Polowanie na związkowców

żródło: TYGODNIK

SOLIDARNOŚĆ 21 grudnia 2006 Cezary Czarnocki

 W Polsce nadal za przynależność do Solidarności można stracić pracę. Przekonują się o tym pracownicy sieci supermarketów Stokrotka.

Rok temu kilkunastu pracowników Stokrotki z Lubelszczyzny postanowiło wstąpić do Solidarności. W obawie przed utratą pracy nie chcieli ujawniać danych personalnych, a do reprezentowania swoich interesów upoważnili organizację międzyzakładową Zarządu Regionu Środkowowschodniego. Zgodnie z prawem pracodawca został poinformowany o powstaniu związku.
W czasie spotkania podczas którego miano określić zasady współpracy, przedstawiciel pracodawcy stwierdził, iż Stokrotka nie jest gotowa na istnienie u siebie związku zawodowego. Ostatecznie jednak podpisane zostało porozumienie dotyczące zasady wzajemnych kontaktów.

Niedługo po tym spotkaniu władze Stokrotki zwolniły dwie członkinie związku - z marketów w Puławach i Łęcznej. Dzięki szybkiej interwencji Działu Prawnego Zarządu Regionu NSZZ "S" w Lublinie kierownictwo hipermarketu zawarło ze zwolnionymi ugodę. Jednak atmosfera strachu pozostała. Tym bardziej że w marketach zaczęły pojawiać się osoby podszywające się pod działaczy związkowych.
- W reakcji na to postanowiłam się ujawnić. Miałam dość atmosfery podejrzliwości i ośmieszania związku - mówi Joanna Hermanowska ze Stokrotki w Świdniku. - Miałam ten komfort, że jestem jedną z nielicznych pracownic zatrudnionych na czas nieokreślony. Otrzymałam ochronę i zostałam przewodniczącą Koła Pracowników Stokrotka, skupionych w Organizacji Międzyzakładowej NSZZ "S" Zarządu Regionu. Zrobiłam to w ostatniej chwili. W kadrach czekało moje zwolnienie.

W październiku "S" wystąpiła o uruchomienie środków z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych na talony świąteczne.
- Większość pracowników otrzymuje płacę minimalną. Bony dla naszych rodzin to mniej ubogie święta - mówi Hermanowska.
Związek zaproponował podział talonów proporcjonalnie do zarobków. Najmniej zarabiający mieli otrzymać po 223 zł, natomiast osoby o najwyższych dochodach po 45 zł. Tymczasem zarząd spółki chciał przyznać po 200 zł dla najbiedniejszych i po 150 zł dla najbogatszych. Z początkiem grudnia Stokrotka zaczęła wydawać talony bez uzgodnienia ze związkiem, mimo że tak nakazuje prawo. Ponadto, wbrew przepisom, firma wydała z funduszu socjalnego prawie 21 tys. zł na imprezy sportowo-rekreacyjne, o których nikt z 1200 pracowników najmniej zarabiających nie słyszał.

1 grudnia doszło do spotkania przedstawicieli Solidarności z władzami Stokrotki.
- Liczyliśmy na rzeczowe rozmowy - mówią związkowcy. - Ale już na wstępie wiceprezes zarządu Marek Wesołowski rozwiał wszelkie nasze złudzenia. Popisując się wiedzą prawniczą, zakwestionował istnienie związku.
Potem było jeszcze gorzej. Na opinie związkowców, dotyczące spraw istotnych dla pracowników, reagowano śmiechem. Wesołość wywołało pytanie o tajemniczego "klienta", którego celem jest "testowanie psychicznej odporności załogi marketu". Jego uwagi są podstawą do obcinania premii pracownikom. "Oskarżonemu", bo w takiej roli występuje pracownik, nie daje się nawet możliwości zapoznania z zarzutami, choć ma do tego prawo. Z podobnym lekceważeniem spotkały się pytania: o obniżanie premii pracownikom przebywającym na urlopie czy też o wypłacanie wynagrodzenia poniżej ustawowego minimum. Ale tego co miało nastąpić po spotkaniu nikt się nie spodziewał.

- Z siedziby zarządu udałam się do Stokrotki w Świdniku - relacjonuje Hermanowska. - Nie przypuszczałam jednak, że mogę być obserwowana. W Świdniku spotkałam się z Beatą Tatarą i Anią Paź, które nie ujawniły, że należą do związku. Niedługo po tym obie otrzymały zwolnienia z pracy.
- Wypowiedzenia bez podania przyczyny były przygotowane w pośpiechu. Nie ma na nich nawet pieczątki firmowej i imiennej, a jedynie stempel marketu - mówią zwolnione kobiety.
O tym, że działania władz Stokrotki to jawne dyskryminowanie związku, nie ma wątpliwości przewodniczący ZR Środkowowschodniego NSZZ "S" Marian Król.

- Nie pozwolimy, aby pracodawca czuł się bezkarny. Każdy pracownik może liczyć na naszą pomoc i opiekę prawną. Zwrócimy się też do ministra sprawiedliwości oraz Głównego Inspektora Pracy o zajęcie się tą sprawą. Nikt z naszych członków nie zostanie sam.
Sprawa łamania praw pracowniczych i związkowych w Stokrotka Sp. z o.o została skierowana do sądu, prokuratury i Państwowej Inspekcji Pracy.

powrót>>>

 

Supermarkety wciąż łamią prawo pracy

źródło: PAP  19 grudnia 2006

 

Nieprawidłowe ewidencjonowanie czasu pracy, nieudzielanie urlopów i niewypłacanie wynagrodzenia za godziny nadliczbowe, są najpowszechniejszymi grzechami w działalności supermarketów

   Fot. Mikołaj Nowacki / AG

Prawa pracownicze wciąż są łamane w supermarketach

Wynika to z kontroli inspektorów pracy, przeprowadzonej w 15 tego typu placówkach w I półroczu 2006 r. Rezulaty te wskazują na nieznaczną poprawę w porównaniu z zeszłym rokiem. Dane z kontroli inspektorów Głównego Inspektora Pracy przedstawiono we wtorek na konferencji prasowej w Warszawie.

Inspektorzy stwierdzili również takie nieprawidłowości jak: nieudzielanie urlopów wypoczynkowych i nieprzestrzeganie 5- dniowego tygodnia prac.

Najczęstsze uchybienia w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy dotyczyły wyposażenia pomieszczeń higieniczno-sanitarnych, wyposażenia pracowników w środki ochrony indywidualnej, składowania towarów.

Inspektorzy stwierdzili również w niektórych przypadkach niewłaściwy stan techniczny budynków.

Dyrektor departamentu prawnego GIP Anna Tomczyk podkreśliła, że "wyniki wskazują na nieznaczną poprawę stanu przestrzegania prawa pracy w stosunku do 2005 r."

Zastępca GIP ds. nadzoru Roman Giedrojć poinformował, że "do kontroli skierowano maksymalną liczbę inspektorów, którzy będą pracowali szczególnie popołudniami".

Jak podkreślił, "okres przedświąteczny to dla pracowników handlu okres najbardziej wytężonej pracy,(...) to także okres, w którym inspektorzy od lat stwierdzają liczne naruszenia prawa pracy, zwłaszcza w zakresie czasu i przepisów bhp".

Giedrojć dodał, że "kontrole pokażą, czy osiąganie wysokich obrotów w handlu w okresie przedświątecznym nie idzie w parze z naruszaniem praw pracowniczych".

Wyjaśnił, że inspektorzy zwrócą szczególną uwagę na przypadki dźwigania przez kobiety i młodocianych pracowników ciężarów przekraczających normy oraz sposób rozliczania czasu pracy z uwzględnieniem przerw.


Zaapelował do pracodawców, by respektowali obowiązujące przepisy prawa pracy oraz do pracowników, aby zgłaszali do inspektorów wszystkie przypadki naruszeń prawa oraz zagrożeń.

 

powrót>>>

Markety się łączą - będą rosnąć ceny źródło: 4 grudnia 2006 Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski 

 

Działające w Polsce sieci sklepów zaczęły się łączyć na potęgę. Wczoraj Carrefour kupił Alberta i Hypernovą, kilka miesięcy wcześniej sprzedano Geanta i Leader Price'a. Dla

Tę transakcję "Gazeta" zapowiedziała trzy tygodnie temu: sklepy Albert i Hypernova zmienią swoje logo na Carrefour już w przyszłym roku. Sama umowa jest w rozmiarze XXL. Carrefour zapłacił aż 1,4 mld zł (375 mln euro) za 178 supermarketów Albert, 15 hipermarketów Hypernova oraz cztery stacje benzynowe.

Dotychczasowy właściciel sklepów - holenderski Ahold - zdecydował się wycofać z Polski, bo nie zdobył na naszym rynku pierwszej lub drugiej pozycji, a tylko to - jak twierdzi - go interesowało.

Negocjacje w sprawie sprzedaży rozpoczęły się po 6 listopada w Warszawie w atmosferze wielkiego wyścigu. Carrefour był zdeterminowany zapłacić dobrą cenę. Kilka miesięcy wcześniej jego największy rywal - brytyjskie Tesco - przejął w Polsce supermarkety Leader Price. Francuzi też wtedy próbowali, ale zostali przelicytowani. Tesco po tamtej transakcji mogło być spokojne o swoją pozycję numer dwa na polskim rynku. Ale jak się okazało na krótko. Teraz - po przejęciu Alberta i Hypernowej - numerem dwa będzie Carrefour.

Francuzi nie chcą podać szczegółów transakcji. Nie wiadomo też, kto będzie zatwierdzał umowę - rodzimy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów czy Komisja Europejska. Ani jakie będą losy dziesięciu sklepów franczyzowych prowadzonych przez niezależnych przedsiębiorców pod logo Alberta.

Rzecznik Carrefoura Maria Cieślikowska stwierdziła jedynie, że sieć zamierza zatrzymać wszystkie przejęte sklepy, nawet jeśli ich lokalizacja pokrywa się z już istniejącymi placówkami sieci. - Z naszych doświadczeń, np. z Gdańska i Puław, wynika, że sąsiadujące ze sobą sklepy tej samej sieci nie stanowią dla siebie konkurencji, ale uzupełnienie oferty handlowej dla klientów - twierdzi Cieślikowska.

