarchowie Kościoła, do Solidarności zapisze się teraz więcej osób. Trudno o lepszą promocję związku.
- W naszej branży na 300 tys. zatrudnionych do związku należy tylko 10 proc. Sądzę, że ludzie będą mieli teraz większą odwagę i motywację, by wstępować w nasze szeregi. Przekonali się, że tyko działając wspólnie można coś osiągnąć. Słabo zorganizowani - przegrają z kretesem.

 

powrót>>>


Jakie zmiany w prawie pracy czekają nas jeszcze w tym roku

Gazeta Prawna 2007-06-25 

  
Pracodawcy zapłacą nawet 20 mln zł kary za łamanie praw pracowników, zatrudnieni w hipermarketach dostaną wolne w święta, a młode matki jeszcze dłuższy urlop wychowawczy. Nad takimi rozwiązaniami pracuje obecnie Sejm

Czas pracy: Pracujący w handlu będą mieli wolne w święta 

Posłowie PiS planują wprowadzenie zakazu pracy we wszystkie święta kościelne i państwowe dla pracowników handlu. 
Projekt nowelizacji kodeksu pracy zakłada, że praca w handlu nie będzie mogła być świadczona w dni świąteczne. 
Chodzi o wszystkie święta wymienione w ustawie z 18 stycznia 1951 r. o dniach wolnych od pracy (Dz.U. nr 4, poz. 28 z późn. zm.), czyli m.in. o Boże Narodzenie (dwa dni), Wielkanoc (dwa dni), Święto Niepodległości, 1 i 3 maja, Wszystkich Świętych, Nowy Rok oraz Boże Ciało. Razem 12 dni świątecznych. 
Dopuszczalne ma być natomiast wykonywanie pracy w niedziele w placówkach handlowych, chyba że jedno z wymienionych wcześniej świąt wypadnie właśnie w tym dniu. 
Obecnie praca w placówkach handlowych, bez względu na wielkość i asortyment sprzedawanych towarów, jest dozwolona we wszystkie niedziele i święta. 

Nowelizację kodeksu pracy popiera Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych i Forum Związków Zawodowych. OPZZ postuluje, aby posłowie rozważyli wprowadzenie rozwiązań dopuszczających dobrowolną pracę w sklepach w niedziele. Wynagrodzenie za ten czas powinno zostać zwiększone o co najmniej 100 proc. w stosunku do pracy w dniu powszednim. 

Propozycja zakazująca pracy handlu w święta jest także zgodna z oczekiwaniami rządu. W swoim stanowisku do odrzuconej wcześniej poselskiej propozycji parlamentarzystów LPR poparł prowadzenie prac nad ograniczeniem wykonywania pracy w placówkach handlowych w sposób, który pogodzi interesy pracowników, pracodawców i konsumentów. 

Nad projektem ustawy pracowała już nadzwyczajna sejmowa Komisja do Spraw Zmian w Kodyfikacjach. 
W najbliższym czasie trafi on do drugiego czytania w Sejmie. 

80 proc. szans na wejście w życie w tym roku 

Plusy 
¦ pracownicy hipermarketów nie będą musieli pracować w święta 

Minusy 
- pracodawcy utracą część zysków 
-konsumenci będą mieli mniej czasu na zakupy 


OPINIA 

Janusz Kochanowski 
rzecznik praw obywatelskich 

Propozycje zawarte w poselskim projekcie zawierają rozwiązania kompromisowe, godzące interesy pracodawców, pracowników i handlowców. Ponadto uważam, że przewidziane w projekcie ograniczenia pracy w niedziele i święta przyczynią się do lepszego stosowania przepisów dotyczących czasu pracy, a tym samym zapewnią większą ochronę praw pracowniczych. Dlatego za celowe uważam pilne zakończenie prac legislacyjnych nad tym projektem. Pracodawcy: 20 mln zł kary za łamanie praw pracowniczych 

Pracodawcy zapłacą rekordowe kary za przestępstwa popełnione wobec osób zatrudnionych w firmie nie tylko na podstawie umowy o pracę. 

Jeśli pracodawca osiągnął jakiekolwiek korzyści dzięki łamaniu praw osób zatrudnionych w jego firmie, na przykład przez swojego przedstawiciela, to zostanie on pociągnięty do odpowiedzialności i w stosunku do niego, a nie reprezentanta, zostanie wymierzona kara finansowa. Takie rozwiązanie przewiduje prezydencki projekt ustawy o odpowiedzialności za czyny przeciwko prawom osób wykonujących pracę zarobkową. 

