Dziś mamy: czwartek, 02 grudnia 2021r.


Co jest dla Ciebie priorytetem w rozmowach NSZZ „Solidarność” z rządem?
Zobacz wynik sondy





27 sierpnia 2010 - Inauguracja dni Solidarności

Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność” przy udziale władz miasta i sponsorów zorganizował na Bulwarze nad Wartą jubileuszowy koncert na który zaprosił artystów reprezentujących różne pokolenia. Atmosferę tamtych czasów o 18:00 na scenie udekorowanej powiewającymi sztandarami Solidarności przypomniała PROFORMA, śpiewając piosenki Jacka Kaczmarskiego - m.in. Modlitwa, Mury, Przemysława Gintrowskiego - Cesarz (do słów wybitnego poety Zbigniewa Herberta, który nawet w wolnej Polsce wykazał się przenikliwością i nazwał Adama Michnika z Gazety Wyborczej wielkim manipulatorem i kłamcą ryzykując utratę niemal pewnej nagrody Nobla). Poznański kwartet zaskoczył mnie też własną przeróbką piosenki Nicka Cave'a & THE BAD SEEDS The Weeping Song z własnym polskim tekstem. Zwłaszcza, że Gorzki płacz to naprawdę przejmujące, bardzo wierne i zgrabne tłumaczenie oryginału. Zespół sięgnął też po 2-3 własne kompozycje, z których największe wrażenie zrobił na mnie Błazen.
Punktualnie o 19:00 swój koncert rozpoczął SZTYWNY PAL AZJI. Po krótkim wstępie zabrzmiał największy przebój Wieża radości wieża samotności, a zespół często sięgał po kompozycje obecnego na scenie Kisińskiego z debiutanckiej płyty Europa i Azja (1987), która promowana w radiowej Trójce i Rozgłośni Harcerskiej sprzedała się w ilości prawie 70-tysięcy egzemplarzy. Problem w tym, że ich aktualny wokalista Bartek Szymoniak (laureat III miejsca w czwartej edycji Idola) zastąpił naiwność tamtych piosenek chłodnym profesjonalizmem. Dlatego dopiero pod koniec koncertu, gdy Bartek śpiewał już na większym luzie, jego wersja Wieży wypadła bardziej przekonująco, a ze starych piosenek obok Nieprzemakalnych najbardziej podobało mi się Nasze Reggae, które wykonał ponownie jako bis. Wówczas nad Wartą zachodziło już słońce, a bulwar zapełnił się już 5-tysięcznym tłumem. W zasadniczej części usłyszeliśmy też późniejsze utwory jak Nie zmienię świata, Łoże w kolorze czerwonym i Przepraszam. Dobrym gestem była też piosenka Kiedy już będę dobrym człowiekiem z repertuaru CHŁOPCÓW Z PLACU BRONI przypominająca zmarłego 10 lat temu w wypadku Bogdana Łyszkiewicza - zwłaszcza, że oba zespoły, należące 20 lat temu do nurtu Krajowej Sceny Młodzieżowej przyjaźniły się ze sobą.
Kolejnym przedstawicielem tego dawnego nurtu jest KOBRANOCKA, która pojawiła się na scenie w pół do dziewiątej wieczorem, jednak pierwsze 20 minut musiała poświęcić na próbę. W efekcie braku profesjonalizmu koncert opóźnił się o pół godziny i dopiero kilka minut przed 21:00 usłyszeliśmy początek: Ela, czemu się nie wcielasz - doskonałą satyrę na wojsko, do którego w czasach PRL wcielano także pederastów - jak śpiewał Kobra. I choć z oryginalnego składu obok Kobry Kraińskiego został jedynie basista Szybki Kazik, to zespół sięgał głównie po stare utwory jak Póki to nie zabronione, I nikomu nie wolno się z tego śmiać czy List. Ostatnią z tych piosenek Kobra zadedykował Jarosławowi Porwichowi - szefowi gorzowskiej Solidarności