Klienci mają jednak mało powodów do zadowolenia. Postępująca konsolidacji branży oznacza mniejszą konkurencję. Sieci w końcu będą mogły podnieść swoje marże, które dziś są cięte na poziomie ziemi. - Ceny w hipermarketach wzrosną średnio o ok. 5 proc. w ciągu najbliższych dwóch lat - prognozuje Wojciech Drozd z firmy Candi - Instytut Zarządzania Sklepem, która doradza takim sieciom, jak Auchan, Real czy Lewiatan. - Na każdych 100 tys. obrotu sieć zarabia na czysto, po potrąceniu wszelkich kosztów ok. 3 tys. zł. Na zachodzie taki zysk dochodzi do 8 tys. zł. I do tego wyniku nasze sieci będą dążyć - twierdzi Drozd.

Ceny mogą rosnąć z jeszcze jednego powodu - markety będą musiały w najbliższym czasie podnosić płace. Wraz ze zmniejszającym się bezrobociem maleje liczba osób, które chcą pracować za tysiąc zł miesięcznie. Już teraz sklepy w dużych miastach wytapetowane są ogłoszeniami: pracowników przyjmiemy. Zdaniem Drozda podwyżki wynagrodzeń mogą sięgnąć nawet 30 proc.

Wyższe koszty sieci mogą próbować częściowo przenosić na dostawców. - Carrefour może na przykład złożyć im propozycję nie do odrzucenia: obniżcie swoje marże o 1-1,5 proc., a w zamian zamówimy u was więcej - twierdzi Drozd.

Firmy będą musiały wtedy mocno się zastanowić, czy dalsza współpraca z marketami się opłaca. Mogą skorzystać z patentu Polskiego Koncernu Mięsnego "Duda", który stworzył alternatywny do marketów system dystrybucji - rozwija sieci własnych niewielkich sklepów.

Konsolidacja to również nie najlepsza wiadomość dla małych rodzinnych sklepów. Z roku na rok tracą udziały w rynku. O ile trzy lata temu miały 60 proc. rynku (wartościowo), o tyle teraz tylko 54 proc. (dane ACNielsen). - Być może już niedługo w rękach zachodnich sieci będzie 60 proc. rynku, polskie sieci będą miały 30 proc., a małe sklepiki 10-15 proc. - przewiduje jeden z analityków (chce zostać anonimowy).

Polskie sieci handlowe, aby przetrwać, będą musiały również się łączyć. Tak uważa szef rodzimej sieci POLOmarket Krzysztof Felker. Jego firma po niedawnym przejęciu 17 supermarketów krakowskiej sieci ABC ma już 182 placówki w całym kraju. Według Felkera Polacy mają również szanse na sukces dzięki niszom. Tu dobrym przykładem jest sieć delikatesów Piotr i Paweł.

A małe rodzinne sklepy? - Mogą wygrać lepszym dostosowaniem do potrzeb klientów - twierdzi Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Na przykład sprzedawać "na kreskę". To niekonwencjonalny sposób prowadzenia biznesu, ale może być opłacalny - twierdzi Wyżnikiewicz.

 

powrót>>>

HANDEL Projekt LPR przepadł na rządzie źródło: Rzeczpospolita 6 Grudzień 2006 Piotr Mazurkiewicz

Na zakupy w niedzielę

 Rząd jest przeciwny wprowadzaniu całkowitego zakazu handlu w niedziele w większych sklepach, ale chce, by placówki handlowe w święta były zamknięte

Taką decyzję wczoraj usłyszeli posłowie, nie są z niej zadowoleni kupcy.

- Nasza propozycja jest kompromisem - mówi "Rz" Elżbieta Rafalska, sekretarz stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. Rząd chce, by kilka świąt było objętych zakazem handlu. To posłowie jednak zdecydują, czy rozszerzyć listę o kolejne.

- Jest to kompromis, który warto rozważyć - twierdzi w rozmowie z "Rz" Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Usług, zrzeszającej największe sieci handlowe.

Wczoraj nad projektem obradowała stała sejmowa podkomisja. Stanowisko rządu tylko usłyszała, nie dostała go na papierze. - W tej sytuacji przerwałem posiedzenie - wyjaśnia Grzegorz Kurczuk, przewodniczący Podkomisji Stałej ds. Nowelizacji Kodeksu Pracy.

Z informacji "Rz" wynika, że szanse na uchwalenie projektu w wersji przygotowanej przez posłów LPR są niewielkie. Według niego pracownik musiałby wyrazić pisemnie zgodę na pracę w niedziele i święta. Chodzi nie tylko o handel w większych sklepach, ale także transport, komunikację, apteki, hotele.

Z proponowanych przez rząd rozwiązań niezadowoleni są przedstawiciele kupców. - Nie satysfakcjonują one ani nas, ani przedstawicieli "Solidarności". Z odwołaniami poczekamy na pisemne stanowisko rządu - mówi Roman Dera, prezes Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług, grupującej drobnych handlowców. Także wczoraj przeciw projektowi partii Romana Giertycha wypowiedziała się Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

- Propozycje zmian zgłoszone przez LPR są sprzeczne z polskim i europejskim prawem - twierdzi Henryka Bochniarz, prezydent Lewiatana. - Dyskryminują, bowiem większe podmioty gospodarcze, uzależniając zakaz handlu w niedziele od liczby zatrudnionych w sklepie do 10 pracowników i jego przychodów do 2 mln euro rocznie.

Zdaniem Lewiatana dopiero po 2011 r. bezrobocie nie będzie już podstawowym problemem polskiej gospodarki. Wcześniejsze zakazy ograniczające handel w niedziele spowodują spadek zatrudnienia oraz zmniejszenie wpływów do budżetu z tytułu podatków.

Piotr Mazurkiewicz

Rzeczpospolita 06.12.2006

 

powrót>>>

Będzie drożej w hipermarketach? źródło: PAP 5 Grudzień 2006

 Działające w Polsce sieci sklepów zaczęły się łączyć na potęgę. W poniedziałek Carrefour kupił Alberta i Hypernovą, kilka miesięcy wcześniej sprzedano Geanta i Leader Price'a. Dla klientów to zła informacja, bo ceny wzrosną - zapowiada "Gazeta Wyborcza".

Rzecznik Carrefoura Maria Cieślikowska stwierdza, że sieć zamierza zatrzymać wszystkie przejęte sklepy, nawet jeśli ich lokalizacja pokrywa się z już istniejącymi placówkami sieci. Z naszych doświadczeń, np. z Gdańska i Puław, wynika, że sąsiadujące ze sobą sklepy tej samej sieci nie stanowią dla siebie konkurencji, ale uzupełnienie oferty handlowej dla klientów - twierdzi.

Klienci mają jednak mało powodów do zadowolenia - podkreśla dziennik. Postępująca konsolidacji branży oznacza mniejszą konkurencję. Sieci w końcu będą mogły podnieść swoje marże, które dziś są cięte na poziomie ziemi.

Ceny w hipermarketach wzrosną średnio o ok. 5%. w ciągu najbliższych dwóch lat - prognozuje Wojciech Drozd z firmy Candi - Instytut Zarządzania Sklepem, która doradza takim sieciom, jak Auchan, Real czy Lewiatan. Na każdych 100 tys. obrotu sieć zarabia na czysto, po potrąceniu wszelkich kosztów ok. 3 tys. zł. Na zachodzie taki zysk dochodzi do 8 tys. zł. Do tego wyniku nasze sieci będą dążyć - zapowiada.

Ceny mogą rosnąć z jeszcze jednego powodu - markety będą musiały w najbliższym czasie podnosić płace. Wraz ze zmniejszającym się bezrobociem maleje liczba osób, które chcą pracować za tysiąc zł miesięcznie. Już teraz sklepy w dużych miastach wytapetowane są ogłoszeniami: pracowników przyjmiemy. Zdaniem Drozda podwyżki wynagrodzeń mogą sięgnąć nawet 30%.

Wyższe koszty sieci mogą próbować częściowo przenosić na dostawców. Carrefour może np. złożyć im propozycję nie do odrzucenia: obniżcie swoje marże o 1-1,5%, a w zamian zamówimy u was więcej - twierdzi Drozd.


Firmy będą musiały wtedy mocno się zastanowić, czy dalsza współpraca z marketami się opłaca. Więcej na ten temat we wtorkowym wydaniu "Gazety Wyborczej". (PAP)

 powrót>>>

Pracodawcy dla zysku omijają prawo pracy źródło: Pentor 4 Grudzień 2006


Trzy czwarte z nas uważa, że pracodawcy dla zysku omijają prawo pracy. Tyle samo osób jest zdania, że pracownicy godzą się na takie praktyki, byle tylko pracę utrzymać. Takie są wyniki sondażu przeprowadzonego na zlecenie Polskiego Radia przez Instytut Badawczy Pentor Research International.

Jeśli chodzi o obchodzenie przez pracodawców przepisów prawa pracy, 25% respondentów odpowiada, że bardzo często się tak dzieje, a 30%, że często. Wśród nieprawidłowości, na które najczęściej wskazuje Państwowa Inspekcja Pracy, wymieniane są zaległości w wypłacaniu wynagrodzeń, godziny nadliczbowe bez dodatkowych pieniędzy, oraz zawieranie umowy zlecenia zamiast podpisania umowy o pracę.


Co trzeci badany na podstawie własnego doświadczenia życiowego uważa, że sami pracownicy bardzo często godzą się na łamanie przepisów prawa pracy43% mówi, że zdarza się to często. Jedynie, co dziesiąty z nas twierdzi, że pracodawcy nie omijają prawa pracy.

W opinii Jerzego Głuszyńskiego z Pentora, przymykamy oko na łamanie przepisów, bo boimy się stracić zatrudnienie. Zwraca jednak uwagę, by na problem spojrzeć także ze strony pracodawców. Być może, bowiem omijane prawo po prostu nie jest dostosowane do wymogów rynku.