Warunkiem pociągnięcia pracodawcy do odpowiedzialności ma być prawomocne skazanie wyrokiem sądu (jego lub jego reprezentanta) za popełnienie wskazanego w ustawie przestępstwa lub wykroczenia. 

Pracodawca będzie mógł być ukarany grzywną w wysokości 100 tys. zł za wykroczenie przeciwko prawom osób zatrudnionych (nie tylko na podstawie umowy o pracę). Z kolei za przestępstwo popełnione wobec takich osób sąd będzie mógł zasądzić maksymalnie 20 mln zł kary. 

Projekt przewiduje jednak, że wysokość nakładanych przez sądy rejonowe na pracodawców kar nie może być wyższa niż 10 proc. ich przychodu osiągniętego w roku obrotowym, w którym popełniono wykroczenie lub przestępstwo. W opinii Andrzeja Malinowskiego, prezydenta Konfederacji Pracodawców Polskich, górna granica kar jest absurdalnie wysoka. 

Związkowcy mają inną opinię w tej sprawie. 
Obecne przepisy także pozwalają na karanie finansowe pracodawców za przestępstwa i wykroczenia przeciwko zatrudnionym. Kary są jednak bardzo niskie, a system ich egzekucji niedoskonały - podkreśla Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ. 

Jego zdaniem, jeśli prezydenckie propozycje wejdą w życie, zmniejszy się liczba spraw z tytułu łamania praw pracowniczych. Pracodawcy chętniej będą zawierać ugodę ze skarżącymi ich podwładnymi, bo przegrana w sądzie wiązać się będzie z milionową karą. 

Prezydent chce, żeby ta ustawa zaczęła obowiązywać od nowego roku. Po pierwszym czytaniu w Sejmie trafiła ona do prac w komisjach. 

100 tys. zł zapłaci pracodawca za wykroczenie przeciwko prawom osób zatrudnionych 

NAD CZYM PRACUJE JESZCZE SEJM 

- kodeks pracy (układy zbiorowe w jednostkach sfery budżetowej) - czeka na pierwsze czytanie w komisjach 
- kodeks pracy oraz ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii - trwają prace w komisjach sejmowych 
- ustawa o kształtowaniu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej - czeka na drugie czytanie 
- ustawa o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi - nie dokończono drugiego czytania 

 

OPINIA

 
Krzysztof Rączka
Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego
 

Wzmacnianie sankcji finansowych wobec pracodawców nie spowoduje jakościowej zmiany w sferze przestrzegania prawa. Maksymalna kara w wysokości 20 mln zł jest nieracjonalna, a ograniczenie jej wysokości do 10 proc. rocznego przychodu w przypadkach większych firm nie będzie miało żadnego znaczenia. Nowe przepisy mogą umożliwić pracownikom szantażowanie przełożonych wytoczeniem postępowania w sytuacji każdego, choćby drobnego wykroczenia. 

Telepraca: Nowe obowiązki i uprawnienia telepracowników oraz ich pracodawców 

Zgodę na zatrudnienie telepracownika w przedsiębiorstwie będą musiały wyrazić związki zawodowe. Firma nie może też zmusić pracownika do wykonywania pracy w tej formie. 

W porozumieniu, jakie w tej sprawie pracodawca zawrze z organizacjami związkowymi, muszą być uwzględnione wszelkie ustalenia, do jakich doszło między stronami. W sytuacji gdy u danego pracodawcy nie działają związki zawodowe, a pracodawca zamierza zatrudniać pracowników w formie telepracy, warunki jej stosowania powinien ustalić w regulaminie, po konsultacji z przedstawicielami pracowników. 

Telepracownikami będą mogły zostać zarówno nowo zatrudniane osoby, jak i dotychczasowi pracownicy. Tym drugim pracodawca zaproponuje zmianę formy zatrudnienia, ale z inicjatywą zmiany warunków zatrudnienia będzie też mógł wystąpić pracownik. Pracodawca będzie zobowiązany do dostarczania telepracownikom niezbędnego sprzętu. Ma też pokrywać koszty związane z jego instalacją, serwisem, eksploatacją i konserwacją. W zamian będzie miał prawo do ulg podatkowych. Na proponowanych rozwiązaniach mogą zyskać pracownicy, zwłaszcza niepełnosprawni lub osoby wychowujące dzieci. 
Ustawa jest jednak korzystna także dla pracodawców, bo nie będą musieli ponosić kosztów wynajmu powierzchni biurowej i pełnego wyposażenia i utrzymania stanowiska pracy - uważa Ewa Kopacz, przewodnicząca sejmowej Komisji Zdrowia. 