i wspomniał: nauczyłem go pewnej czynności - nie powiem jakiej. Warto wspomnieć, że toruński zespół występował w Gorzowie po raz trzeci w karierze - pierwszy występ miał miejsce 20 lat temu, na X-leciu Solidarności u boku m.in. ARMII i REDS. Paradoksalnie, KOBRANOCKA na solidarnościowym jubileuszu sięgała też po antyklerykalne i antyżydowskie utwory jak Hipisówka czy Daj na tacę z wersem: żydokomuna żeby zdechła - daj na tacę. Kobra przypomniał, że jego rodzime miasto jest siedzibą Tadeusza Rydzyka i Radia Maryja, choć na jubileuszu Solidarności powstrzymał się od krytyki jakiejkolwiek ze stron. Myślę, że świadczy to u jego dojrzałości. Usłyszeliśmy też 2 nowe, ale słabe piosenki z nadchodzącej płyty, a zespół zapowiedział, że we wtorek 31 sierpnia 2010 w Toruniu zagra swój koncert z okazji swojego XXV-lecia. Z ciekawostek usłyszeliśmy piosenki REPUBLIKI i Grzegorza Ciechowskiego - Kombinat i Paryż Moskwa 17:15, a w środku tłumu część osób w różnym wieku urządziła sobie lekkie pogo jak w czasach dawnego Jarocina. Zespół skończył o 22:20 wymęczonym bisem Kocham cię jak Irlandię, a młodsza część publiczności domagała się Ewy Farny i głośno wyrażała swoje niezadowolenie z powodu opóźnienia. Organizatorzy stłumili je rozdając prezenty związane z Solidarnością, a atmosfera pozostała miła.
Wreszcie o 22:30 rozpoczął się koncert Ewy, która przeprosiła za półgodzinne opóźnienie. Cóż, przykre, że tak późna pora uderzyła w najmłodszych jej fanów - kilkuletnie dzieci, które przyszły wraz z rodzicami. Zresztą popularność Ewy ogarnia też starsze pokolenia - organizatorzy z uznaniem chwalili jej głos, twierdzili, że Ewa zdetronizuje Dodę, a w swojej zapowiedzi odczytali kilka tytułów z przyklejonej do sceny rozpiski utworów - m.in. Tam, gdzie nie ma dróg i zastanawiali się, czy Zaolzianka zaśpiewa coś po czesku. Cóż, ja talent Ewy odkryłem niemal 3 lata wcześniej, gdy oglądałem ją na żywo w Czechach, więc powtórka sukcesu w Polsce bardzo mnie cieszy. Zwłaszcza, że jej czeski zespół (…) potraktował sprawę rutynowo i profesjonalnie - swoje próby odbył już po południu. Dlatego zainstalowanie na scenie zajęło Czechom ledwie 5 minut. Co ciekawe, Ewa nigdy wcześniej nie grała koncertu na północnym zachodzie Polski. Ale z drugiej strony warto wiedzieć, że w czasach dynastii Wacławów,  Gorzów Wielkopolski znajdował się w granicach Czech (!), choć nasi południowi sąsiedzi nigdy w historii nie zdobyli dostępu do morza.
Występ Ewy w zasadzie przypominał mi ten, który oglądałem już w tym roku w Lubinie. Mimo nowego intro, na początek usłyszeliśmy Już dorośnij (kompozycję Markusa Trana - obecnie EMBASSY), współczesną wersję Polowania na motyle i Bez ciebie, którą Ewa poprzedziła prostą zapowiedzią o choreografii. Tyle, że ja już nie miałem czasu aby dalej oglądać jej koncert, gdyż musiałem wracać do domu. Jeszcze o 23:00 Farna spełniła życzenie organizatorów i zaśpiewała po czesku Obrazovą Vilę, którą słyszałem przejeżdżając obok sceny gdy mijałem most na Warcie. Pamiętam, że bardzo forsowała swój głos. Ale z drugiej strony Obrazova Vila jest jedną z jej ulubionych piosenek, więc mogła pozwolić sobie na improwizację.
Andrzej Buda (blog), Obs.