Na łamanie przez pracodawców przepisów prawa pracy częściej wskazują osoby starsze z niższym wykształceniem oraz osoby z wykształceniem wyższym. Jerzy Głuszyński tłumaczy, że dzieje się tak, dlatego, iż osoby zajmujące niższe pozycje w strukturze zatrudnienia częściej doświadczają takich przypadków, a osoby lepiej wykształcone wiedzą jak prawo pracy się omija.

Instytut Badawczy Pentor Research International przeprowadził sondaż telefonicznie 28 i 29 listopada na reprezentatywnej próbie 800 osób powyżej 15-tego roku życia. Margines błędu wynosi 3,5-4,0%.

Pentor 04.12.2006 r

powrót>>>

Hipermarkety błagają o pracowników źródło: Dziennik 30 Listopada 2006

 

Pracownicy handlu maja ogromną szanse poprawić swój dotychczasowy byt. W dobie braku rąk do pracy w handlu muszą jedynie organizować się w związki i walczyć o swoje.

Hipermarkety błagają o pracowników

Wysokie pensje, prywatna opieka medyczna, bezpłatne szkolenia i dowóz do pracy. Takie obietnice składają bezrobotnym super- i hipermarkety. Nie mają innego wyjścia, bo większość chętnych do pracy w handlu wyjechała z kraju - pisze DZIENNIK.

Sieci wielkich sklepów są przyparte do muru. Nie mogą znaleźć pracowników, bo większość ludzi bez pracy i wysokich kwalifikacji wyjechała na Zachód. Sklepy zmuszone są więc do oferowania lepszych niż dotychczas warunków zatrudnienia. Na tyle lepszych, by ci, którzy zostali jeszcze w kraju, zaniechali emigracji.

Carrefour Polska w ciągu najbliższych dwóch lat będzie potrzebował aż 3,5 tys. nowych pracowników. Podwyższy, więc pensje i zapewni pracownikom prywatną opiekę zdrowotną. Real już przekonuje do siebie przyszłych pracowników tym, że oferuje szkolenia. Sieć we współpracy ze szkołami handlowymi prowadzi kursy o nazwie Metro Edukacja. Tesco z kolei potrzebuje aż 3 tys. ludzi do pracy w sklepach i magazynach. Koncern postanowił, więc dowozić ludzi do pracy zakładowymi autobusami. Dowozi ich nawet z wiosek oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów.

Dziennik 30.11.2006

 

powrót>>>

"Solidarność" domaga się zakazu handlu w niedziele i święta źródło: Rzeczpospolita 15 Listopada 2006

 

Związkowcy z NSZZ "Solidarność" pikietowali we wtorek przed Sejmem, wzywając do wprowadzenia ustawowego zakazu handlu w niedziele i święta. Pikietujących wsparli parlamentarzyści PiS i LPR.

"Pracownicy handlu i ich rodziny potrzebują wolnej niedzieli i świąt. Potrzebują dni, w których będą mogli być razem ze swoimi dziećmi. Zatraciliśmy w Polsce sens przeżywania dni świątecznych" - napisali związkowcy w petycji, skierowanej do marszałka Sejmu, Marka Jurka.

Związkowcy trzymali m.in. hasła: "Pamiętaj, nie rób zakupów w niedziele i święta!"; "Kto w święta kupuje, ten rodzinę zaniedbuje"; "Niedziela z dziećmi, święta z rodziną?”. Według organizatorów, w pikiecie brało udział ok. 500 osób, według policji - protestowało ok. 200 związkowców. Poseł Artur Zawisza (PiS), zwracając się do protestujących podkreślił, że domagania się wolnych niedziel nie można nazwać postulatem skrajnym, bo "od dwóch tysięcy lat niedziela jest dniem świętym w Europie". Dlatego, jego zdaniem, wprowadzenie zakazu będzie raczej "powrotem do normalności".

Zawisza dodał, że "w kwestiach solidności i rozsądku powinniśmy uczyć się od Niemców, a za naszą zachodnią granicą jest dla wszystkich oczywiste, że niedziela należy się pracownikom".

Według Janusza Dobrosza (LPR) istnieje większość koalicyjna, mogąca przeprowadzić zmiany ustawowe zakazujące handlu w niedziele i święta. "Taki handel, szczególnie w sklepach wielkopowierzchniowych, w ogóle nie powinien wchodzić w rachubę" - dodał.

Odpowiadając na pytania o ewentualne niebezpieczeństwo zwolnień grupowych w dużych sieciach handlowych po wprowadzeniu ustawy, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ "Solidarność" Alfred Bujara podkreślił, że nie ma takiego ryzyka, gdyż obecnie w handlu jest bardzo duży niedobór pracowników. Bujara dodał, że zakaz handlu powinien dotyczyć wszystkich sklepów, niezależnie od ich wielkości.

Nowelizacją Kodeksu pracy Sejm zajął się w maju. Prace nad nim trwają w komisjach. Projekt autorstwa LPR zakazuje pracy w niedzielę i święta w dużych placówkach handlowych: hiper- i supermarketach, a w innych to prawo ogranicza.

Według projektu, praca byłaby dozwolona w niedziele i święta za pisemną zgodą pracownika m.in. w transporcie i w komunikacji, w aptekach, w hotelach, na stacjach benzynowych, podczas targów, wystaw oraz w małych sklepach spożywczych.

Pracownik nie mógłby odmówić pracy w niedzielę lub święta, jeżeli byłaby ona m.in. konieczna dla ratowania zdrowia i życia, usunięcia awarii, a także zapewnienia bezpieczeństwa.

Podobną nowelizację Kodeksu, zawierającą zakaz pracy w niedziele i święta, parlament uchwalił w 2001 roku, jednak wówczas zawetował ją prezydent Aleksander Kwaśniewski. 

Rzeczpospolita 15.11.2006

 

 

powrót>>>

Przeciw zakupom w niedzielę Dariusz Golik

 Związkowcy z "Solidarności" walczą o zakaz handlu w niedziele i święta. Zarzucają posłom, że ulegają naciskom lobby sieci handlowych.

 Kilkaset osób z NSZZ "Solidarność" (według związku ponad 400, według policji ok. 300) demonstrowało wczoraj pod Sejmem. Przedstawiciele "S" złożyli petycję u marszałka Marka Jurka. - Pracownicy handlu i ich rodziny potrzebują wolnej niedzieli i świąt. Potrzebują dni, w których będą mogli być razem ze swoimi dziećmi - napisali związkowcy. Ich zdaniem praca w niedzielę i święta ogranicza wolność pracowników handlu "pomimo konstytucyjnych zapisów o równości wszystkich obywateli wobec prawa". 

- W trakcie rozmowy marszałek zaproponował pewien kompromis. Miałby on polegać na rotacyjnym, raz na dwa, trzy miesiące, otwieraniu poszczególnych sklepów w niedzielę. Takie rozwiązanie uważam za przejściowe - powiedział "Rz" Alfred Bujara z "S". 

Pikieta miała nakłonić posłów do przyśpieszenia prac nad ustawowym zakazem handlu w niedziele i święta. Według związkowców niektórzy posłowie pod naciskiem pracodawców wycofują się z wcześniejszych i konsultowanych ze związkami zawodowymi prac nad ustawą. 

Handlowcy ripostują. - Mamy konstytucyjne prawo do obrony swoich racji, zwłaszcza, jeśli czujemy zagrożenie dla naszych interesów. Przestrzegamy też przed ekonomicznymi konsekwencjami takich zakazów, jak choćby nieuniknione wówczas zwolnienia - mówi Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Usług, zrzeszającej największe sieci handlowe. 

- Groźba zwolnień to tylko straszak. Już dziś brakuje chętnych do pracy w marketach - odpowiada Alfred Bujara. 

Ostatnio wokół nowelizacji kodeksu pracy, wprowadzającej m.in. zakaz handlu w niedzielę dla firm zatrudniających powyżej pięciu pracowników, zaległa cisza. Sejm zajmuje się nią od maja. Jak pisaliśmy kilka tygodni temu, negatywne stanowisko wobec projektu przygotowało Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Nie trafiło ono na wczorajsze posiedzenie rządu i nie wiadomo, czy znajdzie się w programie kolejnego. 

 

powrót>>>

źródło:Nasz Dziennik, 15 listopada

 Kilkaset osób, głównie działaczy "Solidarności", pikietowało wczoraj pod Sejmem, domagając się przyspieszenia prac nad ustawą wprowadzającą zakaz pracy w niedziele i święta w sklepach wielkopowierzchniowych. Projekt ustawy trafił do Sejmu już przed kilkoma miesiącami, jednak utknął na etapie "prac w komisjach".

powrót>>>

 

Protesty są już bardzo realne

źródło:Express Bydgoski 9 Listopada 2006 Katarzyna Oleksy

 Związkowcy z Reala będą we wtorek protestować przed siedzibą firmy. Jeśli to nie przyniesie skutków, złożą doniesienie do prokuratury.

1 listopada sieć Real przejęła sklepy Geant w całej Polsce. Związkowcy zarzucają pracodawcy łamanie ustawy o związkach zawodowych. - Pracodawca musi przedstawić nam propozycje zatrudnienia. Do tej pory jej nie otrzymaliśmy - mówi Jan Dopierała, przewodniczący bydgoskiej „Solidarności”. - Podobno nie wszyscy pracownicy będą zatrudnieni. Ci, którzy zostaną, zarobią mniej niż w Geancie - skarżą się pracownicy.

 - Spełniliśmy wszystkie działania określone przez kodeks pracy. Dlatego nie ma uzasadnienia dla twierdzenia, że łamiemy przepisy. Pikieta jest próbą wywarcia na nas nacisku - komentuje rzeczniczka sieci Agnieszka Łukiewicz-Stachera. - Zobowiązaliśmy się do respektowania uprawnień pracowniczych i utrzymania świadczeń socjalnych byłych pracowników Geant - zapewnia.