Wszystkie kluby parlamentarne zadeklarowały poparcie dla projektu, który po pierwszym czytaniu trafił do prac w nadzwyczajnej sejmowej Komisji do Spraw Zmian w Kodyfikacjach. Ustawa ma zacząć obowiązywać 14 dni od dnia ogłoszenia 

Plusy 
- ulgi podatkowe dla pracodawców 
- brak nakazu zatrudnienia w formie telepracy
 

Minusy 
- zgoda związków na zatrudnienie telepracownikó

100 proc. prawdopodobieństwo wejścia w życie w tym roku 

Uprawnienia rodzicielskie: Urlop macierzyński może być dłuższy 

Urlop macierzyński powinien zostać wydłużony o dwa tygodnie. Ojciec będzie miał prawo do dłuższej nieobecności w pracy w ciągu dwóch tygodni po narodzinach dziecka. 

Urlop przy pierwszym porodzie ma wynosić 20 tygodni, 22 tygodnie przy każdym następnym porodzie i 30 tygodni w przypadku urodzenia więcej niż jednego dziecka przy jednym porodzie - wynika z senackiego projektu nowelizacji kodeksu pracy. 

Kobiecie wychowującej dziecko przysposobione lub przyjęte przez nią w formie rodziny zastępczej będzie przysługiwał urlop w wymiarze 22 tygodni już przy pierwszym porodzie. Zdaniem senatorów wydłużenie urlopu powinno tylko nieznacznie wpłynąć na wzrost zatrudnienia, w szczególności na czas zastępstwa. Wydłużenie urlopu macierzyńskiego o dodatkowe dwa tygodnie będzie kosztować budżet państwa 153,75 mln zł. 

Na zmianach proponowanych przez Senat skorzystają także ojcowie. W ciągu dwóch tygodni po urodzeniu się dziecka przysługiwałoby im pięć, a nie jak dotychczas, dwa dni robocze usprawiedliwionej nieobecności w pracy, z zachowaniem prawa do wynagrodzenia. Łączny koszt, jaki budżet państwa i pracodawcy poniosą z tego tytułu, to 33 mln zł. W opinii autorów projektu obie zmiany mają przeciwdziałać niskiej liczbie urodzin dzieci oraz ułatwiać opiekę nad noworodkami. 

Senacki projekt wkrótce trafi do pierwszego czytania w Sejmie. 

154 mln zł koszt wydłużenia urlopu macierzyńskiego o 2 tygodnie 

50 proc. szans na uchwalenie w tym roku 

Łukasz Guza
Gazeta Prawna

 

powrót>>> 


Bez wolnoamerykanki

źródło: 

tygodnik Śląsko-Dąbrowski

Agnieszka Konieczny

2007-05-22

 10 Maja Sejm przyjął ustawę o handlu wielkopowierzchniowym. Z przewodniczącym Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ „Solidarność” Alfredem Bujarą rozmawia Agnieszka Konieczny.

 

-   Czy to dobra ustawa ?

Jej celem jest „ucywilizowanie” zasad hiper- i supermarketów. Do tej pory mieliśmy do czynienia z wolnoamerykanką. Niejednokrotnie o budowie sklepu wielkopowierzchniowego decydowały pojedyncze osoby i dochodziły do korupcji.

 - Które przepisy zostały zmienione?

Decyzje o budowie hipermarketów o powierzchni 2000m kw, będzie podejmował burmistrz, ale wcześniej zaopiniuje je Rada Gminy i Sejmik Wojewódzki. Organy te musza wziąć pod uwagę wszytskie uwarunkowania. W Polsce zachwiane zostały warunki pomiędzy handlem drobnym i wielkopowierzchniowym. Chodzi więc o to, by duże sklepy powstawały na obrzeżach miast i w granicach zdrowego rozsądku. Sytuacja, gdy hipermarket funkcjonuje obok hipermarketu jest niezdrowa. Sklepy te walczą między soba o klienta, tnąc ceny i koszty, a to odbija się na pracownikach. Trzeba pamiętać, że stworzenie jednego stanowiska w hipermarkecie oznacza utratę 8 miejsc pracy w drobnym handlu. W 2004 roku w Polsce zlikwidowanych zostało 100 tys. miejsc pracy w małych sklepach.

-         Pojawiają się jednak głosy, że ustawa jest spóźniona,a giganty handlowe rezygnuja z otwierania kolejnych hipermarketów na rzecz szybkich małych sklepów, które jeszcze bardziej zagrażają polskim sklepikarzom…

To prawda, ale lepiej teraz niż wcale. W krajach starej „dwunastki” takie ustawy funkcjonują, a budowa sklepów wielkopowierzchniowych obwarowana jest wieloma przepisami. Gminy zobowiązane są do wykonania ekspertyzy, czy budowa supermarketu nie wpłynie na likwidację drobnych sklepów. Wiodące sieci zapowiedziały otwieranie szybkich, małych sklepów, co w moim odczuciu jest bardzo niepokojące. Takie działanie to strategia przejściowa, która może prowadzić do zniszczenia rodzimego kapitału. Za kilka lat sieci te stwierdzą, że drobna działalność jest nieopłacalna i polikwidują małe sklepy, a my po kilogram cukru będziemy musieli udać się do hipermarketu.

- Dziękuje za rozmowę .

powrót>>>


 Helena Cioch, Specjalista ds. BHP Zarządu Regionu

NAPOJE CHŁODZĄCE

 

źródło: 

tygodnik

Śląsko-Dąbrowski

2007-05-22

 

Obowiązek wydawania pracownikom napojów chłodzących w pracy regulują następujące przepisy:

  1. Art. 232 Kodeksu Pracy –pracodawca jest obowiązany zapewnić pracownikom zatrudnionym w warunkach szczególnie uciążliwych, nieodpłatnie, odpowiednie napoje, jeżeli jest to niezbędne ze względów profilaktycznych.
  2. Rodzaje tych napojów oraz wymagania, jakie powinny spełniać, a także przypadki i warunki ich wydawania określa Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 28 maja 1996 roku Dz. U. nr 60, poz. 279;
    1. §1 pkt. 2 – pracodawca zapewnia pracownikom zatrudnionym w warunkach szczególnie uciążliwych, nieodpłatnie napoje, których rodzaj i temperatura powinny być dostosowane do warunków wykonywania prac.

    2. §4.1 pracodawca zapewnia napoje pracownikom zatrudnionym:

1)    w warunkach gorącego mikroklimatu, charakteryzującego się wartościa wskaźnika obciążenia termicznego (BGT) powyżej 25°C,

2)     w warunkach mikroklimatu zimnego, charakteryzującego się wartościa siły chłodzącej powietrza (WCI) powyżej 1000,

3)    przy pracach na otwartej przestrzeni przy temperaturze otoczenia poniżej 10° C lub powyżej 25°C,

4)    przy pracach związanych z wysiłkiem fizycznym, powodującym w ciągu zmiany roboczej efektywny wydatek energetyczny organizmu powyżej 1500 kcal (6280kJ) u mężczyzn i 1000 kcal (4187kJ) u kobiet,

5)    na stanowiskach pracy, na których temperatura spowodowana warunkami atmosferycznymi przekracza 28°C

    1. §4.2 Pracodawca zapewnia pracownikom napoje w ilości zaspakajającej potrzeby pracowników, odpowiednio zimne lub gorące w zależności od warunków wykonywania pracy, a w przypadku określonym w ust. 1 pkt. 1- napoje wzbogacone w sole mineralne i witaminy.

    2. §5. Stanowiska pracy, na których zatrudnieni pracownicy powinni otrzymywać napoje oraz szczegółowe zasady ich wydawania, ustala pracodawca w porozumieniu z zakładowymi organizacjami związkowymi, a jeżeli u danego pracodawcy nie działa zakładowa organizacja związkowa  - pracodawca po uzyskaniu opini  przedstawicieli pracowników.

    3. §6.1 Napoje wydawane są pracownikom w dniach wykonywania prac uzasadniających ich wydawanie.

    4. §6.3 Napoje powinny być dostępne dla pracowników w ciągu całej zmiany roboczej

  1. §13.1 Rozporządzenia Min.PS z dnia 27 września 1997r w sprawie ogólnych przepisów BHP (Dz. U. nr 169, poz. 1650 z 2003 r. ) – Pracodawca jest obowiązany zapewnić dostateczną ilość wody zdatnej do picia.