Manifestację poprzedzi protest pod Sejmem, dotyczący regulacji ustawy o zakazie handlu w niedzielę. 

powrót>>>

 

Kolejne święta pracy

źródło: Nasz Dziennik, 9 listopada 2006, Nr 262 (2672) Magdalena M. Stawarka

 

Niezwłocznego wprowadzenia przez parlament ustawowego zakazu handlu w niedziele i święta domagają się przedstawiciele Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń oraz Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". Swoje postulaty przedstawią 14 listopada podczas pikiety przed gmachem Sejmu.
- Kolejny już raz jedno z najważniejszych świąt w niepodległej Polsce - 11 Listopada - dla tysięcy naszych rodaków będzie zwykłym dniem pracy - powiedział Alfred Bujara, przewodniczący Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ "Solidarność". - Dlatego zdecydowaliśmy się zorganizować 14 listopada o godz. 12.00 w Warszawie przed siedzibą Sejmu pikietę, której celem jest nakłonienie parlamentarzystów do niezwłocznego wprowadzenia ustawowego zakazu handlu w niedziele i święta - podkreślił przewodniczący. Związkowcy stwierdzili, że niektórzy posłowie z uwagi na naciski pracodawców oraz prowadzony przez nich lobbing wycofują się z wcześniej prowadzonych i konsultowanych ze związkami zawodowymi prac nad ustawą regulującą wprowadzenie ograniczeń w handlu w niedziele i święta. - Jesteśmy głęboko rozgoryczeni i rozczarowani opieszałością posłów polskiego parlamentu oraz kierunkiem, w którym podążają prace nad tą ustawą - stwierdził Alfred Bujara. Związkowcy podkreślają, że dla pracowników handlu i ich rodzin narodowe Święto Niepodległości już od wielu lat oznacza ograniczenie wolności oraz obrazę narodowych wartości, pomimo konstytucyjnych zapisów o równości wszystkich obywateli wobec prawa. Zdaniem wiceprzewodniczącego Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ "Solidarność" Janusza Okrasy, w naszym kraju zatracony został sens przeżywania dni świątecznych. - Niedziela powinna być czasem poświęconym Bogu i najbliższym, dniem odpoczynku, regeneracji sił oraz spotkań z rodziną i przyjaciółmi - zaznaczył Okrasa.
Od 1 listopada niemiecka sieć hipermarketów Real przejęła 19 sklepów należących do francuskiej sieci Géant. "Nowy pracodawca, pomimo ustawowych zapisów, nie chce rozmawiać ze związkami zawodowymi działającymi w przejętej firmie" - czytamy w oświadczeniu Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego przy Real Polska. Pracownicy firmy Géant obawiają się znacznie niższego wynagrodzenia, zmiany dotychczasowych umów na niepełny wymiar czasu pracy, a także utraty pracy przez część zatrudnionych.
Jak poinformował nas poseł Artur Zawisza (PiS) z sejmowej Komisji Gospodarki, w Sejmie został zgłoszony projekt autorstwa LPR dotyczący nowelizacji kodeksu pracy. Zakazuje on pracy w niedzielę i święta w dużych placówkach handlowych, a w innych to prawo ogranicza. - Teraz rzeczywiście przeważa stanowisko, żeby przepisy dotyczyły wyłącznie zamknięcia sklepów w święta państwowe, a nie we wszystkie niedziele. I to jest zasadnicza różnica. Jestem zwolennikiem tych rozwiązań, które respektują odpoczynek niedzielny jako zasadę naczelną. Jednak w tej sprawie potrzeba również wzmożonej pedagogiki społecznej - powiedział Zawisza. W rozmowie z nami podkreślił, że będzie razem z pikietującymi związkowcami 14 listopada przed gmachem Sejmu.

Magdalena M. Stawarka   NASZ DZIENNIK

 

powrót>>>

 

Jak zatrzymać pracowników?

źródło: wp.pl 08.11.2006

 Pracodawcy do niedawna byli przyzwyczajeni, że nowych pracowników zawsze znajdą. Tak już jednak nie jest. Coraz więcej firm staje przed prawdziwym wyzwaniem: jak zatrzymać swoich pracowników? Polskie firmy robią wszystko, aby pracownicy nie uciekli im za granicę. Przyjmują kobiety, które planują zajść w ciążę, zatrudniają małżeństwa, podnoszą pensje - pisze "Gazeta Wyborcza". 

Taki jest obecnie rynek pracy, ale politycy zaczynają manipulować tym rynkiem i chcą go zniszczyć.

Żeby skutecznie zniechęcić pracowników do pozostania w kraju i podjęcia w nim pracy politycy chcą. 

1-wydłużyć czas pracy do 65 godzin tygodniowo

2-wprowadzić nakaz pracy dla wszystkich obywateli w niedziele i święta(nie tylko dla handlu i służb)

3-umożliwić pracodawcą badanie pracowników na wariografach (urządzenie do wykrywania kłamstw)

4-obniżyć wynagrodzenia 

5-zmniejszać etaty pracownikom z całych na ¾ lub ½.

6-wprowadzić podwyżki energii

7-wprowadzić podwyżki mieszkań

8-wprowadzić podwyżki żywności itp./itd. 

Można by mnożyć pomysły, w których prześcigają się politycy

Co trzeba zrobić żeby pracownicy nie uciekali za granicę? 

Trzeba budować a nie rujnować naszą ojczyznę, trzeba dbać o obywateli, trzeba czynić dobro,

trzeba być blisko obywateli żeby ich słyszeć

 

powrót>>>

 

"Społem" w zespole

źródło: Dziennik Łódzki  2006-11-06

 Rozpoczęła się konsolidacja sklepów "Społem". Pierwsze placówki, które weszły już do nowej sieci, otrzymały nazwę "Społem Znajomy Sklep"

Konsolidacja oznacza wprowadzenie wspólnego asortymentu, zwiększenie ilości towaru, przyjmowanie dostaw z magazynu centralnego, prowadzenie wspólnej polityki cenowej oraz marketingowej.

W pierwszym etapie konsolidacji, który właśnie się rozpoczął, bierze udział 900 sklepów z całego kraju. Nad przebiegiem akcji czuwa Krajowa Agencja Handlowa "Społem", która w październiku powołała 21 regionalnych koordynatorów ds. sprzedaży.

Jednym z naszych głównych zamierzeń jest nadanie sklepom bardziej spójnego wizerunku, aby były postrzegane przez naszych klientów jako należące do jednej sieci - informuje Joanna Kwiczor, dyrektor marketingu Krajowej Agencji Handlowej "Społem". Wszystkie skonsolidowane placówki otrzymają nowy wygląd.

Drugi etap łączenia sklepów zaplanowany został na przyszły rok. Do 900 placówek dołączą kolejne, zwiększyć ma się także zaplecze logistyczno-handlowe. Pełna konsolidacja, czyli etap trzeci, w którym przyłączą się wszystkie sklepy, będzie miał w miejsce w latach 2008 - 2009.

W kraju działa ponad 4 tysiące sklepów "Społem", w województwie łódzkim - kilkaset, w samej Łodzi - ponad 100.

Sądzę, że 20 - 30 procent zostanie skonsolidowanych w pierwszym etapie - mówi Stanisław Faliszewski, prezes Widzewskiej Spółdzielni "Społem" w Łodzi. Na Widzewie działa 19 placówek i wszystkie przystąpiły do połączenia.

(sach)

Dziennik Łódzki

powrót>>>

 

Realnie pójdą do sądu

źródło: Express Bydgoski Katarzyna Oleksy, Czwartek, 2 Listopada 2006

Związki zawodowe hipermarketu „Real” zarzucają sieci łamanie prawa pracy. Nie wykluczają protestów.

Od wtorku w bydgoskim Geancie pracownicy przeprowadzali inwentaryzację. Wielu z nich obawia się o pracę

Od 1 listopada niemiecka sieć Real przejęła 19 sklepów Geant na terenie kraju. Pod skrzydła nowej marki trafiła także trzystuosobowa załoga bydgoskiego hipermarketu. Pracownicy obawiają się niekorzystnych dla nich zmian. - Nikt z nami nie rozmawiał. Docierają do nas pokątne informacje, z których wynika, że sieć nie zatrudni wszystkich. A ci, którzy pracę dostaną, zarobią mniej niż w Geancie. Podobno mają nas zatrudniać na połówkach etatu - mówiła nam we wtorek jedna z kasjerek.

Zaniepokojeni zmianą pracodawcy są również związkowcy.

- Zwróciliśmy się do pracodawcy o przedstawienie propozycji zatrudnienia. Dowiedzieliśmy się, że Real nie zamierza z nami negocjować - opowiada Jan Dopierała, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność.

Tymczasem zgodnie z Kodeksem pracy, pracodawca, w którego firmie działają związki zawodowe, musi poinformować i negocjować z nimi warunki zatrudnienia. Jak się dowiedzieliśmy, w Bydgoszczy do konsultacji zarządu Reala i związkowców nie doszło? Ostatnie z kilku odmownych pism od władz firmy trafiło do związkowców we wtorek.

Rzecznik prasowy sieci handlowej Real, Agnieszka Łukiewicz-Stachera twierdzi, że prawo nie obliguje firmy do prowadzenia negocjacji.

- Przedstawiciele sieci są w stałym kontakcie, zarówno osobistym, jak i pisemnym, z przedstawicielami związków zawodowych. Rozmowy cały czas trwają - zapewnia rzeczniczka.

Związkowcy mówią, że jeśli Real nie ustąpi, to sprawę skieruje do prokuratury. - Wówczas złożymy doniesienie o popełnieniu przestępstwa polegającego na łamaniu ustawy o związkach zawodowych. Kolejnym krokiem będzie wejście w spór zbiorowy z pracodawcą i poinformowanie inspekcji pracy. Jeśli to nie pomoże, przystąpimy do protestu czynnego - zapowiada Jan Dopierała.  

powrót>>>

 

Zakaz handlu tylko w najważniejsze święta

źródło: Gazeta Prawna 2006-10-27


Posłowie rozważają wprowadzenie zakazu handlu tylko w czasie najważniejszych świąt państwowych i kościelnych. Związki zawodowe domagają się całkowitego zakazu handlu w niedziele i święta.