Helena Cioch

powrót>>>


Superkontrola w Biedronce

źródło: 

PAP

2007-05-22

 

Największa w kraju sieć sklepów dyskontowych nie płaciła pracownikom za nadgodziny, naruszała procedury BHP i prawo pracy. To najważniejsze z zarzutów, które znajdą się w raporcie Państwowej Inspekcji Pracy - dowiedziała się "Rzeczpospolita".

Według niej, raport zakończy największą w historii kontrolę sieci handlowej. Przez więcej niż rok ponad 100 pracowników inspekcji pracy badało na zlecenie prokuratury sytuację w kilkuset sklepach Biedronki. Kontrola była kontynuacją śledztwa, które ruszyło w 2004 r. po wybuchu skandalu wywołanego ujawnieniem fatalnych warunków pracy w sklepach tej sieci. 

Piotr Matczuk z biura prasowego Ministerstwa Sprawiedliwości wyjaśnia, że prokuratura wystąpiła przeciwko Biedronce, bo od pracowników tej sieci nadal miała sygnały o nieprawidłowościach.(...)Gdyby podobne sygnały pojawiły się z innych sieci, postąpiłaby podobnie. Według niego, są już akty oskarżenia przeciwko niektórym pracownikom Biedronki o łamanie prawa pracy, niewypłacanie wynagrodzeń za nadgodziny i wykorzystywanie zatrudnionych w sieci osób.

Matczuk zaznacza, że jeśli się okaże, że zarząd firmy wiedział o tych praktykach albo wręcz je inspirował, to także przeciwko niemu pojawią się akty oskarżenia. Nie wyklucza tu żadnych scenariuszy. (PAP)

powrót>>> 


ZATRUDNIENIE Liczba aktualnych ofert pracy w portalu www.pracuj.pl

Polowanie na pracownika

źródło: 

ALEKSANDRA FANDREJEWSKA

2007-05-22

 

Wynagrodzenia rosną szybko, w wielu branżach można już przebierać w ofertach. To kłopot dla firm - problemy ze znalezieniem pracowników powoli zaczynają hamować ich rozwój

W urzędach pracy i specjalistycznych internetowych portalach można znaleźć 150 tys. ofert pracy i co miesiąc pojawia się 15 - 20 tys. nowych. Konfederacja Pracodawców Polskich szacuje, że w kraju poszukiwanych jest około 200 tys. specjalistów. Pracowników potrzebuje co trzecia firma budowlana i co dziewiąty zakład produkcyjny. I to przy bezrobociu przekraczającym 2,2 mln osób.

Przeciętnie wynagrodzenia wciągu roku wzrosły o jedną dziesiątą, ale są zawody, w których ludziezarabiają o 20 - 50 procent więcej niż kilka miesięcy temu. Choć obawiają się tego przedsiębiorcy i przestrzegają, że nie mogą podnosić wynagrodzeń, bo przestanie się im opłacać produkcja, to większość Polaków zbadanych przez OBOP uważa, że żądania płacowe są uzasadnione.

Przedsiębiorcy, głównie budowlani, alarmują, że kłopoty z brakiem pracowników są coraz większe. - Pół roku temu stawka za godzinę pracy wynosiła w kosztorysie 8 złotych, a teraz już 14 - 15 zł, a więc prawie o 100 procent więcej -tłumaczy dyrektor Elżbieta Domagalik z PKO Inwestycje. Rok temu średnia płaca robotnika budowlanego sięgała 2 tys. zł netto. Teraz za takie pieniądze pracują najmniej wykwalifikowani. Cieśle, zbrojarze, tynkarze zarabiają ok. 4 tys. zł netto miesięcznie. A i tak trudno ich znaleźć. Dlatego niektóre firmy muszą wstrzymywać inwestycje.

Ryszard Matkowski z J.W. Construction Holding SA dodaje: - Staraliśmy się szukać pracowników przez urzędy pracy i nic z tego nie wyszło. Nie powiodła się też próba nawiązania współpracy ze szkołami budowlanymi. Nikt nie chce chodzić do zawodówki, bo tyle samo trwa nauka w liceum. Efekt? Brak robotników. Potwierdzają to ekonomiści i pracodawcy: szwankuje system oświaty. Kłopoty z pracownikami wynikają z jednej strony z małego zainteresowania nauką zawodu, z drugiej -z emigracji.