! zmiana prawa

W Sejmie trwają prace nad poselskim projektem zmian w kodeksie pracy zakazującym pracy we wszystkie niedziele i święta. Propozycję nowych uregulowań określających dopuszczalność pracy, w tym handlu, w dni świąteczne zgłosili posłowie Ligi Polskich Rodzin. Zgodnie z ich propozycjami, handel w niedziele i święta mógłby być prowadzony u mikroprzedsiębiorców, o których mowa w art. 104 ustawy z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej, którzy sprzedają artykuły żywnościowe.

Pojawiają się jednak nieformalne propozycje, by wprowadzić zakaz prowadzenia działalności handlowej tylko w kilka najważniejszych świąt religijnych i państwowych, np. Boże Ciało, 1 i 3 maja czy 11 listopada.

Związki mówią – nie

Zaskoczeni są działacze NSZZ Solidarność działający w sieciach handlowych. Propozycja ograniczenia zakazu handlu tylko do kilku najważniejszych świąt nie była z nimi konsultowana. 
– Nie zgadzamy się na żadne półśrodki. Domagamy się zakazu pracy w niedziele. Potrzeba radykalnych zmian poprawiających złą sytuację pracowników sieci handlowych, którzy są obecnie traktowani jak obywatele drugiej kategorii – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Handlu NSZZ Solidarność.

Można spróbować

– Nie wycofujemy się ze swoich propozycji, będziemy je promować i przekonywać współkoalicjantów do ich poparcia – mówi Andrzej Mańka, poseł LPR.

Jeżeli jednak nie uda się znaleźć większości parlamentarnej popierającej ograniczenie handlu w niedziele i święta w wersji proponowanej przez LPR, wówczas posłowie z tej partii mogą poprzeć nawet częściowy zakaz handlu w te dni. 

– Takie rozwiązanie będzie traktowane jako krok prowadzący do całkowitego zakazu handlu w święta – uważa poseł Andrzej Mańka.

Sieci handlowe nie mogą we własnym zakresie porozumieć się w sprawie samoograniczenia swojej działalności w dni świąteczne. Kilka lat temu sieć Geant chciała doprowadzić do takiego porozumienia i sama dała pracownikom wolne w jedno ze świąt. Skutek był taki, że konkurencja miała tego dnia większe obroty i zyski, bo nie zdecydowała się na zamknięcie sklepów w tym dniu.

Tomasz Zalewski
tomasz.zalewski@infor.pl

artykuł ze strony Gazety Prawnej
http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=1828.2.752.2.16.2.0.1.htm

 

powrót>>>

 

Amerykanie połkną polską Żabkę?

źródła PAP 2006-10-27 Rzeczpospolita

"Rzeczpospolita" informuje, największy w świecie detalista Wal-Mart wejdzie do Polski w pierwszym kwartale 2007 roku. Chce tu przejąć nie tylko sieć hipermarketów, ale i mniejszych sklepów - na przykład Żabkę. 
Wal-Mart wynajął już w Polsce firmę doradczą, która ma pomóc gigantowi w przygotowaniach do podboju naszego rynku - dowiedziała się "Rz". To ona wskazuje kandydatów do przejęcia. Według informacji dziennika, wśród nich są m.in. sieć osiedlowych sklepów Żabka i hipermarkety Geant. Wcześniej jako kandydatów do przejęcia przez Wal-Marta wymieniano polskie hipermarkety Auchan oraz największą sieć dyskontów - Biedronkę. 
Jesteśmy zainteresowani wejściem do Polski, Czech i Węgier. Pilnie śledzimy możliwości, jakie się pojawiają w tych krajach. Odmawiamy jednak podania jakichkolwiek szczegółów - mówi gazecie rzeczniczka Wal-Marta do spraw międzynarodowych Emy Wyatt. 
Sieć 1600 Żabek byłaby dobrym uzupełnieniem hipermarketów. Tym bardziej że Wal-Mart ma doświadczenie w prowadzeniu różnych rodzajów sklepów. Ewentualnej transakcji sprzyja fakt, że Żabka jest teraz na sprzedaż. Przed kilkoma tygodniami "Rz" pisała, że podpisano już listy intencyjne w sprawie sprzedaży 53% akcji Żabki Polskiej, które należą do poznańskiego biznesmena Mariusza Świtalskiego. Nabywcą ma być konsorcjum banków, a transakcja powinna zostać sfinalizowana do końca roku. 
Konsorcjum bankowe nie kupuje sieci handlowej z myślą o długotrwałej inwestycji, tylko po to, żeby dalej sprzedać komuś następnemu. To idealna oferta dla Wal-Marta - mówi anonimowo jeden z analityków. 
Mocne wejście Wal-Martowi może jednak zapewnić tylko duża sieć hipermarketów. Niedawno jako kandydat do przejęcia wymieniane są polskie hipermarkety Geant, które trafiły latem do niemieckiej grupy Metro, właściciela m.in. sieci Real. Amerykanie zgodzili się sprzedać swoje sklepy Grupie Metro pod warunkiem, że wymienią się aktywami i dostaną kawałek polskiego rynku. W umowie mają obiecanego Geanta - twierdzi jeden z informatorów "Rzeczpospolitej". (PAP) 
Więcej: Rzeczpospolita - Czy amerykański Wal-Mart połknie polską Żabkę

 

powrót>>>

 

Wizerunek sieci handlowych

źródło: wirtualnemedia.pl 2006-10-26

 Wpierw zakupy, potem wrażliwość. Wybierając super- lub hipermarket tylko 1 na 10 Polaków uznaje odpowiedzialność handlowca (np. wobec pracowników) za rzeczywiście ważne kryterium.

Według raportu „Wizerunek sieci handlowych” przygotowanego przez firmę On Board PR w oparciu o badania opinii społecznej PBS DGA, tylko 9% Polaków wymienia odpowiedzialność wśród najważniejszych cech super- i hipermarketów. Listę najważniejszych cech marketów otwiera jakość produktów i obsługi (49% wskazań) oraz uczciwość wobec klientów (42%). Wśród cech, które Polacy najbardziej cenią wśród sieci super- i hipermarketów są też fachowość, kompetencja obsługi oraz klimat i miła atmosfera.

„Liczba doniesień prasowych na temat oskarżeń sklepów o złe traktowanie pracowników nie przekłada się wprost na postawy klientów” – komentuje Norbert Kilen z On Board PR – „Wnioski? Na przykład zła atmosfera wokół Wal-Mart i ich relacji z pracownikami wcale nie musi rzutować na ew. powodzenie biznesowe tej sieci w Polsce. Z drugiej strony, każde podejrzenie niskiej jakości może wyrządzić znacznie więcej szkód”

Raport wskazuje, że kryzysy dotyczące relacji marketów ze swoimi pracownikami rzutują negatywnie na reputację całej branży handlowej. Na pytanie o uczciwość super- i hipermarketów wobec pracowników, aż 64% Polaków odpowiada negatywnie. Jeśli chodzi o inne branże, Polacy nie są tak surowi w ocenach.

„Większość Polaków uważa, że sieci handlowe nie są uczciwe w stosunku do zatrudnionych w nich osób” – komentuje Tomasz Dziedzic z PBS DGA – „Łagodniejsze oceny w grupie pracowników branży handlowej mogą jednak sugerować, że rzeczywistość jest lepsza niż wskazują obiegowe opinie”

„Odpowiedzialne prowadzenie biznesu powinno zwiększać przewagę konkurencyjną” – dodaje Norbert Kilen z On Board PR – „Tymczasem okazuje się, że rynek marketów w świadomości klientów zlewa się w jedną całość. Następuje niebezpieczne uśrednienie – reputacja większości firm cierpi z powodu postępowania kilku innych. Z PR-owego punktu widzenia oznacza to potrzebę edukacji społecznej, budowania postaw świadomej konsumpcji.”

Dokument opracowano w oparciu o badania opinii społecznej przeprowadzone przez PBS DGA na ogólnopolskiej, reprezentatywnej, losowej próbie mieszkańców Polski w wieku 15 i więcej lat. 

powrót>>>

 

 Nie będzie zakazu handlu w niedzielę

 źródło: Gazeta Wyborcza
 2006-10-25

 Leszek Kostrzewski; Piotr Miączyński 2006-10-25, 

Sklepy nie będą mogły pracować w najważniejsze święta państwowe i kościelne, np. 1 listopada czy w święta Bożego Narodzenia 
Pomysł zakazu handlu w niedzielę zgłosiła jeszcze w ubiegłym roku Liga Polskich Rodzin. Idea ma wielu zwolenników wśród rządzącej koalicji. Argumenty za? Hipermarkety to wyzysk, a niedziele powinno się spędzać z rodziną. 
Jednak dziś PiS i LPR z zakazu handlu w niedzielę się wycofują. Głównie z powodu oporu społecznego wobec tego pomysłu. Według badań PBS dla "Gazety" przeciw zakazowi handlu w niedzielę jest 62 proc. Polaków. Za zakazem - 34 proc.
Zamiast tego politycy koalicji proponują, aby handlu zakazać w pięć do ośmiu wybranych dni w roku, m.in. 1 i 11 listopada, 1 oraz 3 maja, a także w Boże Ciało. 
- To kompromis między tymi, którzy nie chcą w ogóle zakazów, a tym, którzy chcieliby zakazu handlu w niedzielę - twierdzi Tadeusz Cymański, wiceprzewodniczący klubu PiS. 
- Ograniczenie handlu w niektóre dni roku pomoże przekonać opinię publiczną, że wprowadzenie całkowitego zakazu nie jest żadną tragedią - twierdzi Andrzej Mańka z LPR (jeden z współautorów projektu o zakazie). 
Zakaz handlu obowiązywałby wszystkich - zarówno małe sklepy osiedlowe, jak i wielkie hipermarkety. To duża zmiana, bo według pierwotnego projektu Ligi szlaban na niedzielny handel miał nie dotyczyć drobnych przedsiębiorców, którzy w swoich sklepach spożywczych zatrudniają nie więcej niż dziesięciu pracowników i mają obroty poniżej 2 mln euro rocznie.- Takie przepisy budziły jednak wątpliwości co do ich zgodności z konstytucją - przyznaje Mańka. 


powrót>>>

 

PRACOWNICY HIPERMARKETÓW
 CZUJĄ SIĘ JAK ŻEBRACY
źródło: Dziennik
 2006-10-19

 
- Płace w tej samej sieci hipermarketów w Polsce są nawet dziesięć razy niższe niż na Zachodzie. A pracy jest więcej i w cięższych warunkach - alarmuje "Dziennik" z 19 października, w artykule "Polacy traktowani są jak niewolnicy". Autorki tekstu Magdalena Janczewska i Paulina Olbrysz informują, że kasjerki w hipermarketach Tesco w Polsce otrzymują wynagrodzenie w wys. 700 zł. Tymczasem za tę samą pracę w brytyjskim sklepie tej sieci dostałyby 6000 zł! - Polacy mają dość traktowania ich jak taniej siły roboczej - piszą dziennikarki. Pracownicy hipermarketów w Anglii i Niemczech poinformowani o zarobkach ich polskich kolegów zatrudnionych w tych samych dyskontach wyrażają olbrzymie oburzenie na stosowane w naszym kraju praktyki.
- To skandal! Powinny się tym zająć związki zawodowe. Czemu nikt z tym nic nie robi? - pyta zbulwersowana pracownica Tesco w Liverpoolu, zarabiająca 1200 funtów miesięcznie. - Nie przeżyłbym za takie pieniądze -dodaje student z Kolonii, który nie wyobraża sobie pracy za 700 zł miesięcznie. - Zresztą nie sądzę, aby ktokolwiek w Niemczech takiej pracy się podjął. Przecież koszty życia i jedzenia wcale się u nas tak bardzo nie różnią. Rzecznika niemieckiego koncernu Real Marcusa Jabłońskiego nie razi fakt, że
w niemieckim sklepie za tę samą pracę kasjerka zarabia ok. 2000 euro (8 tys. zł). Mówi, że w wynagradzaniu pracowników w Polsce punktem odniesienia są dla pracodawcy płace obowiązujące w branży w kraju.
- Nasza polityka płac skupia się na tym, aby za odpowiednie wyniki dawać odpowiednie wynagrodzenie - odpowiada enigmatycznie na zarzuty "Dziennika". Gazeta wskazuje, że pracownicy Reala w Polsce czują się po prostu wykorzystywani. - Jak mam szczęście, to z kasy schodzę po 6 godzinach, ale od razu pędzę do toalety i wracam? Nie mam nawet czasu zrobić sobie herbaty. Nadgodziny mam non stop, więc życie prywatne idzie w zapomnienie. Pracuję tu, bo w moim mieście jest ogromne bezrobocie i nie mam innego wyjścia - skarży się jedna z pracownic tej sieci.
Na łamach "Dziennika" Reiner Kuschewski z niemieckiego związku zawodowego radzi Polakom: organizujcie się, tylko wtedy macie szanse coś wynegocjować, a Marlena Laskowska odpowiadająca za rozwój związku NSZZ "Solidarność" informuje, że w Polsce zrzeszonych jest ok. 4 tys. pracowników hipermarketów, a łącznie jest ich ponad 100 tyś i stwierdza, że "S" w marketach nadal ma małą siłę przebicia. Autorki artykułu przyznają, że zarządzający sieciami handlowymi na razie nie zauważają problemu. Na pytanie "Dziennika", czy brak pracowników w Carrefourze nie wynika z tego, że za mało płacą, Katarzyna Kosel, dyrektor zarządzający zasobami ludzkimi, odpowiada: - Można zaobserwować zwiększoną liczbę osób rezygnujących z pracy w Carrefour z powodu znalezienia pracy za granicą. I tyle.

DZIENNIK 19.10.2006

Polacy wstępujcie do związku zawodowego-organizujcie się,tylko wtedy macie szansę.
 

powrót>>>

 

 

 Pierwszy związek w sieci Lidl zakładano nocą

 źródło: Gazeta Wyborcza
 2006-09-28

 Artur Brykner, Gorzów Wielkopolski 2006-09-29 


W gorzowskich sklepach Lidl powstały pierwsze w Polsce związki zawodowe tej sieci. Nocą na parkingu przed sklepem. "S": Związki będą wszędzie tam, gdzie ludzie tego chcą 

Magdalena Zawiślak została szefową pierwszego związku zawodowego w sieci Lidl- Dyrekcja szykanuje i zwalnia pracowników. W środę zawiadomiliśmy prokuraturę o łamaniu prawa przez zarząd Lidl Polska - mówi Jarosław Porwich, szef gorzowskiej "Solidarności".
Grupa inicjatywna umówiła się w piątek po godz. 22 na parkingu pod marketem przy ul. Mickiewicza. Do Magdaleny Zawiślak, kierowniczki sklepu i inicjatorki założenia związku, podeszły dwie osoby z kierownictwa Lidl Polska w Poznaniu. Jerzy Łoza, kierownik ds. sprzedaży, nakazał jej wejść do sklepu. - Groził, że jeśli tak nie zrobię, to ochrona użyje siły. Nie zgodziłam się, bo byłam już po godzinach pracy - mówi Zawiślak.
Pozostałych pracowników, chociaż też byli po pracy, ochrona zamknęła w sklepie. Na parkingu członkowie zarządu firmy przekonywali kierowniczkę, aby nie zakładała związków. Do tego samego namawiano pracowników zamkniętych w sklepie. W końcu ktoś z "aresztowanych" zadzwonił do szefa gorzowskiego regionu "Solidarności" Jarosława Porwicha. - Natychmiast pojechaliśmy pod Lidla - relacjonuje Porwich (w latach 80. znany działacz gorzowskiego podziemia). - Na parkingu ochroniarze bronili dostępu do pani Zawiślak. Byli wystraszeni, ale bardzo stanowczy. Pytali, w jakiej sprawie chcemy z nią rozmawiać i kim jesteśmy. Mariusz Kępiszak, wiceprzewodniczący "Solidarności" powiedział, że jest mężem kierowniczki. Krzyknął: "Magdalena, choć już do domu!" Ochroniarze zgłupieli. Puścili ją. Powiedzieliśmy wtedy na głos, że jedziemy do siedziby "Solidarności" zakładać związek. Wtedy z marketu wysypali się kolejni pracownicy. Ludzie przestali się bać.
Kilkudziesięcioosobowa grupa pracowników Lidla na piechotę dotarła do biura regionu "S". Tam zrobili zebranie założycielskie organizacji zakładowej "Solidarności" obu gorzowskich marketów. Do związku weszli kierownicy tych placówek: Magdalena Zawiślak i Łukasz Jarczyński. W każdym z obu sklepów pracuje po ok. 20 osób. Prawie wszyscy zapisali się do "S". Na drugi dzień do innych sklepów sieci Lidl pocztą pantoflową dotarła informacja o powstaniu związków. - Dzwonią do nas z całej Polski. Mówią, że czekają na nas, że trzymają kciuki. Ale strasznie się boją - mówi Zawiślak.
Gdy w tym tygodniu inicjatorzy powstania związku pojechali do sklepów sieci w miejscowościach wokół Gorzowa, za nim jechał samochód dyrekcji Lidla. W Sulechowie pracownicy sklepu dowiedzieli się od ochroniarzy z firmy Gwarant pilnujących sklepów Lidl, że mają zakaz kontaktu ze związkowcami z Gorzowa. Posypały się pierwsze zwolnienia. "Solidarność" dowiedziała się o trzech osobach, którym podziękowano za pracę, bo próbowały związkowej roboty. 
Przez cały tydzień nikomu z zarządu regionu gorzowskiej "S" nie udało się porozmawiać z kierownictwem Lidl Polska o sytuacji w Gorzowie ani umówić się na spotkanie. - Unikają rozmów, wyłączają telefony. To jakaś gra - mówi Porwich. Region wysłał pocztą kurierską do dyrekcji Lidla zawiadomienie o powstaniu związków. - Nikt się z nami nie skontaktował, chociaż bardzo prosiliśmy, za to zaczęły się szykany, szantaż i zastraszanie pracowników - mówi Porwich. 
W środę "Solidarność" zawiadomiła o łamiących prawo poczynaniach kierownictwa Lidla: prokuraturę i Państwową Inspekcję Pracy. Oddzielne pismo wysłała do wicepremiera Ludwika Dorna oraz wiceministra MSWiA Marka Surmacza, posła PiS z Gorzowa. 
- Tak dalej być nie może. Lech Wałęsa w sierpniu '80 powiedział: "Mamy niezależne, samorządne, związki zawodowe". I będą związki. Wszędzie tam, gdzie ludzie tego chcą! - mówi zdenerwowany Porwich.
Przez ostatni tydzień żadnej z lokalnych gorzowskich redakcji nie udało się skontaktować z nikim z zarządu Lidl Polska. Komórki do członków zarządu milczą, nie ma żadnej odpowiedzi na e-maile. 
Próbowaliśmy dzwonić na telefon stacjonarny do poznańskiej siedziby sieci Lidl. - Nie łączę z szefem rozmów zewnętrznych - odpowiedziała sekretarka.
W sieci ponad 200 sklepów Lidl pracuje ponad 5 tys. pracowników. Większość ma umowy na czas określony. Władze "Solidarności" obawiają, że każdy, kto nawiąże kontakt z działaczami związkowymi w jednym z 37 regionów NSZZ "Solidarność", zostanie natychmiast zwolniony z pracy.
- Nie chcę się wypowiadać dzisiaj o nieprawidłowościach w sieci Lidl. Te sprawy będziemy załatwiać bezpośrednio z dyrekcją, a nie przez media. Jako związek wystąpimy do pracodawcy o informacje dotyczące m.in. warunków pracy i płacy. Chodzi nam o stosowne regulaminy. Chcemy tylko zapoznać się z funkcjonowaniem zakładowego funduszu świadczeń socjalnych oraz z innymi przepisami obowiązującymi w firmie, które regulują nasz czas pracy, obowiązki, normy, płace itd. - tłumaczy Magdalena Zawiślak.