Specjaliści od wynagrodzeń oceniają, że na szeregowych stanowiskach zarobki w Polsce będą porównywalne z zachodnimi nie wcześniej niż za 15 - 20 lat. Natomiast wynagrodzenia dobrze wykształconych specjalistów zaczynają się już zbliżać do płac europejskich. A dochody polskich menedżerów są często takie same jak ich zachodnich kolegów. Najbardziej poszukiwani specjaliści

ALEKSANDRA FANDREJEWSKA

powrót>>> 


Niewolnicy z Leclerca

źródło: 

2007-05-15


Praca po kilkanaście godzin dziennie bez dodatkowej zapłaty, wyzwiska i krzyki były codziennością w kieleckim Leclercu

Bandą blondynek, idiotek i debilek nazywała swoje pracownice pani dyrektor w supermarkecie E.Leclerc w Kielcach. Wyzwiska i krzyki były na porządku dziennym, tak samo jak zmuszanie do pracy w godzinach nadliczbowych bez żadnej zapłaty czy wolnego dnia. Grupa pracownic nie wytrzymała, o łamaniu praw pracowniczych powiadomiła inspekcję pracy i prokuraturę, sprawę skierowała do sądu

Pilnuj interesów pracodawcy, a nie pracownika

Kobiety, które przeciwstawiły się pani dyrektor i odeszły z pracy, nie mogą jeszcze spokojnie opowiadać o tym, co się działo w supermarkecie. Dagmara Chmielewska była kierowniczką działu kas, podlegało jej 79 osób. Pamięta, że już pierwszego dnia po otwarciu supermarketu doszło do nieprzyjemnego zajścia. Pieniądze z dziennego utargu przesyłane były pocztą pneumatyczną do sejfu. Część banknotów pozostała w tubie i nie dotarła na miejsce. – Pani dyrektor oskarżyła nas o kradzież 3 tys. zł – opowiada Dagmara Chmielewska. – W sklepie byłam od szóstej rano i musiałam siedzieć do pierwszej w nocy, aż wszystko się wyjaśni. Rano musiałam się przecież znów stawić do pracy, ale pani dyrektor stwierdziła, że g... ją to obchodzi i muszę pilnować, aż ekipa odblokuje pocztę.

Na drugi dzień pracownicy dowiedzieli się, że pieniądze są. Nikt im jednak tego oficjalnie nie powiedział, a dyrektorka nadal wyzywała ich od złodziei. Sprawa w końcu ucichła – przynajmniej tak się Dagmarze Chmielewskiej zdawało. – Po miesiącu pracy, gdy zaczęłam się upominać o przestrzeganie praw pracowników, dążyłam, by dziewczęta zatrudnione na kasie miały chociaż jeden wolny weekend w miesiącu, usłyszałam od pani dyrektor, że powinnam pilnować interesu pracodawcy, bo to on mnie zatrudnia. Właśnie wtedy wlepiła mi naganę za pieniądze, które rzekomo zginęły pierwszego dnia. Zarzuciła mi również, że nie potrafię układać grafiku, wyznaczać godzin pracy. A wszystko dlatego, że nie chciałam, by dziewczyny siedziały przy kasie po 12 godzin dziennie.

Ani pieniędzy, ani dobrego słowa

– Cały czas żyłam w stresie – wspomina pani Magda. – Ciągle tylko krzyki i wyzwiska. Już sama nie wiedziałam, co mam robić, by wreszcie było dobrze. Chociaż dawałam z siebie wszystko, za nadgodziny nie dostawałam ani pieniędzy, ani nawet dobrego słowa.

Praca w supermarkecie była dla pani Magdy pierwszym poważnym zajęciem po studiach. Mówiono o szkoleniach, a nie przeprowadzano ich. Stawiano pracownikom tylko wymagania. Kierownicy nie mieli określonego zakresu obowiązków, odpowiedzialni byli za każdą rzecz. – Pani dyrektor mogła nam zarzucić wszystko, co tylko chciała – twierdzi pracownica.

Renata Machnicka chociaż zatrudniona była jako kierownik działu, wykonywała przede wszystkim prace fizyczne. – Sami musieliśmy nawet wnosić meble do biur i składać je narzędziami przyniesionymi z domu – wspomina. – Praca w supermarkecie była ponad moje siły,