powrót>>>

 Zwolniony za założenie "S" w Media Markt

 źródło: Gazeta Wyborcza
 2006-09-20

 Krzysztof Katka, Gdańsk 2006-09-20 


W gdańskim Media Markcie powstał pierwszy w tej sieci związek zawodowy. - Będziecie żałować - ostrzegł dyrektor. Już zwolnił przewodniczącego "S" i o 100 proc. podniósł ceny napojów dla załogi 
 
Andrzej Rosiński chciał założyć ''Solidarność'' w Media Markcie. - To jest tak głupie, tak niewdzięczne - usłyszał od dyrektoraSzef działu obsługi klienta Andrzej Rosiński zebrał podpisy 15 pracowników i stanął na czele tymczasowej komisji zakładowej. Jego zastępcą został Marcin Knieć. Chcieli wywalczyć podwyżki płac (sprzedawcy zarabiają ok. 1300 zł brutto), uregulować wypłaty za nadgodziny i nakłonić dyrekcję do zamontowania wydajniejszej klimatyzacji (zimą jest za zimno, latem za gorąco).
Pożałuje cała załoga 
Media Markt jest częścią koncernu Metro Group, który zatrudnia 250 tys. pracowników na świecie. Dotąd w żadnym z 28 polskich marketów grupy nie powstał związek zawodowy. 
Wiadomość o powołaniu "S" Rosiński ogłosił 12 września na zebraniu kierowników działów. Zapadła cisza. 
Po chwili odzywa się dyrektor marketu Grzegorz Radzikowski: - Żeby była jasność. Pracownicy stracą wiele przywilejów. To była największa głupota, jaką mogliście zrobić w tej firmie. To jest tak głupie, tak niewdzięczne. I kto mi to zrobił? Marcina [wiceszef "S"] awansowałem, a Andrzeja nie wyrzuciłem z pracy, choć na to kilka razy zasłużył. Cała załoga będzie tego żałować, a w dużej mierze i wy. Zobaczycie. 
Rosiński próbował przekonywać: - Panie dyrektorze, chcemy, żeby w tej firmie było lepiej.
W odpowiedzi usłyszał: - Ja nie potrzebowałem waszej pomocy w ten sposób.
Dalej były już tylko groźby.
Dyrektor: - Nie wiem, co chcieliście wygrać, ale nic nie wygraliście, a dużo straciliście. Zobaczycie, jak będziecie postrzegani przez przyszłych pracodawców jako byli działacze związkowi. Andrzej już ma swoje lata, może już mu nie jest potrzebna praca. Ale jak Marcin mógł tak sobie spieprzyć przyszłość zawodową. Kurde, tu [dyrektor puknął się palcem w czoło] trzeba mieć. Nie zdajecie sobie sprawy, jakie kuku sobie zrobiliście.
Dalej Radzikowski przekonywał, że związki zawodowe są potrzebne, ale tylko w tych firmach, gdzie ludzie są źle traktowani. - Ale nie w firmie, która daje dużo więcej, niż musi.
Znamy przebieg tego spotkania, bo jeden z uczestników nagrał je na cyfrowy dyktafon.
Koniec dobrej woli pracodawcy 
"Cała załoga zaczęła żałować" już 13 września. W automatach na zapleczu marketu ceny napojów w puszkach skoczyły z 1 do 2 zł. Podrożała herbata, kawa i gorąca czekolada (z 80 gr do 1,50 zł). Dyrektor ograniczył też uprawnienia kierowników - nie mogą oni np. zamawiać towarów i zmieniać cen.
W czwartek Andrzej Rosiński został zwolniony dyscyplinarnie z art. 52 Kodeksu pracy: "ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych". Dyrektor zarzucił Rosińskiemu, że 1 września podarł skargę klientki. Wybrała ona stacjonarny aparat telefoniczny i poprosiła Rosińskiego, by go podłączył i zaprezentował sygnał dzwonka. Rosiński odmówił, bo w całym Media Markcie nie ma możliwości technicznych podłączenia aparatu. - Zniszczyłem skargę jako niezasadną. Mój błąd, który został wykorzystany - mówi.
Dyrektor Radzikowski nie chciał rozmawiać z "Gazetą". Jego stanowisko znalazło się jednak w piśmie przesłanym do "Solidarności". Napisał, że w jego firmie nie dochodzi do szykanowania pracowników. Ustosunkował się też do podwyższenia cen: "Możliwość korzystania z częściowo finansowanych przez pracodawcę napojów gazowanych nigdy nie była gwarantowanym przywilejem socjalnym, a jedynie wyrazem dobrej woli pracodawcy". 
Związek nam niepotrzebny 
W obronie zwolnionego związkowca wystąpiła już Komisja Krajowa "Solidarności". Szef działu rozwoju związku Krzysztof Zgoda poprosił już szefów Media Marktu o spotkanie. Zaapelował też o pomoc do światowej centrali zrzeszającej pracowników handlu - UNI Commerce. Zarząd regionu gdańskiej "Solidarności" postanowił wczoraj skierować sprawę do prokuratury oraz do Państwowej Inspekcji Pracy, żądając przywrócenia Rosińskiego do pracy. Zarząd tymczasowej komisji zakładowej ma zagwarantowaną ustawowo półroczną ochronę przed zwolnieniem. Wyrzucenie Rosińskiego było więc złamaniem prawa. 
Zakładanie związków zawodowych w dużych sieciach handlowych nie zawsze napotyka się na taki sprzeciw. Marlena Laskowska, organizator związkowy "S": - W sieciach Tesco i Carrefour nie ma większych problemów. Te firmy podpisały z nami porozumienia i zezwalają na działalność związkową. Są jednak firmy, które zrobią wszystko, żeby u nich związek nie powstał. Tak jest w sieciach Real, Leclerc czy Kaufland. Dwa lata temu powstała "S" w UPC. Tam rano dyrekcja dowiedziała się o powołaniu związku, a po południu jego lider był już na bruku. Poruszyliśmy wtedy niebo i ziemię, były pikiety w kilku miastach, interwencje w międzynarodowych organizacjach i sprawa sądowa. Niedawno ten zwolniony lider zawarł z UPC ugodę i wycofał swoje roszczenia. Związek jednak nie istnieje i pewnie jeszcze przez dekadę nikt nie odważy się go założyć. Pracodawca postawił na swoim. 
Wioletta Batóg, rzecznik prasowy sieci Media Markt w Polsce: - Nie uważamy, że istnienie związku jest szkodliwe dla firmy czy pracowników. W Gdańsku nie było takiego przypadku, żeby dyrekcja groziła osobom, które zakładały tam związek. Znam dyrektora tamtejszego marketu, wiem, że nie pozwoliłby sobie na coś takiego. 
Tymczasem wśród pracowników Media Marktu w Gdańsku rozpowszechniane jest oświadczenie do podpisania z treścią: "Nie widzimy potrzeby istnienia związku zawodowego w naszym sklepie, nie stwierdziliśmy w firmie łamania kodeksu pracy".

Po usunięciu Rosińskiego pięć osób deklarujących wcześniej chęć zapisania się do "S" zrezygnowało. Pozostali, którzy przystąpili do związku, drżą w obawie, że szefostwo pozna ich nazwiska. Zwolnienia z pracy pod byle pretekstem spodziewa się wiceprzewodniczący Marcin Knieć.

  powrót>>>

Pracodawcy zmienili zdanieźródło: Tygodnik Solidarność Śląsko-Dąbrowski Nr 5 /2006

Najważniejsze polskie organizacje zrzeszające placówki handlowe domagają się ustawowego uregulowania kwestii handlu w niedziele i święta. Na biurku Marszałka Sejmu Marka Jurka trafiło stanowisko podpisane między innymi przez: Polską Izbę Handlu Naczelną radę Zrzeszeń Handlu i Usług oraz Kongregację Przemysłowo-Handlową.

- To oznacza, że w środowisku pracodawców nie mamy już przeciwnika, tylko partnera, który również wskazuje na konieczność prawnego zagwarantowania wolnych niedziel i świąt – mówi przewodniczący Krajowej Sekcji Pracowników Handlu NSZZ „Solidarność”  Alfred Bujara i podkreśla, że zmiana stanowiska pracodawców może być krokiem milowym w rozwiązaniu problemu.

Zdaniem Andrzeja Lewińskiego Prezesa Zarządu Polskiej Izby Handlu najważniejsze jest dostosowanie polskich rozwiązań systemowych, do uregulowań przyjętych w rozwiniętych krajach europejskich. – Zakaz pracy w niedzielę to pierwszy krok  do ucywilizowania polskiego ustawodawstwa  - dodaje A.Lewiński.

Kwestię handlu w niedzielę i święta można rozwiązać na dwa sposoby: poprzez naniesienie poprawek do Kodeksu Pracy lub stworzenie odrębnej ustawy. Tutaj zdania są podzielone. Związkowców najbardziej interesują zmiany w Kodeksie Pracy natomiast pracodawcy podkreślają, że najlepiej byłoby opracować odpowiednią ustawę . Jednak w obecnej chwili to pierwsze rozwiązanie wydaje się być bardziej realne. Dlatego środowiska handlowe w stanowisku wystosowanym do Marszałka sejmu wskazują na konieczność szybkiego wprowadzenia pod obrady Parlamentu projektu ustawy o zmianie ustawy z dnia 26 czerwca 1976 roku – Kodeks Pracy. Dokument ten został przygotowany przez Ligę Polskich Rodzin, ale zarówno A.Bujara jak i A.Lewiński podkreślają , że istotne jest zrewidowanie niektórych poprawek wprowadzonych przez te ugrupowanie. LPR zaproponowała bowiem, by to pracownicy podpisywali oświadczenia, że nie zgadzają się na pracę w niedzielę i święta – Nie możemy również zaakceptować zapisu, że sklepy oferujące artykuły pierwszej potrzeby i żywność zatrudniające mniej niż pięciu pracowników, byłyby wyłączone z zakazu handlu w dni świąteczne – dodaje A.Bujara – Byłoby to nierówne traktowanie podmiotów rynkowych.

Tymczasem pracownicy deklarują, że zaakceptują wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę i święta, ale właśnie pod warunkiem, że będzie on dotyczył wszystkich podmiotów, z nielicznymi wyjątkami, takimi jak apteki, dworce i stacje benzynowe.

- Na takim stanowisku stoi Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji, zrzeszająca hipermarkety i supermarkety – podkreśla przewodniczący.

Jego zdaniem zmianom w Kodeksie Pracy powinna towarzyszyć nowelizacja ustawy o samorządzie lokalnym. – Ze względu na festyny, czy święta okolicznościowe samorządy powinny mieć możliwość decydowania o wprowadzeniu kilku niedziel handlowych w roku – twierdzi Bujara.

Zarówno pracodawcy, jak i związkowcy są zgodni, że pod obrady Parlamentu powinien również trafić projekt ustawy o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych. Dokument zakłada przekazanie gminom kompetencji dotyczących lokalizacji i budowy dużych sklepów.

 

Agnieszka Konieczny     

 

17 stycznia w Warszawie przedstawiciele środowisk związanych z handlem m.in. Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, Polskiej Izby Handlu, Naczelnej Rady Handlu, Kongregacji Kupieckiej i Kongregacji Przemysłowo-Handlowej  dyskutowali na temat konieczności prawnego wprowadzenia zakazu handlu w niedziele i święta.

 

powrót>>>

Ucywilizować polskie prawoźródło: Tygodnik Solidarność Śląsko-Dąbrowski Nr 5 / 2006

 

Z Prezesem Zarządu Polskiej Izby Handlu Andrzejem Lewińskim rozmawia Agnieszka Konieczny.

 

-         Dlaczego organizacja zrzeszająca sieci handlowe wskazuje na konieczność wprowadzenia ustawowego zakazu handlu w niedzielę i święta?

Przykładem jest dla nas stowarzyszenie detalistów niemieckich, które bezwarunkowo opowiada się za zakazem handlu w dni świąteczne. Pracownicy sklepów i ich właściciele powinni w niedzielę wypoczywać, zamiast stać za ladą . Doprowadźmy wreszcie do ucywilizowania polskich przepisów, rozpoczynając od rozwiązania, tego tak naprawdę małego problemu w skali gospodarczej. Niech w dni świąteczne ludzie korzystają z usług, pójdą do kawiarni, czy restauracji. Mają przecież tysiące różnych możliwości spędzenia wolnego czasu i nie muszą stawać się niewolnikami niedzielnych zakupów.

-         Jednak do tej pory przedstawiciele środowisk handlowych – zasłaniając się względami ekonomicznymi - nie chcieli słyszeć o zakazie handlu w niedzielę i święta …

Czy z tego powodu, że sklepy w dni świąteczne zostaną zamknięte, będziemy chodzić głodni? Uważam, że jeżeli wprowadzony zostanie ustawowy zakaz handlu w niedzielę i święta, to obrót placówek handlowych wcale się nie zmniejszy, tylko cała sprzedaż wykonana zostanie w pozostałe dni.

-         Są jednak środowiska, które twierdzą, że wszelkie zakazy są niezgodne z Konstytucją i prawem do wolności?

Oczywiście napotykamy na ostry atak kierunków pseudoliberalnych, ale ja się z nimi nie zgadzam. We wszystkich cywilizowanych krajach nawet w USA i Japonii, ograniczenia są i będą. W dążeniu do wprowadzenia ustawowego zakazu handlu w niedzielę i święta nie jesteśmy przecież osamotnieni. Współpracujemy z Kongregacją Przemysłowo-Handlową i Naczelną Radą Zrzeszeń Handlu i Usług.

-         Które z rozwiązań obowiązujących w państwach europejskich chciałby Pan przenieść do Polski?

LPR proponuje wprowadzenie zmian do Kodeksu Pracy, podobnie jest we Francji. Nam jednak bliższe byłoby rozwiązanie włoskie, czy niemieckie, gdzie obowiązuje odrębna ustawa gwarantująca wolne niedziele, oczywiście z pewnymi wyjątkami.

- Dziękuję za rozmowę.

 

powrót>>>

Niedziela bez supermarketu

(artykuł z Tygodnika Solidarności 

nr 5 (906) 3 lutego 2006)

 Alicja Dzierzbicka

 

Bardzo prawdopodobne, że już niedługo zarówno supermarkety, jak i mniejsze sklepy będą miały wolne w niedziele i święta. Stowarzyszeniom zrzeszającym przedstawicieli środowisk handlowych pierwszy raz udało się zająć wspólne stanowisko, które może mieć wpływ na zmianę kodeksu pracy. - Teraz trzeba do tego przekonać parlament i opinię publiczną - mówi Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Handlu Pracowników NSZZ Solidarność. 

Praca w handlu do najłatwiejszych nie należy. Często za najniższą krajową trzeba pracować przez 7 dni w tygodniu w trudnych warunkach. Wszystko odbywa się kosztem rodziny. W zmianie kodeksu pracy chodzi głównie o to, aby poprzez regulacje zbliżyć się do sytuacji panującej w krajach Unii Europejskiej i poprawić warunki pracy - tłumaczy Bujara. 
Po raz pierwszy w sprawie wolnych niedziel i świąt dla pracowników placówek handlowych organizacja związkowa nie ma przeciwników w osobach pracodawców. Na ostatniej konferencji Komitetu ds. Handlu Krajowej Izby Gospodarczej większości środowisk kupieckich udało się osiągnąć wspólne stanowisko w tej sprawie. Wynikiem tego jest petycja, jaka została wystosowana do marszałka sejmu Marka Jurka, by sejm przyspieszył wprowadzenie zmian regulujących kwestie pracy w niedziele i święta. 

Diabeł tkwi w szczegółach 
W sejmie jest już - od grudnia ubiegłego roku - projekt ustawy, która ograniczałaby możliwości pracy w niedziele i święta, stworzony przez posłów Ligi Polskich Rodzin. Petycja handlowców stanowi poparcie dla tego projektu, jednak nie wszystkie zawarte w nim zapisy odpowiadają uczestnikom konferencji. Według LPR w niedziele i święta mogłyby handlować sklepy sprzedające wyłącznie żywność i artykuły pierwszej potrzeby i to takie, które zatrudniają nie więcej niż pięciu pracowników. Temu zapisowi stanowczo sprzeciwia się i reprezentujący Solidarność Alfred Bujara, i przedstawiciele Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHID) zrzeszającej sieci hipermarketów w Polsce, takie jak: Géant, Auchan i Carrefour.
- Ograniczenia powinny dotyczyć wszystkich sklepów. Nierówne traktowanie jest niezgodne z konstytucją - podkreśla Bujara.

Bez równych i równiejszych
Pod petycją do Marka Jurka podpisali się prezesi Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług, której podlegają małe sklepiki, Kongregacji Przemysłowo-Handlowej i Polskiej Izby Handlu. Ich stanowisko jest jasne: regulacje muszą dotyczyć wszystkich placówek handlowych w równej mierze. Nie powinno się ich dzielić np. ze względu na liczbę zatrudnionych, a kary za złamanie przepisu powinny być proporcjonalnie wysokie.
- Pracodawcy nie są przeciwnikiem wprowadzenia takich, zrównujących wszystkie sklepy, ograniczeń. Jestem zadowolony ze stanowiska środowisk handlowych, powołujących się na ustawowe regulacje unijne. Od 10 lat żądamy prawnego uregulowania tych kwestii bez względu na wielkość sklepu i ilość zatrudnianych tam osób. Teraz trzeba do tego przekonać parlament i opinię publiczną - mówi Bujara.
- Wierzymy w to, że rząd sam wyjdzie z propozycją regulacji związanych z zakazem handlu w niedziele i święta. Jeżeli taka inicjatywa się nie pojawi poprzemy projekt LPR. Ważne jest to, że ponownie ożyła dyskusja na ten temat - mówi Andrzej Lewiński, dyrektor Polskiej Izby Handlu.
Izba podziela pogląd o konieczności wprowadzenia wolnych niedziel i świąt. Powołuje się przy tym na regulacje istniejące ustawowo w innych krajach Unii Europejskiej. W Niemczech zakaz handlu w dni świąteczne wynika z ustawy normującej czas pracy placówek handlowych. Wyjątek stanowią tu apteki, stacje benzynowe, kioski oraz sklepy na dworcach i lotniskach. Odstępstwem są również objęte sytuacje, gdy władze lokalne dopuszczają możliwość handlu. Zasada generalna pozostaje jednak niezmienna. Pracy w dni świąteczne sprzeciwiły się tu związki zawodowe, organizacje kościelne i Federalne Zrzeszenie Niemieckiego Handlu Detalicznego (HDE), które to domagało się kategorycznego zakazu handlu w niedziele i święta (dopuszczali jedynie cztery wyjątki w roku). Podobne zasady obowiązują w Anglii, Francji i Włoszech, choć w każdym z tych krajów możliwe są pewne odstępstwa, wyraźnie określone w odpowiednich ustawach. 

Zasada i wyjątki
Podobnie miałyby wyglądać regulacje w polskim ustawodawstwie. 
- Powinno się określić wyjątki od zasady generalnej - mówi Bujara. Jego zdaniem należy wprowadzić zmiany w ustawie o samorządzie terytorialnym. Wówczas władze lokalne mogłyby decydować o udzielaniu zgody na handel w niedzielę i święta w szczególnych wypadkach. Odstępstwa powinny dotyczyć świąt miast czy organizowanych okazjonalnie festynów i jarmarków. Planuje się również wprowadzić handlowe niedziele przed świętami Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Wyjątkiem byłyby objęte też apte